Kwiecień poświęcony Tajemnicy Zbawienia świata

.

Ojcze mój, jeśli nie może ten kielich odejść, ale mam go wypić,
niech się dzieje wola Twoja

(Mat XXVI,42)

 

.

.

Intencya na miesiąc Kwiecień

.

.

O zachowaniu młodzieży od złego

 

Zakony nasze między wielu innymi mają głównie tę zasługę, że z wielkim poświęceniem pracują około wychowania i kształcenia młodzieży. Utrzymują one szkoły ludowe i inne zakłady naukowe, którym nie mogą dorównać szkoły państwowe, zbyt mało troszczące się o wychowanie młodzieży w wierze i dobrych obyczajach, a w niektórych krajach nawet zgubnie na nie wpływające. Za te właśnie dobre szkoły nieprzyjaciele Boga i Kościoła najwięcej gniewają się na zakony; zarazem żywią głębokie przekonanie, że jeśli się im powiedzie wraz z zakonami zniszczyć szkoły katolickie, to młodzież zmuszona będzie uczęszczać do bezwyznaniowych, albo wprost bezbożnych szkół publicznych, i tam prędko zobojętnieje dla Boga i Wiary, a przejmie się zasadami i dążnościami masońskiemi i socyalistycznemi i ostaecznie całą Francyę odwróci od świętej Wiary katolickiej. Jak tedy zakonom, tak też młodzieży we Francyi grozi wielkie niebezpieczeństwo. Intencya jednak tegomiesięczna nie do samej tylko Francyi się odnosi, ale mamy się modlić o zachowanie młodzieży od złego wogóle we wszystkich krajach, a więc i w naszym zwłaszcza..

Mówi Pismo Święte: Młodzieniec wedle drogi swojej, choćby się zestarzał, nie odstąpi od niej; i to samo twierdzi dawne nasze przysłowie: „Czym garnuszek za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. Dlatego naucza Prorok: „Dobrze jest mężowi, gdy nosi jarzmo od młodości swojej”; a św. Paweł upomina: „A wy ojcowie synów waszych wychowujcie w karności i grozie Pańskiej”. Wogóle rozum i doświadczenie dowodzą, że kto za młodu szczerze przejął się prawdziwą czcią i bojaźnią Pana Boga i nauczył się we wszystkim, wszędzie i zawsze postępować sumiennie – ten niełatwo stanie się złym i przewrotnym człowiekiem; a chociażby kiedy pod naporem pokusy zszedł z dobrej drogi, to zwyczajnie wcześniej lub później powróci na nią z szczerą skruchą i ostatecznie zbawi swoją duszę. Przeciwnie, kto za młodu, czy to z własnej, czy też obcej winy, nigdy Pana Boga należycie nie poznał i wskutek tego nie nauczył się rachować z swoim sumieniem, taki potrzebuje zwykle wprost cudu łaski Bożej i nadzwyczaj dobrej woli, żeby się nawrócił przynajmniej w późniejszym wieku. Co smutniejsza, ludzie tacy marnują najlepsze, nieraz bardzo długie lata na to, żeby obrażać Boga i krzywdzić ludzi, a dopiero lichą resztę życia obracają na to, żeby naprawić dawne winy.

A jednak, jak w ogóle wielu jest wezwanych, ale mało wybranych, tak samo i między młodzieżą wielu bywa takich, co do dziesiątego czy dwunastego roku życia byli dobrymi, Bogu i ludziom miłymi dziećmi, – a stosunkowo bardzo mało takich, którzy by wytrwali w dobrym, to znaczy w bogobojności i sumienności, aż do swej pełnoletniości. Jakiż tego powód? Wyliczymy tutaj cztery najgłówniejsze, a mianowicie

1)nasza zepsuta przez grzech pierworodny natura;

2)niedbalstwo, lub nawet zły przykład rodziców;

3)złe szkoły;

4)zgorszenie.

       Wiemy, że skutkiem grzechu pierworodnego zmysły i myśli serca człowieczego skłonne są do złego od młodzieństwa swego. Żagiew grzechu rodzi się z nami, trwa w nas przez całe życie i dopiero wraz z nami umiera. Wiedział o tym święty Paweł, kiedy narzekał na siebie: „Nie co dobrego chcę, to czynię; ale złe, którego nienawidzę, ono czynię”. Doświadczamy tego sami na sobie, ilekroć np. szczerze postanawiamy co dobrego, a potem za lada pokusą postanowienia swego nie dotrzymujemy. Spostrzegamy to także u dzieci, w których ni stąd ni zowąd pojawia się popędliwość i gniew, ciekawość, kłamliwość i różne inne złe skłonności, których nikt ich nie uczył. Niejeden z nas wie z własnego doświadczenia, że już w dziecięcym wieku nabył najgorszych nieraz nałogów, których nikt go nie uczył i których całą ujemną wagę dopiero później zrozumiał.

