Przeznaczenie (predestynacja)

KS. MARIAN MORAWSKI SI

WYKŁAD XVI (uzupełniony) (1).

O PRZEZNACZENIU

Dotychczas widzieliśmy, moi Panowie, jak Pan Bóg rozdziela swe łaski w doczesności; teraz powstaje pytanie, jak je Pan Bóg w wieczności swojej zamierza, przygotowuje, przeznacza.

 

W ogólności mówiąc, nie ma wątpliwości, że Pan Bóg z góry i odwiecznie zamierza, przeznacza to wszystko, co w czasie sprawuje, wynika to bowiem z samego pojęcia wszechwiedzy i wieczności Bożej. W szczególności więc pewnym jest, że Bóg odwiecznie zamierza dać łaskę i chwałę niebieską tym wszystkim, którym je potem w swoim czasie rzeczywiście daje. Otóż ten zamiar Boży odnośnie do łaski i do chwały wybranych, rozważany w wieczności, nazywa się predestynacją, przeznaczeniem. – Każde stworzenie, nawet nierozumne, ma w pewnym znaczeniu swoje przeznaczenie, gdyż Pan Bóg od wieków przejrzał los jego; w teologicznym jednak i chrześcijańskim znaczeniu przeznaczenie odnosi się tylko do darów nadprzyrodzonych, udzielanych istotom rozumnym, a w szczególności człowiekowi, to jest do łaski i chwały niebieskiej. Przeznaczenie jest to zatem, jak Panowie widzicie, część Opatrzności Boskiej. Opatrzność Boska w ogóle zakreśla wszystkim stworzeniom ich cele i środki do ich osiągnięcia, których im potem w czasie udziela. O ile ta Opatrzność dotyczy celu życia wiecznego i darów nadprzyrodzonych, do niego doprowadzających, nazywa się predestynacją. Predestynacja zawiera zatem w swoim pojęciu akt wiedzy Boskiej, przejrzenie, a zarazem akt Jego woli, czyli wyrok udzielenia darów łaski i chwały niebieskiej pewnym wybranym ludziom.

 

W Piśmie św., zwłaszcza w Nowym Testamencie, o przeznaczeniu często jest mowa. Nazywa się albo wprost przeznaczeniem (Rzym. 8, 29) albo postanowieniem Bożym (2 Tym. 1, 9), upodobaniem Bożym (Efez. 1, 9), wybraniem (Rzym. 9, 11). – Rzeczywistość przeznaczenia nie ulega wątpliwości. Chrystus Pan, zapowiadając sąd swój nad światem, mówi (Mt. 25, 34), że wezwani do nieba usłyszą te słowa: „pójdźcie błogosławieni Ojca mego, otrzymajcie królestwo, zgotowane wam od założenia świata„. Jak widzicie, jest tu mowa o odwiecznym przygotowaniu chwały niebieskiej dla wybranych.

 

Św. Augustyn określa (O darze wytrwania, 14, 35) predestynację tymi słowy: „przeznaczenie jest to przejrzenie i przygotowanie dobrodziejstw Bożych, mocą których niezawodnie wyzwolenia dostępują, którzykolwiek wyzwalani bywają„. Wymienione tu wyraźnie owe dwa momenty: przejrzenie i przygotowanie łask, mocą których predestynacja niechybnie dosięgnie tych, do których się odnosi. – Św. Tomasz podaje (1, kw. 23, art. 2, odp. 4) definicję następującą: „przeznaczenie jest to przygotowanie łask na teraz, a chwały na przyszłość„. Według św. Tomasza zatem (jak później zobaczymy, jest to nauka św. Pawła) predestynacja ze względu na przedmiot obejmuje przeznaczenie do łaski i do chwały niebieskiej. – W późniejszych czasach niektórzy teologowie, zwłaszcza jansenistowscy, zaczęli nazywać predestynacją wyłącznie przeznaczenie do chwały niebieskiej, tak, że kiedy u nich była mowa o predestynacji, znaczyło to zawsze przeznaczenie do zbawienia. Stąd, jak Panowie widzicie, zaraz mogło powstać pomieszanie pojęć, bo teksty Pisma św., mówiące o przeznaczeniu do łaski, tłumaczono o przeznaczeniu do chwały niebieskiej. Kiedy zatem Pismo mówiło, że przeznaczenie jest bez względu na uczynki i zasługi ludzkie, a rozumiało przez to przeznaczenie do łaski, ci teologowie stosowali to do zbawienia wiecznego.

 

Dzisiejsi teologowie rozróżniają dla jasności przeznaczenie podwójne: niezupełne i zupełne. Predestynacja w znaczeniu niezupełnym jest to przeznaczenie do samej tylko łaski, albo do samej tylko chwały, a przeznaczenie zupełne obejmuje jedno i drugie, tj. łaskę i chwałę zarazem, tak jak powiedziano w definicji św. Tomasza. To rozróżnienie jest bardzo ważne dla zrozumienia odnośnych do przeznaczenia tekstów Pisma św.

 

W związku z pojęciem przeznaczenia jest przenośnia „księgi żywota„, o której też raz po raz jest mowa w Piśmie św., w liturgii kościelnej i w pismach Ojców. Cóż to jest ta księga żywota? Jak św. Tomasz dobrze tłumaczy, jest to po prostu przeznaczenie, o ile, po naszemu mówiąc, jest jakby w pamięci Bożej wyryte. Przeczytam wam ten ustęp (1, kw. 24, art. 1). „Księga żywota jest to przenośnia zaczerpnięta ze spraw ludzkich. Ludzie bowiem zwykli tych, których do czegoś wybierają, wpisywać do księgi, jak np. żołnierzy… Z tego zaś, cośmy wyżej powiedzieli (kw. 23, art. 4) jawnym jest, że Bóg wybiera wszystkich przeznaczonych, aby mieli żywot wieczny. Spis zatem przeznaczonych nazywa się księgą żywota. Mówi się zaś przenośnie, że coś jest zapisane w czyimś umyśle, co mocno tkwi w jego pamięci… Albowiem i do ksiąg materialnych zapisuje się coś dla pamięci. Dlatego ta właśnie wiedza Boża, którą Bóg pamięta, że niektórych przeznaczył do żywota wiecznego, nazywa się księgą żywota„.

 

Można więc tę księgę żywota odróżnić od przeznaczenia w ten sposób, że przez przeznaczenie rozumie się sam wybór Boży, dotyczący powołania niektórych do łaski i doprowadzenia ich do zbawienia; zachowanie zaś tego przeznaczenia w pamięci Bożej nazywa się księgą żywota. Stąd tak samo, jak predestynacji używa się w podwójnym znaczeniu, zupełnym lub niezupełnym, można też księgę żywota dwojako pojmować: albo jako spis przeznaczonych do samej tylko łaski, albo też do łaski i chwały zarazem. Dlatego też o tej księdze żywota czytamy nieraz sprzeczne na pozór orzeczenia; w jednych bowiem miejscach powiedziane, że może ktoś być wymazanym z księgi żywota, w innych znowu, że ta księga żadnej zmianie nie podlega. Tak np. Mojżesz zanosi do Boga tę prośbę za ludem występnym: „albo im odpuść tę winę, albo, jeśli nie uczynisz, wymaż mię z ksiąg Twoich, któreś napisał” (Wyjśc. 32, 32). A w psalmie 68, 29 powiedziano: „Niechaj (grzesznicy) będą wymazani z ksiąg żyjących, a niech ze sprawiedliwymi nie będą wpisani„. Gdzie indziej znów, zwłaszcza u św. Augustyna, czytamy, że z księgi żywota nic wymazanym być nie może. Otóż jeżeli się księgę żywota rozumie w pierwszym znaczeniu, niezupełnym, o ile zawiera wszystkich w ogóle, którzy do łaski są powołani, to oczywiście mogą być z niej wymazani ci, którzy łaskę utracą i do żywota wiecznego nie dojdą. Jeżeli zaś bierze się księgę żywota w znaczeniu ściślejszym, tj. o ile obejmuje tych tylko, którzy dojdą ostatecznie do żywota wiecznego, to księga żywota zmianie żadnej nie podlega, liczba bowiem wybranych nie może być ani zwiększona, ani zmniejszona, ponieważ predestynacja jest tak nieodmienna jak sama wszechwiedza Boża.

