Fałszywe poczucie wyższej wartości

Szanowni Państwo

Wybory prezydenckie już za nami. Spór o to, które zło jest mniejsze chciałbym na moment zostawić z boku. Nie chcę komentować tych wyników, rozstrzygać, czy stało się dobrze, czy źle. Chciałbym się skupić za to na zjawisku, jakie nastąpiło po wyborach w obozie zwolenników tzw. „totalnej opozycji”, obrażonych nie tylko na wynik tych wyborów, ale przede wszystkim na elektorat Andrzeja Dudy.

Choć oficjalna linia koalicji partii antypisowskich mówiła w kampanii wyborczej o szacunku dla wszystkich Polaków, chęci ich łączenia, zakończenia sporów, w rzeczywistości (jak pokazały media społecznościowe), sympatycy opozycji kierowali się w tej kampanii zwierzęcą wręcz nienawiścią wobec elektoratu PiS.

Mieliśmy więc słynny przekaz „osiem gwiazdek”, mieliśmy kilka deklaracji celebrytów o emigracji z kraju, mieliśmy postulaty o odłączeniu Podkarpacia od RP, mieliśmy postulat o bojkocie żywności wyprodukowanej przez polskich rolników, mieliśmy tekst Michnika o „palantach”, którym nie można oddać władzy.

Mieliśmy dziesiątki powyborczych analiz opozycyjnych autorytetów i uczonych, z których płynął jeden wniosek. Na Trzaskowskiego głosowali młodzi, wykształceni, lepiej znający świat, otwarci, tolerancyjni, pracujący umysłowo, lepiej zarabiający, słowem elita narodu polskiego. Dudę wybrali starzy, gorzej wykształceni, biedni, ze wsi i małych miasteczek, nietolerancyjni, pracujący fizycznie, mniej zarabiający, nieznający świata, zamknięci ciasno w swoich lokalnych społecznościach. No i zwyczajnie: głupki, zmanipulowane przez Telewizję Polską i księży.

Jaki jest koronny argument na ową głupotę elektoratu Andrzeja Dudy? A no taki, że biedacy cieszą się z socjalu, jaki przyznało im państwo (500+, 13. emerytury), a nawet nie wiedzą, że „to wszystko z ich pieniędzy”. Zwolennicy obozu „totalnej opozycji” zapożyczyli w ten sposób retorykę Janusza Korwin-Mikke go, stąd na ich twitterowych kontach pełno cytatów (które ja uważam za brednie) typu „państwo nie ma własnych pieniędzy” i tym podobne.

Co więcej, ludzie uznający się za „elitę” narodu polskiego nie tylko dworują sobie z „biedaków”, że dali się przekupić za swoje pieniądze. Oni czują do tych „biedaków” nienawiść, bo mają poczucie, że w pewnej mierze, to oni ich utrzymują! Wszak tu znowu dowodem miały być wyliczenia, jakoby zwolennicy Trzaskowskiego wypracowują znacznie większą część PKB Polski, niż zwolennicy Dudy. No to jak to? My mądrzy, wykształceni mamy jeszcze zaiwaniać na tę patologię ze wsi? Nawet brzmi to niegłupio, prawda? Chyba mają prawo czuć się skrzywdzeni i lepsi ci strasznie poszkodowani przez PiS ludzie z Warszawy?

Widzę w tym wszystkim jedną małą nieścisłość. Gdyby patrzeć tylko na papiery, to wszystko się zgadza. Biedacy głosujący na PiS pasożytują na uciemiężonym narodzie PO-wskim. Ale jak to w życiu bywa, czy papier ma dużo wspólnego z rzeczywistością? Zadajmy sobie pytanie kto kogo tak naprawdę utrzymuje?

Posłużę się i wykorzystam w tym miejscu publicystykę, jaką uprawia Krzysztof Karoń, wskazujący, że grupa pasożytnicza narodu Polskiego obejmuje bynajmniej inne grupy społeczne, niż uważa to elita „totalnej opozycji”. Krzysztof Karoń słusznie zauważa, że co roku polski system szkolnictwa, w tym wyższego wypuszcza na rynek setki tysięcy młodych ludzi nieprzygotowanych nie tylko do pracy, ale przede wszystkim do życia, jako takiego.

Oczywiście rynek pracy tych ludzi wchłania i bardzo dobrze ich wynagradza, tylko, że ta ich praca nie ma nic wspólnego z wytwarzaniem jakichkolwiek dóbr materialnych. Co zatem z tego, że mamy pełno ekspertów od wypełniania tabelek w excelu? Prawdziwy PKB mogą wytworzyć tylko ci pogardzani przez elity pracownicy fizyczni, rolnicy, ślusarze, spawacze, murarze, górnicy, mechanicy, czy ci pracujący za najniższą krajową liniowi pracownicy fabryk. Karoń słusznie zauważa, że młoda osoba „wykształcona” przez obecne szkolnictwo nie potrafi i nie chce wykonywać tych zawodów. Skoro tak zatem jest, należy wskazać, że to nie „młodzi wykształceni” utrzymują elektorat PiS, ale wręcz przeciwnie.”Młodzi wykształceni” mogą żyć, często na dobrym poziomie, tylko i wyłącznie dzięki „niewykształconym”, którzy na nich ciężko pracują.

Jak słusznie zauważa Krzysztof Karoń, jeśli zatem dana osoba świadomie nie ograniczy swojej wolności, po to by wytworzyć jakieś dobro i zamienić je inne, przedłużając szansę na przeżycie, może to zrobić tylko i wyłącznie przez kradzież. A czymże innym, jeśli nie kradzieżą jest istnienie tzw. korporacji, które żyją z niewolniczej pracy robotników? Kto zatem kogo utrzymuje? Czyja praca jest cenniejsza?

„Młodzi wykształceni” bardzo lubią chwalić się swoim wykształceniem. Ten mit jest też łatwy do obalenia. Każdy kto zna się na rzeczy ma pełną świadomość, że osoba po zawodówce w PRL ma większe kompetencje, niż absolwent Politechniki w III RP. Nie mówiąc już o uczelniach humanistycznych, które nie tylko niczego nie uczą, ale deprawują młodych ludzi lewicową ideologią. Zresztą, już samo stwierdzenie modne wśród inteligencji, że „biedacy są przekupieni za własne pieniądze” powinno być dla inteligenta dyskwalifikujące.

Stąd moja konstatacja, że to poczucie wyższej wartości będące udziałem wyborców Trzaskowskiego, jest całkowicie nieuprawnione. Nie znaczy to jednak, że obóz zwolenników Dudy powinien jednakowoż potępiać tę drugą stronę. Ci wszyscy nienawistnicy po stronie opozycji mający zbyt duże ego najczęściej nie są niczemu winni. Są „produktem” końcowym, eksperymentu społecznego, jaki dokonał się w naszych szkołach po zmianach ustrojowych w Polsce. Stąd mój Apel do obu stron, aby przestać się obrażać jedni nad drugich.

O autorze: Migorr

Jestem równolatkiem tworu zwanego "Trzecią Rzeczpospolitą". Moje marzenie: Aby jej kres, którego konsekwencją będzie budowa Wolnej Polski nastąpił jeszcze za mojego życia.