Otóż ten wrodzony naszej skażonej naturze popęd do złego jest pierwszym i najgłówniejszym powodem wszelkiego zepsucia, tak u starszych, jak i u młodych. Obok łaski Bożej jedno jedyne jest lekarstwo, które Chrystus Pan wszystkim bez wyjątku, młodym i starym poleca, mówiąc: „Jeśli kto chce za Mną iść, niech się sam siebie zaprze”. Zaprzeć się samego siebie znaczy tyle, co zaprzeć się swoich widzimisię i swoich zachcianek. Im wcześniej dziecko nauczy się chętnie i pokornie poddawać swoje zapatrywania i zachcianki najpierw pod sąd i wolę rodziców, a następnie pod nieomylną naukę i zawsze święte przykazania Tego, którego zastępują mu rodzice – Pana Boga Wszechmogącego, tym lepiej wyrobi sobie sumienność i hart duszy. Dlatego właśnie z tak wielkim naciskiem nakazuje Pan Bóg: „Czcij ojca twego i matkę twoją, aby ci się dobrze wiodło i abyś długo żył”. Dlatego też nie ma większego okrucieństwa nad to, którego dopuszczają się rodzice względem swoich dzieci, jeśli im we wszystkim przytakują, dogadzają i ustępują.
Po wtóre, niedarmo Pan Bóg powierzył opiekę i władzę nad dziećmi rodzicom. Rodzice ponoszą wobec Boga i ludzi główną odpowiedzialność, tak za ciało, jak jeszcze więcej za duszę każdego ze swych dzieci. Nie mogą jak niegdyś Kain, zapytany: „Gdzie jest Abel, brat twój?”, odpowiedzieć: „Nie wiem. Zalim ja jest stróżem brata mego?” Z tej odpowiedzialności za każde z dzieci nikt i nic nie może ich zwolnić, bo sam Bóg włożył ją na nich. Dlatego i władzy nad dziećmi i prawa opiekowania się nimi ani Kościół, ani państwo, w ogóle nikt odebrać im nie może, bez wyraźnego, straszliwego pogwałcenia postanowienia Bożego, – chociaż i Kościół i państwo mają prawo karać rodziców za zaniedbanie obowiązków względem dzieci, jak i za nadużycie władzy nad nimi. Mimo to jakże wiele jest ojców i matek, którzy zapytani: „Gdzie twoje dziecko? co ono robi? z kim i czym się bawi? czy tak jak w lata, rośnie również w mądrość i łaskę u Boga i ludzi?” – muszą z Kainem odpowiedzieć: „Nie wiem”. – I gorzej jeszcze, ileż jest rodziców, od których dzieci uczą się przeklinać, gwałcić Niedziele i Święta, od ojca – poniewierać matkę, od matki – znieważać ojca, upijać się i tylu innych grzechów! A jeśli obcym ludziom grozi Pan Jezus: „Kto by zgorszył jednego! z tych małych… lepiej by mul było aby zawieszono kamieni młyński u szyi, i zatopiono go w głębokościach morskich” – to cóż czeka rodziców, którzy własne dzieci przyuczają do grzechu?

Po trzecie, przywodzą młodzież do złego złe szkoły. Szkoły są potrzebne, bo młodzież potrzebuje większego wykształcenia, niż je zwykle w domu rodzicielskim otrzymać może; skutkiem tego rodzice, dbający również o doczesną przyszłość dzieci, zmuszeni bywają posyłać je do szkół. Niestety, w nowszych zwłaszcza czasach namnożyło się szkół takich, że o nauce w nich nabytej trzeba powiedzieć owe słowa Zbawiciela: „Cóż pomoże człowiekowi, jeśliby wszystek świat zyskał, a na duszy swej szkodę podjął?” Odnosi się to szczególnie do tych szkół, w których:

1)Wiary Świętej i szczerej pobożności wcale nie uczą, albo w niedostatecznej tylko mierze;

2)nauczyciele i przełożeni dbają tylko o najzwyklejszą karność szkolną,
a o dobre obyczaje poza szkołą wcale się nie troszczą;

3)nauczyciele twierdzenia przeciwne Wierze zachwalają jako prawdy niezbite i zdobycze naukowe, a na domiar złego jawnie okazują, że sami obywają się bez Boga, Kościoła i      Świętych Sakramentów.

       Gdziekolwiek są takie, lub nawet tylko takie szkoły, tam rodzice i wszyscy w ogóle katolicy mają święty obowiązek użyć całego swego wpływu i pilnie korzystać z przysługujących im praw obywatelskich np. przy wyborach, żeby zdobyć szkoły dobre i prawdziwie katolickie, w których dorastające pokolenia uczyłyby dorabiać się nie tylko chleba, ale i Nieba.