 

Co do istnienia predestynacji w ogóle, nie ma żadnego sporu w Kościele. Jakeśmy widzieli, jest to prawda zawarta wyraźnie w samej Ewangelii. Paweł św. bardzo często o niej rozprawia, najpiękniej może w liście do Efezów (1, 4 n.): „jako nas (Bóg) wybrał w nim (w Chrystusie) przed założeniem świata, abyśmy byli świętymi i niepokalanymi przed oczyma Jego w miłości. Który nas przeznaczył ku przysposobieniu za syny przez Jezusa Chrystusa ku sobie: wedle postanowienia woli swojej„. W wielu innych miejscach Apostoł narodów podobnie przemawia.

 

Gdy jednak chodzi o powód predestynacji i sposób jej wytłumaczenia, nie brak zdań rozbieżnych, a są między nimi i heretyckie. Pelagianie uczyli, że predestynacja w ogóle nie jest z łaski, ale skutkiem naturalnych zasług ludzkich; Semipelagianie na swój sposób złagodzili nieco to twierdzenie. Przeciwnie uczą Kalwiniści, że Pan Bóg z góry jednych postanowił zbawić bez względu na ich zasługi, a drugich także z góry, bez względu na ich winy, odrzucił i potępił. Surowsi Kalwiniści utrzymywali, że Pan Bóg powziął ten dekret uprzednio do grzechu pierworodnego, łagodniejsi zaś twierdzą, że przejrzenie tego grzechu logicznie poprzedza predestynację. Cała ta okropna nauka została przez Sobór Trydencki potępiona.

 

Między katolikami toczy się dotąd spór bardzo doniosły, czy predestynacja do chwały uprzedza logicznie przejrzenie dobrych uczynków, czy też następuje po nim. Z tym zagadnieniem wiąże się znów ściśle kwestia, czy odnośnie do tych, którzy będą potępieni, można mówić o jakimś uprzednim odrzuceniu negatywnym (nie pozytywnym, jak Kalwiniści uczą) czyli pominięciu. Wielu bowiem katolickich teologów przypuszcza, że Pan Bóg względem niektórych nie powziął po prostu łaskawego wyroku zbawczego i przez to zostawił ich własnemu losowi. Inni znów twierdzą, że wszelkie odrzucenie jest następstwem uprzedniego przewidzenia złych uczynków (2).

 

Zanim przystąpimy do rozstrzygnięcia tej spornej kwestii, przedstawimy naukę katolicką o przeznaczeniu i jego przymiotach. Powiedzieliśmy już, że przeznaczenie zupełne obejmuje wszystkie dary łaski łącznie z chwałą niebieską, a predestynacja niezupełna tyczy się albo samej tylko łaski, albo samego tylko zbawienia. Nie wchodząc na razie w kwestię, czy to rozróżnienie jest uzasadnione w źródłach Objawienia, posługiwać się nim będziemy dla ustalenia pewnych pojęć, a dla krótkości ten trojaki wzgląd w przeznaczeniu nazywać będziemy predestynacją zupełną, łaskawą i zbawczą. Zacznijmy od przeznaczenia do łaski.

 

Kościół uczy, że predestynacja łaskawa, o ile obejmuje skuteczne powołanie do pierwszej łaski, jest zupełnie niezależna od wszelkich zasług ludzkich. Cały spór z Pelagianami i Semipelagianami toczył się właśnie o potrzebę i darmowość łaski Bożej. Jeżeli zaś łaska jest darmowa i Bóg daje ją bez względu na zasługi naturalne, to tym samym i przeznaczenie do łaski nikomu się nie należy. Przypominam dalej, że w liście św. Pawła do Rzymian, który ten przedmiot obszernie omawia, zachodzi niejednokrotnie ten zwrot, że z łaski, darmo usprawiedliwieni jesteśmy. Dlatego też św. Paweł zwykł wszystkich chrześcijan nazywać „wybranymi„. – Św. Augustyn w walce z Pelagianami bardzo często powtarza, że łaska poprzedza wszelką zasługę, inaczej bowiem nie byłaby łaską, czyli darem darmowym (gratia – gratis). – Tę samą prawdę orzekł drugi Synod w Orange, a Sobór Trydencki uczy (sesja 6, rozdz. 5), że usprawiedliwienie dorosłych poczyna się od łaski uprzedzającej, którą ich Bóg powołuje bez żadnej z ich strony zasługi. – Teologowie wyprowadzają darmowość łaski i przeznaczenia do niej z zasady, że łaska, jako źródło i współczynnik zasługi, nie może być przedmiotem zasługi, bo ją zawsze uprzedza. Wynika to zresztą z istoty porządku nadprzyrodzonego, który, jak widzieliśmy, włącza jakieś bezpośrednie połączenie z Bogiem w sferze Jemu wyłącznie właściwej, a dlatego przewyższa wszelkie aspiracje stworzenia, nawet niewinnego, a tym bardziej upadłego.

 

Wszyscy zatem katolicy zgadzają się na to, że predestynacja łaskawa jest bezwzględna, czyli niezależna od zasług ludzkich, bo łaska jest początkiem zbawienia, a dzieło zbawienia nadprzyrodzonego nie może się poczynać od człowieka. W związku z tą prawdą wiary stoi ten pewnik teologiczny, że predestynacja zupełna, obejmująca i łaskę i chwałę niebieską, nie jest przedmiotem zasługi. Jeżeli bowiem pierwsza łaska jest niezasłużona, to tym bardziej cały szereg łask skutecznych, łącznie z wytrwaniem do końca, które ostatecznie doprowadzają człowieka do zbawienia. Choćby nawet w tym szeregu każdą z osobna łaskę, prócz pierwszej, można było w jakiś sposób sobie wysłużyć (de congruo), to jednak zasługa taka przypuszczałaby zawsze łaskę uprzedzającą, darmo daną, a ostatecznie wszystkie zasługi opierałyby się na łasce pierwszej, na pierwszym początku usprawiedliwienia, który, jak widzieliśmy, jest jedynie owocem zmiłowania Bożego (3).

 

Chociaż tedy zarówno predestynacja łaskawa, jak predestynacja zupełna nie przypuszczają żadnej zasługi ze strony człowieka, którego jedna lub druga predestynacja się tyczy, przecież wszystkie łaski, wchodzące w zakres przeznaczenia, są owocem zasług Chrystusa Pana, w którym Bóg „nas wybrał przed założeniem świata” i „przeznaczył ku przysposobieniu za syny” (Efez. 1, 4 n.). Chrystus bowiem wysłużył nam wszelką łaskę w obecnym porządku natury upadłej i naprawionej. „Z pełności Jego myśmy wszyscy wzięli, i łaskę za łaskę” (Jan 1, 16); „albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz. Ap. 4, 12). Dlatego święci w niebie śpiewają Barankowi: „Odkupiłeś nas Bogu przez Krew Twoją ze wszelakiego pokolenia i ludu i narodu” (Apok. 5, 9).

