Gromadzić skarby przed Bogiem. Poniedziałek, 19 października 2015

Myśl dnia

Przyjaciel – ktoś, przed kim można głośno myśleć.

Epiklet

Cytat dnia

„Nauczanie św. Jana Pawła II na temat małżeństwa i rodziny nie jest znane wielu ojcom synodu(…)Nie można owocnie i skutecznie prowadzić kolejnego synodu o rodzinie bez znajomości „Instrumentum laboris”, adhortacji apostolskiej „Familiaris consortio” czy „Listu do rodzin”
Abp Henryk Hoser

Słowo Boże

Poniedziałek, 19 października 2015. Świętych męczenników Jana de Brebeuf i Izaaka Jogues’a, prezbiterów i Towarzyszy św. Pawła od Krzyża, prezbitera

modlitwa w drodze

Posłuchaj lub Ściągnij plik MP3 (ikonka) ściągnij plik MP3
„Bywa, że ludzie oczekują, że Bóg będzie błogosławił przedsięwzięciom finansowym, których się podejmują. Modlą się o wygraną w totolotka lub o to, aby Bóg pomógł im dobrze ulokować pieniądze. Opatrzność może czasem sprzyjać działaniom finansowym, ale tylko wówczas, gdy pieniądze nie są cele samym w sobie, ale mają służyć dobru duchowemu…”.

PIERWSZE CZYTANIE  (Rz 4, 20-25)Wiara AbrahamaCzytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Rzymian.

Bracia:
Abraham nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się wzmocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu i był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał. Dlatego też poczytano mu to za sprawiedliwość.
A to, że poczytano mu, zostało napisane nie ze względu na niego samego, ale i ze względu na nas, jako że będzie poczytane i nam, którzy wierzymy w Tego, co wskrzesił z martwych Jezusa, Pana naszego. On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY  (Łk 1, 68-69. 70-71. 72-73. 74-75)Refren: Wielbimy Boga, bo swój lud wyzwolił.Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, *
bo lud swój nawiedził i wyzwolił.
I wzbudził dla nas moc zbawczą *
w domu swojego sługi Dawida.Jak zapowiedział od dawna *
przez usta swych świętych proroków.
Że nas wybawi od naszych nieprzyjaciół *
i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą.

Że naszym ojcom okaże miłosierdzie *
i wspomni na swe święte przymierze.
Na przysięgę, którą złożył *
ojcu naszemu, Abrahamowi.

Da nam, że z mocy nieprzyjaciół wyrwani, *
służyć mu będziemy bez trwogi,
w pobożności i sprawiedliwości przed Nim *
po wszystkie dni nasze.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ  (Mt 5, 3)Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.Błogosławieni ubodzy w duchu,
albowiem do nich należy królestwo niebieskie.Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

EWANGELIA  (Łk 12, 13-21)

Gromadzić skarby przed Bogiem

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem».
Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?»
Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia».
I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj”.
Lecz Bóg rzekł do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?”
Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem».

Oto słowo Pańskie.

KOMENTARZJezus i finanse

Jezus nie chce być utożsamiany z rozjemcą w sprawach materialnych. Dlatego odmawia pomocy w kwestiach spadkowych. Bywa, że ludzie oczekują, że Bóg będzie błogosławił przedsięwzięciom finansowym, których się podejmują. Modlą się o wygraną w totolotka lub o to, aby Bóg pomógł im dobrze ulokować pieniądze. Opatrzność może czasem sprzyjać działaniom finansowym, ale tylko wówczas, gdy pieniądze nie są cele samym w sobie, ale mają służyć dobru duchowemu. Budowa przytułku dla ubogich, nowy kościół lub szpital… Wielu, którzy takich dzieł się podejmowali, przekonali się, że w tych kwestiach opatrzność Boża działa i potrafi zaskoczyć swoją skutecznością.

Panie, naucz mnie umiejętnego podejścia do spraw materialnych. Abym środki, które są mi powierzone, wykorzystywał dla pożytku duchowego i aby nie stały się one dla mnie bożkiem.

