Ks. Piotr Glas: “Jeśli 90% tego, co mówi jakiś człowiek jest dobre, a 10% szkodliwe, nie należy iść za tym człowiekiem

Aktor Jim Caviezel, który w “Pasji” Mela Gibsona grał Jezusa, ostrzega przed fałszywym chrześcijaństwem, za którym, niestety, “idziemy jak muchy na lep”. Kiedy przed rokiem mówiłem konferencję o fałszywych prorokach, od razu zaczął się atak na mnie, chociaż nie wypowiedziałem ani jednego nazwiska. Ja tylko ostrzegałem przed wilkami, które w owczych skórach wchodzą do naszego kraju, Kościoła, wspólnot i wnoszą do nich jad.

 

Współcześnie nie brakuje mówców i kaznodziejów, którzy chcą być nauczycielami i kierownikami dusz. Jak rozpoznać pochodzących od Boga od fałszywych proroków? Ks. Piotr Glas radzi: “Jeśli 90% tego, co mówi jakiś człowiek jest dobre, a 10% szkodliwe, oznacza to, że nie należy iść za tym człowiekiem. To fałszywy prorok”.

Film/4 minuty dla Ciebie/

Ks. Piotr Glas: nie bój się zła. Oddaj się Niepokalanemu Sercu NMP!

Nikt nie może zaprzeczyć, że żyjemy w bardzo interesujących, ale zarazem trudnych dla Kościoła i chrześcijan czasach. Żyjemy i funkcjonujemy w kulturze, którą w najlepszym wypadku możemy nazwać obojętną̨ na chrześcijaństwo, a w najgorszym antychrześcijańską. Wielu z nas, kapłanów, pracuje wśród „ochrzczonych pogan”, czyli ludzi będących nominalnie chrześcijanami, ale prowadzących zupełnie niechrześcijański styl życia.

Dla wielu z nas wielkim znakiem tych niepokojących czasów był ostatnio pożar katedry Notre Dame w Paryżu, symbolu chrześcijaństwa zachodniej Europy. Tradycjonalista John Horvat II podkreśla, że pożar ów stanowił memento dla całego Zachodu. Zachodu symbolizowanego przez Francję, najstarszą córę Kościoła.

Jeśli sami mamy się uratować, jeśli mamy uratować nasze rodziny i dzieci, to musimy uchwycić Matkę Bożą za rękę. Nie ma innej drogi. Maryja na czasy ostatecznych wyborów i dramatycznych wydarzeń daje nam niezastąpioną metodę walki. Jest nią, o czym już wspominałem, akt całkowitego od-dania się w niewolę Jezusowi Chrystusowi poprzez konsekrację Matce Bożej według św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort.

Sam odkryłem tego świętego dzięki Ośrodkowi Pomocy Duchowej dla Księży, do którego kiedyś mnie zaproszono. Tam nie było wyboru: każdy, kto chciał wejść na drogę uzdrowienia wewnętrznego, musiał oddać się w niewolę Panu Jezusowi przez Niepokalane Serce Maryi. Kto tego nie chciał zrobić, musiał po prostu odejść. Ta droga niewoli paradoksalnie czyniła wielu z nas ludźmi całkowicie wolnymi, pozwalała wyjść na prostą wielu poranionym osobom, które często przez podwójne życie, świętokradztwo spadły już na samo dno i które tylko Maryja mogła z tego wyprowadzić. Jeśli ktoś poddał się Jej terapii i nie zrezygnował w połowie, przechodził ozdrowieńczą drogę.

Terapia z Maryją

Pomocą w tej terapii, oprócz najważniejszego dzieła – Biblii – były dwie książki: „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Marii Grigniona de Montfort i „Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej 1973–1997”, czyli księgi lokucji ks. Stefano Gobbiego. Te dwie pozycje zawsze występowały razem, bo – używając porównania z dziedziny sportu – św. Ludwik tłumaczy, czym jest piłka nożna, a ks. Gobbi wyjaśnia zasady gry: jak grać, żeby strzelać́ gole, żeby wygrywać. Jeśli ktoś potrzebujący pomocy z wiarą i pełnym zaufaniem skorzystał z tych pozycji, zwycięstwo przychodziło szybko.

Ochrona przed demonem

Uczestniczyłem kiedyś w procesie walki o kapłana, który zajmował wysokie stanowisko w swojej diecezji. Do wspomnianego ośrodka przyjechał w zasadzie przypadkowo, zobaczyć tylko, co tam się dzieje. To był naprawdę wykształcony ksiądz, doktor teologii. Sprawiał wrażenie człowieka bardzo duchowo rozwiniętego i solidnego. Nic nie wskazywało na to, że mógłby mieć jakiekolwiek problemy duchowe.

Pewnego wieczoru, kiedy odpoczywaliśmy po długim dniu, ten kapłan nagle zaczął rozmawiać sam ze sobą. Wyglądało to tak, jakby były w nim dwie osoby mówiące różnymi głosami. Człowiek siedzący obok mnie, który prowadził ten ośrodek, od razu zrozumiał, co się dzieje, i krzyknął:

„W imię Jezusa – rozkazuję ci, zamknij się!”.

