Przed RKW był SKMRW

Wiele osób jest zdezorientowanych sytuacją jak powstała po rozpadzie Ruchu Kontroli Wyborów na sieciowy ruch społeczny i hierarchiczne stowarzyszenie. Dlatego myślę, że warto się zapoznać z historią RKW, zwłaszcza, że jest ona dłuższa i bardziej złożona, niż to przedstawiają założyciele stowarzyszenia, a informacje, które tu podaję, pochodzą z pierwszej ręki.

Przed RKW był SKMRW

Gdzieś tak w marcu, albo kwietniu 2009-ego roku (dokładnie nie pamiętam), przedstawiłem w Klubie Ronina moją koncepcję budowy sieciowego ruchu społecznego, nastawionego na diagnozowanie i walkę z dysfunkcjami systemu państwa. Tworzenie i integracja tego ruchu miały się dokonywać poprzez wzajemne, dobrowolne wspieranie się niezależnych podmiotów (organizacji społecznych i indywidualnych osób) w inicjowanych przez nie działaniach, o ile byłyby one postrzegane przez te podmioty jako działania na rzecz dobra wspólnego.
Punktem centralnym, a zarazem mechanizmem rozruchowym tego ruchu społecznego, miał być portal internetowy, który jednocześnie miał być centralnym węzłem komunikacyjnym (zakładałem też możliwość powstawania węzłów lokalnych, jak to w sieci) i zbiorczą, zintegrowaną bazą informacji o systemie państwa, a zwłaszcza jego wadach i dysfunkcjach. Ta baza danych miała być tworzona pospołu przez użytkowników i redakcję portalu.
We wstępnej fazie tworzenia ruchu społecznego, jego uczestników a zarazem użytkowników portalu miała aktywnie pozyskiwać redakcja portalu, a w późniejszej fazie miał to być już samonakręcający się mechanizm. Potencjalnych użytkowników portalu chciałem poszukiwać głównie wśród organizacji zrzeszających ludzi poszkodowanych przez system państwa, oraz organizacji strażniczych, ponieważ posiadają największą, pochodzącą z osobistego doświadczenia wiedzę o wadach systemu państwa, oraz gromadzących ludzi najbardziej zdeterminowanych do działania na rzecz pozytywnej zmiany tego systemu, choć muszę zaznaczyć, że obszar moich poszukiwań był o wiele szerszy.
Inicjatorami wspólnotowych działań na rzecz naprawy systemu państwa mieli być sami użytkownicy portalu, zaś redakcja miała pełnić względem nich funkcje usługowe, budując przejrzystą i łatwo dostępną bazę informacyjną, oraz dostarczając użytkownikom wygodne, funkcjonalne narzędzia komunikacji, chociaż jako równoprawny podmiot wchodzący w skład sieci, redakcja portalu miała mieć także możliwość inicjowania takich działań.

Ponieważ mój projekt wzbudził spore zainteresowanie, szybko udało mi się zebrać zespół redakcyjny i pozyskać grono osób deklarujących chęć współpracy i pomocy w tworzeniu portalu. Tu jednak zaczęły się schody.
Nie mam talentów organizacyjnych, nie jestem też osobą znaną i popularną, dlatego miałem duże kłopoty w pozyskiwaniu partnerów społecznych do tego przedsięwzięcia i to mimo dużego wsparcia ze strony Józefa Orła, szefa Klubu Ronina. Jednak największą barierą, która dla mnie okazała się niemożliwą do przezwyciężenia, okazała się trudność w pozyskaniu pieniędzy na budowę, utrzymanie i obsługę portalu.
W ciągu trwających kilka lat zabiegów o realizację mojego projektu, przeprowadziłem wiele spotkań i rozmów. Co ciekawe, o mojej koncepcji rozmawiałem wtedy między innymi z Januszem Sanockim, jednym z liderów ruchu JOW, który był później jednym z inicjatorów sieciowego ruchu społecznego, przekształconego ostatnio w Ruch Kukiza, oraz Jerzym Targalskim, jednym z inicjatorów sieciowego Ruchu Kontroli Wyborów, a obecnie współzałożycielem hierarchicznego Stowarzyszenia 2xRKW (a może 3xRKW ?). Zetknąłem się też z kilkoma różnymi próbami tworzenia sieci wzajemnie się wspierających organizacji społecznych, a w Fundacji Republikańskiej nawet z koncepcją całkiem podobną do mojej. Nic też dziwnego, że rozpoczęliśmy rozmowy na temat połączenia obu projektów, jednak w pewnym momencie Fundacja zerwała ze mną wszelkie kontakty i, z tego co wiem, zrezygnowała z realizacji własnej koncepcji. Mogę się tylko domyślać przyczyn (osobiste ambicje polityczne Wiplera?).