Po czwarte, przywodzą młodzież do złego wszelakie zgorszenia, których w naszych czasach jest podobno tyle, co niegdyś w Sodomie i Gomorze. Pełno zgorszenia po wsiach: w karczmach, przy kieliszku i tańcach, przy prządkach, na pastwiskach i schadzkach potajemnych itd. itd. Pełno zgorszeń po miastach: w szynkowniach i restauracjach, w teatrach, kinach i na wszelkich innych widowiskach, na ulicach, nieomal wszędzie gdziekolwiek się ruszyć. Pełno zgorszenia w książkach i gazetach, na afiszach porozlepianych na murach, wystawach sklepowych itp.

Wszystko to pobudza dorosłych, a jeszcze więcej młodych do dogadzania i folgowania wszystkim namiętnościom i zachciankom, bez względu na Boga, na sumienie, na zdrowie, na wstyd, a wreszcie i na grosz. Co najsmutniejsza, to że w tych naszych czasach namnożyło się bezczelnych siewców zgorszenia, którzy dobre nazywają złym, a złe dobrym, gdyż bojaźń Boga i pobożność nazywają wstecznictwem, a bezbożność i niedowiarstwo oświatą; posłuszeństwo dla rodziców i władzy lizuństwem, a krnąbrność i niekarność męską samodzielnością; nienawiść klasową walką o byt i słuszną samoobroną swej godności i zagrożonych praw, a miłość chrześcijańską brakiem odwagi; wyuzdaną rozpustę mianują wolną miłością i potrzebą natury, nierzetelność zachwalają jako zręczność i umiejętność radzenia sobie w życiu, a potwarze, obmowy i plotki jako godziwą i potrzebną dla ogólnego dobra krytykę i wyrabianie opinii publicznej. Ta niecna, a niestety wytrwała robota apostołów złego, taki już wywołała zamęt w pojęciach o tym co dobre a co złe, że nieraz i staremu, a cóż dopiero młodemu, trudno rozpoznać prawdę od fałszu, chyba że posiada gruntowną znajomość zasad katolickich, przejęty jest szczerą bojaźnią Boga, a zarazem często chodzi do spowiedzi i radzi się dobrze doświadczonego i uczonego spowiednika.

W każdym razie jasną jest rzeczą, na ile złego jest narażona nasza biedna młodzież i jak wiele ze strony rodziców i jej samej potrzeba czujności, pracy i modlitwy, aby ją uchronić od tego potopu złego. Więc czujności i pracy, a przede wszystkim modlitwy, bo jak mówi Pismo Święte: „Jeśli Pan nie zbuduje domu, próżno pracowali, którzy go budowali; jeśli Pan nie będzie strzegł miasta, próżno czuwa, który go strzeże”.

.

.

 

Za: Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku – Katowice/Mikołów 1937r. (+)

_______

.

.

Dopuście dziateczkom przychodzić do  mnie, a nie zabraniajcie im.

Św. Łuk. XVIII. 16.

Matka z miłością pochyla się nad kolebką dziecięcia i śni o przyszłości jego, jeżeli chce by ono prawdziwie szczęśliwe było i zawsze było jej pociechą, to powinna pamiętać na  słowa Zbawiciela: „Dopuście dziateczkom przychodzić do mnie”.  Pan Jezus kochał dziatki i one wiedziały o tem i kiedy zdaleka ujrzały świętą Jego postać, lub słyszały głos Jego, cisnęły się doń  pewne, że  będą przyjęte najczulej i On je pieścił i błogosławił. Wzrok Chrystusa Pana zmęczony widokiem nędzy moralnej — radośnie spoczywał na  tych sercach niewinnych, gdzie Duch. Boży przemieszkiwał w pokoju. Nie nurzył się ich widokiem i mówił do swego otoczenia: Dopuście dziateczkom przychodzić do mnie, to moi mali przyjaciele, moi wybrani, „Królestwo moje ich jest”.

Pierwszą zasadą wychowania jest wieść duszę dziecięcia do Boga. Dziecię winno się uczyć najprzód życia jako chrześcijanin, wszystko inne jest drugorzędnem i winno  być oddane temu zasadniczemu  kierownictwu. Wiedza ludzka powinna zrobić miejsce wiedzy bożej życia chrześcijańskiego, ona konieczną, bez niej nie dojdzie do Bóga we wieczności, tamta dowolna. Poznać Boga, ukochać i służyć Mu jest i będzie zawsze pierwszą wiedzą z wiedz. Trzeba więc wpajać od zarania  zasady życia chrześcijańskiego, trzeba urabiać sumienie chrześcijańskie. Wychowanie tworzy sumienie dziecięcia, od jego wyrobienia zależy jaką drogą popłynie dalsze jego życie. Należy przeto wpajać w nie myśl o Bogu, często podnosić umysł jego i serce do Boga, uczyć poddania się prawu bożemu, ufności w pomoc bożą, uczyć sprawiedliwości względem drugich, poszanowania starszych. Dziecię, które wie, że Bóg go widzi, słyszy, pamięta czyny jego, za dobre nagrodzi, za  złe ukarze, które pamięta, że Bóg go postawił na  ziemi, aby niebo uzyskało, że  Bóg jest dobry i sprawiedliwy, niebo przeznacza, szczęście dla pilnych a hańbę i cierpienia dla leniwych, złych,— ustrzeże się złego, dobrze czynić będzie i spełni zawsze swój obowiązek. Matka niech dziecku niebo wskazuje, że ono końcem jego pracy i każe mu wołać za  św. Franciszkiem: dobro, na  które czekam, jest tak wielkie, że wszelki trud i ciężar dla niego podjęty, jest mi słodyczą.