Rozważania zaczerpnięte z „Ewangelia 2015”
Autor: ks. Mariusz Krawiec SSP
Edycja Świętego Pawła
____________________________________________

Na dobranoc i dzień dobry – Łk 12, 13-21

Na dobranoc
wydrukuj

Mariusz Han SJ

(fot. fiddle oak / Foter / CC BY-NC-SA)

Można sobie planować…

 

Ostrzeżenie przed chciwością

Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem.

Lecz On mu odpowiedział: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia.

I opowiedział im przypowieść: Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!

Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.

Opowiadanie pt. „O turkawce”

Turkawka (ptak niebieski; z rodziny gołębiowatych) lubiła od czasu do czasu wpaść na krótkie odwiedziny do sąsiadów i dalekich krewnych (gołębi domowych), mieszkających w pobliskiej zagrodzie chłopskiej. Spotkania te były okazją do wymiany najświeższych nowinek; do poplotkowania i planowania ptasiej przyszłości.

Pewnego razu; gdy rozmowa zeszła na temat dobrobytu, turkawka w swej szczerości i prostocie wyznała,, że wprawdzie nigdy nie wie, co przyniesie jutro, ale zawsze przyniesie przecież coś do jedzenia. Na to zaśmiały się gołębie i zagruchotały z wyższością, że ich przyszłość jest dostatecznie zaprogramowana i zabezpieczona; dba o to chłop, a one nie muszą się o nic martwić.

W tym kontekście turkawka zobaczyła swój los jako strasznie mizerny: żadnej pewności, żadnych zapasów, żadnego planowania. I wróciwszy do domu zaczęła sama na własną rękę gromadzić ziarnko do ziarnka. Ale zapasów nie przybywało, bo jakiś złośliwiec wykradał natychmiast każdą przyniesioną ilość cennego ziarna. A turkawka marniała w oczach z przepracowania i z niedożywienia.

Niezadowolona z wyników swej pracy; użyła podstępu i przyłączyła się do gołębi, chcąc zakosztować radości żywota gołębiego. Ale gospodarz bez trudności odkrył przybysza i intruza, złapał; poderżnął gardło i przeznaczył do garnka.

Gdyby turkawka była zadowolona ze swego losu, żyłaby pewno jeszcze do dziś.

Refleksja

Jest takie powiedzenie, że jak człowiek zaczyna planować, to Pan Bóg zaczyna się wielce radować.  Znaczy się to tyle, że Bóg ma zawsze dobre plany dla człowieka, a ten próbuje działać na własną rękę. Wtedy przeważnie te plany legną w gruzach tylko samego planowania. Zatem wniosek jest taki, żę każdy z nas powinien planować wszystko, ale „konsultując” się z Tym, który go stworzył. Tylko w porozumieniu z Bogiem, w odkryciu tego, co Bóg chce nam dziś powiedzieć możliwe jest zrozumienie swojej drogi powołania…

Bóg nie jest tym, który poprzez nieszczęścia i kataklizmy chce próbować człowieka. Ale również przez takie wydarzenia możliwe jest poznanie Tego, co On da nas mówi, co chce dziś przekazać. My zaś powinniśmy w każdej sytuacji życiowej odkrywać wolę Ojca. Czasami są to sytuacje proste, czasami zaś tak skomplikowane, że lepiej, abyśmy nie poprawiali tego, co jest już i tak po ludzku biorąc – beznadziejne. Bo zamiast pomóc, możemy dołożyć jeszcze swoje niepotrzebne „dwa grosze”. Jezus chce od nas autentycznej wiary w poznawaniu Jego woli. W każdym momencie naszego życia poznajemy bowiem zarówno siebie, ale przede wszystkim Jego wolę i plany wobec nas…

3 pytania na dobranoc i dzień dobry

1. Jak rozeznać wole Pana Boga względem nas?
2. Czy warto mieć swoje plany?
3. Czy cele i środki to jest to samo?

I tak na koniec…

Nie potrafię wyobrazić sobie Boga, który nagradza i karze istoty przez siebie stworzone, lub Boga obdarzonego wolną wolą na podobieństwo nas samych. Nie mogę również ani też nie chcę sobie wyobrazić, że człowiek trwa dalej po fizycznej śmierci; nadzieje tą pozostawiam ludziom słabego ducha, którzy żywią ją ze strachu lub niedorzecznego egoizmu (Albert Einstein)

_________________________________

Kapłan osaczony

IPN/pamięć.pl
Jakub Gołębiewski / pk
(fot. Wikimedia Commons / Domena publiczna / schutterstock.com / pk)

Trzydzieści jeden lat temu, 19 października 1984 roku, został porwany ks. Jerzy Popiełuszko, duszpasterz ludzi pracy, organizator Mszy za ojczyznę, jeden z kapelanów Solidarności. Przez ostatnie dwa lata pracy w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu musiał się zmagać z osaczającą go Służbą Bezpieczeństwa.