Wobec fiaska moich działań, gdzieś na początku 2013-ego roku pracę nad tworzeniem ruchu społecznego przejął Józef Orzeł, zmieniając jednak strategię działań. Tym razem mechanizmem rozruchowym owego sieciowego ruchu społecznego, zamiast portalu internetowego miała być grupa inicjatywna, która miała określić kilka nośnych społecznie tematów, dających przy tym szansę przyciągnięcia uwagi mediów, co w przypadku wszelkich inicjatyw społecznych jest bardzo trudne, a następnie inicjować dobrze przygotowane akcje społeczne w tych kierunkach.
Grupa inicjatywna rekrutowała się głównie ze środowiska Klubu Ronina i Solidarnych 2010, a wśród wybranych tematów były między innymi walka z gender, naprawa systemu opieki zdrowotnej, odbudowa wspólnot lokalnych wraz ze szkoleniem lokalnych liderów i animatorów, monitorowanie kłamstw i manipulacji medialnych (Antymanipulator braci Wareckich miał być też integralną częścią portalu mojego projektu), oraz (a jakże!) kontrola wyborów.

Sposobność do wprowadzenia w życie tego ostatniego punktu nadarzyła się już na jesieni tego samego roku, przy okazji zainicjowanego przez Warszawską Wspólnotę Samorządową referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z urzędu prezydenta Warszawy. W kierowaną przez WWS kampanię referendalną, obok wielu innych organizacji społecznych, aktywnie zaangażowali się Solidarni 2010 i Klub Ronina, a grupa inicjatywna doprowadziła do utworzenia Społecznego Komitetu Monitorowania Referendum w Warszawie (SKMRW), który był faktycznym protoplastą RKW. Ja też dołożyłem do tego swoją skromną cegiełkę jako administrator strony internetowej SKMRW.
SKMRW był także swoistym poligonem doświadczalnym dla planowanej społecznej kontroli zbliżających się wyborów prezydenckich i parlamentarnych, a sprawdzone wtedy w działaniu rozwiązania, zostały później zastosowane w organizacji i działaniach RKW.

Nie czuję się kompetentny by pisać o tym, co działo się przed, a zwłaszcza po częściowo sfałszowanych wyborach samorządowych, kiedy to zawiązywał się Ruch Kontroli Wyborów, ponieważ ze względu na trudną sytucję materialną, moja aktywność społeczna spadła już wtedy do zera i nie uczestniczyłem w tych wydarzeniach. Dlatego odsyłam Was do relacji naocznych świadków.
Stanowisko jednego z założycieli stowarzyszenia, Jerzego Targalskiego, zapewne już poznaliście, a jeśli nie, to bez problemu znajdziecie wersję pisaną lub filmową. Dlatego proponuję, dla równowagi, zapoznać się z mniej znanym opisem Ewy Stankiewicz, przedstawicielki ruchu społecznego:

http://www.solidarni2010.pl/31312-ewa-stankiewicz-ruch-kontroli-wyborow-przyszlosc-sprostowanie.html

Jednak mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że nawet jeśli ktoś z obecnych założycieli stowarzyszenia rzucił po wyborch samorządowych hasło utworzenia RKW, to nie był to pomysł oryginalny i wpisywał się w trwające już od dłuższego czasu przygotowania, na które składała się praca fizyczna i koncepcyjna wielu ludzi. Tak więc, RKW i tak by powstał, bez względu na to, czy ktoś z założycieli stowarzyszenia rzuciłby taki pomysł po wyborach samorządowych, czy nie.

