Manoppello

„…kto świadomie staje przed Obliczem Stwórcy i Odkupiciela, ten zawsze uzyska. Pełni poczucia nicości wobec Majestatu Bożego wpatrujcie się w Oblicze Boga, który jest Miłością i Miłosierdziem, ale także Sędzią…” (z Orędzia Matki Bożej dla Adama Człowieka z 26 kwietnia 2013)

                                                                      *

     Manoppello jest senną mieścinką przyklejoną do szczytu wzgórza,  u stóp  abruzyjskiego pasma Apeninów, w nadmorskiej prowincji Pescara. Gdyby wznieść się ponad dzwonnicę samotnie tu sterczącego kościółka di Volto Santo, gdzie przechowywane jest „nie-ludzką ręką” uwiecznione na bisiorowym całunie Boskie Oblicze,  i jeszcze wyżej, ponad ośnieżony szczyt masywu Gran Sasso – w dole widać byłoby położone niedaleko stąd biskupie miasto Chieti, rozciągnięte wzdłuż szosy wiodącej z L’Aquili do Pescary,  a jeszcze dalej – niebieską wstążkę Adriatyku.  Cicho tu, włóczy się samotny kundelek, któremu ktoś pod studzienką postawił plastikowy kubek z wodą.  Nieczynny jest przyklejony do kościółka i dawniej dość ruchliwy zajazd, autobusy z Chieti dojeżdżają tu z częstotliwością raz na dwie-trzy godziny. Częściej, przed tarasowymi schodami prowadzącymi do kościółka zatrzymują się autokary, z których na chwilę wysypują się garstki pielgrzymów, nierzadko rozmawiających po polsku.  Przed paroma laty, gdy pierwszy raz zawitałem do Manoppello, wśród odwiedzających nie spotkałem ani jednego Polaka. Teraz jest ich wielu – widocznie Manoppello wreszcie zaczęło pojawiać się jako punkt programu pielgrzymek diecezjalnych z Polski.  Gorzej jest z rzetelną wiedzą o tym niezwykłym Sanktuarium – zarzut, który, niestety, dotyczy także polskich kapłanów.

manoppello

Kościół di Volto Santo w Manoppello

   … W zatopionej w półmroku kościelnej nawie, zza kryształowych szyb srebrnego relikwiarza umieszczonego wysoko, w prześwicie ołtarza, do którego dojść można bocznymi schodami, spogląda na nas Oblicze Boga – delikatnie rozświetlone, wyłaniające się z materii tak lekkiej, że prześwieca zza niej wnętrze kościoła… I w tej chwili uniesienia, gdy bliskość Jezusa zaczyna przenikać najodleglejsze zakamarki duszy napełniając ją trwożną miłością i zaiste, drżeniem „popełnionych przewin i żalu za grzechy” – niby zgrzyt żelaza zadudnił głos polskiego księdza:

    – Oto widzimy namalowany na płótnie portret mężczyzny w średnim wieku, z brodą… – przemądrzałym tonem sadzi swym owieczkom, przybyłym tu, sądząc po rejestracji autobusu, z krakowskiego. – Czy jest cudowny? Można w to wierzyć lub nie… – tokuje dalej, jakby postradał rozum, nie dostrzegając nonsensu we własnych słowach. Bo skoro mają nie wierzyć w cudowność tego wizerunku – to po co tłukli się tutaj przez dwa dni, autokarem z Polski?

415px-Manoppello_and_Turin_shroud

 Volto Santo nałożone na Całun Turyński

     Wy, letni i chwiejni w wierze, którzy kroczycie naprzód dzięki swym ścisłym badaniom, wy, racjonaliści…” – mówi Jezus do Marii Valtorty, wg. jej dzienniczka z 1944 r. „Porównajcie Chustę z Całunem – mówi dalej Jezus. –  Na pierwszej widnieje Oblicze Żyjącego, na drugim – Zmarłego. Lecz długość, szerokość, cechy somatyczne, kształt, właściwości są takie same. Połóżcie płótna jedno na drugim, a zobaczycie, że się pokrywają. To ja jestem. Ja, który wam chciałem pokazać, kim byłem i czym dla was z miłości się stałem. Gdybyście nie należeli do zatraconych, do ślepych, te dwa płótna wystarczyłyby wam, by przywieść was do miłości, do żalu, do Boga”…

      Ten cytat dedykuję tamtemu kapłanowi – i wszystkim  jemu podobnym.

