Nie róbmy polityki, organizujmy festivale

Gdyby ktoś zapytał, czy niesławna „wojna polsko-polska” ma jakieś dobre strony, to moim zdaniem można by wskazać przynajmniej jedną – dzięki niej możemy dostrzec to, co dzieje się pod podszewką naszego życia społecznego. Były dyrektor Festiwalu w Opolu, Jacek Kręcik, stwierdził niedawno w radiu Tok FM, że „Zawsze ten festiwal był ważny dla Opola i telewidzów, a kulisy były mniej istotne” – afera wokół Festiwalu trochę nam te kulisy odsłania i pokazuje wprost, że związki tzw. „kultury” z polityką, ale i biznesem, nie są tak luźne, jakby niektórzy chcieli.

Można oczywiście twierdzić, że festiwal w Opolu jest specyficzny, bo organizuje go Telewizja publiczna, a ta – jak wiadomo – zawsze jest rządzona przez polityków, albo przynajmniej ludzi z politycznego nadania, więc tam związki tzw. „kultury” z polityką są nieuniknione, ale poza tym – tzw. „kultura” jest generalnie wolna od polityki, lub luźno z nią związana, bo z definicji stanowi sferę wolnej, niezależnej ekspresji osób nie żyjących sprawami przyziemnymi. Do wiary w takie cuda odwołują się od jakiegoś czasu przeróżni artyści, przekonujący nas, że nowa władza chce lub wręcz praktykuje „upolitycznianie kultury”, dotąd jakoby wolnej od tego typu obciążeń – niestety nawet niezbyt dogłębne wejrzenie pod podszewkę tego, co nazywamy ogólnie „kulturą”, nie pozostawia najmniejszych złudzeń, że jest to w najlepszym wypadku pobożne życzenie.

Przejdźmy jednak do konkretów – festiwal w Opolu posiada być może jakąś wartość sentymentalną i zajmuje szczególne miejsce w sercach wielu ludzi, ale w rzeczywistości jest wydarzeniem raczej marginalnym – na festiwalowej mapie Polski liczą się Open’er Festival, Warsaw Orange Festival, Przystanek Woodstock, Off Festival, czy poznańska Malta. Są to wielkie wydarzenia, pełne zagranicznych gwiazd, przyciągające dużą publiczność – także spoza Polski. Opole to przy nich po prostu prowincjonalny jarmark, albo skansen, jak kto woli.

Historia Off Festivalu zaczyna się w roku 2006 w Mysłowicach, a jego pomysłodawcą i dyrektorem jest Artur Rojek, znany szerzej jako wokalista grupy Myslovitz, popularnej głównie w latach dziewięćdziesiątych. Myslovitz zaczynało karierę pod skrzydłami wytwórni MJM Music PL, której założycielem był Andrzej Paweł Wojciechowski – wieloletni pracownik Polskiego Radia, a także – przez jakiś czas – spiker Polskiej Redakcji Radia Moskwa, który w latach 80 „często wyjeżdża do Londynu” i stamtąd „nadsyła korespondencje telefoniczne do radia i wraz z żoną Małgorzatą Maliszewską zaczyna pośredniczyć w sprzedaży ówczesnym polskim firmom płytowym licencji na atrakcyjne tytuły z katalogu EMI i CBS oraz pośredniczy w imporcie do Polski płyt kompaktowych – najpierw tych dwóch koncernów a wkrótce właściwie wszystkich liczących się wytwórni płytowych”. Po „transformacji ustrojowej” wraca do Polski i ma właściwie gotowy prywatny biznes – zakłada wytwórnię MJM. Jego żona z kolei, pracuje w Międzynarodowym Sekretariacie International Federation of Phonographic Industry nad regulacjami w zakresie praw autorskich, co owocuje założeniem Związku Producentów Audio-Video, a w roku 1993 zasiada w Radzie Kultury przy Prezydencie Lechu Wałęsie, gdzie reprezentuje branżę fonograficzną.

Myslovitz rozpoczyna poważną karierę rok później, w 1994, podpisując kontrakt z wytwórnią Andrzeja Wojciechowskiego, poźniej przechodząc do „stajni” Sony Music Polska, której dyrektorowała Małorzata Maliszewska. Zespół miał okazję nagrać kilka utworów do polskich filmów – pierwszym były „Młode wilki 1/2” Jarosława Żamojdy – członka Fundacj „Nautilus„, która wsławiła się budową pomnika UFO w Emilcinie. Kolejne filmy to „Duże zwierzę” oraz „Pogoda na jutro” Jerzego Stuhra, oraz „To my” Waldemara Szarka.

