Polityka edukacyjna Polski – cz. 3

http://www.polska-jutra.eu/polityka-edukacyjna-polski-cz-3/

Analiza obecnego stanu systemu edukacji nie jest optymistyczna. Potraktowany chłodnym okiem analizy system ten jawi się jako całkowicie przestarzały i nieadekwatny do „trzeciej fali” w rozumieniu Alvina i Heidi Toffler’ów. Trzecia fala to przejście z epoki przemysłowej, kultury fabrycznej i masowej do epoki informacyjnej i komputeryzacji, kultury wielu małych grup, wspólnot i stowarzyszeń, kultury indywidualizacji (customizacji), zróżnicowania i powszechnego dostępu do wiedzy. To wymusza ogromne zmiany w funkcjonowaniu społeczeństw, w gospodarce, komunikacji, organizacji pracy, a także – w edukacji. Na razie jest tak:

1. Obecny system edukacji jest bardzo kosztowny – i dla obywatela, i dla państwa. Jego efektywność jest niska – nie spotkałem szacunków, ile kosztuje łącznie 16 lat edukowania młodego człowieka od przedszkola do matury, ale gdyby przyjąć tylko 800 złotych miesięcznie na osobę, to jest to 9600 złotych rocznie, czyli około 154 tysiące złotych razem, jednak rozciągnięte na 16 lat daje to kwotę realną około ćwierć miliona złotych – do matury, bez studiów. A potem ponad połowa tych ludzi albo dalej się uczy, czyli pociąga za sobą koszty, albo jest bezrobotna, albo emigruje. Do tego trzeba jeszcze dodać efektywność samego nauczania, na którą ludzie biznesu i kadra akademicka regularnie się skarży. Następnie dodajmy koszty czasu – od 13 do 20 lat spędzonych w ławach szkolnych. Bilans katastrofalny, efektywność tragicznie niska, efekt: zblazowani, znudzeni i mało przedsiębiorczy młodzi ludzie na starcie kariery zawodowej.

2. System edukacji wciąż jest skonstruowany pod potrzeby korporacji i przemysłu, jak sto lat temu, w epoce kapitalizmu przemysłowego przełomu XIX i XX wieku. Wypuszcza ludzi napakowanych wiedzą, mało kreatywnych, wąsko wyedukowanych „w swojej specjalności”, nie nastawionych na rozwój, lecz na pracę odtwórczą pod czyimś kierownictwem.

3. System szkolny to swoistego rodzaju koszary, naszpikowane elementami „więziennymi”: podział czasu na jednakowe jednostki lekcyjne, podział uczniów na jednolite klasy, podział na roczniki, podział szkoły na jednorodne przestrzenie klasowe, dzwonek szkolny, pozwolenie na wyjście z klasy, wymóg ciszy na lekcjach i słuchania nauczyciela, apele, kontrola, odpytywanie, nakazowy tryb zadań, ochroniarze.

4. System edukacji nie jest dopasowany do faz rozwoju psychicznego, emocjonalnego i społecznego młodego człowieka. Fazy te to: nauka przez zabawę wiek 4-9), nauka przez grę (9-14), nauka przez wyczyn (14-21) i nauka przez służbę (18-100). To nic innego jak pedagogika baden-powellowska, czyli skautowa, tak dobrze sprawdzona w XX wieku.

5. System edukacji jest nudny i prowadzący do bierności. Inicjatywy dzieci – zarówno indywidualne, jak i samorządu uczniowskiego – są w większości ignorowane, torpedowane lub bojkotowane przez „ciało pedagogiczne”. I forma nauczania, i treści powodują, że uczniowie się nudzą. Nauczyciele obciążeni biurokracją, bzdurnymi trzeciorzędnymi obowiązkami i mało zarabiający nie mają ani czasu, ani motywacji do angażowania się ponad minimum, np. do tworzenia kół zainteresowań.

6. Edukacja jest zunifikowana, taka sama dla wszystkich, niezależnie od miejsca i środowiska, od zainteresowań uczniów, potrzeb lokalnej społeczności, możliwości terenowych, wsparcia środowiska rodziców. Każda szkoła to jakby oddział wielkiej fabryki, produkującej masowy półprodukt, czyli zmiętolonego i znudzonego absolwenta. Prawie żadnej przestrzeni dla indywidualnej ekspresji, zainteresowań, talentów, potrzeb. Wszyscy według jednego programu i schematu.

