Ukraina – co z tą umową?

W mediach i blogosferze mnóstwo jest nieporozumień na temat umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE.  Wielu traktuje ją, tak jak przystąpienie Ukrainy do Unii w charakterze pełnoprawnego członka.  Nic bardziej błędnego.

Tę komedię pomyłek rozpoczął artykuł Władimira Bukowskiego w portalu Wpolityce.pl   /TUTAJ/.  Pisze on:

“Europa i kierownictwo Unii Europejskiej nie rozumieją, że Ukraina zupełnie nie pasuje do Unii. Ukraińcy, którzy na siłę pchają się do tej Unii, nie rozumieją, że to może spowodować ich tragedię narodową. Umowa z Unią zrujnuje ich rolnictwo. Unia nałoży na nich takie restrykcje, że nawet zabroni im produkować ulubione sadło [sało – soloną słoninę], a Ukraińcy przecież nie mogą bez niego żyć…”.

Podobny pogląd powielają dziesiątki polskich komentatorów piszących teksty w rodzaju: “Polska chce wciągnąć Ukrainę do eurokołchozu”.  Tymczasem  to  porozumienie to umowa STOWARZYSZENIOWA z UE.  Nawet optymistycznie nastawieni eksperci przyjmują , że członkostwo Ukrainy w Unii może stać się realne za 20-25 lat /o ile UE bedzie jeszcze wtedy istniała/.  Polska swoją umowę stowarzyszeniową podpisała w 1993 roku, a członkiem stała się dopiero po 11 latach, w 2004 roku.  Unia była wtedy jednak znacznie bardziej chętna do rozszerzania się, a i gospodarka Polski była w lepszym stanie..

Marcin Herman w świetnym artykule “Ukraina miedzy Europą a Eurazją” opublikowanym w portalu Rebelya.pl  /TUTAJ/ stwierdza:

“Od stowarzyszenia z Unią Europejską do członkostwa droga jest daleka, do tego nie każdy stowarzyszony kraj liczy na wejście do UE. Wystarczy powiedzieć, że status stowarzyszeniowy, mają państwa takie, jak Albania, Algieria, Egipt, Islandia, Izrael, Macedonia, Czarnogóra, Turcja, Serbia, Syria, Maroko czy sporo krajów Afryki i Karaibów, od czasu skończonego właśnie szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie – Gruzja i Mołdawia. W sumie około 70 państw. A jednak kwestia niedoszłego stowarzyszenia z Unią Europejską Ukrainy stała się przyczyną kryzysu politycznego w tym kraju i kością niezgody między krajami UE a Rosją.

Powód jest podstawowy – podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską bardzo utrudnia, jeśli nie uniemożliwia, wejście do tzw. unii eurazjatyckiej, czyli Unii Celnej tworzonej przez Rosję i kilka krajów byłego ZSRS. Standardy prawne gospodarczej współpracy z UE i standardy prawne członkostwa w Eurazji w wielu miejscach bowiem się wykluczają. Dlatego Rosja zareagowała wzmożeniem presji zwłaszcza na Ukrainę, gdy okazało się, że władze tego kraju zamierzają podpisać umowę stowarzyszeniową. Ta presja, oprócz medialnej i politycznej, to także wprowadzenie latem obostrzeń i sankcji na import towarów do Rosji z Ukrainy i “szantaż gazowy”.

Warto przypomnieć, że właściwie już członkostwo Ukrainy w WTO utrudnia wejście do Unii Celnej.  W marcu 2013 rozeszła się jednak wieść, że Ukraina ma podpisać umowę stowarzyszeniową z Unią Celną  /TUTAJ/.  Wycofano się z tego i  w czerwcu 2013 ambasador Ukrainy w Polsce przedstawiał /TUTAJ/ w różowych barwach przyszłą współpracę swego kraju z UE.

Widać tu metodę postępowania Janukowycza.  Najpierw prowadził negocjacje z Rosją i gdy już miał lecieć do Moskwy, by sfinalizować negocjacje – zmienił front i zrezygnował  z podpisywania czegokolwiek.  Teraz podczas listopadowego szczytu w WIinie odmówił podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE, wystawiając ją z kolei do wiatru.  Obecnie prowadzi rozmowy w Chinach.  Ciekawe, czy Chińczycy uznają go w tej chwili za wiarygodnego partnera?