Przygoda ze światem filmu nie skończyła się na nagraniu tych kilku piosenek – w roku 2002 grupa przeszła pod skrzydła Pomatonu i planowano dla niej międzynarodową karierę, w związku z czym nagraniem teledysku do anglojęzycznej wersji „Długiego dźwięku samotności” zaszczycił ją zdobywca dwóch Oskarów Janusz Kamiński. O jego zapale niech świadczy fakt, że ponoć „odrzucił wtedy ofertę Martina Scorsese, aby móc pracować z Myslovitz. Określił się „fanem” Myslovitz, mówiąc: Pracuję tylko dla Spielberga i dla Myslovitz […] Pieniądze nie odgrywają tutaj żadnej roli. Czego się nie robi dla swoich idoli!„. Niestety, grupa Myslovitz kariery poza polską nie zrobiła.

Z wytwórnią Pomaton również wiąże się ciekawa historia – została ona założona w 1990 roku przez członków harcerskiej drużyny „Pomarańczarnia” – Piotra Kabaja, Tomasza Kopcia, Monikę Zapendowską i Piotra Kostro. Jak możemy przeczytać na stronie „Pomarańczarni”, pomimo przynależności do struktur ZHP, cieszyła się ona w latach 70 i 80 dużą niezależnością, a „dla niezależności Szczepu w latach 70 i 80 nie bez znaczenia były również koneksje w aparacie władzy, wojsku i organach bezpieczeństwa ze strony rodziców części harcerzy” – nie wyciągajmy jednak pochopnych wniosków, choć z pewnością warto zapamiętać to swoiste rozumienie „niezależności”, choćby ze względu na ciężar gatunkowy tego pojęcia w dzisiejszych dysputach o tzw. „kulturze”.

Wróćmy jednak do Artura Rojka i Myslovitz – jak już powiedzieliśmy, grupa nie zrobiła kariery zagranicą. W 2004 roku, w przeddzień wstąpienia Polski w struktury Wspólnoty Europejskiej, zagrała jeszcze koncert dla niemieckiej rozgłośni Westdeutscher Rundfunk (WDR), ale zespół od tego czasu raczej się zwija, niż rozwija, pomimo nagrania jeszcze kilku płyt. Czas więc zająć się samym Arturem Rojkiem i jego Off Festivalem.

Pierwsza edycja,w roku 2006, była raczej lokalnym wydarzeniem, choć wystąpiły na niej tzw. „uznane marki”, jak choćby T.Love czy Banco de Gaia. Festiwal miał w zamyśle promować ideę wolontariatu, a jego ramach „prowadzono rekrutację do organizacji charytatywnych”. Jakich – tego wiki nie podaje, ale na filmie dokumentującym Off Festival 2006 jest mowa m.in. o PCK, Amnesty International, oraz fundacji Choice to Choose, która chce zmieniać życie biednych dzieci dzięki mikrokredytom.

W roku 2007 Festival wzbogacił się o wydarzenia kulturalne. W ich ramach można było zapoznać się z artystą Edwardem Dwurnikiem (tu można posłuchać jego mądrości), czy Wilhelmem Sasnalem, współpracującym z „warszawską Fundacją Galerii Foksal, Galerią Raster oraz z Krytyką Polityczną oraz antyrasistowskim Stowarzyszeniem Nigdy Więcej”. Sasnal jest w pewnym sensie pionierem bojkotowania mediów publicznych za ich „upolitycznienie”, załynął bowiem słowami:

Brzydzę się ludźmi, którzy dyskryminują innych ze względu na orientację seksualną, pochodzenie czy kolor skóry. Brzydzę się kimś, kto nie brzydzi się faszyzmem – to dla mnie pryncypialne.

Skierował je do Piotra Farfała z Ligi Polskich Rodzin, który w 2009 roku był prezesem TVP Kultura.

W kolejnych latach Off Festival zaszczycali swą obecnością m.in:

  • poseł z ramienia PO, członek Komitetu Poparcia Bronisława Komorowskiego, niedoszły europoseł z ramienia Europa Plus Twój Ruch, członek think tanku Janusza Palikota, a wreszcie niezależny (przypominam „Pomarańczarnię”) senator – Kazimierz Kutz;
  • Janusz Rudnicki, pisarz którego kariera nabrała rozpędu po emigracji do Niemiec w roku 1983, autor niedawnej wypowiedzi, w której skomplementował Polaków, mówiąc m.in.:

Polska to powietrze, którym oddycham. Teraz jest ono szkodliwe, paskudne. Mam na myśli bogoojczyźniany fetor, który szkodzi na serce i płuca. Jeszcze trochę, a chodził będę po ulicy z maską antysmogową.