 

Przejdźmy teraz do predestynacji zbawczej. Zanim odpowiemy na pytanie czy przeznaczenie do zbawienia jest skutkiem przejrzanych zasług czy też bezwzględne, o co właśnie spór teologiczny się toczy, omówimy pewne przymioty tego przeznaczenia, które wątpliwości nie podlegają. Teologowie powszechnie zgadzają się na to, że predestynacja zbawcza jest niezawodna i nieodmienna, tak ze względu na osoby, jak i na liczbę wybranych. Wynika to z pewności i nieodmienności wszechwiedzy Bożej: „zna Pan, którzy są Jego” (II Tym. 2, 19). Świadczy o tym Pismo w miejscach, gdzie mówi o księdze żywota, jako spisie przeznaczonych do chwały niebieskiej (Apok. 21, 27). Taka jest nauka św. Augustyna, który mówi o „niewzruszonej prawdzie przeznaczenia„. Nie przesądza to oczywiście, powtarzam, zagadnienia czy przeznaczenie zbawcze uprzedza logicznie przewidzenie dobrych uczynków, czy też następuje po nim, ten bowiem logiczny porządek w niczym nie narusza nieodmienności wiedzy Bożej.

 

Co do liczby wybranych, to tylko na pewno powiedzieć można że samemu jednemu Bogu jest wiadoma. Kościół modli się: „Boże, który sam znasz liczbę wybranych, którzy do szczęścia niebieskiego domieszczeni być mają…„. W tym względzie czyniono różne przypuszczenia. Niektórzy Ojcowie, jak św. Augustyn, św. Grzegorz, św. Bernard, mniemali, że liczba wybranych dorówna ilości upadłych aniołów; inni przypuszczali, że wyższą należy przyjąć proporcję ludzi zbawionych. Św. Tomasz wstrzymuje się od takich dowolnych kombinacyj i poprzestaje na stwierdzeniu, że liczba wybranych samemu tylko Bogu jest znana.

 

Co do stosunku ilościowego pomiędzy wybranymi a odrzuconymi także nic pewnego powiedzieć nie można. Św. Tomasz, opierając się na słowach Zbawiciela, wypowiedzianych na końcu przypowieści o godach weselnych: „wielu jest wezwanych, lecz mało wybranych” (Mt. 22, 14), przypuszcza, że więcej będzie ludzi odrzuconych, niż zbawionych (1, kw. 23, art. 7). Chociaż to zdanie nie jest na ogół przyjęte, nie wyda się może przesadnym, jeżeli się je odniesie do całego rodzaju ludzkiego, który na początku był wezwany przez Boga na gody niebieskie, przez wiarę w zapowiedzianego Odkupiciela świata, a który, jak wiemy z Pisma, wezwania nie posłuchał. Pomyślmy dalej, ile dzieci w Nowym Zakonie umiera bez chrztu odradzającego na żywot wieczny. Chociaż, jak już powiedzieliśmy, losu ich w życiu przyszłym nie można nazwać nieszczęśliwym, przecież nie zażywają szczęścia nadprzyrodzonego i w tym znaczeniu są w liczbie odrzuconych. – Co się tyczy chrześcijan, teologowie przeważnie mniemają, że większość z pośród nich się zbawia. Zdaje się to dosyć prawdopodobnym, choćby ze względu na wielką ilość dzieci, umierających po przyjęciu chrztu św. a przed dojściem do używania rozumu. Są i tacy, którzy twierdzą, że większość dorosłych katolików osiągnie zbawienie wieczne. Powołują się w tej mierze chętnie na św. Pawła, który w I liście do Tymoteusza (4, 10) pisze: „nadzieję pokładamy w Bogu żywym, który jest Zbawicielem wszystkich ludzi, a najwięcej wiernych„. Zbawcza wola Boża, która, jak wiemy, w różnym stopniu ludzi dosięga, z pewnością najskuteczniej działa w Kościele prawdziwym, gdzie się nieomylnie przechowuje i głosi cała nauka Chrystusa, gdzie się sprawują wszystkie środki zbawcze, przez Chrystusa ustanowione, gdzie wszyscy węzłem społecznej miłości i nadprzyrodzonej wymiany dóbr duchownych związani, ulegają widzialnemu Namiestnikowi najwyższego Pasterza dusz ludzkich.

 

Jakkolwiek ma się rzecz z liczbą wybranych, niezawodnie prawdą wiary jest, że żaden z ludzi żyjących, bez szczególnego objawienia Bożego nie może być pewnym swej predestynacji. Jeżeli już obecna predestynacja łaskawa jest dla każdego z nas tajemnicą, w tym życiu zakrytą, to tym bardziej predestynacja zbawcza, która dopiero w przyszłości się ziści.

 

Predestynacja łaskawa jest dla nas tajemnicą, bo łaska jako taka, jako ściśle nadprzyrodzony stan duszy i nadprzyrodzone działanie Boże, nie podpada pod świadomość naszą. Poznajemy ją tylko przez wiarę, której jedynym przedmiotem jest Objawienie Boże. Otóż Objawienie Boże mówi nam wprawdzie niemało o łasce i jej przymiotach w ogólności, lecz nie podaje nam jakichś nieomylnych znaków, z których moglibyśmy poznać na pewno, że jesteśmy w stanie łaski poświęcającej lub że łaska uczynkowa w nas działa. Toteż Kaznodzieja Pański ostrzega (9, 1 n.): „Nie wie człowiek jeśli jest miłości czyli nienawiści godzien, ale wszystkie rzeczy na przyszły czas zachowane są niepewne„. Możemy tylko z pewnym, niekiedy nawet dość dużym, prawdopodobieństwem wnosić, że miłymi Bogu jesteśmy, jeżeli mianowicie sumienie wydaje nam świadectwo, że szczerze do Boga dążymy przez naśladowanie Chrystusa Pana. – Św. Paweł w 8 rozdz. listu do Rzymian podaje na pociechę chrześcijan pewne w tym względzie wskazówki. „Teraz tedy nie masz żadnego potępienia tym, którzy są w Chrystusie Jezusie: którzy nie wedle ciała chodzą… Albowiem jeśli podług ciała żyć będziecie, pomrzecie; ale jeśli Duchem sprawy ciała umartwicie, żyć będziecie. Bo którzykolwiek Duchem Bożym rządzeni są, ci są synami Bożymi… Albowiem ten Duch świadectwo daje duchowi naszemu, iżeśmy są synami Bożymi” (w. 1, 13 nn.).

