“Stwórca i ewolucja stworzenia” – książka bp Siemieniewskiego

http://www.apologetyka.katolik.pl/gor%C4%85ce-polemiki/250-chrzecjanie-wobec-ateizmu-i-niewiary/1344-stworca-i-ewolucja-stworzenia

ewo-okladka-1

 

Dla zachęty – fragment fragmentu jednego z rozdziałów:

W swojej nowej książce bp Andrzej Siemieniewski proponuje spotkanie wierzących czytelników Księgi Rodzaju z rozwijającymi się naukami przyrodniczymi. Ma to być wędrówka wstecz poprzez wieki historii. Podróż w czasie zaczyna się od współczesności, szuka inspiracji w czasach Karola Darwina i jego bestsellerze z 1859 roku O pochodzeniu gatunków, by sprawdzić, jak wierzący chrześcijanie rzeczywiście odbierali jego teorię. Następnie zatrzymuje się w średniowieczu przy Mikołaju z Kuzy, doktorach Kościoła katolickiego: św. Bonawenturze i św. Tomaszu z Akwinu, spoglądając na biblijne opisy stworzenia ich oczyma.

Książka ukazuje katolicką tradycję łączenia ewolucji – oznaczającej według etymologii łacińskiej wszelki rozwój (evolutio) w przyrodzie – z szacowną kościelną lekturą Biblii. W dalszej części stawia nawet nieco żartobliwe pytanie, czy św. Augustyn i św. Bazyli zasługują na miano starożytnych ewolucjonistów. Pod koniec intelektualna wędrówka dochodzi do początków chrześcijaństwa. Okazuje się, że obserwowanie rozwoju stworzonej przez Boga natury prowadzi prosto do jej Stworzyciela. W oczach wielkich ludzi Kościoła przyroda przypomina księgę napisaną przez Boga, która uzupełnia się z księgą Pisma Świętego – obie zatem są potrzebne, aby zrozumieć Boży zamysł wobec człowieka.

A zatem zarówno ścieżka nauki, będąca tematem poprzedniej książki, jak i ścieżka szeroko rozumianej ewolucji prowadzą badacza przyrody do Boga Stwórcy

I.2. Teologia Karola Darwina

Obchody w 2009 roku 200. rocznicy urodzin Karola Darwina stały się okazją do przeprowadzenie niezliczonych dyskusji i konferencji, do napisania setek książek i artykułów na temat relacji między biologicznym ewolucjonizmem a chrześcijaństwem. Najczęściej podejmowano ten temat z tradycyjnej perspektywy: inspiracją było głównie spojrzenie na Karola Darwina z zewnątrz; interesowano się na przykład reakcjami katolików na nowo powstałą myśl ewolucjonistyczną.

Temat tego rozdziału, Teologia Karola Darwina, sygnalizuje wyjście od innego punktu widzenia, mianowicie z samego wnętrza jego dzieła. Oczywiście Darwin nie był teologiem; był przyrodnikiem. Mówienie więc o teologii Darwina jest nieco prowokacyjne. Ale jednak pragniemy pójść tym właśnie tropem. Poszukamy natchnienia w samym tekście głównego dzieła twórcy teorii ewolucji, czyli w książce O pochodzeniu gatunków[1]. A konkretniej w dwóch cytatach umieszczonych tuż przed stroną tytułową w pierwszym wydaniu z 24 listopada 1859 roku. Rzecz ciekawa, oba umieszczone tam cytaty miały wyraźnie religijny charakter. I oba są niezmiernie interesujące dla katolickiego teologa.

Przy dzisiejszym stanie rozgorączkowania umysłów na samo wspomnienie Darwina w kontekście katolicyzmu – lub też na wzmiankę o Kościele w kontekście ewolucjonizmu – wielu czytelników wykazuje szczere zdziwienie, kiedy dowiaduje się, że w pierwotnym wydaniu fundamentalnego dzieła Darwina w dwóch pierwszych zdaniach znalazł się przymiotnik „boski” (divine) oraz określenie „teologia” (divinity), a słowo „Bóg” (God) pojawia się nawet dwa razy. A skoro tak się sprawy mają, przystąpmy do lektury.

