Po co edukacja? Spór o ludzką naturę

Wykład prof. Piotra Jaroszyńskiego [KUL] na sympozjum „Edukacja na rozdrożu” wydał mi się tak fundamentalny dla rozumienia i naprawy systemu edukacji w Polsce, jednocześnie niezwykle ważny dla toczącej się dyskusji pod notką Insane – „Niesłuszność słusznego oburzenia”, że postanowiłem ten wykład spisać i przedstawić na Legionie jego transkrypcję, dodać streszczenie dla zagonionych ludzi (którymi prawie wszyscy dzisiaj jesteśmy) oraz nadać mu jakąś strukturę, w celu wygodniejszego czytania. Wprowadziłem też kilka drobnych korekt redakcyjnych dla lepszej płynności na piśmie tekstu mówionego.

Streszczenie [Poruszyciel]

Program edukacji ma wpływ na to, co w uczonym człowieku się rozwinie, a co będzie martwe. W przeszłości różni wpływowi reformatorzy edukacji formułowali absurdalne postulaty, np. rezygnację z literatury, historii, geografii, szkodliwość nauki czytania i pisania, niszczenie wolnej woli, zerwanie kontaktu z rodzicami. Beztroskie oddanie dzieci szkole jest błędem, bo możemy stracić nasze dzieci. Trzeba być świadomym jaki program realizuje ta instytucja, jakie ma cele i podjąć walkę. Różne koncepcje edukacji wynikają z różnego rozumienia natury człowieka. Model klasyczny bazuje na cnotach, czyli sprawnościach, które uczeń rozwija pod kierunkiem mistrza. Model katolicki dziedziczy podejście klasyczne dopełniając naturę kulturą i dodając cele wyższe, jakim jest zjednoczenie z Bogiem. Model protestancki zakłada, że nie da się ludzkiej natury ulepszyć, więc obstawia człowieka samymi nakazami i zakazami. Model pelagiański zakłada doskonałą naturę człowieka i neguje rolę edukacji na rzecz nie przeszkadzania. Model indywidualny zakłada niczym nieskrępowaną wolność, odrzucenie Boga i swobodne tworzenie własnej natury. Model socjalistyczny zakłada brak natury i podmiotowości człowieka i realizuje programowanie go pod kątem funkcji potrzebnych społeczeństwu. Wszystkie te współczesne systemy łączy to, że są antykatolickie. Trzeba działać.

 

Pełny tekst wykładu prof. Piotra Jaroszyńskiego

Wprowadzenie

Serdecznie Państwa Witam. Dziękuję za przybycie i uczestnictwo w naszym Sympozjum, które dotyczy edukacji. Mój temat to „Po co edukacja? Spór o ludzką naturę”. Proszę Państwa, człowiek jest wśród wszystkich stworzeń na Ziemi takim stworzeniem, które najbardziej potrzebuje edukacji i najdłużej jest edukowane. Praktycznie, człowiek może uczyć się do końca życia. Natomiast w całym świecie przyrody ten proces trwa stosunkowo krótko. Czasami w ogóle nie ma miejsca. Natomiast nie można sobie wyobrazić, aby człowiek był pozbawiony edukacji. Dlatego też szalenie ważne jest, żeby zobaczyć, co to jest edukacja, jakie są typy edukacji i jakie są cele edukacji. Ale, żeby zobaczyć, jakie są typy i cele edukacji, musimy odkryć, jaka koncepcja człowieka, a dokładniej, jaka koncepcja natury ludzkiej za różnymi modelami edukacji się kryje. Dopiero wtedy będziemy mogli zrozumieć, dlaczego jest tak wiele różnych typów edukacji i do czego one prowadzą, zarówno jeśli chodzi o wprost deklarowane cele, jak również o cele, które są ukryte. A sprawa jest niezwykle poważna, bo edukacja nie jest czymś naturalnym. To jest fakt kulturowy, który może przynieść dobre owoce, albo również złe, zatrute. Jeżeli, na przykład, będzie taki program edukacji, że młody człowiek 50 godzin tygodniowo będzie podnosił ciężary no to, co się z nim stanie? Co się w nim rozwinie, a co się nie rozwinie? Wiadomo, rozwinie się ciało, a umysł się nie rozwinie. Albo jeśli ktoś w procesie edukacji będzie przez 30 godzin obcował z wadliwą mową ojczystą, jeżeli będzie zarzucany kłamstwami to, co się z nim stanie? Ten człowiek ulegnie po prostu jakiejś degeneracji, więc te sprawy są szalenie ważne i o tym wiedziano wcześniej.

