Bóg stwarzając człowieka, musiał się „zgodzić” na zło

Bóg nie uczynił zła, On na nie zezwala. Zło nie zostało stworzone, a początek jego istnienia jest niezwykle tajemniczy. Wzięło się z wolnej woli. Pierwszym złem była pycha, a jej ojcem szatan. Bóg nie chce, byśmy byli kukłami, chce naszej miłości, a nie niemego podporządkowania, dlatego musiał (ułomne słowo) zgodzić się na zło, które jest naszego autorstwa. Człowiek zawsze szuka winnego, chce obwinić Boga, nawet za zło. Holocaust – winowajca to Bóg; wojny – winny Bóg, wypadki – winny Bóg. Nie widzicie, że to człowiek w swej bezmyślności, nienawiści, głupocie jest przyczyną zła???

Bóg jest wierny słowu – wierny naturze, w którą uposażył człowieka. Uczynił go zdolnym do samodzielnego podejmowania decyzji, więc musi (Bóg) dotrzymać raz danego słowa, nie może wycofać i powiedzieć: „Człowieku, jednak się pomyliłem, odbieram ci wolną wolę, nie psuj więcej moich planów”. Owa pokora Boga wobec nas nie jest Jego bezsilnością wobec zła, ale szacunkiem wobec tego biednego zaprzańca, jakim jest człowiek, wobec tego zera, co więcej swymi decyzjami psuje niż upiększa.

Najbardziej drażliwe jest jednak to, ze cierpią zło ludzie niewinni. Jakiś wariat wtargnie po pijaku na drogę i zabija niewinną babcię, która tylko ze sklepu ze śmietaną wracała. Gdzie był Bóg? Uczynił zło? Bóg ma moc z każdego zła wyprowadzić dobro, z tej naszej głupoty i bezmyślności wyprowadzić naukę, a nawet zbawić tego, co zło uczynił. Bo babcia poszła od razu do nieba, a wariat zrozumiał, co zrobił, i odpokutował, i zbawił się. Dla Boga, owszem, liczy się nasze tu i teraz, ale o stokroć bardziej liczy się nasze życie wieczne. Bóg jest jak dobry szachista, który przewiduje już kilka setów do przodu, nasz ruch. Zło jest albo bezpośrednim skutkiem czynów, albo konsekwencją/przyczyną/karą za coś/czegoś.

My mamy problem z przyjęciem woli Boga, stąd nieporozumienia na gruncie rozumienia istoty Boga i  istnienia zła. Zło jest brakiem dobra, tak jak zimno jest brakiem ciepła, a ciemność brakiem światła. Ciemność była przed stworzeniem światłości – a przecież Bóg jej nie stworzył – ciemności. Szatan jako nienawistnik robi wszystko wbrew Bogu. Upraszczając, można powiedzieć, że to on zrodził zło, on jest pomysłodawcą zła.

Bóg ćwiczy nas poprzez cierpienie (my je odbieramy jako zło), hartuje poprzez przeciwności (my je rozumiemy jako zło istniejące w świecie). Pismo mówi:

doświadczyłem cię przy wodach Meriba

My nie wiemy, co planuje Bóg, gdy dopuszcza, byśmy znaleźli się w sytuacji kryzysowej, byśmy cierpieli. Bóg nas wyprowadza pod wody Meriba, by tam nas wypróbować, by doświadczyć, udoskonalić, temperować jak niesforne dzieci. Bóg doprowadza człowieka do takiej sytuacji, by ten poczuł się samotny, opuszczony, by zrozumiał, że w życiu liczy się tylko Ojciec Niebieski, by człowiek wzywał Boga. Bóg czasem milczy, ale tylko na chwilę, bo nigdy nie opuszcza tego, który Go kocha. Święci przechodzili wieloletnie noce duszy (próby wiary) – udręki i poczucie nieobecności Boga – to było dopiero doświadczenie. A Chrystus? Jak wołał na krzyżu??? Też przeszedł próbę – Bóg przeszedł próbę wiary!!!

5 Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich,
Bóg ich bowiem doświadczył
i znalazł ich godnymi siebie.
6 Doświadczył ich jak złoto w tyglu
i przyjął ich jak całopalną ofiarę.

 

“Pan, Bóg twój… utrapił cię, dał ci odczuć głód… aby cię… wypróbować

Bóg chce naszego całkowitego zaufania, naszej wiary bezwzględnej, wbrew nadziei. Apostoł Paweł mówi:

“Dotąd nie przyszło na was pokuszenie, które by przekraczało siły ludzkie; lecz Bóg jest wierny i nie dopuści, abyście byli kuszeni ponad siły wasze, ale z pokuszeniem da i wyjście, abyście je mogli znieść” (1 Kor 10,13).

To jest cała Boża ekonomia zbawienia każdego człowieka. Bóg nie cofnie raz danego słowa, będzie mu wierny do końca. Nawet dopuszczając na nas zło, którego nie rozumiemy, On ma plan wyprowadzić z tego dobro, a nawet więcej – bo również zbawić tych, którzy w tym złu uczestniczą. Przedziwne są ścieżki Pana, niezrozumiałe dla nas Jego drogi. Liczy się tylko wiara.

———————————–

Na koniec pouczająca parabola

Pewien człowiek oglądał poczwarkę jedwabnika i zauważył, że właśnie pojawił się w niej mały otwór. Obserwował, jak motyl walczył długie godziny o to, by wyjść z kokonu przez wąską szparę. Po pewnym czasu człowiekowi zrobiło się szkoda motyla, który tak się męczył. Myślał, że motylowi się nie uda, więc zdecydował się otworzyć całkowicie kokon nożyczkami. Motyl wyszedł z wielką łatwością.  Miał spuchnięty odwłok i małe skrzydła. Człowiek sądził, że skrzydła jeszcze urosną, ale nic więcej się nie wydarzyło. Motyl spędził resztę swojego życia pełzając po ziemi. Nigdy nie nauczył się latać. Człowiek, choć był bardzo wrażliwy i chciał pomóc, nie zrozumiał, że czas i siła, które musiał pokonać motyl przy wyjściu z kokonu, były naturalnym sposobem na przejście odpowiednich fluidów z ciała do skrzydeł, aby rozwinęły się i mogły unieść go do góry…

Morał: Tyle razy potrzebujemy walki, a od niej uciekamy. Gdyby Bóg pozwolił, abyśmy żyli bez trudności, lub pomógł nam je pokonać magiczną siłą, nigdy nie rozwinęlibyśmy naszych zdolności, jak powinniśmy. Nigdy nie nauczylibyśmy się latać.

O autorze: Polonia