Skąd Duda weźmie pieniądze, skąd weźmie pieniądze…Dlaczego nikt nie pyta skąd banksterzy biorą pieniądze?

Szanowni Państwo.

Jednym z zarzutów wobec Andrzeja Dudy wysuwanym przez establishment III RP jest pytanie, które powtarza się jak mantrę. „Skąd Pan weźmie na to pieniądze”? Na 500 zł miesięcznie dla dzieci z biednych rodzin, na frankowiczów, na odbudowę przemysłu czy przywrócenie poprzedniego wieku emerytalnego. „I proszę pokazać na to ekspertyzy poważnych ekonomistów”-grzmią reżimowe jadaczki.

Zaiste, jak wspaniałomyślne są nasze media mętnego nurtu. Cały swój wysiłek, całą swoją energię kanalizują w przekonywanie telewidzów/słuchaczy/czytelników, że ich los się nie poprawi, bo się nie da.

Gdyby media służyły interesowi narodowemu, nie gęgałyby, że się nie da, bo nie, tylko zadałyby pytanie kandydatowi na prezydenta: „co można zrobić, żeby te pieniądze się znalazły”? A mądry kandydat dodałby: „prześledźcie pracę banksterów, będziecie wiedzieć skąd się biorą pieniądze”.

Pieniądze w dzisiejszym świecie biorą się znikąd. Dziś nie trzeba ich kopać w ziemi, nie trzeba ich nawet drukować. Jeśli przyjdziesz do bankstera z prośbą o milion złotych, to on te milion złotych ci da. Z powietrza, nawet jak w skarbcu nie ma takich depozytów. Wklepując formułkę na klawiaturze. Ale jeśli ty masz ten milion złotych banksterowi oddać, to nie wystarczy kilka klepnięć na klawiaturze. Musisz przez 30 lat harować, nierzadko na kilku etatach, nierzadko na nadgodzinach i pracując w weekendy. Nierzadko poświęcając to co najcenniejsze, rodzinę. A to co przez te 30 lat zaoszczędzisz, dzięki inflacji, zamienia się w śmieci.

Tak samo jest w działalności państwa. Już dzisiaj „państwo nie ma pieniędzy”. Na emerytury, służbę zdrowia, wypłaty dla urzędników, choć zdaniem dziennikarzy ma. Państwo idzie zatem do bankstera, który państwu pożycza na procent. Też z kosmosu. Państwo wpada w długi, i aby je uregulować, musi oddać banksterowi rękoma takich zdrajców, jak Bielecki, Lewandowski, Balcerowicz, czy Buzek swoje kopalnie, zakłady, huty, a nawet lasy i ziemię, czyli nasze skarby narodowe dające ludziom chleb.

Ale dlaczego nie ma inflacji, skoro bankster rozdaje wirtualny pieniądz na lewo i prawo? Jest inflacja, ale niezauważalna. 5% tu, 5% tam. Po 50 latach ze 100.000 robi się 10 zł. No dobra, ale i tak ta inflacja rocznie powinna być wyższa, niż 5%. Na to też znaleźli sposób. Nadmiar gotówki banksterzy przechowują w tzw. „instrumentach pochodnych”, wchłaniając je z rynku. Ich wartość jest przynajmniej 10 razy większa, niż wartość całej gotówki na rynku światowym. One śpią i czekają. Na dogodną okazję do zniszczenia niepokornych polityków. Gdy dane państwo za bardzo dba o swój naród, można nie tylko zabić miejscowego dyktatora pod pretekstem „buntu społecznego”. Wystarczy użyć owe „finansowe instrumenty pochodne”. Giełda pada w kilka dni, czego doświadczyły Japonia czy Grecja. Finansowy atak na Japonię w 1990 roku wyrządził podobno większe straty, niż ataki nuklearne na Hiroszimę i Nagasaki razem wzięte.

Stąd pozostałe kraje się boją. Stąd są tak bezradne po opadnięciu kurzu jednej czy drugiej kampanii wyborczej. Tak niewytłumaczalnie bezradne, choć w kampanii wyborczej pełne frazesów i „szuflad” z gotowymi ustawami. Nawet ta Platforma zafajdana pewnie i chciała i nieba by przechyliła, by Polacy mogli się wzbogacić. Ukradłaby dzięki temu z kieszeni podatnika jeszcze więcej, niż teraz. No ale w jakiś dziwny, niewytłumaczalny sposób zaczęła być zaprzeczeniem samej siebie z czasów opozycji.

