Przewrotne, lucyferyczne przejęcie Marszu Niepodległości przez Pisdudę – nie udało się?

Plemię Żmijowe, dla niepoznaki ukrywające się pod szyldem „partii politycznej” – a co więcej, partii „katolickiej”, „patriotycznej” – czyli, wymieńmy sprawców kolejno: premier, niewstający z klęczek na publicznych uroczystościach kościelnych ale dzieci swe posyłający do szkoły z wykładowym językiem hebrajskim, także prezydencik-pieszczoszek o nieskończenie gadatliwym babskim ozorze i pyzatym pysiu złośliwego gnoma, wespół z maciorzastą złodziejką kamienic, w przerwach między kolejnymi skokami na cudzą własność zajmującą się ćwiczeniem swych „charyzmatów” w ruchu Odnowy w Duchu Świętym – a więc całe to poprzebierane w rozmaite święte łaszki towarzystwo namiestników sekty chazarsko- talmudycznej, mających na celu ostateczne przygotowanie świata na przyjście „prawdziwego Mesjasza” zwanego w Ewangelii Antychrystem – wymierzyło w ubiegłą środę kolejny siarczysty policzek Polsce: tej prawdziwej Polsce szczerych patriotów i resztek potomków rycerstwa, walczącego wiernie przez wieki o polskość i katolicyzm tej ziemi.

Marsz Narodowy – trwająca od lat i będąca zarejestrowaną własnością Stowarzyszenia Marsz Narodowy doroczna jesienna manifestacja ducha polskiego, prawdziwego, niezakłamanego chazarskim odorem – która zawsze w listopadzie pod hasłem Bóg-Honor-Ojczyzna zalewa centrum Warszawy zjeżdżającym z całego kraju i zagranicy tłumem polskich patriotów – w tym roku miała stać się ofiarą zagrabienia, wskutek intrygi wysnutej przez wyżej wymienioną trójkę, na rzecz Plemienia Żmijowego i ich namiestnika tymczasowo rezydującego w Pałacu Namiestnikowskim. Do intrygi wciągnięto skłonną do wrzaskliwych nieprzemyślanych działań prezydent Warszawy, która właśnie kończy swą kadencję, więc co jej tam – w sposób w ich mniemaniu arcygenialny, który jednak spalił na panewce, wobec niespodziewanego przez nikogo, natchnionego widocznie Duchem Świętym, ogromnych rozmiarów pospolitego ruszenia synów i córek wiernych Polsce. Przesłaniając horyzont falą flag narodowych i radosną wrzawą flar i narodowych i religijnych pieśni zagłuszyli oni zwycięski, jak się żałosnym intrygantom wydawało, rechot Lucyfera.

 

 

*

Pod względem swej mentalności, dzisiejsza PiSowska ciżba rządowa i okołorządowa to w znacznej mierze kontynuatorzy półinteligenckiej masy w peerelu, nazywanej wówczas albo “bezpartyjnym drżącym”, jeśli z tych czy innych powodów nie należał do PZPR albo “partyjny, ale chłop w porządku”. Oba typy były w najwyższym stopniu odrażające, ale stanowiły około 80 procent ówczesnej populacji czytelników “Przekroju”, “Zwierciadła”, “Polityki” czy słuchaczy “Podwieczorku przy mikrofonie”. (Te tytuły symbolizują żałosny wymóg “intelektualny” w tej grupie peerelowskiej “inteligencji” – z gruntu niedouczonej i pochodzącej w większości z tzw. awansu społecznego; poziom sytuujący się grubo poniżej przedwojennej małej matury). Ludzie ci zazwyczaj zajmowali stanowiska średnich urzędników administracji, sądownictwa, szkolnictwa itp., bo w tzw. „aparacie” byli zatrudniani ci o szczebel lub parę szczebli wyżej, już poddani weryfikacji i „zaufani”. W sumie, była to jednak dość jednolicie szara masa facecików w wymiętych garniturkach i o ciężkich, szarych, niezdrowych twarzach przypominających nieświeże kotlety schabowe oraz ich żon, charakteryzujących się wysokimi kunsztownie uplatanymi kokami sztywnymi od lakieru i opinającymi ich liczne wałki na biodrach i brzuchach sukienkami z uzyskanej „spod lady” krempliny lub innego niemnącego się paskudztwa. Paluszki miały ozdobione (na „wyjściu”) pierścionkami z wielkich fałszywych kamieni, zwożonymi z wczasów na Krymie, w garażach ukrywały się ich bezcenne syrenki i maluchy, a głównym lokatorem ich „salonu”, wypełnionego meblościankami Konsul, był kolorowy telewizor Rubin. W ówczesnym kinie, typy te najlepiej portretowali aktorzy Janusz Kłosiński, Józef Nowak, Andrzej Kopiczyński czy Henryk Bąk (jeśli chodzi o mężczyzn) zaś wśród kobiet absolutnie bezkonkurencyjne była Barbara Ryska jako „pani dyrektorowa” w komedii Stanisława Barei „Poszukiwany, poszukiwana” czy pani naczelnik gminy uwieczniona niezapomnianą kreacją Bożeny Dykiel w filmie „Wyjście awaryjne” z 1982 r. Oto korzenie obyczajowo-ideowe dzisiejszego PiSu, bo kiedy widzę dziś te same szczerze „inteligenckie” oblicza, to nawet nie muszę słuchać tych samych co kiedyś, choć płynących z nowych ust, obłudnych dyrdymałów np. Beaty Szydło, Bożeny Kempy czy Marka Suskiego. Wiem, że jesteśmy znów na filmie „Wojna domowa” czy „Czterdziestolatek”, którego akcja toczy się w M4 na Ursynowie, z telewizorem Szmaragd w meblościance i czerwoną legitymacją w kieszeni palta z Próchnika, własności głównego bohatera tego peerelowskim serialu. Jarosław Kaczyński idealnie sprawdza się w roli głowy takiej rodziny, jako zacny choć despotyczny dziadunio przesiadujący w takim wnętrzu z kotem na podołku i tangiem „Ostatnia niedziela” w wykonaniu Fogga sączącym się z radyjka Jowita, bo sam wyznał w którymś z wywiadów, że to jego ulubione arcydzieło muzyczne.

