Jeśli to nie eutanazja, to co?

Czytam tu i ówdzie o oszczędnościach, jakie poczynił NFZ w wyniku kolejnej reformy zdrowia, dotyczącej m.in refundacji leków. Jedne preparaty znikają z listy leków refundowanych, inne pojawiają się, wobec jeszcze innych zmieniają się zasady refundacji.
Wydawałoby się: sprawy refundacji są po prostu porządkowane, zgodnie z postępem medycyny i dobrem pacjenta – rzecz jasna.
Od niedawna ową reformę przerabiam na przykładzie własnej rodziny.
Sprawa pierwsza: NFZ zobowiązał wszystkich lekarzy, którzy chcą mieć prawo wypisywania recept na leki z refundacją, do podpisania z nim (NFZ-em) umowy, w treści której zgadzają się na kary wobec nich za jakikolwiek błąd popełniony na recepcie (już nawet nie ustalenie, czy chory jest ubezpieczony, czy nie), chociażby omyłkę w Peselu pacjenta, albo, co jest najgorsze: zapisanie jakiegoś leku na refundację w sytuacji, gdy w konkretnej jednostce chorobowej ten lek refundowany nie jest.
W związku z tym lekarka z mojej rodziny odmówiła podpisania takiej umowy, co oznacza, że recepty na leki, które ona wypisuje, nie mogą być refundowane. Skutkuje to pierwszą oszczędnością NFZ-u wobec mnie,na przykład, bo od lat leczę nadciśnienie.
I rzecz jasna: albo po receptę będę musiała lecieć do Lekarza Rodzinnego, czekać w kolejce razem z innymi chorymi, wydłużać kolejkę dla chorych, którzy są „za mną”, albo prosić o wypisane recepty przez ową lekarkę z rodziny i zgodzić się na zapłacenie 100% ceny. Oszczędność miesięczna NFZ-u wobec mnie, to ok 20 zł, bo nie mam czasu na Przychodnię.
Kolejny przykład oszczędności NFZ-u.
W mojej rodzinie jest chory na nowotwór z przerzutami do kości. Tego typu przerzuty rozwijają się powoli i odpowiednie leczenie może przedłużyć życie choremu o kilka dobrych lat. Bo są leki na uzupełnianie powstających ubytków w kościach i powstrzymywanie powstawania nowych.
Jednak według najnowszej reformy NFZ-u lek powstrzymujący degradację kości może być refundowany tylko wtedy, gdy pracownia radiologiczna opisze rodzaj powstałych zmian w kościach i jeśli w opisie nie zostanie zaznaczone, że większość zmian ma charakter osteolityczny (porowaciejące kości) – to refundacja na tę grupę leków nie przysługuje.
I nic to, że pracownia radiologiczna nie zrobiła dokładnego opisu, bo ze zdjęć, skonsultowanych z innym radiologiem wynika coś odmiennego.
Pewnie, można biegać i prostować sprawę, zrobić kolejne badanie – czas jednak leci i choroba postępuje.
Pozostaje kupić lek prywatnie.
Dawka na miesiąc to 450 zł – i NFZ znów oszczędził.
Ostatni przykład, to dla mnie już dowód na zgodę na eutanazję.
Ponieważ mam ostatnio kontakt z onkologami, usłyszałam ostatnio coś, co zmroziło mi krew w żyłach.
Młoda onkolożka leczy z zaangażowaniem kobietę, matkę dzieciom – chorą na raka, również z przerzutami.
Chciała zapisać jej lek, który daje dobre efekty w leczeniu, niestety też dość drogi.
NFZ zgadza się na refundację, pod warunkiem, że chora nie ma przerzutów do wątroby (bo szkoda pieniędzy przy tak kiepskim rokowaniu – mój wniosek). I nieważne, że ten lek owej chorej wydłużyłby życie.
Biedna dziewczyna (owa onkolożka) biegała szukając pomocy w innej pracowni radiologicznej.
I ta pracownia w w swoim opisie nie stwierdziła przerzutów do wątroby. Lek można było zapisać.
NFZ nie oszczędzi tutaj.
Bo dzieci będą miały matkę dłużej.

W Holandii starsi ludzie boją się iść do szpitala.
Wiadomo dlaczego.
A u nas?
Leczenie raka jest kosztowne.
Jakież kuszące jest oszczędzanie na tym polu.

Tagi: ,

O autorze: grazss

rozbitek z NE. I kobieta. Na razie.