Przykłady postulatów edukacyjnych z przeszłości

Kilka cytatów, aby Państwu to uświadomić:

Zwornikiem szkolnych przedmiotów nie są nauki, ani literatura, ani historia, ani geografia, tego w szkole nie ma. A co jest najważniejsze? Aktywność społeczna dziecka. To jest najważniejsze.

Postulat, żeby uczyć czytać i pisać we wczesnej fazie edukacji to perwersja. To jest nienormalne. To jest zboczenie, żeby dziecko uczyło się czytać i pisać w szkole na początku.

Otóż te dwa cytaty pochodzą z końca XIX wieku, a ich autorem jest starszy kolega naszych gości z Ameryki, niezwykle wpływowy John Dewey – człowiek, który do tej pory jest właściwie patronem i inspiracją dla różnych reform edukacji, która w sposób naturalny wraca na właściwe sobie tory i wtedy robi sie reformę, restrukturyzację i wprowadza właśnie taki system. My jesteśmy tego świadomi w Polsce.

Inny cytat:

Celem edukacji jest zniszczenie wolnej woli, dzięki czemu uczniowie przez resztę swojego życia nie będą potrafili myśleć i działać inaczej niż tak, jak chcieliby tego ich nauczyciele w szkole. Czyli uczeń zostanie tak zaprogramowany, żeby po opuszczeniu szkoły działał dokładnie w ten sposób, w jaki został tego nauczony w szkole, ale w taki sposób, żeby jego wolna wola nie mogła się temu przeciwstawić.

Drugi cytat:

Psycholog społeczny przyszłości będzie miał wielu uczniów w szkole, na których będzie próbował różnych metod, aby doprowadzić ich do niepodważalnego przekonania, że śnieg jest czarny. Czyli w szkole będą stosowane takie metody, żeby młody człowiek, a potem już na całe życie, widział wszystko na odwrót.

I jeszcze jeden:

Gdy technika zostanie udoskonalona to każdy rząd, który przetrwa dłużej niż pokolenie, będzie zdolny do tego, by kontrolować za pomocą szkoły w sposób pewny społeczeństwo bez użycia armii i policji.

Otóż są to cytaty, które przytoczył jeden z bardziej znanych i wpływowych filozofów i intelektualistów angielskich – Bertrand Russell w 1951 roku, ale to są cytaty, które on przytoczył z dzieła jednego z bardziej znanych niemieckich idealistów, który miał na imię Johann Gottlieb Fichte [mason – przyp. P]. Cytaty pochodzą z roku 1810 z jego wykładu na pruskim uniwersytecie w Berlinie. Widzicie Państwo, to tylko takie przykłady, żeby Państwu uświadomić, że jeżeli podchodzimy do systemu edukacji i instytucji edukacyjnych tak beztrosko, że po prostu jako rodzicie, gdy przychodzi czas wysyłamy dziecko do szkoły, a szkoła nauczy i wychowa, że to już jest zadanie szkoły (tam są specjaliści), w związku z tym właściwie, po co rodzice mają się swoim dzieckiem zajmować, są od tego instytucje… tylko zaraz, zaraz. Kto pracuje w tych instytucjach? Jaki program realizuje? Jakie ma cele, jakie wytyczne? Potem nagle przychodzi szok, bo okazuje się, że rodzice nie mają kontaktu z własnymi dziećmi, albo nadają na różnych poziomach. Jakże ciężko, nie tylko za granicą, ale także w Polsce spotykam osoby starsze, które mówią „nie mogę porozumieć się z własnymi dziećmi”. Ale to nie dlatego, że dzieci tak właśnie myślą same z siebie, nie. One w jakimś momencie były tak formowane, żeby właśnie ten kontakt z rodzicami został zerwany. To był jeden z priorytetów systemów edukacji. I w tym momencie w znacznie szczęśliwszym paradoksalnie położeniu znajdują się emigranci polscy, których często odwiedzam, dlatego że ta nauka biegnie w szkołach polskich, najczęściej związanych z parafiami, z misjami polskimi, gdzie pracują zapalone nauczycielki i gdzie rodzice bardzo silnie włączają się w proces dydaktyczny, a więc jeśli chodzi o język polski i polską historię, czy geografię. Te przedmioty wedle poglądów Dewey’a miały być wyeliminowane z procesu edukacji i to się dokładnie w postulatach sprawdza w Polsce. Pamiętacie Państwo przed kliku laty (czas szybko leci) była reforma (może już przed kilkunastu), która spowodowała, że zlikwidowano normalne przedmioty, zaczęto uprawiać jakieś hybrydy, kombinacje, ścieżki  (asfaltowe, piaskowe), różne rzeczy. I w tej chwili sytuacja jest taka, że mamy dokładnie, co przewidzieli, mamy inwazję wtórnych analfabetów, którzy nie kojarzą nazwisk, dzieł, punktów orientacyjnych w przestrzeni i w czasie, nie mają [ich]. Pytamy studentów o pewne nazwiska z literatury polskiej, które wydawałoby się jeszcze niedawno były tak znane. Wiecie Państwo, że większość studentów już nie kojarzy nazwiska jednego z niezwykle bogatych i uroczych pisarzy, który napisał mnóstwo książek – Melchior Wańkowicz – już nie znają, czyli jak to szybko ucieka. Wystarczy przepuścić kilka lat i już nie ma punktów odniesienia. Dlatego jest to walka, jest to walka o to, kim będą te dzieci, które nie zostaną nauczone pisania, czytania, mówienia, które nie będą w stanie sformułować dłuższej wypowiedzi, a to wszystko jest zaprogramowane w procesie edukacji.