Historia niczego nie uczy

Jak widać, Stowarzyszenie 2xRKW (3xRKW?) nie wnosi do życia społecznego i politycznego żadnych nowych treści, ani nowych koncepcji. Nie jest nią społeczna kontrola wyborów, bo przecież to już robi RKW (sieciowy ruch społeczny), nie jest nią też kontrola władzy, bo to było też jednym z głównych celów działania, jaki przewidywała grupa inicjatywna dla inicjowanego przez siebie ruchu społecznego (szczególna rola organizacji strażniczych w tym projekcie). Jedyną „innowacją”, którą wprowadza w życie Stowarzyszenie, jest próba ujęcia energii społecznej w ramy hierarchiczne, w przekonaniu, że ta forma organizacji gwarantuje większą skuteczność działań.
Tyle tylko, że, jak pokazuje doświadczenie historyczne, to się sprawdza w przypadku organizacji o wąskim zakresie kompetencyjnym, jak przedsiębiorstwo albo armia, ale nie w przypadku masowych ruchów społecznych. W ich przypadku hierarchizacja struktury prowadziła do wykształcania się nowego establishmentu i stopniowego wygaszania energii społecznej. Tak było z pierwszą Solidarnością, Solidarnością w AWS, Samoobroną i całkiem niedawno Z Niepokonanymi 2012. Tych ostatnich przestrzegałem przed konsekwencjami hierarchizacji, lecz zostało to odebrane jako akt wrogości z mojej strony, a ja sam zostałem zaatakowany personalnie przez jednego z liderów tego ruchu, który nie szczędził mi inwektyw i obraźliwych insynuacji. Czas pokazał, że to jednak ja miałem rację.
Powtarzalność tych konsekwencji jest nieprzypadkowa. Struktury hierarchiczne są bardziej podatne na wpływy agenturalne, bo wystarczy przejąć kontrolę nad pojedynczymi szczeblami decyzyjnymi, by kontrolować podległe im struktury. Na funkcjonowanie tego typu struktur znaczący wpływ mają osobiste ambicje i animozje liderów, a wizerunek całej struktury jest zależny od wizerunku liderów, którym zarządzają media, zwłaszcza w sytuacji, gdy rynek medialny jest zdominowany przez medialne monopole. Dlatego wizerunek pierwszej Solidarności został zredukowany (trwale?) do wizerunku Wałęsy i „solidarnościowych” kontrahentów okrągłego stołu, a Samoobrony do Leppera.
Ponad to, gdy obszar zainteresowania organizacji jest tak rozległy jak system państwa, kompleksowe, spójne programy organizacji, tworzone przez wąskie kierownictwo, nieuchronnie mają charakter ideologiczny, bardzo często sprzeczny z doświadczeniem szeregowych członków organizacji (tak jest np. Z wszystkimi programami partyjnymi).

Na marginesie dodam, że ruch społeczny, który tak namieszał w ostatnich wyborach prezydenckich, po przemianowaniu się na Ruch Kukiza mimowolnie wszedł na drogę hierarchizacji swojej struktury i niedługo będzie się musiał mierzyć z problemami, które wyżej opisałem, bo, po prostu, taki jest mechanizm funkcjonowania struktur hierarchicznych.

Gdzieś głęboko pod powierzchnią wydarzeń politycznych i społecznych w naszym kraju, niedostrzegany przez media, komentatorów, a nawet samych jego uczestników, trwa i narasta konflikt między dwoma koncepcjami strukturalnymi: sieciową i hierarchiczną, oraz dwoma typami postaw społecznych: podmiotową postawą suwerena, który bierze na siebie odpowiedzialność za dotyczące go decyzje i przedmiotową postawą poddanego, który zdaje się na decyzje innych, chociaż to on będzie ponosił konsekwencje tych decyzji. Ten konflikt nie dotyczy tylko kształtu funkcjonalnego ruchów i organizacji społecznych, ale także przyszłego kształtu państwa i obowiązujących w nim relacji społecznych.

______________________________

Grafika w ikonie wpisu: Fot. Fotolia

O autorze: Piotr Marzec