Wkurza mnie na przykład, że w roku 2016, w Europie, która leży przecież też w Polsce, są jaskrawe powody ku temu, aby organizować „czarny protest”. Doszło do tego, że transparent „Macice wyklęte”, dobry skądinąd, jest jak najbardziej na miejscu.

Ale mój najbardziej dotkliwy wkurw to nasz polski antysemityzm. Niestety nasz. Piekący, tępy i zajadły. Wyssany z mlekiem cholera wie jakiej matki, nieangielski i niekreolski. Kiedy widzę, słyszę i czytam to, co wydaje z siebie to bydło, brakuje mi tchu. Myślę sobie: „Co za koszmar!”. Łapię się na tym, że najchętniej zagnałbym ich do stodoły i niechby ich tam spalił ogień ich nienawiści.

Polacy en block to kartofle. Przeciętny Polak to kundel. Najbardziej to widać na lotniskach, przez które przewijają się wszystkie rasy świata.
Polski lud ma do dziś mordy z obrazów Dudy-Gracza. Jeśli przyjąć, że na przykład prymitywna i zacofana amerykańska Polonia jest wypadkową tego ludu, no to co? Zgodzimy się?

  • Michał Witkowski – autor najwybitniejszej polskiej „powieści gejowskiej”, „Lubiewo”. Poza tym, wcale przytomny człowiek, autor m.in. słów:

W ogóle żeby być gwiazdą, to trzeba mieć bardzo dużo złych cech charakteru. Trzeba być megalomanem, narcyzem, hipochondrykiem, czyli wszystko pod siebie, pod siebie. Trzeba mieć dużo kompleksów do wyleczenia, pewnie jeszcze z przedszkola…

Wszyscy wyżej wymienieni gościli na niezależnym („Pomarańczarnia”), alternatywnym Off Festivalu w 2011 roku. W kolejnych latach na liście gości znaleźli się m.in.:

  • Jerzy Buzek – premier Polski z ramienia AWS, europoseł z ramienia PO;
  • Andrzej Stasiuk – właściciel Wydawnictwa Czarne, felietonista m.in. Gazety Wyborczej i Frankfurter Algemeine Zeitung;
  • Krzysztof Varga – pisarz i redaktor naczelny działu kultury Gazety Wyborczej;
  • Olga Tokarczuk – pisarka, ex-członkini Partii Zieloni oraz Krytyki Politycznej;
  • Sylwia Chutnik – absolwentka gender studies na UW, członkini Porozumienia Kobiet 8 Marca, organizującego Manifę, zasiada w radzie fundacji Feminoteka, razem z Kingą Dunin i Magdaleną Środą;

Reszta gości nie odbiegała od tego towarzystwa i można śmiało stwierdzić, że festiwal miał bardzo wyraźny „profil ideowy”, nie odbiegając od standardów wyznaczonych przez Przystanek Woodstock Jerzego Owsiaka, na którym – w przerwie pomiędzy piwem, jointem i mantrami w Pokojowej Wiosce Kriszny – można było posłuchać tak niezależnych i apolitycznych gości Akademii Sztuk Przepięknych, jak: Janusz Głowacki (członek Komitetu Poparcia Bronisława Komorowskiego), Kazimiera Szczuka, Monika Olejnik, Michael Schudrich, Tomasz Lis, Tomasz Sekielski, Leszek Balcerowicz, Jacek Żakowski, Manuela Gretkowska (gościła na Przystanku w roku 2008, akurat w czasie, gdy działała jeszcze jej Partia Kobiet), Kesang Takla (minister informacji i stosunków międzynarodowych w rządzie Dalajlamy), Tadeusz Mazowiecki, Lech Wałęsa, Janusz Kochanowski (członek m.in. Rotary Club, ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich), Marek Kondrat, Alicja Chybicka (senator, a następnie posłanka z ramienia PO), Marek Belka, Jan Ołdakowski (ówcześnie członek ugrupowania Polska Jest Najważniejsza), gen. Roman Polko, x. Adam Boniecki, Grzegorz Miecugow, Kuba Wojewódzki. Od lat 90 na Przystanku stale obecne jest również stowarzyszenie Nigdy Więcej.