Jesteśmy „z  przyrodzenia synami gniewu”, (Do Efez. II.3) z natury, faktem grzechu pierworodnego, otrzymujemy rodząc się smutne dziedzictwo naszych ojców, które tworzą w nas, tajemniczym wpływem, skłonności do złego często liczniejsze a przedewszystkiem gwałtowniejsze niż skłonności do dobrego.  Jeżeli na  to nie zwrócimy uwagi i dopuścimy, aby namiętności były bez wędzidła, kierownictwa, dziecię stać się może potworem.

Wychowanie chrześcijańskie zaprawia dziecię do walki, czyni z niego silnego zapaśnika, energicznego, niezwyciężonego.  Dziecię powinno jak najprędzej pojąć, że  nie wszystko mu wolno, że  nie za  każdem zachceniem ma iść, ma się już hamować w złych porywach i choć płacze i cierpi z tego powodu, trzeba go uczyć, że  taką ofiarę powinno ponieść,  aby dusza jego dobrą była, aby Bóg na  nią z miłością spoglądał i błogosławił. Na widok złości dziecka, nie można mówić, że  to nic nie szkodzi, lub, że  w tem  nie ma nic złego, to dziecko, ono nie zdaje sobie z tego czynu  sprawy, później się poprawi, kiedy starsze będzie a dziś można oczy na to zamknąć.  Czy tak mówi, kto widzi początek ognia na   dachu?  Ogrodnik, który czuwa nad pięknością drzewa czyż czeka aż ono stwardnieje?  Kiedy widzi je giętkie, pełne  soków ożywczych, ucina bez  litości zaobfite gałązki, wyciąga, przywiązuje silnie do podpory, używając nieraz i wszystkich sił, aby je sprostować i uczynić powabnem.  Później drzewo by się oparło temu albo złamało.  Podobnie w zaraniu życia dziecię, winno się przyzwyczajać do przezwyciężania się siebie samego.  Zasady złe, te gałęzie łapczywe, które grożą pochłonięciem wszystkiego, nie są   jeszcze rozrosłe, ich energia ukryta, to chwila do ich zwalczenia.

Przyzwyczajaniem do przezwyciężania się w małych rzeczach, dziecię  przenika się powoli tą myślą istotnie moralną,  że zło tak małe jak jest, jest ohydnem i ma go unikać walcząc przeciw swem  namiętnościom.

Na chrzcie św. dziecię  łaskę Bożą  otrzymuje, lecz  trzeba, aby wychowanie chrześcijańskie sprawiło, by ona przeniknęła życie jego, trzeba, aby dziecię wiedziało gdzie znajdzie  pomoc,  siłę  w swej słabości, gdzie  jest jedyne źródło jego zwycięstwa moralnego i zasługi przed Bogiem  — w przyjmowaniu  św. Sakramentów, w modlitwie! Ach wielka to rzecz małe dziecię modlące się na kolanach matki!  Matki, sprawcie niech się dzieci wasze modlą, często modlą — a nie będą one  nigdy przyczyną waszych łez!

Kochacie wasze dzieci, jeżeli jedno z nich zachoruje, trwoga ściska wasze serca, drżycie o życie, płaczecie, to słuszne, dobre,  ale jest większe niebezpieczeństwo, zło straszniejsze, bo może być wiecznem — to zło duszy.  Bóg wam powierzył dusze waszych dzieci, wy za nie odpowiecie. Jeżeli dajecie im wychowanie poza zasadami chrześcijańskiemi, zaniedbujecie przenikać je naukami i przykładami prawd wiary św., nie przyzwyczajacie ich do walki z namiętnościami, do upraszania w modlitwie i w św. Sakramentach siły nadnaturalnej, łaski bożej, jeżeli wydajecie je nauczycielom bez wiary, bez praktyk religijnych, których pobłażliwe milczenie, błędne nauczanie, złe przykłady wywierają na  dzieci zgubny wpływ — stajecie się winnymi największej zbrodni, pozbawiając wasze dzieci, o ile to w waszej mocy, zbawienia wiecznego. Dusze nieszczęsnych dziatek wołać będą o pomstę boską, cierpliwą jak wieczność i przyjdzie ona. Biada tym co gorszą maluczkich, którzy zabijają wiarę ich ducha, cnotę w sercu, biada im! „A ktoby zgorszył jednego z tych małych, którzy we  mnie wierzą, powiada Jezus, lepiej mu, aby zawieszono kamień młyński u szyi jego i zatopiono go w głębokości morskiej “. (św. Mat. XVIII. 6.). 