I tacy ludzie mają prowadzić Polskę ku wolności?
Dziękuję, postoję.

—————————–

Ale niestety, to właśnie ta mała osóbka, o dobrotliwym wyglądzie właściciela prowincjonalnego sklepiku z zabawkami, przeżyła w ostatnich trzech dekadach wszystkie koniunktury polityczne i to zawsze u steru lub w pobliżu dziejących się publicznych spraw. Będzie z tego powodu sądzony przez historię bardzo surowo – zwłaszcza za niezliczone błędy polityczne, których się w swym pełnym miłości własnej „samodzierżawiu” dopuszczał, najczęściej nie ponosząc za to konsekwencji, choć tych nieszczęść zwykle łatwo byłoby uniknąć. Pomijając inne, przywołajmy na użytek tego artykułu jeden, za to szczególnie brzemienny w skutki. Otóż całą odpowiedzialność za wystawienie do wyborów prezydenckich Andrzeja Dudy – polityka wiarołomnego, o słabej woli, pełnego narcyzmu i o niskim politycznym wyrobieniu – ponosi właśnie Jarosław Kaczyński. Przez jego wskazanie na Dudę – wcześniej nikomu nieznanego aparatczyka o rodowodzie z Unii Wolności – wyborcy prawicowi, uznali go za “swojego” i oddali na niego głosy. Dziś, wszelkie konsekwencje tej “pomyłki” spadają na prezesa PiSu. Jednak wobec bardzo konsekwentnego rozwoju zdarzeń, jakby wedle precyzyjnie skonstruowanego i o wiele wcześniej przygotowanego scenariusza – przypomnijmy choćby zatrważającą „sesję wyjazdową” izraelskiego Knesetu w Krakowie w styczniu 2014 r., w której obok Andrzeja Dudy uczestniczyła spora część dzisiejszej „wierchuszki” PiSu, nie wyłączając Krystyny Pawłowicz, Kosmy Złotowskiego, Krzysztofa Szczerskiego czy Beaty Mazurek – należy zadać pytanie: czy to była tylko “pomyłka”?
Kto ma oczy, ten widzi, że coraz bardziej mętna jest rola Kaczyńskiego w całym ten okropnym obrocie spraw na niekorzyść obozu patriotów i na coraz oczywistszą dla tych, którzy jeszcze chcą widzieć fakty – zgubę naszej Ojczyzny. Najdziwniejsze jest jednak to, że ten bliźniak swego rzekomo zamordowanego w Smoleńsku brata (stawiam tu znak zapytania, albowiem nie przeprowadzono zgodnej z procedurami medycyny sądowej obdukcji ofiar post mortem ) od lat ociąga się z ujawnieniem pełnej prawdy o tamtej zbrodni. Wskazuje na to odwołanie jedynej osoby, która mogła doprowadzić do jej ujawnienia, czyli Antoniego Macierewicza – jak gdyby na pewnym etapie „zagalopował się” on za daleko. Ten sam Jarosław Kaczyński nic nie robi dla ujawnienia prawdy o zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki, choć od lat liczne środowiska patriotyczne i niezależni publicyści domagają się tego, oraz osobiście blokuje ujawnienie Aneksu z nazwiskami agentury WSI w Polsce. Kim więc tak naprawdę on jest, a z nim jego “faworyci”, począwszy od PAD-a i wzdłuż całej listy kreatur politycznych, tak bardzo w ostatnich latach szkodzących Polsce, w rodzaju “Miśka” Kamińskiego, Marka Migalskiego, pań Juńczyk-Ziomeckiej, Romaszewskiej juniorki i seniorki, czy Kluzik-Rostkowskiej, żeby wymienić tylko paru. Czas obnaży wszystkie niegodziwości obłudników i pseudo patriotów, dokonujące się pod przykrywką pięknych słów i zapewnień. Jednak najlepiej wyszkolonym specem od takiego słodkiego gadania pozostaje właśnie pan Duda, choć prawda jego pustych słów coraz bardziej na jaw wychodzi i ten pan – jak i każdy inny wiarołomca ulokowanych w nim nadziei, naszej naiwnej może wiary, że umęczona Polska wreszcie dzięki nim “wstanie z kolan” – odejdzie w niesławie, jak tylu innych przed nim.