a. Niespodziewane cytaty

Pierwszy ze wspomnianych cytatów pochodził z dzieła Williama Whewella (1794-1866), wydanego w ramach Traktatów z Bridgewater. Nazwa tych traktatów wzięła się stąd, że o ich wydanie zatroszczył się w swoim testamencie zmarły w 1829 roku angielski arystokrata, Francis Henry, hrabia Bridgewater. Hrabia zalecił przed śmiercią, aby pozostawiona przez niego kwota 8000 funtów posłużyła do sfinansowania prac na temat, jak to ujął, „potęgi, mądrości i dobroci Bożej przejawionej w akcie stworzenia”. W tamtych czasach była to ogromna suma, nic więc dziwnego, że prace postępowały nadzwyczaj sprawnie pod patronatem anglikańskich duchownych: arcybiskupa Canterbury i biskupa Londynu. Szybko zaczęło powstawać osiem takich dzieł, pośród nich właśnie książka Williama Whewella O astronomii i fizyce ogólnej[2]. To właśnie stamtąd Darwin zaczerpnął pierwsze motto wprowadzające czytelnika w jego fundamentalne dzieło. Zapoznajmy się z tym urywkiem, który w 1859 roku przygotowywał pierwszych czytelników Darwina do lektury jego przełomowej pracy O powstawaniu gatunków:

„W zakresie świata materialnego […] spostrzegamy, że wydarzenia są powodowane nie tyle przez odosobnione interwencje Bożej mocy wpływające na każdy przypadek oddzielnie, ale raczej przez ustanowienie ogólnych praw przyrody”[3].

Jaki jest sens tego zdania? Jest ono wskazówką dla chrześcijańskiego przyrodnika, i to wskazówką teologiczną. Przy naukowym poszukiwaniu przyczyn czy to jakiegoś wydarzenia, czy to ogólniejszego procesu w przyrodzie nie powinno się zakładać cudu, który Bóg miałby zdziałać osobno w każdym niewytłumaczonym jeszcze przypadku. Uwaga przyrodnika winna się raczej kierować na znalezienie przyrodniczego prawa wyjaśniającego zarówno ten przypadek, jak i wiele innych. Będzie to prawo ustalające przebieg zdarzeń w świecie przyrody.

Równie intrygujący dla teologa jest następny tekst umieszczony zaraz potem jako drugie motto całej księgi Darwina wyjaśniającej jego teorię ewolucji. Jest to tekst o wiele starszy, powstał ponad dwieście lat wcześniej, a jego autorem jest również Brytyjczyk, Francis Bacon (1561-1626). W roku 1605 wydał on dzieło dedykowane królowi angielskiemu Jakubowi, zatytułowane O postępie nauk. Tam właśnie znalazły się myśli, które tak zainspirowały jego rodaka Darwina, że ten umieścił je na początku swego epokowego dzieła:

„Niech nikt nie mniema ani nie utrzymuje – czy to z powodu fałszywej pokory, czy też źle pojmowanej skromności – że można zajść za daleko w studiach nad księgą Bożych słów albo nad księgą Bożych dzieł, a więc w teologii lub przyrodoznawstwie (divinity or philosophy). Ale raczej niech ludzie nie ustają w wysiłkach i w pogłębianiu biegłości w obu tych dziedzinach”[4].

Sensem tego z kolei tekstu jest zwrócenie uwagi na paralelizm między Biblią a naturą: jedna i druga jest księgą. Pismo Święte jest nią w sensie dosłownym: zawiera przecież spisane słowa Objawienia Bożego. Przyroda zaś jest księgą w sensie przenośnym: naturę trzeba dopiero odcyfrować, aby dowiedzieć się, jakie myśli Boże zostały w niej zawarte. A metodą jej odczytywania są nauki przyrodnicze. Francis Bacon twierdzi więc wyraźnie, że chrześcijanin o otwartym umyśle będzie śmiało czerpać z jednej i z drugiej księgi, odkrywając w Biblii Boży plan zbawienia, a w przyrodzie – Boży plan stworzenia. Nie pozostaje teraz nam nic innego, jak dokonać głębszej refleksji nad tymi teologicznymi tekstami podsuniętymi czytelnikom sto pięćdziesiąt lat temu przez samego Darwina.

 

O autorze: Asadow

Marek Kulczycki - współzałożyciel Legionu Św. Ekspedyta, członek Konfederacji Blogerów Kontakt w sprawach administracyjnych, technicznych i redakcyjnych: legion.piorunujacy@gmail.com