Droga nieprawości. Jak światowe masoństwo wyobraża sobie 2015 r.

pokutujący łotr, wt., 06/01/2015 – 21:17

 

Idź, Danielu, bo słowa zostały ukryte i obłożone pieczęciami aż do końca czasu. Wielu ulegnie oczyszczeniu, wybieleniu, wypróbowaniu, ale przewrotni będą postępować przewrotnie i żaden z przewrotnych nie zrozumie tego, lecz roztropni zrozumieją. (Dn 12:9-10)

Economist2014_cover_??ol

Noworoczny dodatek do prestiżowego londyńskiego tygodnika The Economist nie pozostawia wątpliwości: tak, wedle światowej „grupy trzymającej władzę”, ma wyglądać świat w 2015 r. http://www.economist.com/world-in-2015-app . Warto na to popatrzeć, jak na knowania Bestii „…którą widziałeś, była i nie ma jej, ma wyjść z Czeluści, i zdąża na zagładę. A zdumieją się mieszkańcy ziemi, ci, których imię nie jest zapisane w księdze życia od założenia świata – spoglądając na Bestię, iż była i nie ma jej…” (Ap  17:8). Twórcą Historii i jej Panem  jest bowiem Bóg, choć dżentelmenom z Wall Street i ich pobratymcom może się zdawać, że jest inaczej. Jednak my wiemy, że Niewiasta „…piętą zmiażdży i podepcze głowę węża(Rdz 3,15) więc choćby nie wiem, jakie jeszcze srożyli miny i w jakich jeszcze najgłębiej ukrytych stowarzyszeniach knuli swe intrygi, nie odmienią tego, co w losach świata jest już zapisane. Mogą  jedynie – za Bożym przyzwoleniem – spełnić niejeden ze swych „figli”, jak by napisał Stanisław Michalkiewicz, aby dzięki temu „okazały się zamysły serc wielu”… Dlatego – warto już teraz przyjrzeć się im i pomyśleć, na co tracą swój czas i fortuny ci starsi, a nawet mocno starsi panowie, idący szeroką drogą nieprawości.

 

Obama macha “bye bye” – czyli narobił już swoje, i wynocha. Zza jego prawego ramienia wygląda marketingowo wymłodzona, niebieściutkooka Clintonowa. A już myśleliśmy, że zeszłoroczny wylewik na dobre wyciął staruszkę  z konkurencji. Widocznie wylizała się i będzie startować w wyborach prezydenckich w 2016 r. O ile do nich dojdzie, bo z tyłu za jego lewym ramieniem, wyhyna z kolei grzyb atomowy… Na dole pod stopami dziewczynki (Alicja z Krainy Czarów) dwie strzały wbite w ziemię wskazują miejsce, gdzie zapewne dojdzie do trzęsienia w skali – jak dokładnie widzimy – 11.3 i 11.5 czyli 1000 razy potężniejszego niż 8.0. „Calibri”,”sans-serif””>Dron color:black”>odlatuje z książkami wykupionymi na Amazon.com – a więc koniec ery czytania. Spodziewaliśmy się tego – patrząc choćby na pokolenie matołków, opuszczających dzisiejsze polskie szkoły. Chyba, że on nie wywozi z ziemi ostatnich książek, jakie jeszcze pozostały, ale przynosi je klientowi – zamiast poczty. To byłby fatalny omen dla pocztowców całego świata: listonosze wszystkich krajów, łączcie się w smutku, zamiast was, bezduszne drony będą stukać śmigiełkami do naszych drzwi – o ile, oczywiście, są to drony pokojowe, bo mogą też być wojownicze, które wleciawszy nam do mieszkań będą odstrzeliwać nieposłusznych, niepokornych lub ogólnie niedostosowanych Nowego Wspaniałego Świata, jaki nam masoństwo szykuje.