Klasyczny model edukacji

Spróbujmy teraz z pewnego dystansu popatrzeć, jakie były modele edukacji i w jakiej mierze właśnie te modele edukacji zależały od przyjętej koncepcji człowieka, a dokładniej ludzkiej natury. Otóż mamy najpierw w tradycji zachodniej (bo tam pojawiła się edukacja szerzej) model grecko-rzymski, jako model klasyczny – przyjmuje w punkcie wyjścia ludzką naturę jako źródło naszej tożsamości i naszego działania. Ta ludzka natura jest spotencjalizowana to znaczy, że ta natura jako źródło działania ukierunkowuje nas do pewnych celów, tylko problem polega na tym, że człowiek z natury nie potrafi tych celów osiągnąć. I to mogą być cele, czy umiejętności niskie, najprostsze, takie nawet jak umiejętność chodzenia, poprzez bardziej skomplikowane jak umiejętność pisania, czytania, śpiewania, tańczenia, tworzenia, uprawiania nauki, czy nawet wiary. Tego wszystkiego człowiek musi się uczyć po to, żeby jego natura zdobyła taką doskonałość, która staje się sprawnością, a więc tak, jakby to było z natury. W tym momencie edukacja grecko-rzymska opierała się na tzw. cnotach (po łacinie virtus, a po grecku arete), to była taka moc, czyli sprawność, którą się zdobywa dzięki temu, że człowiek ćwiczy, powtarza i pod kierunkiem mistrza, czyli tego, który potrafi to robić, korzystając z pewnych uwag teoretycznych, dzięki czemu [uczeń] rozumie, co robi. Taki był schemat edukacji w sensie klasycznym.

Jeżeli chodzi o dalsze losy to pojawiają się już po upadku Imperium Rzymskiego różne modele chrześcijańskie. Jak wiemy chrześcijaństwo przejęło spuściznę po kulturze greckiej i rzymskiej wtedy, kiedy właśnie Imperium Rzymskie upadło. I co się dzieje. Otóż, mamy tutaj trzy warianty. Te warianty są ważne ze względu na to, że one wprost, czy pośrednio, wpływają na różne koncepcje edukacji, a na to nie zawsze zwraca się uwagę, bo tutaj trzeba rozpatrzeć problem nie tylko z punktu widzenia filozoficznego, ale również teologicznego.

Model katolicki

Mamy więc model katolicki. Model katolicki polega na tym, że przyjmuje dziedzictwo klasyczne, a więc, że człowiek posiada naturę, którą trzeba udoskonalać zaszczepiając jej cnoty, czyli te sprawności, tylko że człowiek ma wyższe jeszcze cele, jakim jest zjednoczenie z Bogiem (visio beatifica – wizja uszczęśliwiająca) i w związku z tym człowiek potrzebuje wzmocnienia natury i kultury ze strony Boga, a więc natura jest dopełniana przez kulturę, a obie przez łaskę. To jest wizja katolicka.