 

Cośmy tu powiedzieli o predestynacji łaskawej, w wyższej jeszcze mierze tyczy się predestynacji zbawczej. Choćbyśmy nawet wiedzieli na pewno, że się znajdujemy w stanie łaski, przecież, póki wędrujemy w tej doczesności, łaskę utracić możemy, czego ze względu na ułomność ludzką zawsze obawiać się powinniśmy. Dlatego Apostoł upomina nas (Filip. 2, 12): „z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie wasze sprawujcie” i sam mówi o sobie: „karzę ciało moje i w niewolę podbijam, bym snadź innym przepowiadając, sam się nie stał odrzuconym” (I Kor. 9, 27). – Sobór Trydencki orzekł dogmatycznie (sesja 6, rozdz. 12), że „nikt, póki w tej śmertelności żyje, nie powinien tak zuchwale dufać o zakrytej tajemnicy Bożego przeznaczenia, aby pewnie u siebie stanowił, że niezawodnie jest z liczby przeznaczonych. Albowiem bez szczególnego objawienia Bożego wiedzieć nie można, których Bóg sobie wybrał„. W kanonie 15 i 16 Sobór stanowczo potępił przeciwną naukę kalwińską.

 

Chociaż tedy żaden z nas nie może wiedzieć na pewno, że wytrwa w łasce Bożej do końca i zbawienie wieczne osiągnie, to przecież teologowie za Ojcami wymieniają pewne znaki, z których z niejakim prawdopodobieństwem wnosić możemy, że Bóg nam w końcu miłosierdzie okaże. – Przede wszystkim sam Zbawiciel w ośmiu błogosławieństwach (Mt. 5, 3-12) podaje pewne znamiona predestynacji zbawczej. Takim znamieniem jest naprzód: pokora, „ubóstwo duchem„, która ma być zasadniczą cnotą moralną chrześcijanina, podczas gdy pycha jest znakiem, że ktoś „wpadł w sąd diabelski„, jak się wyraża św. Paweł w I liście do Tymoteusza (3, 6). – Drugim piętnem wybrania jest „cichość„, której łącznie z pokorą Zbawiciel każe nam uczyć się od siebie: „uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca, a najdziecie odpoczynek duszom waszym” (Mt. 11, 29). Ta cichość sprawia, że, jak powiada Apostoł (Rzym. 12, 21), nie dajemy się zwyciężyć złemu, ale zwyciężamy zło w dobrem. – Następnym znakiem predestynacji jest głęboka skrucha, skłaniająca do pokuty za grzechy: „błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni„, tj. wówczas, gdy sam Bóg „otrze wszelką łzę z oczu ich” (Apok. 21, 4). – „Łaknienie i pragnienie sprawiedliwości” wymienia Zbawiciel na czwartym miejscu, jako zapowiedź wiecznego nasycenia, gdy, jak tęskni Psalmista (Ps. 16, 15), okaże się chwała Boża. Ten głód, to pragnienie sprawiedliwości przejawia się w nieustannym dążeniu do coraz większej doskonałości, w myśl słów Apostoła (Filip. 3, 13 n.): „Bracia, jać nie rozumiem, iżbym uchwycił. Lecz jedno tego, co nazad jest, zapominając, a do tego wprzód wyciągając się, bieżę do kresu, ku zakładowi wysokiego wezwania Bożego w Chrystusie Jezusie„. Apostoł zatem nie mniemał, aby już doskonałym był i kres postępu duchowego osiągnął, lecz starał się usilnie stać się coraz podobniejszym do Chrystusa Pana. Zwyczajnym objawem tego gorącego pragnienia sprawiedliwości jest gorliwa i wytrwała modlitwa, której, zdaniem św. Augustyna, najprzedniejszy dar wytrwania w łasce jest zachowany. Toteż Kościół, w Pozdrowieniu Anielskim, kładzie w usta wszystkich wiernych codzienną modlitwę o dar końcowego wytrwania. – W piątym błogosławieństwie Pan Jezus obiecuje miłosierdzie Boże tym, którzy bliźnim miłosierdzie świadczą, a w zapowiedzi sądu ostatecznego właśnie uczynki miłosierne wynagradza żywotem wiecznym (Mt. 25, 34-40). – Szóstym znakiem wybrania jest „czystość serca„, która czyni człowieka godnym towarzystwa aniołów i poufałej zażyłości z Barankiem bez zmazy (Apok. 14, 4). – W końcu przyrzeka Zbawiciel, że „pokój czyniący” nazwani będą synami Bożymi, tj. tacy, którzy sami cieszą się pokojem duszy, zrodzonym „z czystego serca i sumienia dobrego i wiary nieobłudnej” (I Tym. 1, 5) i w drugich wedle możności go sprawują. – Pan Jezus przydaje w ostatnim błogosławieństwie pewne znamię przeznaczenia, którym sam świat piętnuje niejako naśladowców Chrystusa: „błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości„. Kto bowiem chce stać się uczestnikiem błogosławieństw Chrystusowych, musi się narazić na reakcję ze strony świata, którego zasady ewangelicznym wręcz są przeciwne. Toteż po wszystkie czasy sprawdzało się słowo Zbawiciela (Jan 15, 20): „Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mię prześladowali, i was prześladować będą„. Apostoł też powiada z naciskiem (II Tymot. 3, 12): „Wszyscy, którzy chcą pobożnie żyć w Chrystusie Jezusie, prześladowanie będą cierpieć„. To dziwne dla świata błogosławieństwo nie zawiera zatem jakiegoś osobnego znaku wybrania, lecz raczej towarzyszy wszystkim poprzednim, jako nieodłączna od nich odpowiedź świata na wyzwanie rzucone jego zasadom przez uczniów Chrystusowych, jest to piętno krzyża, właściwe naśladowcom Ukrzyżowanego, najpewniejszy znak wybrania. Wiemy, jak wielką wagę kładzie Zbawiciel na ten znak przynależności do Jego Królestwa, jak usilnie śś. Piotr i Paweł zachęcają wiernych do ochotnego dźwigania krzyża. Że tylko św. Piotra przytoczę (I list. 4, 12 nn.): „Najmilsi, nie bądźcie gośćmi w upaleniu, które was spotyka ku doświadczeniu, jakoby co nowego na was przychodziło; ale się weselcie, uczestnikami będąc Chrystusowych ucisków, abyście się i w objawieniu chwały Jego radując weselili. Jeśli was sromocą dla imienia Chrystusowego, błogosławieni będziecie: gdyż co jest czci i chwały i mocy Bożej, i który jest Duch Jego, na was odpoczywa. A żaden z was niechaj nie cierpi jako mężobójca albo złodziej albo złomówca albo jako cudzego pragnący. Lecz jeśli jako chrześcijanin, niech się nie sroma i niech chwali Boga w tym imieniu„. – Ta sama jest nauka Ojców Kościoła.

 

Widzimy, że przytoczone znamiona zbawczej predestynacji przypuszczają usilne ćwiczenie się w cnotach chrześcijańskich. Czy jednak są niezawodne? Są tylko prawdopodobne, bo ostatecznego wytrwania nie poręczają. Czy z drugiej strony grzesznicy, którzy żadnego z tych znaków w sobie nie odkrywają, mają porzucić nadzieję i poddać się rozpaczy? Bynajmniej. Póki człowiek żyje na ziemi, póki trwa stan jego wędrówki, powinien pokładać nadzieję we wszechmocnym miłosierdziu Bożym i nie przestawać się modlić. Ojcowie Kościoła uważają nabożeństwo do Matki Najświętszej za jeden ze znaków przeznaczenia i to dla wszystkich, nie wyjmując grzeszników. Nie darmo Kościół związał prośbę o dobrą śmierć, czyli o wytrwanie końcowe i zbawienie wieczne, z Pozdrowieniem Anielskim, które jest na ustach wszystkich wiernych.