Odnaleziona w Sądzie Okręgowym w Warszawie i przekazana do Instytutu Pamięci Narodowej teczka sprawy operacyjnego rozpracowania (SOR) o kryptonimie „Popiel” jest jednym z niewielu zachowanych materialnych dowodów inwigilacji ks. Jerzego Popiełuszki przez Służbę Bezpieczeństwa. Bardzo wyraźnie pokazuje ona to, w jaki sposób komuniści postrzegali działalność żoliborskiego kapłana. Widzieli oni w ks. Jerzym nie zaangażowanego w sprawy publiczne i pomagającego potrzebującym duszpasterza, lecz politykiera podburzającego ludzi do zmiany ustroju.

 

„Zawód wyuczony – duchowny, wykonywany – ksiądz” – opis ks. Jerzego w kwestionariuszu osoby rozpracowywanej przez SB. (fot. AIPN)
Pierwszym dokumentem zawartym w teczce jest wniosek z 26 lipca 1982 roku o rozpoczęcie operacji przeciwko ks. Popiełuszce, w którym oprócz danych figuranta, czyli osoby rozpracowywanej – Jerzego Popiełuszki – jego adresu, zajmowanego stanowiska i informacji dotyczących jego rodziny, umieszczono także powody, dla których SB rozpoczęła inwigilację, oraz cele, które zamierzano przez to osiągnąć. Jak zapisano, powodem zainteresowania ks. Popiełuszką było utrzymywanie przez niego kontaktów z działaczami NSZZ „Solidarność”, a także to, że „wykorzystując kościelną akcję charytatywną dotyczącą rozdawania lekarstw otrzymywanych z zagranicy, prowadzi działalność antysocjalistyczną”. Celem nękania ks. Popiełuszki było doprowadzenie do przerwania jego współpracy „z organizacjami i środowiskami wrogo nastawionymi do ustroju PRL”, a także neutralizacja jego „wrogiej działalności w środowiskach kleru i osób z najbliższego otoczenia”. Oficer, który wypełniał wniosek, zaznaczył, że ks. Jerzy Popiełuszko prowadzi również nabożeństwa z udziałem aktorów scen warszawskich „poświęcone różnym rocznicom”, nadając im „wydźwięk polityczny”. Były to słynne Msze za ojczyznę.
Msze za ojczyznę
27 lipca 1982 roku do Urzędu do Spraw Wyznań (instytucji stworzonej w 1950 roku po to, by utrudniała Kościołowi życie) wpłynęło pismo Józefa Paliwody, mieszkańca Warszawy, w którym donosił, że w parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu dwa dni wcześniej podczas mszy miały miejsce „występy artystyczne o wybitnie antypaństwowym i antysocjalistycznym charakterze”. Autor donosu pisał, że „produkujący się” w kościele św. Stanisława Kostki artyści „specjalnie spreparowanymi tekstami pieśni i zmodyfikowanymi deklamacjami znanych utworów siali nienawiść do władzy ludowej i podburzali do wrogich przeciw niej wystąpień”. Msza miała się odbyć w odpowiednio przygotowanej, antykomunistycznej scenerii: wystawione flagi państwowe były okryte kirem, na honorowym miejscu „błyszczał” orzeł z koroną. Wszystko to, zdaniem obywatela Paliwody, miało wydźwięk „na wskroś poniżający ustrój Polski Ludowej”.
W rzeczywistości Msze św. odprawiane przez ks. Popiełuszkę były nie tylko okazją do modlitwy za Polskę. Stawały się oazą wolności w zniewolonym kraju. „Odczułem, że jestem w innym świecie, że to nie jest kraj straszliwego stanu wojennego” – wspominał ks. Jan Sikorski, również związany z Solidarnością.
Pierwszą Mszę za ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki odprawił proboszcz parafii, ks. Teofil Bogucki, 22 lutego 1981 roku. Ksiądz Jerzy Popiełuszko przejął ich odprawianie w czasie stanu wojennego.

