Lumpy w garniturach

jezus87

Po pierwszym szoku (- ten piorun, bezradnie uderzający w Bazylikę! – Belzebub nie wytrzymał…) i po serii kwaśnych uśmieszków w ciągu pierwszych godzin i dni po wyborze nowego Papieża – że niby „cieszymy się”, „liczymy na Ojca Świętego” i tym podobne grzecznościowe dyrdymały – lewactwo sięga po swoje stare łomy i kastety.

Im jaśniej świeci nowa kometa na niebie – jako znak, że oto nadchodzi czas zapowiedziany przez wielkie proroctwa, czas, na który radośnie czekamy – tym plugawsze pomyje leją się na naszego już przez nas ukochanego Papę Franczeska, z ryjów lewackich i lewackoodobnych. Zapewne, szkoda na nich czasu – ale mimo to, gwoli dokumentacji dla wnuków, wybieram z tej smrodliwej łączki dwa szczególne kwiatki. Oto wczoraj, sędziwy Jan Turnau, niezłomny od lat sojusznik Michnika w tworzeniu „katolickich” mitów wokół jego lewackiej gazety – wystękał ze swych warg – które, zważywszy na sędziwy wiek, lepiej zatrudniłby pobożnymi pieniami do Boga o wybaczenie wszelkich nieprawości, jakich dopuścił się jako katolewicowe alibi dla pseudodziennikarskich rozbijaczy Kościoła i zawodowych zatruwaczy katolickiego życia w Polsce – więc wystękał rzeczony Turnau swoje wysoce oryginalne życzenie: iż „modli się, aby nowy papież zrozumiał gejów i lesbijki”.

Tyle mu przyszło do biednej łepetyny, jako najważniejszy, wedle niego, problem naszych czasów. Biedni geje i biedne, uciśnione lesbijki! Tacy niezrozumiani przez Papieża! Zwłaszcza te gołe wariatki z Ukrainy, przewracające w Kijowie krzyż albo ostatnio, znowu z gołymi cyckami, wdzierające się na wieżę Soboru Sofijskiego w Kijowie. Tak… wedle Turnaua, najważniejszą rzeczą spośród okropności dzisiejszego świata nie są potworne rzezie w Syrii, w które coraz bezczelniej miesza się Izrael, przy zadowolonym milczeniu świata; nie nadciągający kataklizm wojenny na Półwyspie Koreańskim, nie gigantyczne sumy wydawane przez rząd amerykański na produkcję jednej z najbardziej złowieszczych i najmniej potrzebnych dla rozwoju cywilizacji zabawek białego człowieka – latających mikrodronów, zresztą podobno już testowanych w Mali; nie zatruwanie całych kontynentów zmodyfikowaną genetycznie żywnością, nie cenzura Internetu, nie eutanazja, nie prawo do aborcji bez zgody rodziców dla 16-latak, jakie wprowadzono w Hiszpanii – to wszystko dla przenikliwego umysłu Turnaua nie istnieje. Najważniejszym za to życzeniem jest dla publicysty „Gazety Wyborczej” oraz „Gościa Niedzielnego, aby biedne, umęczone lesbijki mogły wreszcie latać po chrześcijańskich kościołach z obnażonymi piersiami i w chrześcijańskich miastach, gdzie tylko dopadną krzyż, tam go ściąć siekierą.

Oto główna troska „katolickiego” polskiego publicysty (choć publicznie przyznawał się on do żydowskiego pochodzenia) w świecie, który Jan Paweł II nazwał „cywilizacją śmierci”, oto życzenie zaadresowane do nowego Pasterza Kościoła, który jego zatroskani poprzednicy widzieli jako wypełniony swądem szatana i oblężonym przez wilki…By Papież NARESZCIE przytulił te biedactwa, poprzebierane w damskie pończochy, by zrozumiał tych niestrudzonych bojowników prawa do pie…nia się każdego z każdym i w każdych ilościach, którzy – jak niedawno miało to miejsce w Paryżu – wdarli się do Notre Dame nieomal profanując jedną najważniejszych świątyń chrześcijaństwa.