 

Cóż z tego za wniosek? Że z jednej strony powinniśmy całą ufność położyć w miłosierdziu Bożym, a z drugiej strony usilnie o to się starać, abyśmy, jak Piotr św. upomina, „przez dobre uczynki pewne czynili wezwanie i wybranie nasze” (II List 1, 10). Niektórzy tak rozumują: albo jestem przeznaczony, albo nie, więc cokolwiek uczynię, nie wpłynie to na los mój w wieczności. Banalne to rozumowanie nie powinno mieć tu miejsca, bo kto by na tym złudnym dylemacie oparł swe postępowanie i brał zeń pochop do grzeszenia, samby się odsądził od zbawienia i przeciąłby sobie doń drogę. Odsądziłby się od zbawienia, bo zadałby kłam prawdzie objawionej, którą Augustyn św. wyraża słowy: „kto cię stworzył bez ciebie, nie zbawi cię bez ciebie„. Przeciąłby sobie drogę do zbawienia, porzucając nadzieję chrześcijańską, która w tym życiu doczesnym jest, jak widzieliśmy, ostatecznym jego zakładem i jedyną poręką. Cóż bowiem powiada ów dylemat? W pierwszym jego członie zawiera się zuchwałe dufanie w miłosierdzie Boże, a w drugim wyraża się rozpacz. Otóż przez te właśnie dwa grzechy traci się nadzieję chrześcijańską. Co więcej, póki kto trwa w takim usposobieniu, wprost uniemożliwia sobie powrót na drogę zbawienia, bo grzeszy przeciwko Duchowi Świętemu, a ten grzech, jak świadczy Zbawiciel (Mt. 12, 31 n.), nie będzie odpuszczony, bo z niepokuty czyni zasadę i tym samym zawiera szczególny opór przeciwko Dawcy łask. Wprawdzie ze zmianą usposobienia i ten grzech, jak wszystkie inne, odpuszczony być może, lecz taka zmiana nader jest trudna, jakeśmy to wyżej wyłożyli, mówiąc o zatwardziałości serca. – Dla uspokojenia jednak nieuzasadnionych obaw dodać tu należy, że sama wątpliwość, jaka się komuś nasunąć może w kwestii własnego przeznaczenia – a wątpliwości tego rodzaju często przybierają formę rzeczonego dylematu – bynajmniej grzechem nie jest. Grzechem byłoby dopiero rozmyślne podeptanie obowiązków chrześcijańskich dla zuchwałego dufania w swoje przeznaczenie lub dla rozpaczy o miłosierdziu Bożym.

 

Z nauką o predestynacji zbawczej łączy się ściśle nauka o reprobacji czyli odrzuceniu. Spór teologiczny o przeznaczenie, do którego niebawem przystąpimy, rozciąga się też na pojęcie odrzucenia. Zaczniemy od tego, co w tym przedmiocie jest niewątpliwym i przez wszystkich katolików zgodnie przyjętym. Możemy się tu krótko sprawić, bo pewniki teologiczne o odrzuceniu są po prostu odwróceniem nauki o przeznaczeniu.

 

Cóż to jest odrzucenie? Jest to odwieczny wyrok Boży wyłączenia niektórych istot rozumnych (aniołów i ludzi) z powodu ich grzechów z chwały niebieskiej. Jak św. Tomasz tłumaczy (1, kw. 23, art. 3), ten wyrok zawiera podwójny akt woli Bożej: dopust grzechu i karę zań. Że taki odwieczny wyrok w Bogu istnieje, o tym upewnia nas z jednej strony fakt odrzucenia wielu aniołów i ludzi (por. opis sądu ostatecznego), a z drugiej strony odwieczność wiedzy i wyroków Bożych. – Nie ulega dalej wątpliwości, że wyrok odrzucenia jest tak samo niezawodny i nieodmienny, jak przeznaczenie zbawcze. – Co do ilości odrzuconych nic pewnego powiedzieć nie można, a kombinacje odnośne przytoczyliśmy wyżej. – W każdym razie o żadnym z ludzi żyjących, choćby największym grzeszniku, nie można twierdzić na pewno, że jest odrzuconym, owszem praktycznie tak powinniśmy postępować, jakby wszyscy byli przeznaczeni do zbawienia i niczego nie zaniechać, aby sobie i drugim zbawienie zapewnić. Wszystko to jasno wynika z tego, cośmy powiedzieli o przeznaczeniu zbawczym i nie ma w tym sporu żadnego.

 

Pierwsze odgłosy sporu w sprawie przeznaczenia i odrzucenia dochodzą nas z w. V. Wszczął go niejaki Lucidus, który na synodzie Arelateńskim, odbytym około r. 475, błędy swoje, do późniejszych luterskich zbliżone, odwołał i między innymi potępił to zdanie, że niektórzy ludzie z góry na potępienie są skazani. Wielka wrzawa powstała w w. IX, gdy saksoński mnich Gottschalk począł głosić błędy podobne. Niebawem dwa synody, odbyte w Chiersy (853 r.) i w Valence (855 r.) orzekły, że Bóg chce zbawienia wszystkich ludzi, że nikogo na potępienie nie przeznacza, że „w wyborze tych, którzy zbawieni być mają, miłosierdzie Boże uprzedza dobrą zasługę, lecz w potępieniu tych, którzy idą na zgubę, zła zasługa uprzedza sprawiedliwy sąd Boży” (Syn. w Valence, kan. 3). Fatalistyczny pogląd na przeznaczenie Wicliffa, Husa i Kalwina, że Bóg jednych bezwzględnie zbawić postanowił a innych z góry skazał na potępienie, spowodował orzeczenie Soboru Trydenckiego (sesja 6, kan. 17): „jeśliby kto rzekł, że łaska usprawiedliwienia tylko tym dostaje się w udziale, którzy są przeznaczeni do żywota, a wszyscy inni, którzy wzywani bywają, są wprawdzie wezwani, lecz łaski nie otrzymują, jakoby mocą Bożą do złego przeznaczeni, niech będzie wyklęty„. Jest zatem prawdą wiary, że Bóg nikogo z góry, bezwarunkowo i bez względu na jego winę przejrzaną, na potępienie nie skazuje, lecz wyrok potępienia jest zawsze następstwem rozpoznania grzechów, które na potępienie zasługują.

 

Ta prawda mieści się wyraźnie w Piśmie św., które, jak widzieliśmy nieraz, podnosi zbawczą wolę Bożą względem wszystkich ludzi, nawet zatwardziałych grzeszników. Św. Augustyn i jego uczniowie, Prosper i Fulgencjusz, z oburzeniem odpierają samo przypuszczenie, jakoby Bóg mógł czyjąś zgubę zamierzać i piętnują je jako sprzeczne ze sprawiedliwością Bożą. Św. Fulgencjusz napisał nawet osobną księgę o tym przedmiocie (I do Monima). Św. Jan Damasceński, nauczyciel wschodniego Kościoła, powiada pięknie (O wierze II, 29), że Bóg sam ze siebie skłania się ku miłosierdziu, a jedynie wina nie odpokutowana zniewala Go niejako do ukarania przestępcy. – Zresztą fatalistyczna nauka o uprzednim przeznaczeniu do piekła musi konsekwentnie przyjąć przeznaczenie do grzechu, co jest w rażącej sprzeczności ze świętością Bożą i znosi wolną wolę człowieka, a tym samym burzy podstawy porządku moralnego.