                                                                                              

                                                                                                                      *

         O Obliczu z Manoppello pasjonującą książkę napisał niemiecki dziennikarz, Paul Badde (polskie wyd. „Boskie Oblicze. Całun z Manoppello”, 2007  http://www.polwen.pl/idk-300/boskie_oblicze ). Badanie przeprowadzone przez niego, wespół z niezmordowaną orędowniczką Boskiego pochodzenia Oblicza – zakonnicą niemiecką, siostrą Blandiną Schlömer – dowiódł co najmniej – i aż tyle – że Oblicze nie mogło powstać przy pomocy ludzkiej technologii. Nie ma żadnych śladów barwnika na tkaninie, co więcej, bisiorowe włókno, z którego jest wykonana – będące wydzieliną gruczołu bisiorowego, leżącego u nasady nogi małża –  nie nasiąka żadnymi pigmentami; jest  na nie całkowicie oporne.  Wizerunek Chrystusa – jeszcze żywego, w przeciwieństwie do Całunu Turyńskiego, gdzie jest On martwy – przedstawia twarz człowieka pobitego, z rozchylonymi od męki pragnienia ustami, z przerzedzonymi brutalnym wydzieraniem włosami głowy i twarzy, z licznymi otarciami i ranami skóry, złamanym nosem i nieco obniżoną krawędzią powieki lewego oka – prawdopodobnie wskutek przebicia się kolca korony cierniowej przez sklepienie czaszki i oczodołu i wyjścia jego przez powiekę, ponad lewą gałką oczną, przesuwając ją nieco ku dołowi. Realizm tej cierpiącej twarzy nie ma równych sobie w żadnym dziele malarskim. Nie na darmo, dzisiejszy przydomek il Volto Santo zastępowany był od niepamiętnych czasów innym: Vera Icon (gr. eikon) znaczący „prawdziwy wizerunek” – w domyśle „twarzy Chrystusa”.  Stąd też uważa się, że imię św. Weroniki jest zbitką tych dwóch słów, mających symbolizować niewiastę, która podała Chrystusowi chustę podczas Jego wędrówki na Golgotę. Warto w tym miejscu dodać, ze wg. wizjonerki Marii Valtorty, była nią Joanna – uzdrowiona niegdyś przez Jezusa zamożna Żydówka, żona dostojnika dworu Heroda, Chuzy. Tłumaczyłoby to, dlaczego chusta wykonana jest z bisioru, będącego w starożytności „tkaniną królów”, o której mawiano, że „jeden jej gram jest wart tyle, co gram złota”.

 manoppello13

Opuchnięty policzek, złamany nos..

   Towarzyszka badań Badde’go, siostra  Blandina, swymi własnymi badaniami trwającymi ponad ćwierć wieku, dowiodła innej nadprzyrodzonej cechy Oblicza z Manoppello. Otóż, nałożone na oblicze z Całunu Turyńskiego, idealnie doń przystaje, w każdym szczególe anatomii twarzy. Również symulacja holograficzna dowodzi pełnej kompatybilności obu brył http://www.manoppello.eu/index.php?go=badania  Te naukowe fakty sprawiają, iż do Volto Santo z Manoppello coraz częściej przylega trzeci, zgoła nienaukowy przydomek: A-cheiro-poietos (gr. Nie-ludzką ręką uczyniony). Ku rozpaczy naukowców, to jednak nie wszystko! Ostatnia konferencja na temat Oblicza z Manoppello, jaka odbyła się Rzymie w maju 2010 roku, wykazała jeszcze jedną niewytłumaczalną cechę Wizerunku, której odkrycie było możliwe dzięki zastosowaniu programu Brice 4.0. Badanie chusty na jej awersie i rewersie (- chusta oglądana w zwykłym świetle i gołym okiem jest cieńsza od muślinu i przeźroczysta) wykazało, iż wizerunek Chrystusa na awersie różni się od pozornie identycznego, znajdującego się na odwrocie. Np. kosmyk włosów na czole układa się inaczej na każdym z wizerunków – jakby tę Twarz fotografowano raz po razie, w dwóch migawkowych ujęciach, gdy – można by rzec – wiatr rozwiewał włosy Chrystusa. Te dwa wizerunki, odległe w czasie o ułamek chwili i nałożone na siebie na bisiorze,  tłumaczyłyby niemożliwą do osiągnięcia przy pomocy ludzkich technik malarskich, choćby najbardziej zaawansowanych – przestrzenność i żywość twarzy Jezusa. Patrząc w Jego smutne, pełne miłości, ale też upominające oczy, ma się wrażenie obcowania z żywym Panem, idącym naprzeciw każdego z nas, w kurzu i spiekocie Golgoty, przywalonym ciężarem trzymetrowej, niedbale ociosanej i najeżonej drzazgami belki, z wtłoczoną na głowę koroną, której kolce przebijają Mu kości czaszki, a na karku – wbijają się nieomal w rdzeń… Z Panem, który mimo to patrzy na nas z bezgraniczną Miłością i Miłosierdziem, choć spojrzeniem, w którym jest też  surowy osąd. Spoglądając w tę Twarz, czujemy prawie namacalnie potworny Jego ból… Mękę, nie dającą się opisać ludzkimi słowami… Wtedy można tylko powtarzać: „Jezu, Jezu, Jezu… co myśmy Ci zrobili…”