7. W dzisiejszej szkole mamy do czynienia z permanentnym przeładowaniem programowym i upakowaniem zbyt wielu tematów i treści w czasie. Powoduje to gonitwę, by „zdążyć zrealizować program” – bez chwili na dyskusję, na refleksję, na własną (indywidualną bądź zespołową) pracę ucznia i studenta.

8. System edukacji wykazuje słaby poziom merytoryczny i dydaktyczny. Merytoryczny, ponieważ skrypty i materiały nauczycielskie (albo ministerialne) nie nadążają za postępem nauk. Szkoła cierpi na inercję podawanej w niej wiedzy. Coraz częściej uczniowie i studenci zawstydzają nauczycieli wiedzą, którą znaleźli w Internecie. Poziom dydaktyczny pozostawia dużo do życzenia, bo leży odłogiem – urzędnicy majstrują przy programach, sposobach oceniania i sprawdzania wiedzy, zamiast szkolić nauczycieli i propagować nowoczesne formy dydaktyczne. Niepodzielnie rządzi, zatem, dalej nauczanie ex catedra. Mało poglądowości, praktycznego „dotknięcia” problemu przez uczniów, samodzielnego rozwiązywania zagadnień i dyskusji.

9. Jes źle kadrowo. Panuje wciąż, jak za PRL-u, finansowa selekcja negatywna nauczycieli. Do zawodu nauczycielskiego idą zbyt często ci, którym się nie udało gdzie indziej. Zawód ten jest zbyt sfeminizowany. Kto ma okazję iść do biznesu, założyć własną firmę, a nawet iść do administracji państwowej, w której praca jest spokojniejsza niż w szkole, nie pójdzie do szkoły. Nauczycieli z powołania, prawdziwych pedagogów jest może 10%, może mniej. Większość to urzędnicy systemu, bez ducha i zaangażowania. A jaki nauczyciel, takie nauczanie. Nauczyciel bez powołania i zaangażowania potrafi zniechęcić uczniów do nauki.

10. Panoszą się biurokracja i tematy zastępcze. Przykładem jest przygotowywanie stosów dokumentacji na tzw. stopnie awansu zawodowego, co pochłania ogromnie dużo czasu kosztem pracy z uczniami i przygotowywania się do zajęć. Co chwilę nauczyciele zwoływani są na nudne i rozwlekłe „rady pedagogiczne”, z których niewiele wynika.

11. Rozpanoszył się ogłupiający system testów, wprowadzanych w miejsce prawdziwych zadań egzaminacyjnych. Absolwenci, którzy zdali dobrze testy, w praktycznym działaniu często nie potrafią sobie poradzić.

12. Panuje idiotyczna filozofia „średniej ocen” – to się wiąże ze wspomnianym wyżej unifikowaniem – urawniłowką i masówką. System taki nie odzwierciedla talentów oraz predyspozycji uczniów i studentów, nie pozwala im rozwinąć zainteresowań i zdolności, lecz każe zajmować się wszystkim jednakowo, nie pozostawiając czasu na własne pasje. Średnia ocen, tak mocno podkreślana, nie daje prawie żadnej informacji o uczniu, poza tym, w jakim stopniu dopasował się do durnego systemu „średniactwa”. Punktowana jest głównie średnia – zamiast wybitne osiągnięcia w pojedynczych dyscyplinach (przedmiotach), konkursach i projektach, łącznie z działalnością samorządową, społeczną i w spółdzielniach uczniowskich.

13. Szkoła skupia się wciąż zbyt mocno na przekazywaniu wiedzy, podczas, gdy jest ona dziś łatwo dostępna. Szkoła nie uczy praktycznych umiejętności życiowych, a powinna przygotować absolwenta do dobrej, skutecznej komunikacji, prowadzenia prezentacji, rozmowy i narady, analizowania informacji, tworzenia i zarządzania budżetem, zakładania firmy, bycia świadomym obywatelem, pracy zespołowej, posługiwania się narzędziami informatycznymi itd. Szkoła powinna uczyć logiki (logicznego myślenia), retoryki (ładnego, zrozumiałego przemawiania), planowania i zarządzania (czasem, projektem), pierwszej pomocy, zaradności, odwagi cywilnej, etyki i odpowiedzialności. Rola nauczyciela zdecydowanie przeistacza się z dostarczyciela wiedzy w mentora, opiekuna, doradcy i organizatora procesu uczenia się. Ale do tego potrzebne jest inne przygotowanie nauczycieli i inne ocenianie.