 

Dotąd wyłożyliśmy katolicką naukę o przeznaczeniu i odrzuceniu, a teraz przystępujemy do pewnej kwestii spornej, która dzieli teologów katolickich na dwa obozy. Spór toczy się o przeznaczenie zbawcze i związany z nim pogląd na odrzucenie. Powiedzieliśmy już, że przeznaczenie zbawcze oznacza miłosierny zamiar Boży domieszczenia kogoś do żywota wiecznego, do chwały niebieskiej. – Wszyscy teologowie zgadzają się na to, że doczesne wykonanie tego zamiaru, czyli obdarzenie kogoś niebem jest następstwem zasług ludzkich, z pomocą łaski Bożej nabytych, o tym bowiem wyraźnie świadczą źródła Objawienia, które zawsze przedstawiają zbawienie dorosłych jako koronę, wieniec zwycięstwa, nagrodę za dobre uczynki. – Nie trzeba tego obszernie dowodzić, całe bowiem Pismo św. Nowego Zakonu pełne jest tego rodzaju zachęt i obietnic. Wystarczy przytoczyć słowa Zbawiciela do „sługi wiernego” (Mt. 25, 21): „Dobrzeć sługo dobry i wierny: gdyżeś nad małem był wiernym, nad wielem cię postanowię: wnijdź do wesela Pana twego„. Przypomnijmy sobie dalej opis sądu ostatecznego, gdzie królestwo niebieskie przedstawione jest jako nagroda za uczynki miłosierne. Św. Paweł chlubi się w Panu: „Potykaniem dobrym potykałem się, zawodum dokonał, wiaręm zachował. Na ostatek odłożon mi jest wieniec sprawiedliwości, który mi odda Pan, Sędzia sprawiedliwy, w on dzień” (II Tym. 4, 7 n.). Nie ulega więc wątpliwości, że doczesne urzeczywistnienie zbawczego zamiaru Bożego nastąpi wskutek zasług ludzkich, że będzie wymiarem sprawiedliwości nagradzającej.

 

Taka też bezsprzecznie jest nauka Ojców Kościoła, w której przejawia się już, wyrobione później, rozróżnienie pomiędzy przeznaczeniem łaskawym a zbawczym. Tak np. św. Fulgencjusz, wierny uczeń św. Augustyna, który właśnie w sprawie przeznaczenia bronił zasad swego mistrza przeciw „potwarzającym” go, pisze (O prawdzie przeznaczenia, ks. 3, rozdz. 5): „tak jako (Bóg) miłosiernie przygotował darmo łaskę usprawiedliwienia, tak sprawiedliwie przysposobił nagrodę wiecznego usprawiedliwienia„. Kościół też modli się (po litanii do Wszystkich Świętych): „Boże, który litujesz się nad wszystkimi, których przejrzałeś, że przez wiarę i uczynki Twoimi być mają„. Nauka ta jest na ustach wszystkich kaznodziei i głoszą ją katechizmy całego świata katolickiego.

 

O cóż to zatem spierają się teologowie? Otóż jedno jeszcze zagadnienie stoi otworem, a mianowicie czy sam odwieczny zamiar Boży zbawienia wybranych – nie o ile urzeczywistnia się w czasie, ale o ile od wieków jest w Bogu poczęty – jest logicznym następstwem przejrzenia ich dobrych uczynków, czy też uprzedza rozpoznanie zasług ludzkich. Innymi słowy, czy Bóg naprzód postanawia zbawić pewną ilość ludzi, wybranych z pomiędzy upadłej masy ludzkości i konsekwentnie tak wszystko urządza, aby ich doprowadzić do chwały wiekuistej; czy też przeciwnie wprzódy przewiduje ich zasługi z pomocą łaski zdobyte, a dopiero w następstwie do tego przejrzenia dekretuje ich zbawienie. Oczywiście żaden z teologów nie przypuszcza, aby to następstwo w Bogu było czasowe, bo wiedza i wola Boża w Nim samym są równie wieczne, jak Jego Istota, lecz chodzi tu jedynie o związek logiczny zamiarów Bożych, o ile dotyczą stworzenia. – Nie od rzeczy tu będzie przytoczyć głęboką uwagę św. Tomasza, że „Bóg nie chce czegoś dla czegoś innego, ale chce, aby coś było dla czegoś innego” (1, kw. 19, art. 5). Znaczy to, że w Bogu samym nie ma żadnego przyczynowego powiązania pomiędzy aktami Jego woli, która sama dla siebie jest ostatecznym powodem wszystkiego, co swobodnie sprawuje, ale taki związek zachodzi w tym, co ta wola Boża zamierza w stworzeniu. Na przykład ostatecznym powodem stworzenia świata jest swobodnie poczęty zamiar Boży objawienia na zewnątrz swej rozlewnej dobroci, ale sam fakt zaistnienia świata pociąga za sobą rozliczne związki przyczynowe pomiędzy stworzeniem a Stwórcą, bardzo rozgałęzioną hierarchię celów podporządkowanych, wpływów wzajemnych itd.

 

Podobnie zatem i w sprawie przeznaczenia pytać możemy: co jest dlaczego: czy zasługi są zamierzone dla chwały, czy chwała dla zasług? Wedle odpowiedzi na to pytanie różnie też wypadnie pogląd na przeznaczenie. Jeżeli Bóg z góry przeznaczył niektórym chwałę niebieską i konsekwentnie przygotował tym wybranym szereg łask skutecznych wraz z końcowym wytrwaniem, to wniosek oczywisty, że inni, których Bóg w tym wyborze pominął, zbawienia wiecznego nie osiągną. Ponieważ zaś wybór zbawczy dokonany był uprzednio do rozpoznania zasług, to tym samym ci drudzy pominięci zostali przed przejrzeniem ich win osobistych (4).

 

Kto zatem przyjmuje zdanie o uprzednim przeznaczeniu zbawczym, musi też przypuścić odrzucenie uprzednie. W samej rzeczy teologowie w tej mierze są zgodni i łącznie obydwa te zdania utrzymują, względnie zwalczają. Nasuwa się tu przede wszystkim trudność, jak można przypuszczać odrzucenie uprzednie, skoro Kościół potępił naukę kalwińską, że Bóg z góry skazał na potępienie tych wszystkich, których nie objął swym zbawczym wyrokiem. Katoliccy zwolennicy uprzedniej predestynacji zbawczej wprowadzają tu ważne rozróżnienie, dzięki któremu ich zdanie odcina się zasadniczo od herezji kalwińskiej. Dwojakie, powiadają, jest odrzucenie: jedno negatywne, drugie pozytywne. Odrzucenie negatywne jest to dopust Boży, aby niektórzy z własnej winy utracili zbawienie wieczne. Odrzucenie pozytywne dodaje do poprzedniego wyrok Boży, skazujący winnych na potępienie wieczne. W pierwszym wypadku zachodzi tylko przewidywanie i dopust winy oraz utraty zbawienia, a w drugim dołącza się zamiar Boży karania winnych piekłem. Tomiści i teologowie ze szkół pokrewnych, którzy piszą się na teorię przeznaczenia uprzedniego, zgodnie z logiką, przyjmują też odrzucenie uprzednie, lecz negatywne tylko, które pojęciowo zupełnie jest różnym od pozytywnego, nie zawiera bowiem dekretu potępienia. Ten dekret, powiadają ci teologowie, dołącza się dopiero wówczas, gdy osobiste grzechy się go domagają.

