O diable i szczegółach.

W com ja się wpakował?
Trzeba było pisać o murenie na morenie czołowej, dennej, spodniej, albo i bez spodni…
A było to tak:

Czytałem ja tekst o „szukaniu prawdy, czyli niczego” i tekst ten obudził chęć napisania własnej [pierwszej] notki, wysłałem podanie do admina o odpowiednie uprawnienia i zacząłem przeglądać komentarze pod notką. Była tam (ciągle chyba jest) historyjka ku pokrzepieniu serc, ponieważ akurat nie chciałem się pokrzepiać, przeto ją pominąłem. Czytałem ja dalej i widziałem ochy i achy, jakie to śliczne i w ogóle… skoro się tak zachwycają, spojrzałem i ja. Przeczytałem i mnie zamurowało, ale nie mogłem pojąć czemu. Może błysnął ukryty gdzieś między wierszami ślad kosmatej łapy, może jakiś słaby zapach siarki znad monitora.
Mądre tu ludzie, pomyślałem, podzielę się swoimi wątpliwościami, może mi ktoś wytłumaczy. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Od słowa do słowa, problem się nie wyjaśnia, a nawet przeciwnie, łańcuch skojarzeń i analogii doprowadził do konstatacji: Bóg dla dobra czyni zło.
Wcale nie chciałem apostołować, nie chciałem być samozwańczym obrońcą wiary, ale jak dziecko, które właśnie usłyszało, że nie ma Świętego Mikołaja i nie chce w to uwierzyć, musiałem wydobyć z siebie głos sprzeciwu, krzyknąłem więc w Legion: Bóg nie czyni zła.
Minęła noc, nadszedł świt dnia następnego, cały dzień w głowie tkwi nierozwiązana kwestia, aż tu nagle: wiem, wiem jak nazwać to, co mnie zaniepokoiło i jak wyjść z impasu.
Myślę, że udało mi się złapać tego diabełka, który swoim zwyczajem schował się w szczegółach. Dziękuję za pomoc i zaraz Wam pokażę, jakie to podstępne stworzenie.
Jeżeli Bóg dopuszcza kradzież, to jeden tylko Bóg raczy wiedzieć, w jakim celu. Skupiliśmy się na celu, a tymczasem ukrył się przed nami pewien detal: nawet jeśli Bóg pozwala złodziejowi ukraść, to grzech – zło obciąża sumienie złodzieja, a ponieważ wierzymy, że Bóg jest sędzią sprawiedliwym i […] za zło karze, to uczynione zło będzie wcześniej lub później ukarane.
Czy teraz już jest jasne: Gdyby Bóg osobiście ukradł [albo namawiał], grzech obciążałby Boga – absurd, Bóg nie grzeszy, bo jako sędzia sprawiedliwy musiałby … no, gdzieśmy są…

Pozwolę sobie jeszcze na jedną refleksję: niektóre wypowiedzi w tej dyskusji kojarzą mi się, no niestety, z Lutrem, a ściślej z luterską koniecznością zabicia rozumu w imię wiary (niestety moja wiedza nie jest na tyle duża, aby precyzyjnie wskazać cytat z w/w Pana).
Pojawiają się takie absurdy (to jest moja wariacja, wyolbrzymienie w celu zobrazowania grozy sytuacji), że „człowiek ufający Bogu czeka, aż Bóg go okradnie, zamorduje mu dzieci”. To prowadzi do agonii rozumu, ja nie mam tak silnej wiary, aby wierzyć, mimo iż rozum staje okoniem, lubię, jak się wszystko zgadza, jak jedno z drugim pasuje do siebie.

Dla jasności: nie twierdzę, że komukolwiek brakuje rozumu, twierdzę, że niektóre osoby próbują wiarą „zatłuc na śmierć” własny rozum.

O autorze: Ywzan Zeb