Kluczowe pytanie brzmi zatem, dlaczego, skoro bankstrzerzy mogą wyczarować pieniądze z powietrza i żyć za to na niebotycznym poziomie (99% majątku świata dzięki pracy tak wielu, w rękach tak niewielu), to dlaczego taki Narodowy Bank Polski nie może??? Mam nadzieję, że już wiecie, dlaczego banki centralne „muszą” być takie niezależne od rządów…

Stąd w odróżnieniu od wielu komentujących, rozmowy pana Belki z Sienkiewiczem nie traktuję jako zdrady stanu, a jako przejaw zdrowego nacjonalizmu. Chodziło o finansowanie budżetu państwa z NBP. Fakt faktem, że motywy trochę rozbieżne, bo im chodziło bardziej o utrzymanie obecnej sitwy rządzącej. Ale właśnie takiego kierunku myślenia państwa bym sobie życzył.

No bo po jaką cholerę budżet ma pożyczać od bankstera, skoro sam może nim zostać poprzez tzw. „kreację pieniądza”. Kwestia tylko rozsądnego chowania nadmiaru gotówki z rynku w pewnych instrumentach.

Skąd zatem „wziąć pieniądze”? Opodatkować banki i hipermarkety. To samo zrobić z obozami koncentracyjnymi zwanymi dla zmylenia „specjalnymi strefami ekonomicznymi” przy jednoczesnym podniesieniu płacy minimalnej w tego typu miejscach. W razie odmowy współpracy, dokonać nacjonalizacji zakładu lub hipermarketu lub banku/skonfiskowania jego majątku. Ogłosić bankructwo kraju, żeby pozbyć się tego garbu w postaci obecnych długów. Emitować złotówkę przez rząd, a nie niezależny NBP w zależności od potrzeb, a nie w zależności od banksterów (dziś 97% złotówki jest emitowana przez banki), co wpłynie na pobudzenie gospodarki i większe wpływy z podatku VAT. Nie będziemy wtedy potrzebować żadnych „programów” 500 zł dla dzieci, choć na początku bez tego się nie obejdzie. Trzeba przecież jakoś uratować system emerytur. „Stąd” należy wziąć pieniądze szanowni oderwani od rzeczywistości dziennikarze.

Ktoś powie, że się nie da. Inny, że to może jest niemoralne. A znacie to, jakże życiowe, powiedzenie? „Jeśli ja od ciebie pożyczę 10 złotych, to ja mam kłopot. Ale jeśli pożyczę od ciebie milion złotych, to ty masz kłopot”. :-) Zresztą, bankster i tak nie odczuje, bo dodrukuje nowe pieniądze. A dwa, nie dbam o moralność, kiedy facet z młotkiem zachodzi mnie od tyłu i chce zabić. W obronie własnej go zastrzelę, jeśli tylko bym mógł. Więc w obronie własnej przed bandytą banksterem nie widzę powodu by się litować nad jego „biednym” losem. To bandyta z którym trzeba podjąć rywalizację na równych zasadach.

Ale wracając na ziemię, nie posądzam kandydata PiS, jak i całej tej partii o skłonności samobójcze. Któż z nas chciałby skończyć, jak Kennedy, Hussain czy Kaddafi? Tsipras z Syrizy też jakoś dziwnie „systemowy” się zrobił, jak już doszedł do władzy.

Już powyższy program w wersji „soft” na wzór Orbana i tak byłby czymś niezłym. Potem trzeba czekać na szansę, jaką daje nam zbliżający się Wielki Krach.

Szanowni Państwo. Nie ma przecież żadnych, ale to żadnych istotnych powodów, dlaczego za Odrą może być dostatniej, niż między Odrą a Bugiem. Takie same lasy, łąki, ziemie i ludzie. Nie słuchajcie demagogów mówiących, że Polska nadrabia okres PRL i za x lat dogoni Zachód. III RP nie dogoni nigdy, bo od początku byliśmy pomyślani, jako kolonia. A jak kolonia ma niby wyprzedzić metropolię? „Zrobimy wam drugie Aushwitz”-słyszą za Odrą polscy pracownicy.

Wierzę, że już nie III, ale IV, albo inna RP dokona ekonomicznego przewrotu w celu poprawy jakości życia w naszym państwie. Bo to przecież hańba, by w dobie tak wielkich odkryć technicznych był z tym jakikolwiek kłopot. Więcej, Polacy dzięki swojej pracowitości i pomysłowości zasługują na to, by być numerem jeden w Europie. Nadszedł najwyższy czas na narodowe „pogłówkowanie” w dziedzinie ekonomii. I wcale nie mam tu na myśli idiotycznego programu TVP pt. „Wielki test z ekonomii”.

O autorze: Migorr

Jestem równolatkiem tworu zwanego "Trzecią Rzeczpospolitą". Moje marzenie: Aby jej kres, którego konsekwencją będzie budowa Wolnej Polski nastąpił jeszcze za mojego życia.