Różne modele chrześcijańskie

Potem mamy jednak wizje chrześcijańskie, które są zmodyfikowane istotnie właśnie ze względu na koncepcję ludzkiej natury. Dlatego też musimy bardzo wyraźnie dostrzegać te różnice. Nie wystarczy powiedzieć, że to jest chrześcijańskie, ponieważ może być protestanckie i może być również pelagiańskie, więc to jest bardzo ważna sprawa. Nie chodzi tylko o kwestie teologiczno-dogmatyczne, ale o to, co rzutuje później w ogóle na koncepcję kultury i edukacji. Dzisiaj mało kto jest świadom, jak bardzo te zmiany teologii chrześcijańskiej w ramach pewnych nurtów zaważyły  na współczesnym obliczu świata zachodniego. Na czym polega problem protestantyzmu? Na tym, że przyjmuje założenie, że grzech pierworodny całkowicie popsuł ludzką naturę, natomiast pelagianizm (od Pelagiusza – to był chrześcijański teolog, którego poglądy zostały potraktowane jako herezja, to był przełom IV i V w. po Chrystusie) odwrotnie, że natura ludzka jest doskonała i nie było żadnego grzechu. Mamy więc dwa zupełnie odmienne podejścia: natura ludzka została zupełnie, całkowicie popsuta, albo natura ludzka jest doskonała. I teraz to właśnie wpływa [na edukację], bo inaczej będziemy edukować człowieka, który ma doskonałą naturę, a inaczej tego, który ma popsutą zupełnie, a inaczej tego, który ma popsutą wprawdzie, ale nadaje się do reperacji.

Model protestancki

W przypadku podejścia protestanckiego za pomocą edukacji nie da się ludzkiej natury ulepszyć, udoskonalić, więc, co pozostaje? Pozostaje łaska – Pan Bóg wolny, kogo chce udoskonali, a kogo chce to potępi i to wszystko, a w perspektywie bliższej, codziennej dwie rzeczy. Po pierwsze trzeba przyuczyć tego człowieka do jakiegoś zawodu i stąd podniesienie rangi zawodu jakoby ów powołanie, przyuczenie do zawodu, a w sferze społecznej  relacje między ludźmi oparte na nakazach, zakazach i karach, a nie na cnotach, które usprawniają do tego, żeby człowiek mógł samodzielnie rozpoznać dobro i do niego dążyć. Człowiek nie jest w stanie, bo ma naturę popsutą. Można go tylko mechanicznie obstawić nakazami – tu jedź w lewo, tam jedź w prawo, stop, fotoradar, koniec jazdy, płacimy karę. Więc to jest w ogóle inne podejście, to jest podejście mechaniczne. Czyli edukacja przyucza do zawodu i socjalizuje. W ramach takiego modelu społeczeństwa wpaja określony sposób postępowania.

