„Co musi zrobić Platforma, żeby wygrać”?

Szanowni Państwo.

Od zakończenia wyborów prezydenckich, z niewypowiedzianym rozbawieniem obserwuję programy publicystyczne mainstreamu w radio czy telewizji. Całe tabuny dziennikarzy, ekspertów, profesorów oraz autorytetów oralnych sprowadzanych w awaryjnym trybie z Australii (patrz Wojciech Sadurski), przeprowadzają płomienne dyskusje mające pomóc Platformie Obywatelskiej w wygraniu wyborów parlamentarnych. Dla tzw. „obiektywnych” dziennikarzy nie liczą się w tym momencie losy Polski, a całą swoją siłę intelektualną kumulują w permanentnie powtarzanym ze strachem w oczach pytaniu: „Co musi zrobić Platforma, żeby wygrać”?

Goście w ich programach, niczym pijani, miotają się od ściany do ściany, w próbie diagnozy społecznej obecnego trendu na zmianę. I rzucają na szybkiego cały worek pomysłów. Padają hasła typu: Kopacz do dymisji, albo najlepiej cały rząd do dymisji, rozmawiać ze społeczeństwem, słuchać ludzi, prowadzić intensywną kampanię w Internecie, wprowadzić związki partnerski i in vitro, chwalić się własnymi sukcesami w postaci wzrostu gospodarczego, zmienić ustrój, zlikwidować senat, wprowadzić JOWy, pomóc młodym Polakom w znalezieniu pracy, postawić na młode twarze, takie jak Rafał Trzaskowski, trzeba bardziej straszyć PiSem, wykorzystać kapitał 8 milionów wyborców Bronisława Komorowskiego, rozdać ludziom pieniądze.

Co rozumni komentatorzy ujawniający się na internetowych portalach mainstreamowych, pukają się w czoło, pisząc w stronę szerokiego obozu władzy: „Wy naprawdę nic nie zrozumieliście”! Brutalna prawda o przyszłych losach PO, jest taka, że Platforma już naprawdę nic nie może zrobić, żeby wygrać. Jej jedyna siła wyborcza polegała bowiem na spełnianiu roli blokującej „straszny” PiS. A wyborcy tej formacji, znając jej afery, znając indolencję,  głosowali na nią z prawdziwym obrzydzeniem na zasadzie „mniejszego zła”, nie widząc na horyzoncie innego blokującego.  Gdy do głosu na politycznej scenie doszły Ruch Kukiza, którego lewe skrzydło jest popierane m.in. przez popłuczyny Palikota czy takie karykatury, jak Jakub Wojewódzki, gdy do głosu dochodzi „nowo-stara” jakość w postaci partii banksterów, zwanej dla niepoznaki „Nowoczesną”, Platforma na naszych oczach właśnie zaczęła się rozsypywać. Bo chyba nikt nie ma złudzeń, że na partię nieudaczników już nikt nie zagłosuje, skoro ta właśnie straciła swój największy atut-straszaka PiSu i splendor zwycięzcy.

I nieprawdą jest, że Platforma przegrała wybory prezydenckie przez Bronisława Komorowskiego, jak wielu jej akolitów sugeruje. To właśnie dzięki Bronisławowi Komorowskiego, nie wdającego się w wojny polityczne za czasów swojej prezydentury, co wyborcy niewprawieni doceniają, nie przegrała tak wysoko. I każdy inny kandydat z jej obozu osiągnąłby gorszy wynik, bo społeczeństwo ma zwyczajnie „dość Platformy”, co boleśnie odczuwa w portfelach, szpitalach, czy urzędach.

I choćby w czterech miesiącach do wyborów, w ramach „socjalistycznej odnowy” suflowanej partii przez „autorytety”, władzę w niej przejął elokwentny osobnik o urodzie Kena, znający 10 języków obcych, choćby Platforma zreformowała państwo, zasypując sejm dziesiątkami prospołecznych ustaw, choćby Ewa Kopacz „wyszła do ludzi” i podawałaby rękę każdemu spotkanemu bezdomnemu dając mu w prezencie kanapkę i ciepłą kawę, choćby jej nowo zatrudnieni, internetowi hejterzy, wyśmialiby PiS i Andrzeja Dudę do granic niemożliwości… To i tak przegra. Bo będzie w tym wszystkim niewiarygodna, zaś wyborcy postawią sobie pytanie: Dlaczego nie mogli tego robić przez całe osiem lat rządów? Tak samo, jak zadawali sobie pytanie, dlaczego Komorowski nie mógł zarządzić referendum przez swoje pięć lat prezydentury, a robi to na koniec kadencji. Trzy dni po tym, jak wyzywa jej zwolenników od… politycznych frustratów.

Jeśli nie „socjalistyczna odnowa”, to co? Nic nie robienie również nie uchroni PO przed klęską. Dziennikarze mainstreamu jeszcze tego nie zrozumieli, że Platforma już nieodwracalnie zaczęła się sypać. Są przecież mniej rezolutni, niż ich oficerowie prowadzący, którzy na politycznej scenie rozpisali już nowe role w postaci wyżej wymienionych formacji „zmian”. Hasła są wszak te same, co na kongresie założycielskim PO w Hali Olivia. Czyli nie jesteśmy partią, nie interesuje nas polityka, nie interesuje nas światopogląd, trzeba zmniejszyć biurokrację, uprościć i obniżyć podatki, trzeba oddać władzę obywatelom. Choćbyście dziennikarze salonu nie wiadomo czego nie wymyślili, Platforma najbliższych wyborów nie wygra. A obserwowanie tych niekończących się tyrad doradców Platformy w telewizji czy radio bredzących o tym, że „coś muszą zrobić”, jawi nam się w tej chwili jako najlepszy kabaret pod słońcem. Polecam dla odprężenia, bo poziom absurdu w tych audycjach sięga zenitu.

Jedyne, co Platforma może zrobić przed wyborami, to maksymalnie zminimalizować  straty w przyszłym sejmie. I czekać na dogodny moment do ponownej ofensywy. Niedostrzeżenie tej prostej prawdy przez mainstream najlepiej świadczy o ich poziomie intelektualnym.  Jeśli będzie inaczej i PO zacznie się szarpać od ściany do ściany w poszukiwaniu wygranej za wszelką cenę, może pozostać po niej nawet tylko słynne ch. d. i kamieni kupa. Wiem nawet, za pomocą jakich technik manipulacyjnych, PO mogłaby te ostatnie okopy obronić. Nie będę się jednak bawił w adwokata diabła, napiszę to ewentualnie po najbliższych wyborach. A dwa, nie wiem, czy „WSI i przyjaciele” na taki scenariusz by pozwoliły.

To wspaniały widok patrzeć na to, jak Platforma zasłużenie i w hańbie odchodzi w polityczny niebyt. Zachowajmy jako wyborcy jednak pełną czujność, wiedząc, że służby do szyldów tak przywiązane nie są.

O autorze: Migorr

Jestem równolatkiem tworu zwanego "Trzecią Rzeczpospolitą". Moje marzenie: Aby jej kres, którego konsekwencją będzie budowa Wolnej Polski nastąpił jeszcze za mojego życia.