Przekleństwo “Klątwy”

Słoneczko przygrzewa, trawa się zieleni,
ale w tym sezonie wiecznie żywy Lenin
w żywotności palmę pierwszeństwa utracił,
bowiem się lubują więksi desperaci
przechadzać w czeluściach piekieł i czuć swąd Wen,
więc w garze ze smołą znowu łowią „Klątwę”.
Że też to bluźnierstwo bluźniercom nie zbrzydło,
wciąż pchają na afisz ohydne sztuczydło.
Żeby to wymyślił chociaż ktoś dorosły,
nie bachor wrzeszczący „zróbcie mi coś!, osły!”.
Dorosły ma rozum, tam są argumenty.
Gówniarz co ma? Tyłek. Aż mu pójdzie w pięty.
Nuale pisali w „Wysokich Obcasach”,
że nie wolno dzieci przy pomocy pasa.
Naiwnie jest wierzyć, że może rozmowa
smarkacza takiego właściwie wychować,
zwłaszcza kiedy bachor nieczuły na datę
ciągle jest smarkaczem pomimo swych latek.
I chociaż bluźnierstwo powinno przerażać,
nie można z atencją traktować gówniarza,
który nie dosięgnie powyżej nocnika,
potrafi, dosłownie, opluć lub obsikać.
A może już dorósł, lecz jest bardzo tępy,
tekst czy toaleta, wciąż myli ustępy.

Pośród wniosków wielu ten jeden pokażę:
sprowadzić przekleństwo mogą ci gówniarze.

 

______________________________________________________________________________________________________________

Fot. dorzeczy.pl/”Klątwa” w Teatrze Powszechnym / Źródło: fot. Magda Hueckel

O autorze: Ywzan Zeb