 

*

Pamiętajmy, że po 2 wojnie Światowej Dekrety PKWN zrujnowały Polskę. Od 1945 roku mamy zamiast elit bandę folwarcznych parobków. Orgia rozbojów i rabunków nie oszczędziła nikogo, kto cokolwiek znaczył niegdyś w polskim społeczeństwie i nie rył nosem w gnoju przed buciorami “Nowej Władzy”. Niszczono bezlitośnie zarówno szlachtę jak i chłopów, przemysłowców i rzemieślników, likwidowano każdą prywatną i oddolną inicjatywę, jeśli nie miała “błogosławieństwa” najeźdźców i rodzimych szubrawców. Elity z każdej warstwy społecznej zastępowano miejskim jak i wiejskim lumpenproletariatem, sprzedajnym ścierwem któremu przed wojną nie podałby ręki żaden szanujący się robotnik i parobek. Oni to po paromiesięcznym instruktażu zostawali milicjantami, nauczycielami a nawet sędziami. Do tego, zaraz po wojnie nawieziono im z Sowietów dla wzmocnienia i ochrony 300 tysięcy, skromnie licząc, chazarsko-stalinowskiej swołoczy, którą zaopatrzoną w polskie paszporty, polskie nazwiska i nauczoną (słabo) polskiego w chederach zorganizowanych na Dolnym Śląsku, wysłano na kluczowe stanowiska w zniszczony, obrabowany kraj bez elit, jako ministrów, dyrektorów departamentu, prokuratorów, generałów, rektorów uczelni czy dyrektorów szkół. Po paru latach, wraz z ich żonami i po jednym bachorze na głowę, daje to bez mała milion obcojęzycznej najeźdźczej bandy, a w następnym pokoleniu – już dwa-trzy miliony, jeśli to pomnożyć przez kolejne małżeństwa i przychówek… Podczas tej operacji ukradziono wszystko wszystkim, którzy coś posiadali: taka była “sprawiedliwość społeczna”. Jeszcze po 1989 roku ostatni komuniści kradli co się tylko dało, nazywając to “prywatyzacją”. Ukradziono 150 mld zł z OFE itd. itd. Setki złodziejskich afer, kradzież kamienic itp. pokazują na co stać i jakie wartości sobą reprezentują potomkowie owej “władzy ludowej”, wyznaczonej przez Sowietów na objęcie dziesiątków tysięcy stanowisk w służbach, partiach, wojsku, sądownictwie, w administracji itd. Niestety, proces ten nie ominął także seminariów duchownych a nawet wyższej hierarchii Kościoła katolickiego.

