Sprawa Andrzeja Dudy. “Wiadomości” dementują rewelacje Żulczyka

Po raz kolejny przyjdzie mi się zmierzyć z materią o lepkiej konsystencji i wyginającej się na lewą stronę. Sprawa prezydenta Dudy jest na tyle ważna, że skłoniła mnie do napisania trzech felietoników z nadzieniem groteskowym. Opisałem w nich wygibasy prezydenta nieprzystające do miana polskiego polityka, który kończył pierwszą kadencję z „ostrym cieniem mgły”. To taka piosenka którą zaśpiewał prezydent, a żydowski prowokator Hartman napisał, że Duda cytuje… Talmud.

Jakub Żulczyk, znany w złośliwych kręgach jako „żul”, nazwał Dudę Andrzeja debilem. Żulczyk, który jest podobno pisarzem, mógł wziąć na tę okoliczność przykład z katolickiego erudyty, który nazywając Dudę idiotą, odwołał się do starożytności, kwieciście uzasadniając swój pogląd. Niestety, “Żul” nie będąc oryginalnym skorzystał ze swojej lewicowej wrażliwości zarzucając zbyt mało zdegenerowanemu Dudzie nieznajomość politycznej procedury w USA, a post factum dodał zarzut o “odczłowieczaniu LHBT”.

Napisałem ”zbyt mało zdegenerowanemu”, bo na tym przykładzie ujawnia się właściwa różnica pomiędzy lewicą a prawicą. Lewica zarzuca Dudzie brak moralnych zboczeń, a prawica ich nadmiar. Mam na myśli prawicę ideową, a konkretnie reakcjonistów we właściwym rozumieniu /Nicolás Gómez Dávila/. Według opcji żydowsko-amerykańskiej Andrzej Duda jest w sam raz i doskonale reprezentuje inteligentnych inaczej oraz jako Tfurca judaistycznych apokryfów wpisuje się dziejową konieczność instalacji „Polin”.

Belwederski strażnik chanukowego świecznika, który zepchnął do lamusa tradycyjny żyrandol nie jest debilem. Duda jest byłym moim sługą w rozumieniu służby publicznej, który wypowiedział mi posłuszeństwo— zasadom na które przysięgał.

O autorze: CzarnaLimuzyna

Blog osobisty. Moje prywatne opinie na temat polityki nie mają charakteru "prawd objawionych". "Tylko prawda jest ciekawa". We wpisach antynarracyjnych stosuję hiperbolę.