Czy to wszystko dzieje się naprawdę? (2)

Szanowni Państwo.

17 sierpnia opublikowałem pusty wpis pod tym samym tytułem. Dziś postaram się nieco tę myśl rozwinąć.

Mam wrażenie, że od marca bieżącego roku żyję w jakiejś innej, alternatywnej rzeczywistości, tak jakby spełnił się mój najgorszy sen. Obserwując wydarzenia wokół siebie przez kilka ostatnich lat miałem ukryte w sobie dwa duże lęki dotyczące najbliższej przyszłości. Po pierwsze, obawiałem się zmian klimatycznych, które doprowadzą do niedoboru wody pitnej oraz energii elektrycznej. Po drugie, bałem się nowej bakterii, z którą nie poradzi sobie żaden antybiotyk. Odnoszę bowiem od kilku lat wrażenie, iż w okresie jesienno-zimowym większość z nas żyje z większymi, bądź mniejszymi dolegliwościami górnych dróg oddechowych w sposób niemal chroniczny. No i myślałem, że kiedyś przyjdzie taka bakteria, która nas wszystkich poskłada, dzięki cudownym terapiom naszych lekarzy przepisujących nam tony antybiotyków, na które z czasem się uodporniamy.

Spełnił się ten drugi zły sen. Właściwie się (jeszcze) nie spełnił, nie mamy do czynienia z żadnym masowym wymieraniem. Nie jest to też bakteria, tylko wirus. Jednak wszystko co dzieje się wokół, nosi znamiona nienormalności trudnej do zniesienia. Czy ktoś bowiem pijąc szampana w ostatnią noc sylwestrową przewidziałby, że za trzy miesiące półki w supermarketach zaczną świecić pustkami, że szkoły zostaną zamknięte, że lekarze będą nas „leczyć” przez telefon, że wzrośnie bezrobocie, że zamkną świątynie wiernym, że nie będzie można iść na mecz, do kina, na koncert, że będziemy mieć nakaz chodzenia z kawałkiem szmaty na twarzy i zakaz wychodzenia z domu bez ważnych powodów, że gospodarka wpadnie w recesję, a prognozowana dziura budżetowa Polski sięgnie 100 miliardów złotych? Przecież to jest surrealizm w czystej postaci, a może być jeszcze większy. Zbliża się sławetny okres zimowy, w którym każdy chorujący na grypę (w tym niżej podpisany) wpadnie w panikę, czy przypadkiem to nie jest koronawirus. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co nas czeka.

„Twórcom” koronawirusa, niezależnie od tego, czy ich celem była fizyczna likwidacja sporej części populacji Ziemi, czy jedynie jej przestraszenie w celu grabieży dóbr (nie wiem jaka jest prawda, nie mam wykształcenia medycznego, nie znam się, na ekspertach nie polegam, bo zmieniają zdanie, jak rękawiczki), nigdy tego nie zapomnę. Niepewności o jutro. Nienawidzę ich do szpiku kości…

Surrealistyczny obraz świata „upiększył” nam dodatkowo prezes Jarosław Kaczyński. Gdy wydawało się, że po naprawdę cudem i o włos wygranych wyborach prezydenckich nastąpi „nowe otwarcie” na trzy lata spokojnego rządzenia bez wyborów, mamy do czynienia z czymś przedziwnym. Poparcie opozycji białoruskiej (czyt. Sorosa), jakieś piątki dla zwierząt, korupcja i kumoterstwo polityczne robione na bezczela, wojna z Ziobrą, To się dzieje naprawdę? Przecież miały być ustawy za życiem, dekoncentracja mediów, czy ostateczne rozprawienie się z lobby LGBT, czy sędziowską kastą…

Codzienny dopływ złych informacji z mediów sprawił, że miałem tego dość. Od około miesiąca nie mogę ani słuchać, ani oglądać, ani czytać. Niczego. Szczególnie tych idiotycznych, niemal informacji, o tym, że właśnie powstał lek na koronawirusa…

Czeka mnie zatem dłuższa przerwa od pisania. Mam nadzieję, że jest to „do zobaczenia”, a nie „żegnajcie”. Mam plan tu wrócić, jeśli tylko będzie trochę normalniej. No chyba, że już nigdy nie będzie…

O autorze: Migorr

Jestem równolatkiem tworu zwanego "Trzecią Rzeczpospolitą". Moje marzenie: Aby jej kres, którego konsekwencją będzie budowa Wolnej Polski nastąpił jeszcze za mojego życia.