                                                                              *

       Zastanówmy się, jakie losy przygnały ten najniezwyklejszy na świecie Wizerunek aż do tego samotnego kościółka – nieciekawego w porównaniu z olśniewającymi świątyniami Włoch i położonego w niezbyt atrakcyjnym zakątku Abruzji – pamiętając, że również tu kierować się należy Boską  „zasadą”, iż Jego wspaniałość ujawnia się przez to, co najlichsze i najskromniejsze. Badania naukowe nie budzą wątpliwości, że Volto Santo  pochodzi z Jerozolimy. Według części badaczy, wizerunek powstał podobnie jak Całun Turyński – w momencie Zmartwychwstania. Teoria ta jednak zdaje się ignorować zapowiedź Ciała Uwielbionego, które po zmartwychwstaniu otrzymują zbawieni. Pamiętajmy bowiem, że noszący ślady mąk cielesnych Całun Turyński jest wciąż jeszcze obrazem ciała ludzkiego, podczas gdy tutaj – trzymając się tezy o powstaniu Wizerunku po Zmartwychwstaniu – mielibyśmy do czynienia z Jego Ciałem Uwielbionym. Czy takie ciało nosiłoby oszpecające opuchlizny, krwawienia, objawy złamania kości?  Wydaje się to nonsensem. W takiej sytuacji, niebo byłoby pełne chorych, garbusów i innych kalek. Osoby wierzące przychylają się raczej do tezy, że odbicie powstało podczas Drogi Krzyżowej  Jezusa – choć i tu otwarte pozostaje pytanie, kto podał Jezusowi chustę.

      „Chusta Weroniki dotarła do Rzymu w VIII w.  i przechowywana była w kaplicy św. Weroniki w Bazylice św. Piotra – pisze autor strony http://www.manoppello.eu/index.php?go=historia  W 753 r. w kronice papieskiej zanotowano, że w uroczystej procesji papież Stefan II niósł boso Oblicze Chrystusa, nie namalowane ludzką ręką. Relikwia ta nazywana była “pierwszą ikoną”, “całunem z Kamulian”, “mandylionem z Edessy”. Wszyscy byli przekonani, że obraz Oblicza Chrystusa nie został namalowany ręką ludzką, dlatego nazywano go acheiropoietos. (…)  Chusta Weroniki przyciągała do Rzymu tłumy pielgrzymów, których znakiem rozpoznawczym były małe obrazki z Boskim Obliczem znajdującym się na tej Chuście. Papież Innocenty III wprowadził w 1208 r. zwyczaj uroczystej procesji z Chustą św. Weroniki, niesioną w pierwszą niedzielę po Epifanii z Bazyliki Watykańskiej do kościoła Ducha Świętego in Sassia. (…) Dante Alighieri (1265 – 1321) pisze w „Vita nova”, że tłumy ludzi przychodziły oglądać odbicie twarzy Chrystusa na Chuście św. Weroniki. Również w „Boskiej komedii” Dante wielokrotnie pisze o Chuście Weroniki, podkreślając, że pokazuje ona twarz Boga. (…)

manoppello1

Żywa twarz Jezusa…

Tak samo Francesco Petrarka (1304 – 1374), pisze o Boskim Obliczu na Chuście Weroniki w „Familiari canzoniere”. Święta Brygida Szwedzka, która uczestniczyła w obchodach Roku Jubileuszowego 1350, pisze o prawdziwym Obliczu Chrystusa, które zostało utrwalone na Chuście Weroniki. O ważności tej wielkiej relikwii świadczy fakt, że budowę nowej Bazyliki św. Piotra w 1506 r. rozpoczęto (…) od budowy potężnej kolumny, w której wnętrzu znalazł miejsce najważniejszy skarbiec Watykanu – przeznaczony do przechowywania “Prawdziwego Obrazu Chrystusa”. Na tej kolumnie, zwanej “Świętą Weroniką Jerozolimską”, do dnia dzisiejszego znajduje się łacińska inskrypcja, która głosi: “Dla godnego uczczenia majestatu obrazu Zbawiciela, odbitego na Chuście Weroniki, papież Urban VIII wybudował i ozdobił to miejsce w Roku Jubileuszowym 1525”.