 

Jakże tedy w myśl tej teorii przedstawia się zbawcza ekonomia Boża? Oto Bóg od wieków postanowił świat stworzyć i podnieść cały rodzaj ludzki do porządku nadprzyrodzonego. Przewidział jednak, że człowiek z własnej winy utraci łaskę poświęcającą i tym samym uczyni się niegodnym zbawienia. Otóż Bóg wybiera z tej upadłej masy ludzkości pewną ilość jednostek i postanawia ich doprowadzić do zbawienia, tak wszystko rozporządzając, aby skorzystali z łaski Odkupienia i w stanie łaski zeszli z tego świata. Resztę zaś ludzi Pan Bóg w wyborze pomija, dopuszczając, aby ci z łaską nie współdziałali i tym samym do zbawienia nie doszli. W tym wszystkim, dodają teologowie tej szkoły, nie ma żadnej niesprawiedliwości, bo zbawienie, jako dobro nadprzyrodzone, nikomu się nie należy i jedynie od upodobania Bożego zawisło, komu skutecznie do niego dopomóc, a kogo pozostawić jego własnemu zawinionemu losowi. Nie przeczą dalej, że Bóg chce szczerze zbawienia wszystkich ludzi, że Chrystus umarł za cały rodzaj ludzki, że Bóg żadnemu człowiekowi nie odmawia łaski dostatecznej do zbawienia, lecz z naciskiem podnoszą tę prawdę, iż łaska skuteczna, jako szczególne dobrodziejstwo Boże, a tym bardziej łaska ostatecznego w dobrym wytrwania, przechodzą zakres tego, co z tytułu ogólnej zbawczej woli każdemu z osobna przysługuje (5).

 

Ten pogląd na przeznaczenie uzasadniają jego zwolennicy na podstawie Pisma św. i rozumowania teologicznego i usiłują go poprzeć powagą św. Augustyna oraz św. Tomasza.

 

Przejdźmy teraz do drugiej teorii. Wielu nowszych teologów ze szkoły Moliny i pokrewnych kierunków, odwraca całkowicie ten porządek logiczny, jaki tomiści stanowią pomiędzy zamiarami Bożymi odnośnie do przeznaczenia. Zdaniem ich porządek logiczny dekretów Bożych odpowiada zupełnie ich doczesnemu urzeczywistnieniu. To znaczy, że tak samo jak na sądzie Bóg nagradzać będzie niebem za dobre uczynki, odwiecznie też postanowił dać chwałę wiekuistą w następstwie do zasług przejrzanych. Nie uznają tedy ci teologowie żadnego uprzedniego przeznaczenia zbawczego, a tym samym nie godzą się na odrzucenie negatywne. W myśl tej teorii logiczny pochód zbawczej ekonomii jest następujący: Bóg odwiecznie postanowił świat stworzyć i ustanowić porządek nadprzyrodzony. Przewidział upadek pierwszego człowieka i postanowił zesłać Odkupiciela w osobie Chrystusa, który wysłużyć miał rodzajowi ludzkiemu wszystkie łaski, potrzebne do zbawienia. Za pomocą wiedzy pośredniej, której przedmiotem, jak powiedzieliśmy wyżej, są dobrowolne uczynki ludzkie, przewiduje Bóg od wieków, jak każdy z osobna człowiek z łaską współdziałać będzie. Konsekwentnie do tego rozpoznania zasług i win, Bóg postanawia jednym dać niebo, a drugich skazać na potępienie. Widzimy, że w tej teorii nie może być mowy o przeznaczeniu zbawczym uprzednio do zasług, ani o odrzuceniu negatywnym. Pozostaje natomiast katolicka prawda o darmowości predestynacji zupełnej, bo ostatecznie zamiar Boży stworzenia tego świata i tego porządku nadprzyrodzonego, w którym tacy a tacy dostępują zbawienia, jest niezawisłym od wszelkich zasług przejrzanych i tym samym jest dowodem szczególnej łaskawości Bożej względem wybranych. Kto nadto z molinistów godzi się na zdanie Suareza, że łaska skuteczna jest szczególnym dobrodziejstwem, przewyższającym – wprawdzie nie z istoty, lecz ze względu na okoliczności – łaskę dostateczną, ten przyznać musi, że i w zbawczym przeznaczeniu przejawia się szczególne miłosierdzie Boże nad wybranymi.

 

Nakreśliwszy pokrótce te dwa poglądy na tajemnicę zbawczego przeznaczenia, wypada nam z kolei zastanowić się nad tym, który z nich da się lepiej uzasadnić ze źródeł Objawienia. Zwolennicy teorii o przeznaczeniu następczym (po przejrzeniu zasług) powołują się na wszystkie te teksty, któreśmy wyżej przytoczyli na dowód, że doczesny wymiar sprawiedliwości Bożej wynagradzającej i karzącej jest następstwem zdobytych zasług lub popełnionych grzechów. Powiadają dalej, że nie ma żadnego powodu odwracania tego następstwa w samychże odwiecznych wyrokach Bożych, logicznie bowiem w tym samym porządku Bóg stanowi chwałę jako nagrodę za zasługi, jakim rzeczywiście daje niebo za dobre uczynki. Tomiści zarzucają, że inny jest porządek w zamiarach a inny w rzeczywistości, bo w zamiarze pierwotnym jest cel, a potem dopiero następuje dobór środków do celu wiodących, podczas gdy w wykonaniu zamiaru najprzód używa się środków, a później dopiero cel się osiąga. Powołują się w tej mierze na pewnik metafizyczny, że cel w zamiarze jest pierwszym, a w wykonaniu ostatnim. Otóż chwała niebieska, zamierzona dla wybranych, jest celem, a zasługi środkami do niej. Więc Bóg wprzódy postanawia dać chwałę wybranym, a następnie przygotowuje łaski odpowiednie, by ich do tego celu doprowadzić. W przeprowadzeniu zaś tego zamiaru rzecz ma się odwrotnie. Wybrani naprzód muszą zdobyć zasługę na niebo, a potem dopiero posiędą je tytułem nagrody za dobre uczynki. Moliniści odpowiadają na tę trudność, że to rozumowanie byłoby słuszne, gdyby chodziło o cel własny, dla siebie zamierzony. Jeżeli zaś cel jest zamierzony dla kogoś innego, który ma go osiągnąć przez własne usiłowanie i współpracę, to jest zamierzony tylko warunkowo, to znaczy o tyle, o ile ten drugi dobrowolnie doń zdążać będzie. W ogóle trzeba zauważyć, że na drodze rozumowania teologicznego trudno ten spór rozstrzygnąć, bo przedstawiciele obu zwalczających się obozów z przeciwnych wychodzą założeń w poglądzie na wiedzę Bożą, na łaskę i związane z tym kwestie.