.

.

Róża Duchowna – R. 20 (Kwiecień 1917). Str . 63 – 66.

_______

.

W POGONI ZA MŁODZIEŻĄ

.

Sprawa przyszłości Kościoła św. i Ojczyzny leży nam bardzo na sercu. A mamy na oku nietylko dziś, lecz i jutro naszego państwa. Od nas, którzy dziś żyjemy, od tego jak żyjemy i jak wychowujemy młodzież, zależy jutro Kościoła i Polski. Dlatego to zamierzamy umieścić w „Rycerzu” szereg artykułów, omawiających sprawę wychowania młodzieży. Sądzimy, że tak dla katolickich rodziców jak i nauczycielstwa, karmionego często błędnemi teoriami tendencyjnie rozszerzanemi przez zlaicyzowane i spoganiałe jednostki a nawet koła, praca ta będzie pożyteczna. Zarazem pragnęlibyśmy zwrócić uwagę naszych Czytelników na te artykuły, które poniższy art. rozpoczyna.

Redakcja

Młodzież żyje dla przyszłości. W następnych dziesiątkach lat ma zadecydować o kierunku życia społecznego, politycznego i religijnego. Kto więc trzyma w swych rękach ster wychowania młodych pokoleń – stwarza w niedalekiej przyszłości sytuację, będącą odbiciem jego przekonań i haseł.

Dlatego to widzimy takie żywe zainteresowanie się młodzieżą u miarodajnych czynników, spoglądających w swoją przyszłość. Wyciągają swe ręce: Kościół, państwo i inne mniejsze organizacje – by uchwycić w swoje ręce lejce i według swoich zasad ujeżdżać nieopanowanego rumaka – ducha młodzieży.

Toczy się walka o duszę młodego pokolenia, ponieważ i światopogląd zainteresowanych czynników jest często zasadniczo różny. W obecnej dobie młodzież znajduje się na rozdrożu – między uświęconem tradycją i z natury rzeczy wynikającem prawem Kościoła a różnemi błyskotliwemi wymaganiami pewnych grup, czy jednostek. Katolicyzm przez dziewiętnaście wieków wychowuje pokolenia, kształtuje duszę młodzieży – i dzisiaj też z tego prawa nie zrezygnuje. Nawet nie może na jeden krok ustąpić, mimo, że natarczywość przeciwników, o ideach wręcz przeciwnych, z każdym dniem wzrasta.

Różnica obu tych kierunków wychowania rażąco bije w oczy: Katolicyzm wnika głęboko, radykalnie na duszę młodzieży: urobienie trwałego, uodpornionego charakteru. Obóz przeciwny tresuje młodzież – nie dając jej siły, odporności w walce życia moralnego.

W czem leży przyczyna tej różnicy?

Otóż katolicyzm zmierza do uszlachetnienia całego człowieka, kładąc nacisk na to, co w nim jest podatnego na wpływ wychowawczy – na duszę. Wrogowie religijnego wychowania pomijają – przynajmniej w praktyce – pierwiastek duchowy. Strona zewnętrzna! Laicyzm!

Rozwój sumienia w duszy młodego pokolenia – to jeden z głównych celów wychowawczych Kościoła. Przeciwnicy idą po linji rozwoju honoru, tej pożytecznej, ale jakżeż kruchej podstawy w moralnej walce.

Czystość życia moralnego – to kwestja nieistniejąca dla wychowawców o kierunku laickim. Dziecku wpaja się czystość higjeniczną i dużo się mówi o obowiązku stąd wypływającym.

Bóg jest ostatecznym celem katolickiego wychowania młodzieży. Tym celem zachęca się młode serca, wznieca ich pragnienia i utrzymuje w stałem napięciu szlachetne wysiłki. Po stronie przeciwnej zaciera się w duszy dziecka pojęcie Boga prawdziwego i zastępuje innem: pojęciem państwa, narodu, czy rasy. Względnie tak się gloryfikuje pewne jednostki, że one urastają w świadomości dziecka na bohaterów, dobroczyńców, pełnych miłości – w zakresie nieograniczonym. Są to nowsi bogowie, którzy mają wywierać wpływ na umysł i serce młodego pokolenia.

Po której stronie logiczność, prawda i wspaniały skutek – katolicy zdecydowani zdają sobie sprawę. Widzą jasno brak logiczności, fałsz i nieoczekiwany, pełen rozczarowania skutek po stronie laickiego, czy bezbożnego wychowania.

By jednak katolicy mogli wychowawczo, według zasad nauki Chrystusa wpływać na młodzież, muszą wejść na właściwy punkt obserwacyjny. Dopiero wówczas bezstronnie i całkowicie poznają dziecko. Nic godnego uwagi nie ujdzie ich oka. Żadne ciemności natury religijnej nie zmniejszają pola ich patrzenia. Ewangelja wszystko rozjaśni – rozprószy mgłę, ukarze jasną, wdzięczną postać dziecka.