Taki oto sort ludzki dobierał sobie klientów na swoją miarę i modłę spośród artystów, literatów, “autorytetów naukowych” etc. Tak powstawały kolejne generacje łajdaków w mundurach i togach, nikczemników pióra, sceny, rozmaite telewizyjne glisty i potężna aparatura publicznego kłamstwa i politycznej propagandy – co jest zrozumiałe, ponieważ w podbitych koloniach ludzie pragnący wolności i suwerenności to są wrogowie systemu, więc patriotycznych i moralnych jednostek nie awansuje się, ale zabija, więzi lub dyskryminuje. I nawet gdy już zabrakło w Polsce sowieckiego bata i “socjalistycznej dyscypliny”, te uczone małpy, rachujące osły i psy dmuchające we flet nadal przekształcały Polskę w zdziczały kraj a państwo w „ch…, d… i kamieni kupa”. Oto korzenie dzisiejszych polskich „elyt”: potomków zwykłej żulii, zdrajców, bandziorów i renegatów, którzy na wszystkich stanowiskach pomagali Sowietom przeprowadzić w Polsce komunistyczną krwawą rewolucję, aby dokonać totalnej grabieży materialnej i duchowej własności narodu i utrzymywać ten stan – przy wsparciu następnych zagranicznych „sojuszników” – po dziś dzień. Typowym produktem tego tragicznego dla Polski procesu, jest dziś niejaki T.: mściwy podwórkowy nieuk o lumpenproletariackiej kulturze; mały rudy leń, dla którego liczy się tylko własne ego i który wie, że bez protekcji swych zagranicznych mocodawców jest zerem.

 

———————————-

Nie chcę przez to powiedzieć, że PiS w swej masie wywodzi się wprost z takiej zgrai. Jednak działając na styku dwu środowisk, określających dzisiejszą „postinteligencką” Polskę: tego jawnie bandyckiego, post-bolszewickiego, stanowiącego oś tego, co było niegdyś żelaznym sercem Platformy Obywatelskiej i zgniłkowatej bezideowej popłuczyny po „inżynierach Karwowskich” – musi wiedzieć, że nurza się w ogromnej kadzi wzajemnego przenikania się łajdactw, wspólnych interesów, wszelkiego moralnego brudu i zaprzaństwa. Nie ochroni się przed tym nikt, kogo nie osłania mocny parasol wiary, oddania się Bogu i Jego hierarchii wartości.
Niestety, w czerwcu 2013 r. wezwany listem otwartym prawicowych blogerów do zawierzenia swej Partii opiece Matki Bożej – z czym wiązano olbrzymie nadzieje na ratunek dla Polski wobec nadchodzących wydarzeń, bo spodziewano się niebawem, po dwu-kadencyjnym nierządzie, rychłego upadku panowania PO – Prezes PiS odmówił uroczystego oddania swej partii pod opiekę Matce Bożej Częstochowskiej, jak to w liście zaproponowano. Według świadków obecnych przy tych rozmowach – a wręczenie listu powierzono znanym powszechnie i szanowanym Kapłanom – Jarosław Kaczyński miał się wyrazić, że „nie będziemy zawracać tym głowy Matce Bożej”. Takie zachowanie Prezesa, jeden z Kapłanów skomentował potem wobec autorów listu znamiennymi słowami: „aby coś zawierzyć, trzeba samemu wierzyć”.

*

Tak było do wczoraj… Jednak olbrzymi Marsz Patriotów w 100-ą Rocznicę Odzyskania przez Polskę niepodległości zmienia wszystko. Ukazuje on koniec Polski Jarosława Kaczyńskiego. Wbrew naszym własnym zwątpieniom i krakaniu niedowiarków – okazuje się, że wciąż jeszcze jest nas rzesza. Nie zdołali nas wynarodowić, wymordować, wyrwać nam z serc Boga! Że jest na kim zbudować wolną Polskę!

NOWĄ POLSKĘ, która odrzuca bezwzględnie i jednoznacznie zmowę Okrągłego Stołu!

 

Wódeczka i menora przy magdalenkowym stole…

 

W następnej kolejności: trzeba rozpisać referendum narodowe o pozostaniu lub wystąpieniu z UE. Następnie – a raczej właśnie teraz, już, zaraz! – należy ogłosić początek powszechnej Narodowej Pokuty. Odnowy Polskich Serc. Mamy wspaniałych kapłanów, którzy nas w tym dziele poprowadzą – to ks. Jochemczyk, ks. Kneblewski, ks. prof. Guz, ks. prof. Chrostowski, ks. Małkowski, że wymienię tylko paru. Jest z kim iść – ku Królowaniu Chrystusa w Polsce. Bo to jest ta iskra, która ma wyjść z Polski i taki ma być nasz główny postulat: Nowa Konstytucja dla Polski, a potem – Akt Uroczystej Intronizacji Chrystusa Na Króla Naszego Narodu!

 

INNEGO RATUNKU DLA POLSKI NIE MA!
I nie wolno nam, już za nic w świecie, uwierzyć kolejnemu słodko gruchającemu wcieleniu potomków Chazarii, którzy znów się między patriotów pchają. Judeo-banderowskie środowisko Gazety Polskiej to pierwsze jaskółki tego nowego najazdu na ruch niepodległościowy. Ale o tym w innym artykule.

12 listopada 2018

Pokutujący Łotr

O autorze: Pokutujący Łotr