 

Chociaż wnętrze kościoła św. Stanisława Kostki jest spore, to uczestników mszy za ojczyznę było tak wielu, że duża ich część musiała stać na dziedzińcu; na zdjęciu liturgia z sierpnia 1984 roku. (fot. AIPN)
SB w akcji
Pierwszą Mszę w intencji ofiar stanu wojennego ks. Popiełuszko odprawił 17 stycznia 1982 roku. O jej oprawę artystyczną zadbali aktorzy: Danuta Szaflarska, Damian Damięcki, Andrzej Fedorowicz, Andrzej Zaorski, Maja Komorowska, Marian Opania, Daniel Olbrychski i Zofia Mrozowska. Tydzień później, 23 stycznia, warszawski biskup pomocniczy Jerzy Modzelewski został wezwany na rozmowę z prezydentem Warszawy Jerzym Majewskim i dyrektorem Wydziału ds. Wyznań Jerzym Śliwińskim. Podczas spotkania przedstawiono zarzuty wobec ks. Popiełuszki – opisano jako niepokojące władze fakty z działalności „niektórych jednostek kościelnych i poszczególnych księży”. Księdzu Popiełuszce zarzucano, że Msza św. odprawiona 17 stycznia została przez niego wyreżyserowana, jak to określono, „w celu uzyskania nastroju niezwykłości, grozy, poczucia krzywdy”, a także „atmosfery wrogiej wobec władz”. Skrupulatnie wyliczono aktorów, którzy wzięli udział w nabożeństwie i recytowali przygotowane utwory. Władze dokładnie znały przebieg Mszy dzięki obserwacji prowadzonej przez SB. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa nagrywali Mszę, w notatkach i informacjach opisywali zachowania uczestników. Fakt, że już 23 stycznia w rozmowie z biskupem Modzelewskim wykorzystano informacje pochodzące z inwigilacji prowadzonej w kościele św. Stanisława Kostki, świadczy także o tym, że od samego początku odprawiania przez ks. Jerzego Mszy za ojczyznę SB prowadziła ich obserwację – nawet przed formalnym rozpoczęciem sprawy o kryptonimie „Popiel”.
Dwie godziny wolnej Polski, o których mówił ks. Sikorski, dla władz starających się utrzymać społeczeństwo w przekonaniu, że przeciwstawienie się porządkom panującym po 13 grudnia jest nierealne i skazane na porażkę, były dużym zagrożeniem. Kiedy 29 sierpnia 1982 roku w kościele św. Stanisława Kostki miało dojść do kolejnej już Mszy za ojczyznę, bezpieka wezwała wcześniej na rozmowy (tzw. rozmowy ostrzegawcze) artystów, którzy mieli współtworzyć oprawę Mszy świętej. Według zachowanej w teczce kryptonim „Popiel” informacji SB, Katarzyna Łaniewska, Kazimierz Kaczor, Bronisław Pawlik i Piotr Szczepanik mimo próby zastraszenia oświadczyli, że nie zrezygnują z udziału we Mszy. Na jej zakończenie wszyscy przedstawili przygotowane wcześniej przez ks. Popiełuszkę modlitwy i poezję.
SB uważnie obserwowała uczestników Mszy świętej i jej przebieg; 29 sierpnia odnotowano udział ok. 5 tys. osób. Szczególne zainteresowanie bezpieki wzbudziła dekoracja kościoła transparentami Solidarności i flagami narodowymi – w ten sposób upamiętniono drugą rocznicę podpisania porozumień gdańskich, 31 sierpnia 1980 roku. W dokumentach SB odnotowano również, że centralnym elementem wystroju kościoła był plakat przestawiający chłopca w koszulce Solidarności z napisem „Mam już dwa lata”. W homilii ks. Popiełuszko wykorzystał fragmenty wystąpień i kazań prymasa Stefana Wyszyńskiego, papieża Jana Pawła II i prymasa Józefa Glempa. Mówił, że władza powinna być służbą, co zostało odczytane jako jednoznaczna aluzja do sytuacji w