Zbrodnicza morda władzy czyli tragifarsa „Śmierć Stalina”

„  Śmierć Stalina”, reż. Armando Iannucci, Belgia, Francja, Wielka Brytania 2017. W rolach gł. Steve Buscemi, Simon Russell Beale, Jason Isaacs, Michael Palin, Olga Kurylenko.

Oto kolejny film, ukazujący diabelską kloakę władzy politycznej. Jeden z recenzentów polskich nazwał go filmem o „dyktaturze klaunów”. Owszem, plejada najlepszych aktorów przedstawia tu momentami niebywale komiczne panoptikum groteskowych, głupich, ale też upiornych, ponurych, wulgarnych, a nade wszystko zbrodniczych klaunów z sowieckiego Politbiura, walczących o schedę po Stalinie w pierwszych dniach po śmierci Generalissimusa. Są to więc klauni, ale tacy, na widok których dzieci się nie śmieją, a rozpaczliwie płaczą i chowają się pod łóżkami. W filmie Armanda Iannucciego – w założeniu komedii o typie pastiszu, a więc pełnej kpiny, przerysowania, zatarcia granic – pojawiają się tony o wiele poważniejsze, niż opisywana przez recenzentów „komedia” – a wręcz zatrącające o ponurą wizję duszy ludzkiej rodem z „Piekła” Dantego czy tragedii Szekspira. Na przykład dzieje się tak u odtwórcy demonicznej roli Lawrentija Berii, Simona Russella Beale, który zresztą w dramatach Szekspira odgrywał przez lata na brytyjskich scenach główne role. Pamiętając, że Beria był opisywany jako straszny karzeł, miałem wątpliwości, czy pulchny, dobroduszny pyknik Beale sprosta zadaniu. Przekroczył najśmielsze oczekiwania! Jego Beria pozostaje w pamięci na zawsze: czasem życzliwie uśmiechnięty, a czasem ordynarnie knajacki diavolo, o błysku źrenic zza binokli, od którego ciarki przechodzą.

Inni aktorzy tworzą nie mniej udane role. Jason Isaacs w roli generała Żukowa, to zbrodniczy narcyz zakochany w pokrywających mu pierś medalach, dla którego wydać rozkaz zabójstwa to jak splunąć. Steve Buscemi w roli Nikity Chruszczowa, który tak się śpieszy na spotkanie z Generalissimusem, że wciąga garnitur na piżamę, to wytrawny tragikomik znany zwłaszcza z filmów Quentina Tarantino. W filmie Iannucciego tworzy śliską postać fałszywego, zakulisowego intryganta, którymi wprawdzie oni wszyscy są, jednak twarz Buscemiego to prawdziwe oblicze gnoma, w pewnych momentach mógłby być zamiennikiem Golluma, indywiduum wyczarowanego w filmie „Władca Pierścienia”. To z ust Chruszczowa – w odpowiedzi na szlachetną deklarację pianistki Marii Judiny (odtwarzanej

Beria, Chruszczow i Malenkow kłócący się nad zwłokami Stalina. Film “Śmierć Stalina”, 2017

przez Olgę Kurylenko) – że „przeciwnie do pana, ja wierzę w życie wieczne” – pada znamienne zdanie: – A kto rozsądny chciałby żyć wiecznie? To Chruszczow jest nadwornym błazenkiem Stalina, którego nic tak nie potrafi rozbawić, jak jego podwładni Chruszczow i Beria trykający się przed nim brzuchami. I wobec Chruszczowa pada pytanie jednego z jego kamratów: czy umiałby przed Generalissimusem “wybekać alfabet”? Malenkow, odtwarzany przez podobnego do Frankensteina Jeffrey’a Tambora, to tchórz i oportunista i głównie o nim oraz o Mołotowie, odtwarzanym przez Michaela Palina – aktora z Latającego Cyrku Monty Pythona – padają podczas posiedzenia Politbiura słowa, jakby motto dla całej tej epoki: że indywidualne przekonania “należy zmieniać w zależności od przekonań Kolektywu”.