Wróćmy jednak do Off Festivalu – w radzie nadzorczej organizującej go Fundacji Independent zasiada bowiem ciekawa postać – fotograf Jacek Poremba. Znaleźć go możemy również w radzie nadzorczej Fundacji Instytutu Fotografii Fort, w której zasiadają także m.in. Tomasz Tomaszewski oraz Bogusław Kott. Tomaszewski to mąż Małgorzaty Niezabitowskiej, byłej rzecznik rządu Tadeusza Mazowieckiego. Bogusław Kott to z kolei twórca pierwszego w Polsce banku komercyjnego – Banku Inicjatyw Gospodarczych. Współtworzył go m.in. z Andrzejem Olechowskim – za czasów PRL kontaktem operacyjnym Wydziału X Departamentu I MSW o pseudonimie Must, a w III RP założycielem Platformy Obywatelskiej,  oraz Dariuszem Przywieczerskim – skazanym w aferze FOZZ, do dziś poszukiwanym listem gończym byłym członkiem KC PZPR. W założeniu BIG udział miała również Fundacja Rozwoju Żeglarstwa, której członkami – obok Kotta, byli Aleksander Kwaśniewski i Mieczysław Rakowski. Co ciekawe – BIG znajduje się wśród założycieli spółki telekomunikacyjnej Polkomtel, właściciela sieci Plus oraz Play. W 1996 rokuPolkomtel otrzymał koncesję na świadczenie usług telekomunikacyjnych, oraz podpisał porozumienie z firmą Inter Consult – ówczesnym partnerem firm Pansonic, Philips oraz Ericsson, dla których prowadził dystrybucję i serwis telefonów i urządzeń telekomunikacyjnych. Inter Consult do dziś pozostaje przedstawicielem i partnerem Polkomtela. Jego założycielem oraz właścicielem jest Karol Działoszyński, zasiadający w radzie nadzorczej Fundacji Malta, organizatora Malta Festival w Poznaniu. W radzie fundacji zasiada również Tomasz Kwieciński, członek rady nadzorczej Inter Consult.

Jacek Poremba jest również członkiem rady nadzorczej Fundacji Mnemosyne, której prezesuje Mateusz Skrzeczkowski, zastępca dyrektora Instytutu Kulturoznawstwa SWPS. Pomijam już fakt, że współzałożycielem SWPS jest Piotr Voelkel, poznański biznesmen i kolejny członek rady Fundacji Malta, bo chyba nie ma to tutaj większego znaczenia, choć kto wie…

Mit Malty jako festiwalu wolności artystycznej, skutkującej nieraz skandalem i ocieraniem się o bluźnierstwo pryska, kiedy okazuje się, że Festiwal jest w części finansowany przez Unię Europejską, a od 2012 roku stanowi część sieci House on Fire, finansującej artystów, „których realizacje są powiązane z aktualnymi problemami społecznymi, kulturalnymi i ekonomicznymi UE”. Również postawa dyrektora Malty – Michała Merczyńskiego – pozostającego w bardzo widowiskowym i medialnie nośnym konflikcie z ministrem Piotrem Glińskim, pozostawia wiele do życzenia. Pan Merczyński jakoś w geście protestu przeciw mieszaniu się PiSu w kulturę, nie rezygnuje z ciepłej posadki dyrektora Narodowego Instytutu Audiowizualnego, finansowanego przez ministerstwo pana Glińskiego. Z drugiej strony – pan Gliński też jakoś nie usuwa Merczyńskiego ze stanowiska w Instytucie, choć ten np. w 2010 roku za publiczne pieniądze lansował oficera KBW, Zygmunta Baumana, jako gościa specjalnego Festiwalu Kultura 2.0.

Chciałem jednak wrócić do Mateusza Skrzeczkowskiego, będącego członkiem zarządu Stowarzyszenia im. Waltera Benjamina, bo ten Benjamin jest ciekawą postacią – przedwojenny żydowski filozof, marksista, współpracujący m.in. ze Szkołą Frankfurcką, który zakończył swe życie samobójstwem, w trakcie próby wydostania się z Europy, kiedy tą podbijał Hitler. Myślę, że warto zakończyć ten tekst fragmentem biogramu Benjamina z wikipedii, podsumowującego jego refleksję nad sztuką i polityką – pasuje, jak ulał:

Podobne relacje jak pomiędzy sztuką i ekonomią pojawiały się zdaniem Benjamina również pomiędzy sztuką i ruchami politycznymi zorientowanymi na szerokie populacje: uważał on, że o ile faszyzm estetyzował politykę to komunizm niejako zwrotnie upolityczniał sztukę (egalitarną sztukę rozpatrywał więc jako narzędzie praktyk politycznych czego przykładem były możliwości wykorzystania kultu gwiazdorów do wzmacniania reżimów politycznych).

O autorze: insane

Bolesław Zujewicz - gkchesterton.pl