Lech-Legia na Stadionie Narodowym w Warszawie. Idealna okazja do zakończenia kampanii wyborczej z przytupem

Szanowni Państwo.

Dziś o 16.00 na Stadionie Narodowym zabrzmi pierwszy gwizdek w spotkaniu finałowym o Puchar Polski w piłce nożnej pomiędzy Lechem Poznań, a Legią Warszawa. Spotkanie obejrzy komplet widzów.

Każdy, kto choćby w minimalnym stopniu interesuje się piłką nożną, zdaje sobie sprawę, jak wielkie ryzyko to ze sobą niesie. Kibice obu klubów nie darzą się sympatią, łagodnie mówiąc. Wszyscy pamiętamy też wydarzenia sprzed kilku lat w Bydgoszczy, gdy podczas analogicznej imprezy między tymi samymi zespołami doszło do jednej z największych prowokacji w historii polskiego futbolu, który przez następny tydzień rozgrzał polską politykę. W rezultacie, motywem przewodnim poprzedniej kampanii parlamentarnej stali się zwyrodnialcy w szalikach demolujący krzesełka, rzucający kamieniami czy kopiący niczego winną kamerzystkę telewizyjną. To ich wizerunki wykorzystano w kampanii, mówiąc, że „oni też pójdą głosować”.

Eksperci zwracali uwagę, że awantury na stadionie Zawiszy Bydgoszcz można było zapobiec przy bardziej profesjonalnym podejściu służb do ochrony stadionu. Wszystko zaczęło się od tego, że nie upilnowano kibiców Legii, którzy nie zatrzymywani przez nikogo, po wygranej serii rzutów karnych, rzucili się zza jednej z bramek na boisko w geście tryumfu. Część publicystów spekulowała nawet, że zadyma została wywołana celowo.

Dziś zagrożenie jest nie mniejsze, gdyż do sprzedaży biletów na to wydarzenie włączono tzw. „sektory neutralne”, oprócz puli przeznaczonej dla „szalikowców” Lecha czy Legii (po 10.000 sztuk na oddalone od siebie sektory). A nie jest tajemnicą, że na tych „miejscach neutralnych” nie zasiądą zblazowane warszawskie lemingi szukające weekendowej rozrywki, tylko pozostali fani Lecha czy Legii, którzy nie zdążyli z kupnem biletów z puli zamkniętej. Co w praktyce doprowadzi do wymieszania się fanów obu drużyn na tych samych sektorach Stadionu Narodowego. Chyba nie trzeba przekonywać, czym to grozi w praktyce.

Do zakończenia kampanii prezydenckiej został równo tydzień. Zobaczymy, czy służby stojące za obecnym systemem, wykorzystają tę okazję i rzucą mediom głównego nurtu potrawę, którą będzie można odgrzewać od niedzieli do piątku. Tak, jak po pamiętnym finale Pucharu Polski w 2011 roku.

Mam jednak cichą nadzieję, że tym razem kibice obu drużyn zachowają zimne głowy i nie poddadzą się ewentualnym prowokacjom, a zawody okażą się dobrym, emocjonującym widowiskiem sportowym.

Transmisję z zawodów przeprowadzi Polsat. Początek o godzinie 16.00. Polecam Waszej uwadze.

O autorze: Migorr

Jestem równolatkiem tworu zwanego "Trzecią Rzeczpospolitą". Moje marzenie: Aby jej kres, którego konsekwencją będzie budowa Wolnej Polski nastąpił jeszcze za mojego życia.