Helgoland i Zielonka, czyli o poligonach

W dniu 20 czerwca 2020 w portalu Szkoła nawigatorów {TUTAJ(link is external)} ukazał się tekst blogera Piotera „Zatopić ziemię świętą”. Zaczyna się on od słów:

„Niedaleko Hamburga, a właściwie na torze wodnym pilnującym wszystkich statków z niego wypływających, leży maleńka wyspa zwana przez Anglików Heligoland, czyli Ziemia Święta. Niemieccy naukowcy około 1910 roku ustalili nazwę wyspy na Helgoland – czyli Ziemię Helgiego, bohatera nordyckich sag, potomka samego Odyna. Tylko, że słowo, od którego wzięła nazwa wyspa – Helgi – w językach skandynawskich znaczy tyle co święty, nietykalny, więc wcale nie ma żadnej pewności czy niemiecka nazwa wyspy określa prawdziwe dawne nazwanie, czy tylko jest to wymysł pangermanizmu. Tym bardziej, że zamieszkujący ją Fryzowie nazywali ją po prostu Deät Lun czyli Ziemia.”.

Właściwie są to dwie wysepki: Helgoland, o powierzchni 1 km2 oraz Duene mająca 0,7 km2 powierzchni, położone 70 km od Cuxhaven. Pioter opisuje burzliwą historię tych wysp. Nas interesuje okres po drugiej wojnie światowej, kiedy to aż do 1952 roku były one okupowane przez Brytyjczyków, którzy urządzili tam poligon dla RAF i marynarki wojennej. W roku 1947 postanowili oni wręcz zatopić Helgoland, powodując tam największą nie nuklearną eksplozję w historii ludzkości. Według Piotera:

„Szczyt angielskiego barbarzyństwa miał miejsce 18 kwietnia 1947 roku, kiedy to przeprowadzono operację Big Bang mającą uniemożliwić jakiekolwiek wykorzystanie wyspy do celów wojskowych. Do operacji wykorzystano 4000 torped, 9000 min morskich oraz 91000 granatów o łącznej sile niewiele ustępującej bombie atomowej zrzuconej na Hiroszimę. Specjalnie również zaproszono dziennikarzy z całych Niemiec, aby mogli obserwować te widowisko z pokładu okrętu Danzig. Podobno również wydano specjalne foldery z ostrzeżeniem dla ludnosci przez zaplanowaną akcją z tytułem Hell-Go-Land! Jak opisują świadkowie Strumień ognia i tony kamieni wystrzeliły w niebo. Wstrząsy odczuwalne były aż w Cuxhaven, oddalonym o 70 km w lini prostej, a grzyb pyłu powstały po eksplozji unosił się na wysokość kilometra. (…) Wyspa jednak przetrwała. Okaleczona i doszczętnie zrujnowana (tylko jeden budynek przetrwał na powierzchni). Jednak tego, co zaplanowała angielska admiralicja nie udało się zniszczyć. Infrastruktura portowa pozostała nienaruszona. Nienaruszone również zostały schrony przeciwlotnicze, które dziś stanowią miejsce pamięci i atrakcję turystyczną. Każdego roku w rocznicę nalotu i detonacji wyspy odprawia się również w schronach nabożeństwo żałobne.”.

Po oddaniu wysp Niemcom powrócili na nie dawni mieszkańcy. Miejscowości odbudowano i Helgoland stał się ponownie morskim kurortem. Funkcjonuje tam strefa wolnocłowa, rocznie odwiedza wyspy 300 tys turystów, a na stałe mieszka tam ok. 1300 osób.

Gabriel Maciejewski [Coryllus] opatrzył notkę Piotera komentarzem:

„gabriel-maciejewski @Pioter
20 czerwca 2020 21:09
Ale to jest niezłe, poligon po wojnie w pobliżu milionowego miasta.”.

To jednak nie powinno było przecież Coryllusa dziwić. Mamy to w Warszawie. Wielki poligon Rembertów- Zielonka zaczyna się w mieście [Rembertów to dzielnica Warszawy] i zajmuje ponad 3/4 powierzchni gminy Zielonka [ponad 60 km2] {TUTAJ(link is external)}. Takich fajerwerków jak na Helgolandzie nikt tam wprawdzie nie urządza, ale odbywają się strzelania artyleryjskie i ćwiczenia czołgów. Ten poligon ma zresztą długą historię sięgającą czasów marszałka Piłsudskiego.

Znajdujemy {TUTAJ(link is external)} relacje z wycieczki rowerowej naokoło poligonu. Na forum GW {TUTAJ(link is external)} odbyła się w 2015 roku ciekawa dyskusja na temat funkcjonowania poligonu w Zielonce. Oto kilka fragmentów:

„Formalnie cały kompleks leśny pomiędzy Rembertowem, Wola Grzybowską, Wesołą, Sulejówkiem, Okuniewem, Zabrańcem, Ostrowikiem, Cięciwą, Leśniakowizną, Ossowem, Turowem, Zielonką jest poligonem wojskowym czynnym i nie należy protestować, gdy się dostanie mandacik. Mimo wszystko zachęcam do odwiedzenia wąwozu przy kapliczce za Okuniewem.”.

„Jeszcze jedno,dla nie wtajemniczonych.Kiedyś tak walili,że szyby brzęczały po drugiej stronie Zielonki.To trwało przez cały tydzień…i jakoś ludzie żyli.Dziś teren witu..i WZE..teoretycznie jest ogrodzony,ale jak czytam sympatyków atrakcji jest co raz więcej.Nikt nie wie kiedy i gdzie spadnie pocisk..czy odłamki”.

„Hmmm będę musiał sprawdzić samodzielnie jak się ma sprawa w głębi za wrzosowiskami. Na razie obstawiam w ciemno tylko naprawę oznakowania, by jakiś czubek nietutejszy nie chadzał po czołgowisku. Chyba mamy tę samą miejscówkę na prawdziwki i koźlaki. Na pewno nikt cię nie zawróci gdy będziesz korzystał z DP 42 Zielonka Kaleń i DP 46 AON -bród, no bo tłumy są tam w weekend nadal.
Generalnie ubiegłej jesieni zagalopowałem się w rejony strzelnicy doświadczalnej. W środku tygodnia przed południem, za grzybami, (tylko dlatego tam poszedłem bo nic nigdzie nie znalazłem). 3x syrena, potem szszszuuu i bum. Szybko wydostałem się na dobrą stronę ogrodzenia. No więc strzelają jak do tej pory wyłącznie w 3 miejscach, może mają w planach testowanie czegoś większego i na nowo znakują teren gdzie można na coś wleźć.”.

Tak było pięć lat temu. Co się dzieje tam teraz – nie wiem.

O autorze: elig