Kiedy i za co karać? Jak nazywać osobę czyniącą zło?

Jakiś czas temu toczyłem ostry spór z Poruszycielem na temat oceny publicznych wypowiedzi pewnych kapłanów i ich działalności. Te dwie kategorie aktywności (sfera działań i sfera werbalna: sączenie pogańskiego, lewicowego jadu) w opisanych przeze mnie przykładach określiłem jako szkodzący kościołowi modernizm, a w jednym przypadku – ogólnie –  wspomniałem o zdradzie.

Niedawno pod wpisem GPS pojawił się wątek oceny autora wraz z gwałtownym i słusznym sprzeciwem wobec jego poglądów.

Poruszyciel napisał:

Pan Jezus naucza, aby osobę bliźniego kochać, a jej błędu i grzechu nienawidzić.

Moim zdaniem łatwo się zgodzić w tym przypadku z Poruszycielem, tym bardziej, że zasięg oddziaływania lewicowych poglądów GPSa jest nikły, a poza tym nie znamy jego motywacji. Być może jest to błąd i zwykła reprymenda wystarczy.

Zupełnie innego wymiaru nabiera sytuacja, gdy czynione zło powoduje ofiary w ludziach i zabija w nich dusze.

Święty Jan pisze:

Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie; mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci. Istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć. W takim wypadku nie polecam, aby się modlono.

Jak można przeczytać w tym fragmencie pouczenia widać wyraźną zmianę w stosunku do tego rodzaju grzeszników. Postulat miłości bliźniego, o którym napisał Poruszyciel “najłatwiej” realizować w relacji osobistej. „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali,
tak jak Ja was umiłowałem”. Zwracam uwagę na słowo „wzajemnie”.

Św. Jan odnosi swoje słowa do “antychrystów”. Chrystus widział w nich osoby, które mają diabla za ojca, zapowiadając im wieczne potępienie.

Warto sobie również przypomnieć, że z kolei święty Paweł nazywa po imieniu osoby, które dopuszczają się grzechu:

Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego.

Jest to kolejny kłopot dla tych, którzy boją się nazwać po imieniu czynione zło i boją się nazwać grzeszników. Upraszczając: zauważyłem, że ludzie dzielą się na dwie frakcje

  • Modlić się i nic nie robić, bo przecież sama modlitwa wystarczy
  • Rwać się do czynu bez modlitwy. Bez modlitwy, bo to dewocja

O zwolennikach aktualnej demokracji nie piszę, bo sam system i jego bezrefleksyjnych zwolenników uważam za pogrążanych w anomii skończonych głupców. Aby się nie rozgadywać dopowiem tylko, że prawa człowieka i jego obowiązki zostały ustanowione przez Boga.

A Teraz uwaga! Odniosę się do rzeczywistości, a więc do czegoś czego panicznie się boją współcześni ”kwietyści”, reagujący paniką na każdy racjonalny postulat zabicia wrogów. Odnosi się to też do wymierzenia kary śmierci za zdradę komunistom, którym demokracja zapewnia bezkarność. Ostatnim normalnym pokoleniem, które wykonywało wyroki śmierci na „chamach i żydach” była formacja żołnierzy Niezłomnych. Dziś z powodu trwającej od 1944 roku aż do dziś pacyfikacji społeczeństwo polskie wycofało się dobrowolnie do getta, stając się w dużym procencie bezwolną ogłupioną masą, niezainteresowaną prawdą, pogodzoną z okupacja własnego państwa.

Na koniec dopowiem, że marzenia komentatora zapinio dotyczące wymierzenia sprawiedliwości degeneratom, którzy współpracują z obcymi, szykującymi eugeniczną depopulację i degradację ludzi do poziomu zwierząt, nie mają szans realizacji w sensie wyłonienia się z tego rewolucyjnego zrywu czegoś trwale pozytywnego. A czy taka sprawiedliwość sadystycznym przywódcom się należy? Bez wątpienia tak.

Pisząc o tych rzeczach nie zawężam problemu tylko do naszej społeczności. Odnosi się to, do wszystkich.

 

O autorze: CzarnaLimuzyna

Blog osobisty. Moje prywatne opinie na temat polityki nie mają charakteru "prawd objawionych". "Tylko prawda jest ciekawa". We wpisach antynarracyjnych stosuję hiperbolę.