Nie ukrywa tego masonica Aniela, już nałogowo pokazując znak piramidy – jak niemal na każdym swoim zdjęciu, o ile rąk nie ma zajętych naprowadzaniem na prostą polskiej pani premier, gdy ta nawalona przyjeżdża do Berlina.  Cioci Anieli wtóruje Winston Churchill – czy raczej jego awatar – pokazujący palcami diabelskie rogi Iluminatów. To akurat nie jest niespodzianką dla każdego, kto widywał jego historyczne zdjęcia z pokazywaniem dwoma palcami „znaku zwycięstwa”, a w istocie – druidycznego symbolu szatańskich rogów. (Niestety, również w Polsce zwiedziono nas tym mitem „V jako znaku zwycięstwa” i w stanie wojennym gdzie się dało, pokazywaliśmy to palcami, wkurzając w końcu samego Jaruzelskiego, który wyraził się kiedyś z ironią, że „nie ma takiej litery w Polskim alfabecie”. Jeden  świątobliwy ks. Bozowski u Wizytek warszawskich, tępił w swym kościele ten obyczaj, nazywając go już wówczas, choć nikt go nie chciał słuchać – „pokazywaniem  w kościele czarcich rogów”).

 

Za to kapitan samolotu, obleczonymi w rękawiczki dłońmi, pokazuje znak “nie panikować”. Niestety, byłaby to zapowiedź kolejnych katastrof lotniczych, których nie zamierzają zaniechać figlarze spod znaku fartuszka i węgielnicy? Idźmy dalej. W ostatnim szeregu -okutane na czarno głowy terrorystów ISIS. Walka trwa. Są ożywieni, jeden lornetkuje. Trudno się więc dziwić, że plakat z reklamą „Wakacje” i widoczkiem plaży – w Egipcie? Turcji? Maroku? – trzyma upiór. Na lewo od niego – flecista z Hameln (po ang. The Pied Piper  http://www.liceumkrosno.pixeldreams.eu/projekt/druga/jezykowa/teksty/Legenda_o_Szczurolapie.pdf ) uwodzi czarodziejskim fletem dziecko: pewnie chodzi o dalszy ciąg deprawowania dzieci seks-edukacją,  ale także – o uwodzicielską pieśń mainstreamowej rozrywki, za którą podążać będzie stado baranów wpatrzonych i wsłuchanych w telewizory. Tę odurniałą publiczność, uwodzoną – na własne życzenie, i to jest najsmutniejsze –  przez tele-uwodzicieli grających na czarodziejskim flecie kłamstwa i podprogowej informacji – symbolizują rybki uwięzione w akwarium. Tylko spójrzcie, za co jest przebrany i co wygaduje na scenie taki właśnie Flecista z Hameln, ulubieniec Hollywood, Jimmie Carrey; a jego odurniała publiczność myśli, że jego rogi to tylko „taka zabawa”. Nie, to nie zabawa, proszę państwa. To jest śmiertelnie serio…  https://www.youtube.com/watch?v=BNs5w8LubYM Co gorsza – w publicystyce politycznej, przywódca sunnickiej  tzw. Republiki Islamskiej Abu Bakr al-Baghdadi, jest nazywany „sunnickim Pied Piperem” który dźwiękiem fletu wywabia z kryjówek na całym świecie swoich zwolenników, zjeżdżających dziś masowo do Iraku, aby uczestniczyć w rzeziach „niewiernych” (czytaj – w fizycznej eliminacji chrześcijan z teatru wojny na Bliskim Wschodzie). Rok 2015 – nie łudźmy się – będzie zatem rokiem narastania tej przewlekłej zbrodni kolejnego Holocaustu, tym razem dotyczącego „reszty Izraela”, wiernej Chrystusowi – o której pisze Pismo Św. jako o tych, którzy staną się zarzewiem „nawrócenia Żydów na chrześcijaństwo”. Zapewne z tej przyczyny, rzeź potomków Abrahama, którzy pozostali wierni Chrystusowi, cechuje dziś takie straszliwe, wręcz rytualne okrucieństwo. (Por. św. color:black”> mso-bidi-font-family:Tahoma;color:black”>Paweł, dokumentując, że Reszta oznacza nawróconych Izraelitów powołuje się w „Calibri”,”sans-serif”;color:black”>Rz. 9.23-28  color:black”>na proroctwa  color:black”>Ozeasza (r. 1 i r. 2) mso-bidi-font-family:Tahoma;color:black”> oraz Izajasza 10.22.23 i 1.9.)