Skonstruowano już przyrząd, pozwalający śledzić procesy odbywające się w organizmie na głębokości 3 cm pod skórą. Sensacyjny wynalazek! – Przed 19-tu w. Jezus Chrystus skonstruował także wynalazek. Oko ludzkie, uzbrojone w ten przyrząd widzi głębiej, niż na 3 cm. Przenika całego człowieka. Spostrzega nietylko materję, ale i ducha. Prawda, że to bardziej sensacyjny wynalazek! Przyrządem tym to egzemplarz Ewangelji.

Wychowawcy słyszeli o tem, a jednak bardzo często okazują się w praktycznem zastosowaniu ignorantami (nieświadomymi tego). Nie idą za postępem wiedzy duchowej – ale kierują się zacofanymi hasłami i używają starych przyrządów dawno zmarłego pogaństwa. Stąd uderza nas brak znajomości dziecka u rodziców i wychowawców. Nie mówię, by ojciec, matka, wychowawca, nauczyciel nie rozeznali swoich dzieci, wesoło bawiących się w gronie roześmiałych tysiąca innych towarzyszek. Jest to jednak jednostronny sposób patrzenia – pogański światopogląd!

Katolicki pogląd na dziecko jest wszechstronny i jasny:

Dziecko ma duszę –

Dziecko katolickie ma specjalnie wyższy cel, przeznaczenie w życiu Boga i Kościoła –

jest własnością Boga-

brak jest w niem harmonji duchowej, którą jednak przez pracę osobistą, pod kierunkiem wychowawcy i przy współudziale łaski Bożej może zdobyć.

P.B.

Rycerz Niepokalanej, rok XV, marzec 1936, Nr. 3 (171) , str. 73-75.

Za: lagloriadelasantisimavirgen.wordpress.com

_______

.

O CHRZEŚCIJAŃSKIM WYCHOWANIU MŁODZIEŻY

.

Z wielkim smutkiem przyglądam się dziś metodom i sposobom wychowywania dzieci i młodzieży przez rodziców. O ile tego typu wychowanie (a raczej niewychowanie) stosują dziś powszechnie niemalże wszyscy o tyle najbardziej zaskakuje taka postawa u samych katolików. Dlatego wydaje się być pilne, przypomnienie katolikom tego, jak na temat wychowania wypowiada się Magisterium Kościoła. Szczególnie polecam ku zastanowieniu podpunkt „b” przytoczonego fragmentu Encykliki Ojca Świętego Piusa XI. Świadom, ograniczonego dostępu tej publikacji do szerszego grona, kieruję zarazem prośbę o polecanie tekstu innym, zwłaszcza rodzinom posiadającym dzieci.

Juan Arecharaleta

Przedmiot wychowania

a. Cały człowiek, upadły, ale odkupiony

Rzeczywiście, nigdy nie powinno się tracić z oczu, że przedmiotem chrześcijańskiego wychowania jest cały człowiek, duch złączony z ciałem w jedności natury, ze wszystkimi swoimi władzami przyrodzonymi i nadprzyrodzonymi, jak go nam przedstawia zdrowy rozum i Objawienie; przeto człowiek, który wypadł ze stanu pierwotnej sprawiedliwości, ale przez Chrystusa został odkupiony i przywrócony do nadprzyrodzonego stanu przybranego dziecka Bożego, chociaż bez poza naturalnych przywilejów nieśmiertelności ciała i całkowitej równowagi swoich skłonności. Stąd w naturze ludzkiej zostają skutki grzechu pierworodnego, szczególnie zaś osłabienie woli i nieuporządkowane popędy.

„Głupota przywiązana jest do serca dziecięcego, ale rózga karania wypędzi ją”40. Trzeba zatem poprawić nieuporządkowane skłonności, wzmacniać i zestrajać dobre od lat najmłodszych, a przede wszystkim należy oświecać rozum i wzmacniać wolę za pomocą prawd nadprzyrodzonych i środków łaski. Bez tych środków niepodobna ani opanować przewrotnych skłonności, ani dojść do doskonałości wychowawczej, właściwej Kościołowi, doskonale i w pełni wyposażonemu przez Chrystusa i w Boską naukę, i w sakramenty, owe skuteczne środki łaski.

b.Fałsz i szkody naturalizmu pedagogicznego

Fałszywym przeto jest wszelki naturalizm pedagogiczny, który w kształceniu młodzieży w jakikolwiek sposób wyklucza, albo ogranicza nadprzyrodzone chrześcijańskie wyrobienie; błędną też jest wszelka metoda wychowania, która się opiera w całości lub w części na zaprzeczeniu grzechu pierworodnego i łaski, albo zapomnieniu o nich, a stąd na samych tylko siłach ludzkich natury. Takimi w ogóle są te dzisiejsze systemy o przeróżnych nazwach, które powołują się na rzekomą autonomię i niczym nie ograniczoną wolność dziecka i które zmniejszają albo nawet usuwają powagę i działanie wychowawcy, przypisując dziecku wyłączny prymat inicjatywy w zakresie swojego wychowania i działanie niezależne od wszelkiego wyższego naturalnego i Bożego prawa.