14. System edukacji jest groźnie upaństwowiony – państwo narzuca odgórnie programy, sposób finansowania, doboru kadr, organizację nauczania. Tymczasem to lokalne społeczności, obywatele, rodzice, powinny decydować o swojej szkole, programach, powiązaniach treści nauczania z potrzebami miejscowości, gminy czy regionu. Państwo powinno się wycofać i pełnić rolę mecenasa dla praworządnych i wartościowych inicjatyw obywatelskich, gminnych czy miejskich, dla szkół autorskich, profilowanych, próbujących zaimplementować uznane idee pedagogiczne, choćby Korczaka czy Montessoriego. Powinniśmy mieć wolność i możliwości do pozytywnego eksperymentowania. Wreszcie oddolna, obywatelska organizacja edukacji to element budowania autentycznej demokracji.

15.Edukacja stała się biznesem (szkoły, szczególnie uczelnie, prywatne), w którym liczą się bardziej pieniądze niż nauczenie i wychowanie absolwenta. Student stał się źródłem pieniędzy. Jest postrzegany jako klient na rynku edukacji, więc trzeba się do niego dopasować, a ponieważ chce on szybko i bez trudu ukończyć szkołę i dostać dyplom, nie można za wiele od niego wymagać (sic!). Ta komercjalizacja wypacza edukację. Kształcimy nie chętnych o zdolnych ludzi lecz “bogatych cymbałów”, co powoduje spadek poziomu i coraz gorsze kadry dla gospodarki.

16. Struktura jest przestarzała. Finansowanie bezsensowne. Kuratoria to kosztowne struktury, w których nie wiadomo, co tyle osób robi. System edukacji jest – jak było to w komunizmie – pasem transmisyjnym państwa, zamiast zbiorem placówek oświatowych wynikających z dążeń, aspiracji i możliwości obywateli.

17. Jest źle finansowo. Jakby komuś specjalnie zależało, aby oświata była niedoinwestowana.  W wielu szkołach brakuje pieniędzy na remont budynku, na sprzęt, na komputery, na pomoce naukowe. Uprawiana jest – dzięki zaangażowaniu nauczycieli i rodziców – partyzantka, czyli łata się dziury składkami na tzw. Komitet Rodzicielski, załatwia się „cegiełki” lub sponsora, albo nauczyciele i rodzice robią coś społecznie – coś, co powinno być sfinansowane przez „system”.

18. Jest źle programowo. Programy (podstawy programowe) są przestarzałe, niedopasowane do wymogów współczesności, niepraktyczne – wymyślają je urzędnicy nie mający często wiele pojęcia o rozwoju gospodarczym i technologicznym, o lokalnych potrzebach danej społeczności. Programy są sztywne, scentralizowane, słabe metodologicznie, przeładowane, a nade wszystko – wciąż hołdujące przestarzałej filozofii wtłaczania wiedzy, zamiast uczenia myślenia, kreatywności, dyskutowania, selekcji i analizy informacji itp.

19. Ogromna większość nauczycieli nie ma doświadczenia praktycznego – biznesowego, menedżerskiego, nie zna rzeczywistości ekonomicznej, produkcyjnej, finansowej. To teoretycy. Przykładem jest przedmiot „przedsiębiorczość”, do którego dyrektorzy szkół wyznaczali często nauczycieli nie mających w tej materii żadnego doświadczenia.

20. Relacje nauczycieli z uczniami są formalne, sztywne, zdystansowane, a to nie służy współpracy i dobrej dydaktyce. Gdy system wymusza na wszystkich uczniach realizowanie tego samego programu, z natury rzeczy na każdym przedmiocie znajdzie się grupka mniej zainteresowanych. To powoduje dodatkowe napięcia, uciszanie, cała przyjemność uczenia i uczenia się znika.

21. Metodyka nauczania jest przestarzała. Już samo ustawienie ławek w stylu „katedra i ławki słuchaczy” powoduje szablonowe nastawienie obu stron do metod pracy. Dominuje praca „całą klasą” lub indywidualnie. Za mało jest pracy w zespołach kilkuosobowych, klasy są do tego nieprzystosowane. Prawie nie ma nauczania projektowego – od postawienia pytania czy problemu, do rozwiązania, opracowania, uzasadnienia. Za mało jest dyskusji, za mało interakcyjnych form.

Te 21 punktów to miażdżąca krytyka obecnego systemu. Niestety, tak on wygląda…

O autorze: JAM