Nikt tu nie jest sprawiedliwy, nawet lud płaczący pod murami Kremla po śmierci swego prześladowcy jest żałosny. Głupia jest Swietłana Allulijewa, córka Stalina, biegnąca „w rozpaczy” przez dziedziniec do umierającego ojca, a zatrzymująca się przy podeptanym klombie, by zganić nieporządki. Idiotą, wiecznie upojonym alkoholem, jest syn Stalina, Wasilij, zresztą jedyny mówiący im prawdę w oczy, szkoda, że tylko w stanie upojenia. Nawet spiritus movens akcji, posągowa wirtuoz fortepianu Maria Judina – która otwiera film podniosłą sceną koncertu fortepianowego Mozarta – prędko zostaje przeniesiona w sferę groteski, gdy okazuje się, że dyktator życzy sobie mieć nagranie tego wykonania, a płyty nie nagrano. Błagana przez organizatorów o powtórkę, Judina – której rodzinę, jak dumnie zaznacza, Stalin zamęczył w łagrach – odmawia. Jednak duma ustępuje interesom, gdy stawka honorarium zostaje podwojona.

Są to bestie w hipnotycznym marszu ku władzy, jeszcze raz władzy i po trzykroć władzy; bestie, które rzucą się do gardła każdemu, kto stanie im na drodze. Rzucą się też do gardła „swoim”, gdy odczują osłabienie zawodnika. Tak się dzieje w chwili, gdy zapada kapturowy wyrok rozstrzelania Berii, który miał nieszczęście zdradzić się przed Chruszczowem z posiadania kwitów na niego. Scena sądu (a raczej złodziejskiej dintojry) nad skrzeczącym w przerażeniu Berią, bezsilnie miotającym przekleństwa na swych do niedawna wspólników, z krzesełka, do którego na środku podwórza go przywiązano, zapada w pamięć na zawsze. Jak również scena szuflowania do śmietnika popiołów po nim.

Oglądając film zrobiony na Wyspach Brytyjskich (reżyser jest Szkotem włoskiego pochodzenia) i do tego przez ekipę zaprawioną w figlach Monty Pythona, miałem prawo obawiać się płycizn, naiwności czy politpoprawności. Na szczęście nic z tego. Film jest drapieżny, bezwzględnie wymierza sprawiedliwość bolszewickim kreaturom, szyderstwo jest tu dozowane umiejętnie, nie ma błazenady. Jednak są dwa moje zarzuty: po pierwsze, zdrowe uzębienie aktorów. W Rosji, zaawansowana próchnica i wszawica należały zawsze do klęsk narodowych, o czym ze zgrozą pisał już w I połowie XIX wieku markiz de Custine w swoich „Listach z Rosji”. Drugi: poniekąd zrozumiały w warunkach brytyjskich czy w ogóle, kulturowych doby obecnej, to pominięta milczeniem a dominująca, jak wiemy, rola elementu jewrejskiego w tej talmudycznej stalinowskiej rozprawie z narodem rosyjskim. Nie jest rozwinięta w filmie – choć się pojawia – działalność chazarskiego kagana – Łazara Kaganowicza;  pozostawiona zostaje w cieniu, tak jak była za życia i po śmierci Stalina (- jego beka, czyli wykonawcy). Wątek żydowski, poza żydowskimi nazwiskami, nie jest poruszony w tym tak przecież dociekliwym w innych kwestiach filmie. Nawet nad zwłokami pół-Żyda Berii rozbrzmiewa – jak zaklęcie wobec widza, aby przypadkiem nie pomyślał o nim jak o Żydzie: Wracaj do swojej Gruzji!

Mimo paru uchybień, film jest prawdziwym do bólu, przerażającym portretem władzy wynaturzonej przez pychę duchowych kurdupli, przez amoralność złodziejskiej sitwy, przez strach i służalstwo. Należy do obowiązkowej lektury kinowej, zwłaszcza osób zastanawiających się nad meandrami drogi na zatracenie dzisiejszych Malenkowów, Żukowów, Berii – nie mówiąc o tytułowym Stalinie, mających również w Polsce swoje kopie śmietnikowe. Oglądając ten film, łapałem się na tym, że podkładam pod ich twarze dzisiejszych polskich polityków. Pasuje jak ulał.

25.04.2021

                                         Pokutujący Łotr

Film „Śmierć Stalina” – całkowicie zakazany w Rosji – nie cieszył się również w Polsce, i zapewne ze zbliżonych powodów, nadmierną reklamą. W sieci jest dostępny na portalach kinowych, wedle mego rozeznania jedynie w wersji płatnej. Na CDA Premium https://www.cda.pl/video/5092259f0/vfilm
abonament miesięczny jest nieduży (19 zł.) i bezpieczny, bo nie ściągają pieniędzy automatycznie co miesiąc ale uprzejmie zapytują, czy klient sobie życzy. Pewnie znajdą się też miejsca, gdzie można go obejrzeć za jednorazową opłatą. Zapewniam, że jest to czas pożytecznie spędzony, warto zainwestować w ten seans.

 

O autorze: Pokutujący Łotr