Jeżeli przez którą z tych nazw chciałoby się wskazać, choć mniej ściśle, na konieczność czynnego, stopniowo coraz bardziej świadomego współdziałania dziecka w swoim wychowaniu; jeżeliby się dążyło do usunięcia z wychowania despotyzmu i gwałtu (który zresztą nie jest właściwym środkiem poprawy), mówiłoby się prawdę, ale nic zgoła nowego co nie byłoby głoszone przez Kościół i wprowadzone w czyn w praktyce tradycyjnego chrześcijańskiego wychowania. Tego sposobu sam Bóg się trzyma w stosunku do stworzeń, które wzywa do czynnego współdziałania, odpowiednio do właściwej każdemu natury, bo „Mądrość Jego dosięga tedy mocą od końca aż do końca i urządza wszystko łagodnością”41 .

Lecz niestety niemało jest takich, którzy i nazwą wedle prostego jej brzmienia, i czynem, starają się usunąć wychowanie spod wszelkiej zależności od Bożego prawa. Stąd w naszych czasach jesteśmy świadkami dość dziwnego naprawdę zjawiska, że wychowawcy i filozofowie trudzą się w wyszukiwaniu jakiegoś powszechnego kodeksu moralnego wychowania, jak gdyby nie istniał ani Dekalog, ani prawo ewangeliczne, ani nawet prawo natury wyryte przez Boga w sercu człowieka, głoszone przez zdrowy rozum, ujęte za pomocą pozytywnego Objawienia przez samego Boga w dziesięć przykazań. Owi nowatorzy zwykli też z pogardą nazywać chrześcijańskie wychowanie „heteronomicznym”, „biernym”, „przestarzałym”, ponieważ opiera się ono na powadze Boga i na świętym Jego prawie.

Sromotnie się łudzą, sądząc, że wyzwalają, jak mówią, dziecko. Przeciwnie! czynią je raczej niewolnikiem swojej ślepej pychy i swoich nie uporządkowanych namiętności, bo siłą logicznego następstwa tych błędnych systemów, usprawiedliwia się owe namiętności jako słuszne wymagania natury, posiadającej tzw. autonomię.

Ale jeszcze gorsza, gdy w błędnym, lekceważącym i niebezpiecznym uroszczeniu chce się poddać badaniom, doświadczeniom i niepowołanym sądom naturalnego porządku, przejawy porządku nadprzyrodzonego, dotyczące wychowania, jak na przykład powołanie kapłańskie lub zakonne i w ogóle tajemne działanie łaski, która, podnosząc siły naturalne, nieskończenie je przewyższa i w żaden sposób nie może podlegać prawom fizycznym, ponieważ „Duch, kędy chce, tchnie”42 .

c.Wychowanie seksualne

Najbardziej wszakże niebezpiecznym jest ów naturalizm, który w naszych czasach przenika dziedzinę wychowania w materii najbardziej delikatnej, jaką jest czystość obyczajów. Bardzo rozpowszechniony jest błąd tych, którzy w zgubnym uroszczeniu, brudnymi słowami, uprawiają tzw. seksualne wychowanie, fałszywie sądząc, że będą mogli ustrzec młodzież przed niebezpieczeństwami zmysłów za pomocą czysto naturalnych środków, jakimi są lekkomyślne uświadomienie i prewencyjne pouczenie dla wszystkich bez różnicy, nawet publicznie, a co gorsza, za pomocą wystawiania młodzieży przez pewien czas na okazje, żeby ją, jak powiadają, do nich przyzwyczaić i jak gdyby zahartować dusze przeciw tego rodzaju niebezpieczeństwom.

Bardzo oni błądzą, nie chcąc uznać przyrodzonej ułomności natury ludzkiej i prawa, o którym mówił Apostoł, sprzeciwiającego się prawu umysłu43  i zapoznając nawet samo doświadczenie życia, z którego widać, że właśnie w młodzieży występki przeciw obyczajności nie są tyle następstwem braku znajomości rzeczy, ile przede wszystkim słabości woli, wystawionej na niebezpieczeństwa i nie wspieranej środkami łaski.

W tej tak bardzo delikatnej materii, jeżeli, zważywszy wszystkie okoliczności, jakieś pouczenie indywidualne w odpowiednim czasie, ze strony tych, którym Bóg dał wychowawcze posłannictwo i łaskę stanu, okazałoby się konieczne, należy zachować wszelką ostrożność, dobrze znaną tradycyjnemu chrześcijańskiemu wychowaniu, wystarczająco opisaną przez przytoczonego wyżej Antoniana.