Nie, dla kory mózgowej tego zgiętego w pół kamerdynera lewackiej gry z Kościołem w trzy karty, nie istnieje narastający dziś w Europie problem, o którym coraz głośniej wołają księża na Zachodzie – coraz jawniej i brutalniej demonstrowanej nienawiści dla Kościoła środowisk lewackich i rozbestwionych homolobbystów. Ważne, aby Papież pogłaskał tych poprzebieranych za zakonnice cudaków i powiedział im: „rozumiem was, kochani; dalej profanujcie kościoły, dalej lobbujcie za małżeństwami jednopłciowymi, dalej adoptujcie dzieci, które nie maja jak się bronić przed zgłupieniem i zepsuciem dzisiejszego świata… Ja wam błogosławię”…

Zaprawdę, niełatwą przeprawę może mieć Turnau z Panem Bogiem, kiedy już po najdłuższym życiu, przed Nim stanie. Trzeba modlić się za tego biednego starca, jak i jemu podobnych, łasych wciąż, mimo wieku, na komplimenta, ordery i kamery… Módlmy się, aby szczerze, na kolanach, z twarzami zalanymi prawdziwymi łzami, przyznawszy się do błędu i prosząc o przebaczenie, zdążyli się nawrócić.

*

Drugi kwiatek – to pani Ewa Wójciak, dyrektor zasłużonej poznańskiej sceny, Teatru Ósmego Dnia. Jej zamieszczone na Facebooku słowa: „No i wybrali ch..a, który donosił wojskowym na lewicujących księży” zdążyły w ostatnich godzinach zdobyć na portalach internetowych niebywałą popularność. W efekcie, pani dyrektor tchórzliwie zamknęła dostęp do swego bloga – ale jej słowa żyją już własnym życiem i zapewne przejdą do słowników rynsztokowej polszczyzny. Ta była aktorka – której twarz nosi znamiona życia obfitego w wydarzenia artystyczno-towarzyskie – w minionych latach udzielała się też w żelaznym antypisowskim lobby w Poznaniu. „PIS’u bałam się jak piekła” – wyznaje na FB ta egeria poznańskich pseudoelit , która wspólnie z m.in. Wojciechem Fibakiem, Filipem Bajonem i Stefanem Stuligroszem wspiera niezłomnie PO oraz osobiście Bronisława Komorowskiego. Być może za to otrzymała drugą kadencję dyrektury Teatru Ósmego Dnia, bez rozpisywania konkursu.

Szkoda komentować uliczny bluzg pani dyrektor – bo trudno to mięcho, rodem z dworcowego bufetu o czwartej nad ranem, zaszczycać mianem „wypowiedzi”. A jednak, gdzieś w sercu powstaje po czymś takim bezbrzeżny smutek i powiedziałbym – „rozpacz”, gdyby katolikowi wolno było używać tego słowa. A więc – to taki już jest ten poziom? „Rynsztok” to byłoby zbyt obraźliwe słowo dla rynsztoka – wszak nie raz, angażując się w pomoc dla bezdomnych, widywałem w okolicach rynsztoka ludzi grzecznych, a nawet powiedziałbym, kulturalnych, których jeden życiowy błąd wyrzucał czasem na margines. A tu mamy do czynienia z recydywą: pani dyrechtor, elyta, psia mać, rzuca wiąchami na publicznym forum i tylko brak jej w łapie tulipana z flaszki po gorzale, którą pewnie bez problemu znalazłaby w swej służbowej szafie.

Módlmy się za Polskę, bo już tylko cudu czekamy w tym zapadaniu się w gnojowicę… Maryjo! Królowo! Ocal nasz kraj przez inwazją nicości! Przed tą straszną armią żulii poprzebieranej w garnitury; złoczyńców, lumpów udających profesorów, ulicznic udających damy, bo też używają spłuczki, przynajmniej gdy ktoś ma dość odwagi, aby zwrócić im uwagę… Po mieczu, Poznań to moje rodzinne miasto…Pamiętam środowisko mojego Ojca, przedwojennego absolwenta Uniwersytetu Poznańskiego – ich polszczyznę, poczucie honoru, bezbrzeżną miłość ojczyzny większości z nich. Takie coś, jak ta pani, do mojego rodzinnego domu nie miałaby wstępu nawet na schody, bo mogłaby nabrudzić.

O autorze: Pokutujący Łotr