Państwo Tuska przeciw piłce nożnej

W cieniu olimpiady zimowej w Soczi wystartowała wiosenna kolejka polskiej ligi futbolowej w tym Ekstraklasy.  Ujawniły się też skutki wprowadzonych od 1.01.2014 przepisów o bezpieczeństwie imprez masowych.  Są one wymierzone już nie tylko w kibiców, ale w piłkę nożną jako taką.

W portalu Rabelya.pl ukazała się trzy dni temu /14.02/ nastepująca informacja: “Policja i straż pożarna: Stadion Narodowy nie spełnia wymogów bezpieczeństwa, nie mogą na nim być rozgrywane mecze”  /TUTAJ/.

W szczególności ,według służb,  nie może się na nim odbyć mecz towarzyski Polska-Szkocja, zaplanowany na 5 marca.  Chodzi o to, że:

“Szczegółowe zarzuty policji dotyczą przede wszystkim braku zintegrowanego systemu identyfikacji kibiców, co według nowych przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, które weszły w życie od 1 stycznia 2014 roku obowiązywać ma na każdym stadnione w Polsce. Dotąd obowiązywało tylko na meczach Ekstraklasy, I ligi i pucharowych.”.

Prezes PZPN, Zbigniew Boniek jest przeciwnikiem tej ustawy, nazywając ją “chorą”.  Zwraca uwagę na to, że na jej podstawie wojewodowie przy byle okazji zamykają stadiony, lub przynajmniej niektóre trybuny.  O zastrzeżeniach wobec meczu Polska-Szkocja poinformowano zaledwie na niecałe pięć tygodni przed jego terminem  Na Stadionie Narodowym odbyło siż już wiele spotkań i przebiegaly one bezproblemowo.  Co więcej:

“Od 1 stycznia 2014 roku wymóg posiadania elektronicznego systemu identyfikacji widzów został jednak rozszerzony na wszystkie stadiony w Polsce – dotyczy on więc w równej mierze stadionów Nielby Wągrowiec, Notecianki Pakość, Izolatora Boguchwała czy… właśnie Stadionu Narodowego w Warszawie. Jak widać, dla najnowocześniejszego obiektu w kraju wymóg ten okazał się zbyt wyśrubowany. Czego możemy zatem oczekiwać od obiektów w Zielonej Górze, Suwałkach czy Krośnie?

W chwili obecnej na palcach jednej ręki zliczyć można te stadiony w niższych klasach rozgrywkowych, które spełniają wymogi Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. W konsekwencji nie wolno rozgrywać na nich meczów dla większej publiczności niż 1000 osób. Jeśli zaś jakiś klub przyciąga większą ilość widzów, to… ma problem. Trzeba ograniczyć liczbę miejsc albo liczyć się z tym, że pracownikom klubu zostaną postawione zarzuty.”.

Jest to absurd uderzający w piłkę nożną jako taką.  Wprowadzono go, mimo że bezpieczeństwo na stadionach znacznie się poprawiało bez tej ustawy.  Zaledwie 9 dni wcześniej w tym samym portalu Rebelya.pl ukazal się raport PZPN  /TUTAJ/ według którego:

“Polski Związek Piłki Nożnej sporządził raport, oparty w dużej mierze na danych policji, z którego wynika, że na 168 meczów Ekstraklasy w rundzie jesiennej sezonu 2013/2014 tylko w 5 przypadkach doszło do krótkotrwałego zawieszenia zawodów ze względu na incydenty. (…) Mniej incydentów było na meczach zaplecza ekstraklasy, czyli I ligi. Na 162 mecze w tym samym czasie przerwano z powodu incydentów tylko 2, ranking incydentów zdominowały wulgarne lub wrogie okrzyki (70 meczów), późne przybycie kibiców (22) i użycie środków pirotechnicznych (11).

W klasach rozgrywkowych od Ekstraklasy do II ligi przejęcie dowodzenia przez policję, czyli incydenty, z którymi nie mogła sobie poradzić ochrona wraz ze stewardami miało miejsce 9 razy na 652 rozgrywane mecze.”.

Widać więc, że te ograniczenia nie są potrzebne.  Wiadomo, co się stało.  Donald Tusk mszcząc się za okrzyki “Donald, matole….”, postanowił się zabawić w dzielnego szeryfa zwalczającego “stadionowych chuliganów”.  Uruchomił machinę administracyjno-prawną, która produkuje coraz to bardziej idiotyczne przepisy.  W chwili obecnej państwo Tuska nie walczy juz ż jakimiś “kibolami”, ale z najpopularniejszą w Polsce dyscypliną sportową.  Zabawne jest to, iż Tusk był kiedyś jej miłośnikiem.

O autorze: elig