 

     Chińskasuper-Panda sugeruje rosnącą rolę Chin, a zarazem – jest to wciąż raczej prężenie muskułów i robienie wrażenia, niż rzeczywista siłą.  (Panda wygląda jak wyhodowana na sterydach). Mały Chińczyk złotą łyżką zajada złocisty makaron, co sugeruje złoto jako przyszłą podstawę chińskiej potęgi. Towarzyszy temu obraz lecącej na łeb na szyję waluty amerykańskiej (Federal Reserve, w lewym dolnym rogu). To też już nie jest dla nas niespodzianką. Od czasu sławetnych popisów Obamy, który posłusznie z publicznych pieniędzy spłacił miliardowe długi prywatnych amerykańskich banków, zadawaliśmy sobie pytanie: nie „czy”, ale „kiedy” nastąpi upadek amerykańskiej waluty. Wygląda na to, że banksterstwo z Wall Street upatrzyło sobie rok 2015 na przeprowadzenie tego kontrolowanego krachu, pozwalającego wstrząsnąć Stanami Zjednoczonymi do samych korzeni i zaprowadzić tam New Word Order. To przypuszczenie utwierdza odfruwająca w panice świnka-skarbonka.

 

Mały zapaśnik sumo, z bateryjką – to zapowiedź dalszych kłopotów Japonii z energią – zapewne tą naturalną ziemską (kolejne tsunami? trzęsienia ziemi? ) jak i nuklearną (Fukushima). Za to wcieleniem spokoju jest Putin, wyglądający jak jeden z panów Smithów z Matrixa, po zażyciu czerwonej tabletki.  Obaj z Obamą mają na sobie czerwone krawaty, czyli mimo prowadzenia pozornego sporu – są zapewne członkami niekłócącego się między sobą bractwa. Świadczy tyez o tytm fakt, iż za ciemnymi okularami Putina daje się dojrzeć tylko jedno oko, gdy drugie kryje ciemności. To jest niewątpliwy znak jego przynależności do Iluminatów. Oczywiście, leży między nimi rów nie do pokonania: przebiegłość i nieposzlakowana inteligencja  Putina, wobec infantylnego narcyzmu Obamy. Do tego Putin – to kagiebista w sercu i z urodzenia, a Barack – neo-kagiebista, mozolnie przyuczany do tej roli. Ciekawe, że czerwoną muszkę ma też na sobie Winston Churchill – obermason, wprawdzie już nieżyjący, ale duch którego unosi się trzepocząc (czerwonymi skrzydełkami) nad całą ideą Nowego Wspaniałego Świata, w którym ma być Jeden Rząd, Jedna Religia i Jedne Prawo.

 

Na lewo od Obamy – widoczny jest mężczyzna zamaskowany wirtualnymi okularami Oculus. Stanowi on zapowiedź wprowadzanej powszechnie wirtualnej technologii masowego prania mózgów, wobec którego telewizja ze swoją niszczycielską siłą będzie się wydawać niewinną zabawką. http://throwingdigitalsheep.com/games/playstation-4-sony-ps4-video-games/virtual-reality-big-thing/  Jest też u dołu i po lewej stronie Obamy – kot z Cheshire, jeden z bohaterów Alicji w Krainie Czarów (która też tu się znajduje). Zarówno ten nierzeczywisty kot z Cheshire – który pokazuje się to tu to tam i znikając, pozostawia sam uśmiech – jak i Alicja, symbolizują MK Ultra mind-programming. To również przedstawia dziwna kobieta, nad której głową wznoszą się skrzydła sowy (feniksa?)  i widnieje gniazdo ze świeżo złożonymi jajami (węża?) – to też symbole prania mózgu przy pomocy indoktrynacji i zwodzenia programami znanymi jeszcze nazistom, o nazwie MK Ultra i Butterfly.  https://www.youtube.com/watch?v=tuFWS2o2KMc  Są one podstawą przemiany myślącego krytycznie społeczeństwa w stado matołków – a bewildered herd, jak malowniczo nazwał skutecznie indoktrynowane społeczeństwo demokratyczne idol lewicy, Noah Chomsky. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na helikopter, rozpylający czerwoną substancję. Chodzi o chemtrails?

