Lewackie chwyty poniżej pasa

Redaktor Marcin Celiński z Magazynu Liberte, komentując w Telewizji Republika list, podpisany między innymi przez trzech byłych prezydentów: Wałęsę, Kwaśniewskiego i Komorowskiego, a dotyczący zagrożonej – ich zdaniem – demokracji w Polsce, powiedział tak:

 

„Mamy do czynienia ze swego rodzaju wojną kulturową na  bardzo wielu frontach… Jest koncepcja państwa demokracji liberalnej, czyli demokracji takiej z poszanowaniem praw mniejszości. Za nią opowiadają się prezydenci… Z drugiej strony jest wizja demokracji  większościowej z przewagą władzy wykonawczej nad pozostałymi władzami w demokracji.”

 

Cała ta konstrukcja: ”demokracja liberalna z poszanowaniem praw mniejszości”, jest zarówno z logicznego, jak i z praktycznego punktu widzenia zupełnym nonsensem i demagogią. Nie da się pogodzić rządów większości, a na tym opiera się demokracja, z bezwzględnym poszanowaniem interesów mniejszości, a w każdym razie nie wszystkich mniejszości. Każdy z nas może sobie bez trudu wyobrazić taką mniejszość, na której “interesy” nigdy by się nie zgodził. Nie będziemy na przykład respektować praw złodziei do kradzieży kieszonkowych w tramwajach. Jednocześnie w każdym państwie, zarówno współczesnym, jak i historycznym, tak demokratycznym, jak i  autorytarnym, takie poszanowanie interesów niektórych mniejszości istniało i istnieje. Żeby to wykazać wystarczy sobie uświadomić, że mniejszości istnieją od zarania ludzkości i przecież nie wszystkie i nie zawsze były represjonowane. Dobrym przykładem traktowania mniejszości była przecież I-sza Rzeczpospolita.

 

Ale skoro nie wszystkie mniejszości mogą być uprzywilejowane, a tylko niektóre, to  nasuwa się następujące  pytanie:

Kto ma decydować o tym, które z praw mniejszości respektować?

Skoro chcemy żyć w kraju demokratycznym, to musimy przyjąć, że – w ten, czy w inny sposób, pośrednio lub bezpośrednio –   ale jednak zawsze większość, a nie lewica (!) zadecyduje o tym, jakie prawa posiadać będą liczne mniejszości.

Jeżeli wziąć pod uwagę, że niektóre mniejszości nie były prześladowane nawet przez nazistów, czy też komunistów (nie słyszałem, żeby jedni ani drudzy jakoś  specjalnie tępili leworęcznych) łatwo udowodnić, że traktowanie praw mniejszości ilościowo – jako kryterium nowoczesności, albo zaawansowania demokracji w danym społeczeństwie, jest po prostu błędne.

Wszyscy nie-marksiści wiedzą, że ilość nie przechodzi samorzutnie w jakość. Jeśli w jakimś systemie politycznym ilość chronionych praw mniejszości będzie duża, wcale nie oznacza to automatycznie, że ten system będzie skuteczny, mądry, czy sprawiedliwy. Ważne, żeby decyzje o tym, które mniejszości chronić, były mądre. A żeby mądrze i świadomie wybierać, należy przede wszystkim społeczeństwu mówić prawdę, przedstawiać obiektywne dane.

 

Wobec tego co napisałem powyżej, miejcie Szanowni Czytelnicy tę świadomość, że jak Wam lewak mówi, że w imię demokracji, w imię wolności, w imię chrześcijaństwa albo humanizmu, w imię czegokolwiek(!), należy uszanować jakieś prawa, jakiejś mniejszości – to najpewniej chodzi mu o jego własne interesy, ich własne przywileje i ich samych! Istnieje spore ryzyko, że w ten sposób próbują coś wepchać kolanem w szparę uchylonych drzwi, albo chcą zamknięte drzwi uchylić! Nie dajcie się nabrać na ich demagogiczne hasła!

 

Oczywiście nie znaczy wcale, że wszystkie żądania mniejszości należy z definicji odrzucać. Tak nie jest. Interesy wielu grup społecznych będących w mniejszości, są godne uszanowania i możliwe do zrozumienia i zaakceptowania. A prawo do głoszenia i obrony własnych interesów jest jedną z cech demokracji. Wiele takich przypadków, wiele takich zasad już respektujemy. Zawsze warto je spokojnie rozważyć. Trzeba tylko mieć z tyłu głowy, w pamięci, tę prostą zasadę:

 

Jak lewica chce nas do czegoś przekonać – z reguły próbuje nas wyrolować!

 

Nie zaszkodzi jednocześnie przypomnieć, że ta krzycząca o prawach i przywilejach mniejszości lewica, gdy sprawowała władzę, to problem przeciwników politycznych i to nie tylko tych, którzy byli w mniejszości, ale często też tych będących większością, załatwiała przy pomocy szafotu, szubienicy, komór gazowych albo strzału w tył głowy, a nawet jeżeli dziś nie posuwa się aż do tak radykalnych metod, to dalej nie jest w tej kwestii wzorem godnym naśladowania. W zlewaczałej Europie nie można sprawować ważnych funkcji publicznych i jednocześnie być katolikiem o sprecyzowanych poglądach (vide: sprawa Rocco Butiglione). Lewacy, choć sami kościoły omijają szerokim łukiem, odmawiają swym politycznym przeciwnikom prawa do uczestnictwa we mszy świętej (vide: sprawa ks. Jacka Międlara i obchodów 82-giej rocznicy powstania ONR). Przykłady takiego postępowania można by mnożyć w nieskończoność i na tej podstawie ukazać całą hipokryzję i demagogię tego, co o poszanowaniu praw mniejszości mówi lewica.

 

Redaktor Celiński ma rację w jednym. To jest wojna kulturowa! Trwająca gdzieś tak, od czasów Oświecenia, a już na pewno Rewolucji Francuskiej.

Za tym, co redaktor Celiński lekceważąco nazywa „demokracją większościową” stoi ład i porządek wielowiekowej cywilizacji łacińskiej, wyrastającej z chrześcijaństwa i opartej na chrześcijaństwie.

A z drugiej strony jest Marks i Engels, Lenin i Stalin wraz z Hitlerem, Bierut i Gomułka, Jaruzelski i Kwaśniewski z Kiszczakiem, Krytyka Polityczna i Liberte z Gazetą Wyborczą i Newsweekiem, Hartman i Sierakowski z Lisem i Wojewódzkim, Środa i Senyszyn ze Szczuką, wreszcie oderwany od rzeczywistości establishment Unii Europejskiej w całej swej okazałości, z „królową” Angelą na czele! (Bardzo przepraszam wszystkich wrogów cywilizacji łacińskiej, których z braku miejsca pominąłem, a którzy powinni się tu znaleźć. Na pewno jeszcze nie raz trafi się okazja, by was wymienić.)

Takie są właśnie realia tej wojny kulturowej, o której mówił redaktor Celiński.

Nie dajcie się, Szanowni Czytelnicy, zwieść pozorom!

Nie dajcie się nabrać!

 

Lech Mucha

 

 

Tekst ukazał się drukiem w tygodniku Polska Niepodległa

O autorze: Lech -Losek- Mucha

Pogodny, uczciwy, inteligentny, leniwy (bardzo), konserwatysta, nieprzejednany antykomunista. Mężczyzna, katolik, mąż i ojciec. Zawodowo - chirurg, amatorsko - muzyk, pisarz, płetwonurek, motocyklista...