Sami Ukraińcy mają dość tego krętactwa i stąd wielotysięczne manifestacje, domagające się dymisji prezydenta i premiera.  Co jednak kieruje Janukowyczem?  Marcin Herman w linkowanym wyżej artykule pisze:

“Skoro nie wiadomo, o co chodzi Janukowyczowi, który przecież miesiącami parł do umowy z Unią Europejską, to najpewniej chodzi o pieniądze. Wystarczy wspomnieć słowa premiera Mykoły Azarowa wypowiedziane w rosyjskiej telewizji państwowej na początku tygodnia. – Powiedziano nam, że Ukraina może liczyć na 1 mld euro. Jeden miliard euro to tyle, co nic. Można powiedzieć, że jest to jałmużna dla żebraka w kruchcie.

Wyliczał, że z kolei Rosja obiecała umowy, które przyniosą gospodarce ukraińskiej 20 mld dolarów.Nie wiadomo jednak dokładnie, skąd te wyliczenia, Azarow dawał do zrozumienia, że głównie dzięki nowej umowie gazowej z Gazpromem. Problem w tym, że Gazprom zaprzeczył, że są takie ustalenia. Nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywiście, sprawa idzie o to, kto da więcej i widocznie Janukowycz i jego zaplecze (“klan doniecki”) uznali, że na razie więcej oferuje Moskwa.”.

Rzeczywiście, nieoficjalnie mówi się, że Putin zaoferował 15 mld USD tytułem umorzenia długów i nowych korzystnych kredytów, a także nakazał Gazpromowi by ten odłożył pobranie zapłaty za zimowe dostawy gazu dla Ukrainy na wiosnę przyszłego roku.  Wczoraj do Moskwy poleciał jeden z wicepremierów na dalsze negocjacje.  Drugi miał się udać do Brukseli, lecz źródła UE tego nie potwierdziły.

Wygląda więc na to, że Janukowycz wystawił Ukrainę na licytację: kto da więcej?  Opisuje to artykuł Antoniego Maka “Cena Janukowycza” w najnowszym numerze “Najwyższego Czasu” /nr 50/2013/.  Czytamy w nim:

“Janukowycz uznał po prostu, że jeżeli Bruksela chce wyrwać Ukrainę z rosyjskiej strefy wpływów, to musi jej za to po prostu zapłacić.  Z jego wyliczeń wynika, że do 2017 roku powinna ona przekazać do budżetu Ukrainy 160 mld dolarów!  Premier Mikołaj Nazarenko ujawnił, że o takiej kwocie rekompensaty dla Ukrainy mówił z przedstawicielami UE, którzy tematu w ogóle nie podjęli. (…) Bruksela takiej kwoty Kijowowi z pewnością nie da.  Byłoby to równoznaczne z wrzuceniem jej do studni bez dna. (…)

Swoja cenę Janukowycz adresuje nie tylko do Brukseli, ale także do Moskwy.  Mówi jej wprost: jeżeli chce by Ukraina pozostała w jej strefie wpływów, to też musi dokonać na jej rzecz ustępstw w podobnym rozmiarze (…) [Rosja] w praktyce też niewiele może.  W zwiazku ze spadkiem cen ropy budżet Federacji ledwie się dopina.  O tym, by Rosja zaczęła “karmić” Ukrainę, tak jak to czyni w odniesieniu do Białorusi, nie ma nawet mowy.

Wielu ekspertów uważa, że Janukowycz prowadzi bardzo niebezpieczną grę, która może skończyć się tym, że zostanie on na lodzie, bo Bruksela z Moskwą sama może się dogadać…”.

Ja sądzę, że może on po prostu stracić władzę.  Albo zbuntowani Ukraińcy go przepędzą, albo padnie ofiarą przewrotu pałacowego, zainspirowanego przez Moskwę lub Brukselę.

O autorze: elig