     Rozgłos  towarzyszący obliczu Chrystusa z chusty św. Weroniki” skłonił malarzy, aby przyjęli je jako wzór dla większości ówczesnych przestawień Jego twarzy. Czy to na obrazach Jana van Eycka, Memlinga, Andrei Mantegni  czy w anonimowych przedstawieniach (np. na prawosławnych ikonach)  twarz Jezusa jest zazwyczaj ukazywana en face, z otwartymi oczami, z podobnie do Oblicza z Manopello zaczesanymi włosami i brodą, z wyraźnym nosem, zakrytymi uszami i szyją. Przemawiałoby to za tym, iż wielu z tych twórców oglądało Volto Santo osobiście.

Holy Face Frankfurt

Twarz Jezusa w kościele we Frankfurcie 

   Jednakże z początkiem XVII w. następuje radykalna zmiana:  po poświęceniu nowej Bazyliki, papież Paweł V zakazał w 1617 r. wykonywania jakichkolwiek wizerunków twarzy z Chusty Weroniki bez zgody i autoryzacji Watykanu. Znikają dotychczasowe przedstawienia Chrystusa, za to coraz liczniej pojawiają się wizerunki Chrystusa martwego. Rozchodzą się pogłoski, że „chusta Weroniki” znikła z Watykanu, potwierdzone nagłym „wyłonieniem się” Oblicza w kościele kapucynów w Manoppello, w 1638 r. – co uwiecznia spisana w 1645 r. przez kapucyna Donata da Bombę i do dziś przechowywana w archiwum kapucynów w L’Aquili, historia odnalezienia cudownego wizerunku, zwanego odtąd Volto Santo. Wg. tej relacji – której prawdziwość nie została dotąd dostatecznie potwierdzona – wizerunek miał zaginąć w Rzymie podczas „sacco di Roma” w 1527 r. – kiedy to wskutek wojny cesarstwa z papiestwem,  niemiecko-hiszpańskie wojska Karola V zajęły i barbarzyńsko zniszczyły miasto. Znajdujący się do dziś w skarbcu watykańskim pęknięty, jakby wskutek rabunku, kryształowy „pokrowiec dla Chusty Weroniki” oraz stwierdzona ostatnio przez Paula Badde obecność okruchów kryształu w splotach Volto Santo, zdają się potwierdzać to przypuszczenie. Następnie obraz trafia do rąk kupca z Manoppello, który nabył go od żony żołnierza odsiadującego karę więzienia i zbierającego pieniądze na swe uwolnienie. Z rąk nabywcy, bezcenna relikwia w 1638 r. trafia jako dar dla kapucynów z Manoppello, którzy umieszczają ją w ołtarzu swego kościoła.

     Jednak – a może na szczęście – przez kolejne burzliwe stulecia, powoli popada ona w zapomnienie; także Watykan nie jest zainteresowany rozdmuchiwaniem sprawy, w której można by się dopatrzyć zaniedbań w opiece nad jedną z najcenniejszych pamiątek chrześcijaństwa. Dopiero ogłoszenie przez arcybiskupa Chieti – którym jest słynny teolog, Bruno Forte – roku 2006  Rokiem Wielkiego Jubileuszu Sanktuarium Świętego Oblicza w Manoppello, wznieciło nawrót zainteresowania tą tematyką. Zbiega się ono z wydaniem przez Paula Badde jego monografii o cudownym Wizerunku, jak również pielgrzymką papieża Benedykta XVI, który w dniu 1 września 2006 r. odwiedził Manoppello.

  Niech jednak puentą do tej opowieści będzie jeszcze jeden znak Boży, który zachowuję na sam koniec… Nazwa „Manoppello” pochodzi od łacińskiego słowa manipulus, oznaczającego „rękę chwytającą”, rękę zwiniętą w garść, jak u rolnika.  Także w herbie miasta widnieje „ręka pełna kłosów“ przypominająca o chlebie – podobnie, jak nazwa miejsca narodzin Jezusa Chrystusa – Betlejem, co oznacza po hebrajsku „dom chleba“. Zaiste, Bóg wybiera miejsca szczególne, czas i ludzi, którym powierza Swoje dzieła.

pope

Modlitwa Benedykta XVI w Manoppello

 

O autorze: Pokutujący Łotr