„Taka i tak wielka jest nasza ułomność i skłonność do grzechu – powiada – że często w tych samych rzeczach, które się mówi dla ochrony przed grzechem, słuchający ma właśnie okazję i podnietę do grzechu. Wskutek tego w najwyższym stopniu jest ważnym, żeby dobry ojciec, kiedy mówi z synem o rzeczy tak śliskiej, uważał i nie schodził do szczegółów i do opisywania różnych form, jakimi ta piekielna hydra zatruwa tak wielką część świata, żeby się nie przytrafiło, iż zamiast ugasić ten ogień, nieroztropnie rozdmuchałby go i rozpalił w prostym i wrażliwym sercu dziecka. W ogóle, w ciągu lat dziecięcych wystarczy używać tych środków, jakie równocześnie szczepią cnotę czystości i zamykają drzwi dla występku”44.

d.Koedukacja

Podobnie błędnym i dla chrześcijańskiego wychowania szkodliwym jest tzw. system „koedukacji”, oparty także przez wielu na zaprzeczającym grzech pierworodny naturalizmie, poza tym przez wszystkich zwolenników tego systemu na opłakania godnym pomieszaniu pojęć, które uczciwe współżycie ludzkie utożsamia z pomieszaniem i wszystko niwelującą równością. Stwórca zamierzył i postanowił pełne współżycie płci obydwu tylko w związku małżeńskim; a mniej bliskie, w różnym stopniu, w rodzinie i społeczeństwie. Poza tym, w samej naturze, która uczyniła je różnymi co do organizmu, co do skłonności i uzdolnień, nie ma żadnego argumentu, jakoby tu mogło lub powinno być pomieszanie, a tym mniej zrównanie w kształceniu płci obojga. Stosownie do przedziwnych zamiarów Stwórcy mają one wzajemnie się uzupełniać w rodzinie i w społeczeństwie, właśnie z powodu tej ich różnicy, którą dlatego należy w wychowaniu zachować i popierać przez konieczne rozróżnienie i stosowne odpowiednio do wieku i warunków oddzielenie. Te zasady powinny być stosowane co do czasu i miejsca wedle norm chrześcijańskiej roztropności do wszystkich szkół, zwłaszcza w najbardziej delikatnym i decydującym o wyrobieniu człowieka okresie, jakim jest okres młodzieńczości, i w ćwiczeniach gimnastycznych i sportowych, gdzie szczególny wzgląd mieć trzeba na chrześcijańską skromność młodzieży żeńskiej, którą w wysokim stopniu obraża wszelkiego rodzaju wystawianie się na publiczny widok.

Przypominając przerażające słowa Boskiego Mistrza: „Biada światu dla zgorszenia”45 , usilnie zachęcamy Was, Wielebni bracia, do pieczołowitości i do czujności na te najzgubniejsze błędy, jakie szeroko rozlewają się wśród ludu chrześcijańskiego z niezmierną szkodą młodzieży.

.

40 Prov., XXII, 15: Stultitia colligata est in corde pueri: et virga disciplinae fugabit eam.

41 Sap., VIII, 1: attingit a fine usque ad finem fortiter, et disponit omnia suaviter.

42 Io., III, 8: Spiritus ubi vult spirat.

43 Rom., VII, 23.

44 Silvio Antoniano, Dell’educazione christiana dei figliuoli, lib. II, c. 88.

45 Matth., XVIII, 7: Vae mundo a scandalis!

 

Fragment z Encykliki Papieża Piusa XI Divini illius Magistri, o ochrześcijańskim wychowaniu młodzieży, 31 grudnia 1929 r.

Za:  lagloriadelasantisimavirgen.wordpress.com

_______

.

.

Papież Pius XI:

DIVINI ILLIUS MAGISTRI

O CHRZEŚCIJAŃSKIM WYCHOWANIU MŁODZIEŻY

 

.

_______

.

ETYKA KATOLICKA
PODRĘCZNIK SZKOLNY
KS. DR MACIEJ SIENIATYCKI
PROF. UNIW, JAGIEL. W KRAKOWIE

.

______

.

ETYKA KATOLICKA
PODRĘCZNIK DLA SZKÓŁ ŚREDNICH
KS. DR KAROL SZCZEKLIK

.

_______

.

______________________________________________________________

O autorze: intix

Dzięki Panu Bogu... Polka. Na Ziemi Polskiej urodzona, narodowość polska. Sygnatariusz Aktu Konfederacji Gietrzwałdzkiej. Przeciwniczka fałszywego, ślepego posłuszeństwa i tzw. "świętego spokoju" - w każdej dziedzinie życia. Jednym z moich drogowskazów jest myśl św. Augustyna: "Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu". Któż jak Bóg! https://i.pinimg.com/originals/25/81/e6/2581e6ab451156d7aca4b7199dac5cd1.jpg