Na te słowa aż podskoczyłem. Miła atmosfera prysła, zaczęliśmy się zastanawiać, co tak naprawdę się działo z tym człowiekiem. On sam – gdy jakiś czas później rozmawiałem z nim na ten temat – nie pamiętał, co się wtedy wydarzyło.

„Co wy wymyślacie – mówił do nas. – Nic takiego się nie działo!”.

Jego reakcja bardzo mnie zastanowiła, bo przecież widzieliśmy to zdarzenie na własne oczy. Zaczęliśmy więc robić rozeznanie duchowe. Ono nas upewniło, że coś jest nie tak; kapłan z każdą chwilą stawał się coraz bardziej agresywny, zmieniał się. Coś się zaczęło dziać, jakiś potężny bunt i złość owładnęły jego serce. Zaczęliśmy szukać przyczyn tego zachowania w jego przeszłości. Stopniowo wychodziły bardzo nieprzyjemne rzeczy, które się działy dawno temu, kiedy on był dopiero co wyświęconym młodym księdzem. Miał wtedy kobietę, świętokradzko odprawiał Msze Święte, a potem było już tylko gorzej.

„Cały czas żyłem w totalnym zakłamaniu. Doszedłem do stanowisk i zaszczytów. Zrobiłem karierę w Kościele. Byłem nawet egzorcystą” – wspominał.

Na szczęście zrozumiał, że ma problem, zaczął współpracować, ostatecznie przysłano go do mnie na leczenie duchowe – mieliśmy na nie tydzień. Zacząłem się nad nim modlić, odprawialiśmy egzorcyzmy. Przez trzy dni nic się nie działo: tak bardzo zło było zakamuflowane. Myślę, że w normalnych warunkach każdy egzorcysta po dwóch dniach by się poddał, ale ja, będąc w łączności z ośrodkiem walki duchowej, walczyłem dalej. Ten kapłan sam spędzał noce na modlitwie, od- dał się w niewolę Maryi. I myślę, że to go uratowało.

Odrodzenie tylko przez Maryję!

W czwartek nastąpił przełom. W pewnym momencie, kiedy rozpocząłem modlitwę, pojawiły się u niego straszne drgawki i manifestacje. Później kapłan został całkowicie uwolniony. W piątek jeszcze raz zrobiliśmy próbną modlitwę, żeby mieć pewność, że wszystko się udało. Widziałem, jak do tego starszego człowieka wracają prawdziwe szczęście i radość duchowa. Sam przyznał, że był niewolnikiem Szatana przez większość lat swojego kapłańskiego życia. Gdy wrócił do domu, przysłał mi piękny list. Pisał, że po raz pierwszy od bardzo dawna czuje się księdzem, nie żyje w zakłamaniu.

Jego uwolnienie to był właściwie cud. Cud Maryi, bo ten kapłan oddał się Jej w niewolę, zaczął żyć „Traktatem…” św. Ludwika. Gdyby nie to, już byłoby po jego duszy. Dla mnie to było niezwykłe doświadczenie, bo Matka Boża pokazała nam wszystkim, że z Jej pomocą możliwa jest każda zmiana. Ona, Matka, zawsze jest gotowa pomóc swoim dzieciom.

Historia tego księdza, a później historie bardzo wielu ludzi świeckich zachęciły mnie do przestudiowania „Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny”, do oddania się całkowicie w niewolę Jezusowi przez Maryję i do życia tą duchowością. Odtąd czytam „Traktat…” nieustannie i coraz bardziej jestem przekonany, że zawarty w nim program jest wielkim drogowskazem dla każdego z nas, żyjących w obecnym kryzysie wiary, a także dla Kościoła i świata.

Odrodzenie musi przyjść przez Matkę Bożą, przez Jej Syna. Nie ma innej opcji. W desperackich czasach potrzebne są desperackie metody. Matka Boża nawraca i zmienia życie wielu osób za sprawą „Traktatu…”. Otrzymuję mnóstwo listów i maili ze świadectwami i podziękowaniami za to, że wskazałem komuś drogę do oddania się w niewolę Maryi, do odnalezienia po latach prawdziwego życia w Bogu.

„Matka Boża nas uratowała”, „Postanowiliśmy się konsekrować Matce Bożej, zmienić swoje życie”, „Świat nam się zmienił”, „Uratowało to nasze małżeństwo i dzieci” – piszą często do mnie ludzie.

Szczególnie wzruszającym momentem jest dla mnie, kiedy słyszę, że Maryja uratowała czyjeś kapłaństwo czy życie zakonne. Te doświadczenia naprawdę nie są łatwe, każde jedno okupione jest wyrzeczeniem, cierpieniem, ofiarami, ale z czasem pojawiają się owoce.

Tekst jest fragmentem książki „Ostatnie wołanie Maryi” autorstwa ks. Piotra Glasa.

Książka dostępna TUTAJ

Źródło

 

 

O autorze: Redakcja