Prztyczek dla Anieli M.

Kilka ostatnich felietonów poświęciłem zagadnieniom dotyczącym naszego własnego podwórka. Tymczasem w świecie otaczającym nasz szczęśliwy kraj, dzieją się rzeczy różne, a pośród całego mnóstwa zdarzeń niepokojących i tragicznych, jak choćby zamach w Manchesterze, czy kolejne żądania przyjmowania muzułmańskich najeźdźców kierowane do Polaków, są też i takie, które rozbudzają nasze nadzieje. Jednak – ze względu na to, do kogo należy większość mediów w Polsce – trzeba posiąść umiejętność czytania między wierszami i analizowania tych skąpych faktów, które są nam dostępne, by je dostrzec.

Dziś chcę zwrócić uwagę na szczyt G7, który kilka dni temu zakończył się na Sycylii. Krótki przegląd komunikatów, jakie znalazły się w mediach tak zwanego głównego ścieku, czyli m.in. w Wyborczej, TVNie i Newsweeku, mógłby mniej zorientowanego czytelnika wprowadzić w błąd. Można tam przeczytać, że szczyt nie zakończył się sukcesem, ze względu na niechęć Donalda Trumpa do ulegania forsowanym przez Brukselę ograniczeniom emisji gazów cieplarnianych, zapisanym w porozumieniu paryskim. Oczywiście, do zwykłych zjadaczy chleba nie docierają informacje naprawdę istotne i nie dowiadujemy się tego, o co naprawdę tam chodzi, ale – pomni tego, jak ograniczone zaufanie można mieć do niemieckich mediów w Polsce – spróbujmy skupić się na faktach. Po pierwsze, po zakończeniu szczytu nie doszło do zwyczajowych konferencji prasowych z udziałem prezydenta USA i kanclerz Niemiec. Ta ostania zaprosiła tylko na krótką rozmowę przedstawicieli mediów niemieckich. Powód jest oczywisty: usłużnym niemieckim dziennikarzom Angela Merkel może nakazać, by pisali tylko to, na co im sama pozwoli. Konferencja Trumpa w ogóle nie została przewidziana.  Po drugie, na wiecu wyborczym w Monachium kanclerz Merkel dała wyraźnie do zrozumienia, że pomiędzy Niemcami, a Ameryką istnieje znaczna różnica poglądów. A oto kilka zdań z jej wystąpienia:

“Czasy, gdy mogliśmy się całkowicie oprzeć na innych, dobiegły końca, doświadczyłam tego w minionych dniach”

“Dlatego mówię: my, Europejczycy, musimy wziąć nasze sprawy w swoje ręce”

“Musimy zdawać sobie sprawę, że sami musimy walczyć o naszą przyszłość, jako Europejczycy musimy kształtować swój los”

Jeśli jeszcze – po trzecie – przypomnimy sobie ewidentny afront, jakim zakończyło się spotkanie Angeli Merkel z Donaldem Trumpem w USA, kiedy nie podali sobie rąk na zakończenie spotkania i to, że wizytę poprzedziła dziwna sprawa z przesunięciem terminu lotu, uzasadniana naiwnie śnieżycami i – po czwarte – dołożymy do tego wszystkiego fakt dyslokacji w Polsce i krajach nadbałtyckich amerykańskich żołnierzy, czemu od zawsze sprzeciwiali się Niemcy i przeniesienie do Polski dowództwa dywizji, musimy dojść do wniosku, że pomiędzy nową administracja amerykańską, a Niemcami istnieje jakaś zasadnicza rozbieżność poglądów! Gra interesów wielkich mocarstw, która toczy się nieprzerwanie,  niewątpliwie obejmuje znacznie poważniejsze obszary i dziedziny niż emisja gazów cieplarnianych i problem globalnego ocieplenia, który w ogóle nie wiadomo czy ma miejsce. Jakaż tedy może być zasadnicza rozbieżność pomiędzy interesami USA i Niemiec? Moim, ale nie tylko moim zdaniem, sporną sprawą może być Europa Środkowa, a dokładniej kwestia zwana z niemiecka: Mitteleurope, czyli powstały jeszcze przed pierwszą wojną światową plan ustanowienia niemieckiej hegemonii w naszym rejonie świata. Możliwe, że Trump z jakichś powodów postawił tamę niemieckim zapędom i próbom utrzymania władzy nad nami. A może nie zgodził się na plany kolejnych gier operacyjnych, takich jak ta z 16-grudnia ubiegłego roku, zmierzających do odwrócenia wyników wyborów w Polsce i obalenia siłą władzy PiS-u? To może też tłumaczyć dobre samopoczucie prezydenta Andrzeja Dudy na szczycie NATO. Nie będąc ani przez chwilę na tyle naiwnym, by wierzyć, że Trump ogranicza wpływy niemieckie w Europie Środkowej dla pięknych oczu swej słowiańskiej żony, ani też z wdzięczności dla wyborców polskiego pochodzenia, można jednak wiązać z tą sytuacją pewne nadzieje. Trzeba tylko chwytać okazje!