 

Przejdźmy tedy do źródeł Objawienia. Tomiści przytaczają cały szereg tekstów z Pisma św., które mają przemawiać za ich teorią, lecz najchętniej powołują się na list do Rzymian, zwłaszcza na jego rozdział 9-ty. Zanim ten ustęp wyjaśnimy, słów kilka o myśli naczelnej listu do Rzymian, zwłaszcza pierwszej jego części dogmatycznej. Św. Paweł wykłada tu jeden z zasadniczych rozdziałów swego przepowiadania, swojej „Ewangelii„, a mianowicie, że Bóg darmo usprawiedliwia Żydów i pogan przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Jest to główna teza listu do Rzymian, którą sam Apostoł wygłasza na początku, mówiąc, że Ewangelia „jest mocą Bożą, na zbawienie każdemu wierzącemu, Żydowi naprzód i Greczynowi” (1, 16). Następnie przeprowadza dowód tej tezy, wykazując, że zarówno poganie, jak chlubiący się w swym Zakonie Żydzi „zgrzeszyli i niedostawa im chwały Bożej” (3, 23). Nie z uczynków tedy naturalnych ani z uczynków Zakonu bywa człowiek usprawiedliwiony przed Bogiem, lecz „przez łaskę Jego, przez odkupienie, które jest w Chrystusie Jezusie” (3, 24). Tę prawdę objaśnia Apostoł na przykładzie Abrahama, ojca ludu wybranego, który długo przed ogłoszeniem Zakonu „uwierzył Bogu i poczytano mu jest ku sprawiedliwości” (4, 3). Dalej podnosi św. Paweł obfitość Odkupienia Chrystusowego, przeprowadzając wspaniałą parallelę i antytezę zarazem pomiędzy grzechem pierworodnym a łaską, wysłużoną przez drugiego Adama, Chrystusa: „Gdzie obfitowało przestępstwo” kończy, „łaska więcej obfitowała” (5, 20). Nawiązuje do tego refleksje moralne, aby umrzeć grzechowi i żyć jedynie dla „sprawiedliwości„. „A teraz będąc wyzwoleni od grzechu, a stawszy się niewolnikami Boga, macie owoc wasz ku poświęceniu, a koniec żywot wieczny” (6, 22). W rozdziale 7-ym kreśli Apostoł wymowny w swym tragizmie obraz człowieka, który poznawszy „święte, sprawiedliwe i dobre” przykazanie Boże, nie znajduje sam w sobie siły moralnej do jego zachowania, bo „widzę„, woła, „inszy zakon w członkach moich, sprzeciwiający się zakonowi umysłu mego i biorący mię w niewolę w zakonie grzechu„. Rozpaczny okrzyk wśród tych daremnych zmagań: „nieszczęsny ja człowiek, kto mię wybawi od ciała tej śmierci„, kończy się nagle kornym zwrotem ku ufności: „łaska Boża przez Jezusa Chrystusa Pana naszego„. Ta łaska Boża, jak św. Paweł wykłada w 8-ym rozdziale, niesie z sobą to, czego Zakon dać nie zdołał, „wyzwolenie od zakonu grzechu i śmierci” daje „ducha przywłaszczenia za syny” i napełnia słodką ufnością zbawienia, bo jej mocą „wszystko przezwyciężamy„, co by nas chciało „odłączyć od miłości Bożej„.

 

Przechodzimy do rozdziału 9-go. Św. Paweł roztkliwia się na myśl, że Żydzi, bracia jego, „którzy są krewni moi według ciała, którzy są Izraelczycy, których jest przywłaszczenie synowskie (6) i chwała (7) i testament (8) i Zakonu danie (9) i służba (10) i obietnice (11) których Ojcowie (12) i z których jest Chrystus wedle ciała (13)”, że ci uprzywilejowani dotąd wybrańcy Boży nie stali się w pierwszym rzędzie uczestnikami obietnicy danej Abrahamowi, a spełnionej w Chrystusie Jezusie. Rozważając tę tajemnicę, że nie Żydzi ale poganie pierwsze zajęli miejsce w przyobiecanym potomstwu Abrahama królestwie Bożym, Apostoł obwieszcza, że tam, gdzie chodzi o dobra nadprzyrodzone, żaden tytuł naturalny nie może uzasadniać prawa do ich uzyskania, lecz miarodajnym jest tu jedynie swobodny wybór Boży. „Nie którzy synowie ciała„, powiada Apostoł, „ci synami Bożymi, ale którzy są synami obietnicy, są w nasieniu poczytani” (w. 8). To znaczy, że pochodzenie cielesne od Abrahama, którym się Żydzi chlubili i które, ich zdaniem, dawało im prawo do pierwszeństwa w królestwie Mesjanicznym, nie może mieć żadnego wpływu na wezwanie do łaski. Łaska bowiem, jak św. Paweł wyżej był powiedział, jest czymś zupełnie darmowym i nikomu się nie należącym. Innymi słowy zawiera się tu katolicka nauka o uprzedzającym wszelką zasługę przeznaczeniu do łaski. Jest to uwaga bardzo doniosła. Jeśliby kto ten rozdział 9-ty czytał bez względu na kontekst i z góry przyjął za pewne, że jest w nim mowa nie o przeznaczeniu łaskawym, lecz zbawczym, to wówczas nie tylko mógłby łatwo z niektórych wyrażeń Apostoła wywieść naukę tomistów o przeznaczeniu i odrzuceniu, lecz mógłby nawet brać z nich pochop do kalwińskiej doktryny o przeznaczeniu. Weźmy tylko pod uwagę wiersz 18-ty, gdzie powiedziano: „nad kim tedy chce, lituje się, a kogo chce, zatwardza„; lub wiersz 21-szy, gdzie Apostoł pyta: „zali lepiarz gliny w mocy nie ma, aby z tejże bryły uczynił jedno naczynie ku uczciwości, a drugie ku zelżywości?„. Prawdziwe znaczenie tych i tym podobnych wyrażeń odsłoni się nam dopiero wtedy, gdy pamiętać będziemy, że mowa tu nie o przeznaczeniu do zbawienia i odrzucenia, lecz o doczesnym wezwaniu pogan do łaski z pominięciem Żydów. Lecz bliższe tego omówienie i uzasadnienie, zostawiam na przyszły raz (14).

 

–––––––––––

 

 

Ks. Marian Morawski, Dogmat Łaski. 19 wykładów o „porządku nadprzyrodzonym”. Z papierów pośmiertnych Autora. Kraków 1924, ss. 238-267.

 

Przypisy:

(1) Por. przedmowę od Wydawnictwa.

 

(2) Co następuje, uzupełniono.

 

(3) Dwojaka jest zasługa: sprawiedliwa (de condigno), dająca ścisłe prawo do nagrody – i godziwa (de congruo), stanowiąca niejaki tytuł do odpłaty z hojności dawcy.

 

(4) Ich win osobistych powiadam, bo trzeba pamiętać, że cała ta zbawcza ekonomia, dokonywa się w tym konkretnym porządku, w którym zdarzył się grzech pierworodny. Rozumie się przeto, że przejrzenie grzechu pierworodnego poprzedza wszystko, co wchodzi w zakres predestynacji, lub z nią się wiąże, lecz w tym momencie logicznym, w którym Bóg przewiduje grzech pierworodny, nie zawiera się jeszcze wzgląd na grzechy osobiste.

 

(5) Wprawdzie w szczegółowym przeprowadzeniu tej teorii są pewne, nawet dość znaczne, różnice, między szkołami, lecz w ogólnych zarysach zgadzają się wszyscy.

 

(6) Żydzi byli w Starym Zakonie narodem wybranym.

 

(7) Boża, unosząca się w obłoku nad arką przymierza.

 

(8) Zawarty z Abrahamem.

 

(9) Przez Mojżesza.

 

(10) Kult Boży sprawowany w świątyni jerozolimskiej.

 

(11) Mesjaniczne.

 

(12) Patriarchowie.

 

(13) Natury ludzkiej.

 

(14) Koniec rzeczy uzupełnionej.

 

© Ultra montes (www.ultramontes.pl)

Cracovia MMVII, Kraków 2007

Email this to someoneShare on Facebook
Tweet about this on TwitterShare on Google+Share on StumbleUponPrint this page

O autorze: Redakcja