Model pelagiański i antypedagogika

Gdy chodzi o pelagianizm, który głosi, że natura ludzka jest doskonała, bo nie było żadnego grzechu pierworodnego – jak jest doskonała to nie ma co poprawiać (to jest logiczne). I teraz były dwa warianty. Pierwszym był wariant Jean-Jacques Rousseau (ten starszy wariant) mianowicie trzeba naturę, która została popsuta przez cywilizację, przez społeczeństwo, przywrócić do jej stanu pierwotnego. Zaczęli szukać, polować na dzikich, którzy mieszkali w lasach i co takiego wyciągnęli to był nienormalny, i trochę im się to nie zgadzało. Nie mogli znaleźć takiego dzikiego, który byłby przykładem doskonałej natury. Każdy, którego złapali, był nienormalny. Ale to nie szkodzi – teorie, filozofowie, czy właśnie utopiści żyją swoim życiem i im to nie przeszkadza. Ale jest drugi wariant dzisiaj, to jest antypedagogika, która też przyjmuje to pelagiańskie założenie, że natura ludzka jest doskonała w tym właśnie, że ona sama najlepiej wie, co dla niej jest dobre. Jeżeli ona sama wie to jaka jest rola rodziców albo nauczycieli? Wsłuchiwać się, odczytywać, co dziecko chce i nie przeszkadzać, niech ono to robi. Czyli wspierać, a nie wychowywać – oni tak to nazywają. I to jest właśnie wariant pelagianizmu, który polega na przyjęciu, że każda zachcianka dziecka jest dobra, bo natura jego jest doskonała. I widzimy, że tak jak przedtem poglądy Rousseau miały bardzo duży wpływ, zwłaszcza w okresie romantyzmu, tak dzisiaj [ma wpływ] antypedagogika, której początki sięgają też drugiej połowy XIX wieku, ale w sposób szczególny lansowana jest od końca lat 80. po dziś dzień za sprawą  niemieckiego autora Schoenebecka, którego tłumaczą na polski i którego zwolennicy dostają się do instytucji ministerialnych, edukacyjnych. Kiedy się czyta  teoretyczne wyjaśnienia związane z powodem wprowadzania reform w Polsce w zakresie edukacji to są to teksty wzięte żywcem z antypedagogiki, bo to są jego zwolennicy, a więc w tym momencie pojawia się wielki problem dotyczący sensu wychowywania dzieci. Skoro natura wie lepiej to ani rodzice, ani nauczyciele, już nie mogą ingerować.

Model indywidualny

Są jeszcze inne modele. Są takie modele, gdzie w ogóle odrzuca się naturę ludzką jako naturę, którą człowiek posiada z natury, czyli coś, z czym człowiek przychodzi na świat. Ten model posiada dwa warianty. Pierwszy to jest indywidualny, głoszony przez Jean-Paul Sartre’a – francuskiego filozofa, który uważał, że człowiek posiada absolutną wolność, która jest niczym nie skrępowana i w związku z tym w ramach tej absolutnej wolności, żeby ocalić wolność musi odrzucić istnienie Boga, bo Bóg by zagrażał wolności człowieka. Człowiek jest na świecie absolutnie wolny i to on tworzy swoją własną naturę, kreuje ją. To jest podejście artystyczne, jak my siebie utworzymy, tacy będziemy. Nas nie wiąże nic. Nie wiąże nas ani prawda, ani dobro, ani zło, po prostu, jak się stworzymy, tacy będziemy.

Model socjalistyczny

Drugi wariant tego człowieka bez natury to jest wariant socjalistyczny – człowiek z natury nie posiada natury, w związku z czym, żeby ten człowiek mógł żyć w społeczeństwie, trzeba go odpowiednio zaprojektować i w tym momencie nie tyle tworzy się ludzką naturę, co kształtuje się, czy projektuje się różne funkcje, jakie człowiek ma spełniać. Oczywiście, z punktu widzenia praktycznego wygląda to tak, że chociaż komuś może imponować wersja Sartre’a to w realiach życia społecznego on nie ma szans, bo będzie anarchistą, rebeliantem, natomiast w praktyce obejmującej masy zwycięża socjalizm i on właśnie narzuca taki model edukacji, żeby człowieka dostosowywać do określonych potrzeb zawodowych z jednej strony, a więc z góry ustalać, kto będzie piekarzem, kto będzie spawaczem, a kto będzie politykiem, czy dziennikarzem, a z drugiej strony, żeby tego człowieka zaprogramować do odpowiednich reakcji w społeczeństwie, czyli poprzez system bodźców, nagrody i kary, żeby ten człowiek odpowiednio reagował. Czyli mimo, że są różne systemy edukacji to koniec końców w praktyce zwycięża najsilniejszy, czyli ten system socjalistyczny. Dlatego też my niezależnie od tego, czy doświadczamy rzeczywistości postkomunistycznej, czy trafiamy do rzeczywistości demokratycznej, czy kapitalistycznej, odnajdujemy podobne metody i podobne cele, dlatego że w praktyce nad tym wszystkim panuje socjalizm. Rzecz cała polega na tym, że człowiek, który dostaje się w szpony takiego systemu, który dysponuje środkami przemocy i nacisku jak instytucje państwowe, jak stanowione prawo, jak program, czy model edukacji, taki człowiek pozbawiony jest własnej natury, pozbawiony jest własnej podmiotowości, pozbawiony jest własnych praw, jakie posiada z tytułu bycia człowiekiem i pozbawiony jest prawa do osobistego szczęścia, czyli tego wszystkiego, co stanowi o jego godności, o tym, że on nie jest funkcją, tylko jest podmiotem – osobą, a nie tylko funkcją życia społecznego.