 

Cóż my, Polacy możemy zrobić, by poprawić swoje szanse? Jest kilka możliwości. Przede wszystkim trzeba zintensyfikować działania prowadzone już przez ministra Antoniego Macierewicza, wzmacniające nasz potencjał militarny. Bo żaden sojusz nie działa równie skutecznie jak dobrze wyszkolona i wyposażona własna armia.  Jest oczywiste, że musimy za wszelką cenę szukać wspólnych interesów zarówno z Amerykanami, jak i Chińczykami. Są też przykłady bardzo prostych działań, nie wymagających żadnych prawie nakładów, poza sprytem i znajomością współczesnego świata. Należy, mianowicie przyłożyć się do propagowania naszego szczęśliwego kraju, jego zalet i naszych wartości poza jego granicami. Ostatnio furorę w świecie zrobiło kilka prostych memów:

– obrazek z warszawskiego metra, pokazany w Internecie, na którym zdumieni amerykańscy i zachodnioeuropejscy obserwatorzy zauważali brak fekaliów w wagonikach metra, oraz jednolitość etniczną i spokój siedzących tam pasażerów;

– film z Marszu Niepodległości z 2015 roku, na którym dziesiątki, o ile nie setki tysięcy Polaków wyrażają sprzeciw przeciw nachodźcom;

– zdjęcia polskiej ciężarówki z wymalowaną na burtach husarią, ale przede wszystkim

– fragment przemówienia premier polskiego rządu, pani Beaty Szydło, w którym ostrzega ona Europę, że jeśli nie nastąpi jakieś przebudzenie, to Europejczycy coraz częściej będą opłakiwać śmierć swych niewinnych dzieci w islamskich zamachach.

Czas najwyższy, żeby zjawisko medialnej globalizacji wykorzystać do naszych celów. I aż wstyd, że tłumaczeniem przemówienia pani premier na obce języki i rozpropagowaniem filmu nie zajęła się wyspecjalizowana komórka ministerstwa spraw zagranicznych, a zwykli, choć operatywni i sprytni użytkownicy Twittera. Możliwości jakie daje współczesny świt mediów są ograniczone wyłącznie wyobraźnią. Dzięki takim prostym działaniom można zwrócić na nas uwagę i sympatię świata i zniwelować – przynajmniej częściowo – skutki antypolskiej działalności propagandowej naszych wrogów.

 

Lech Mucha

 

Tekst ukazał się w tygodniku Polska Niepodległa (31.05.2017.)

O autorze: Lech -Losek- Mucha

Pogodny, uczciwy, inteligentny, leniwy (bardzo), konserwatysta, nieprzejednany antykomunista. Mężczyzna, katolik, mąż i ojciec. Zawodowo - chirurg, amatorsko - muzyk, pisarz, płetwonurek, motocyklista...