 

Alicja patrzy na ten świat, jak na zbiorowisko szarlatanów, szaleńców i magów – ale „wakacje dla Ziemi się skończyły” – zdaje się mówić sardonicznie uśmiechnięty upiór, trzymający plakat z widoczkiem egzotycznej plaży.  Ziemia, jak ta ustawiona do kopnięcia piłka do amerykańskiego footbalu, czeka na swoja End Game… kopnięcie… W tym teatrze przygotowywanych zdarzeń, zastanawia całkowity brak żydowskiej symboliki. Wskazuje to albo na coraz bardziej zakonspirowaną rolę Izraela wśród jawnych i ukrytych politycznych machinacji, albo na spełnianie się przepowiedni Henry’ego Kissingera sprzed dziesięciu lat, gdy stwierdził, że „Izrael nie ma przyszłości”.  Obie opcje muszą budzić głębokie zasmucenie w  nas, jeszcze wciąż Polakach, obywatelach wciąż jeszcze “niepodległej Polski”, z niepokojem czekających dnia, kiedy zamiast “Polska” będziemy pisać “Polin”.  Jeśli bowiem nie w Izraelu – to gdzie się teraz podzieje Wieczny Wędrowiec… jak nie u nas, dokąd  wzywa go syreni śpiew tutejszego młodego narybku Sorosa et consortes…? Spiderman – to z kolei nowa rasa, która niebawem pojawi się na ziemi, lub w ukryciu już wśród nas jest. Jakaś potworna krzyżówka, efekt zabaw w Pana Boga w laboratoriach genetycznych. Ciekawe – że gdy Obamę wybrano prezydentem, jednym z jego najszerzej rozpowszechnianych image’ów był właśnie Spiderman http://www.youtube.com/watch?v=puHXafaHy0o&app=desktop

 

Odrzutowiec (pocisk rakietowy?) na dole nie ma żadnego oznakowania, jakby było już ono niepotrzebne. Jest to pocisk “ponadnarodowy”, z wieloma znakami markowymi różnych korporacji – Nowy Porządek Świata w całej pełni… Ciekawa jest w tym wszystkim rola siedzącej w swoim land roverze maleńkiej królowej Elżbiety, ledwo widocznej między nogami indyjskiego premiera (hm… brzydko powiedziane…). On – przywódca jednej z wyłaniających się superpotęg, ona – jak laleczka, nic nieznacząca, na tyłach swej byłej kolonii – a może odwrotnie? Ważna mikrosprężyna, w mechanizmie Nowego Świata?… Skośnooki kibic piłkarski (?) w ostatnim rzędzie, trzymający nad głowami tego zgromadzenia „szalik” z napisem Singap… (w domyśle – Singapore) poprzestaje na ukazaniu jedynie części tego napisu: Sin-Gap, co po angielsku znaczy „różnice w grzechach”. Sugerowałoby to, iż  ci wszyscy zgromadzeni pod tym szyldem osobnicy są  unurzani w nieczystościach. Różni ich tylko głębokość gnojówki i wydzielające się z niej aromaty.  Czyli – same smakołyki! Warto popatrzeć samemu i pomyśleć. Taki rebus dla przenikliwych – co planują nam zafundować światowi czarownicy. I to na okładce The Economist, będącego własnością Lynn Forester de Rothschild – a więc żartów nie ma. Szczęśliwego Nowego Roku…

 

Pokutujący Łotr

O autorze: Judyta