Antykatolickie pranie mózgów i potrzeba obrony

Tu, nie tylko jako chrześcijanie (bo wiemy już, że to nic nie znaczy, jeżeli nie doprecyzujemy, o który wariant chodzi), jako katolicy w tym momencie dostajemy się w sidła różnych systemów edukacji, które łączy wspólnie to, że są antykatolickie. To łączy te różne koncepcje, że są antykatolickie, nie tylko jeśli chodzi o religię, ale również jako kulturę, czyli są antyrzymskie i antyhelenistyczne (antygreckie). W związku z tym, jeżeli katolik chciałby wychować swoje dzieci zgodnie z najlepszymi wzorami edukacji, które obejmują kulturę grecką, kulturę łacińską i kulturę chrześcijańską – katolicką, on nie ma gdzie tego robić, dlatego że nawet instytucje katolickie są podporządkowywane programom administracyjnie narzucanym z góry. Trzeba sobie to uświadomić, że te programy są administracyjnie narzucane w taki sposób, żeby pole manewru było minimalne, a jednocześnie istnieje system różnych nagród, pochwał, już nie mówię o obecności na salonach, no bo jak ktoś już był w telewizji to jest… Pan Bóg przy tym to pestka. W telewizji był! Trzeba sobie uświadomić, że następuje niesamowita dysproporcja i dramat katolików, którzy traktują swoje chrześcijaństwo w wymiarze kulturowym, a nie tylko wiary, że właściwie nie mają takich instytucji, które pomogłyby formować od najmłodszych lat dziecko jako katolika, który jest człowiekiem światowym, a więc posiada wiedzę humanistyczną, posługuje się wieloma językami, zwłaszcza zna grekę i łacinę. Nie ma gdzie tego [robić] i dlatego następuje ten dramatyczny rozziew, czy rozejście się. Z jednej strony rodzice, którzy byli przyzwyczajeni do pewnej tradycji i wzorów zachowania, ideałów życiowych, a z drugiej strony ich własne ochrzczone dzieci, które idą w zupełnie innym kierunku, bo zostały odessane przez system. Przecież te dzieci chodzą [po] 6, 7, 8 godzin [dziennie], już od piątego roku będą chodzić, zaraz od czwartego, i zasysane do instytucji, które z precyzją naukową będą prowadzić pranie mózgu. Jak się temu przeciwstawić? Dlatego też podałem te różne koncepcje, żeby Państwu uświadomić, że mamy tradycję katolicką wielkiej kultury i wielkiej edukacji, tylko sytuacja w świecie zachodnim jest tak mocno antychrześcijańska, zwłaszcza antykatolicka, że ta przestrzeń publiczna, do której należy także system edukacji, jest nam odbierana. A my, nie zdając sobie z tego sprawy, bardzo często właśnie bez świadomości [konsekwencji] na to się zgadzamy. Dlatego w tym momencie, jeśli już to rozumiemy, trzeba przystąpić do działania, tzn. wyjść z takiej inercji i podejmować różne inicjatywy, zaczynając od własnego domu, żeby dom był miejscem edukacji, a jak się rodziny skrzykną, żeby była edukacja międzyrodzinna, domowa. Bo tu nie ma żartów – łatwo będzie stracić dzieci. Rola rodziców sprowadzi się do tego, że rodzą te dzieci, a potem będzie już in vitro i z głowy, i nic nie zostanie. Dlatego też, na różne sposoby, nauczanie domowe, międzydomowe, własne szkoły prywatne takie, żeby ten program uzupełniać, porządkować, to jest jeszcze wszystko do zrobienia, ale trzeba mieć to głębsze odniesienie, głębsze rozumienie, na czym polega problem, jakie są źródła, jakie są cele, żeby się ratować, a uratować się musimy, nie ma innego wyjścia. Wszystkiego dobrego. Dziękuję.

O autorze: Poruszyciel

Stworzony na podobieństwo. Rozum i Wiara. Prawda i Miłość. Wolność i Godność. Bóg, Honor, Ojczyzna! Sprawiedliwość.