kraju. Zaznaczył, że w Polsce potrzebne jest poszanowanie praw i godności ludzi. Podkreślił, że mimo stanu wojennego „naród ciągle jeszcze gotowy jest do ofiarnej pracy dla dobra swojej ojczyzny”. Charakterystyczne było przeciwstawienie narodu, który dąży do wolności i jest odpowiedzialny za ojczyznę – władzy komunistycznej, która nie jest władzą sprawiedliwą, nie wprowadza pokoju i tę samą ojczyznę zniewala. Naród, jak powiedział ks. Jerzy, nie może „żyć jak w zorganizowanym więzieniu”. Popiełuszko nawiązał również do brutalnej pacyfikacji buntu internowanych w zakładzie karnym w Kwidzynie. Znamienne były odczytane w czasie Mszy intencje modlitw – za więzionych, za internowanych i ich rodziny, ukrywających się oraz za aktorów w związku z prowadzonym przez środowisko bojkotem państwowych mediów. Ksiądz Popiełuszko apelował na zakończenie do zebranych, by rozeszli się w spokoju i unikali prowokacji ze strony milicji. Jak wspomina w jednym z wywiadów Katarzyna Soborak, wówczas uczestniczka Mszy za ojczyznę, dziś kierowniczka Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Jerzego Popiełuszki, ks. Jerzy na zakończenie każdej Mszy zwracał się do wszystkich z prośbą o niepodnoszenie ulotek i niewznoszenie haseł antykomunistycznych. To dlatego, że po Mszach za ojczyznę milicja i SB zatrzymywały, a czasami biły uczestników nabożeństwa.
Reakcja władz na słowa ks. Popiełuszki z 29 sierpnia przyszła bardzo szybko – już następnego dnia minister Adam Łopatka, kierownik Urzędu do Spraw Wyznań, wysłał list do abp. Bronisława Dąbrowskiego, sekretarza episkopatu Polski. Łopatka twierdził, że zgromadzenie religijne przekształciło się z winy ks. Popiełuszki w manifestację polityczną „niosącą zagrożenie dla ładu, bezpieczeństwa i porządku”. Nie do przyjęcia dla komunistów były zwłaszcza te fragmenty kazania ks. Popiełuszki, w których wskazywał on na niesprawiedliwość rządzących i wzywał do poszanowania przez nich prawa. W liście Urzędu do Spraw Wyznań do kurii warszawskiej cytowano wypowiedź ks. Popiełuszki: „Staliśmy się świadkami działania państw tyrańskich, gdzie mowa do obywatela wyraża się w tonie prokuratorsko-policyjnym”. Księdzu zarzucano także, że wciąż odwołuje się do Solidarności, zdelegalizowanej 13 grudnia 1981 roku. Jak podkreślono, ks. Popiełuszko użył w czasie kazania słów: „była, jest, będzie i zwycięży Solidarność”. Dla władz Msze za ojczyznę były „starannie wyreżyserowanymi spektaklami”, podczas których „manipuluje się uczuciami wiernych, wywołując nastrój grozy i niepotrzebnego podniecenia”.

 

Patriotyczny wydźwięk odprawianych przez ks. Jerzego mszy za ojczyznę rozwścieczył władze komunistyczne; na zdjęciu: liturgia z 25 września 1983 roku. (fot. AIPN)
Naciski na Kościół
Początkowo komuniści stosowali wobec ks. Popiełuszki taktykę oczerniania go przed przełożonymi – przedstawiali zarzuty, przesyłając biskupom kolejne pisma i żądania. Takich listów w teczce SOR „Popiel” jest aż siedem. Stronie kościelnej postawiono w ten sposób ultimatum: albo Kościół „spowoduje zaprzestanie działalności” ks. Popiełuszki i innych duchownych „przyczyniających się do pogłębienia napięć społecznych”, albo będzie w przyszłości współodpowiedzialny „za możliwe następstwa zakłóceń porządku i bezpieczeństwa publicznego”. Komuniści straszyli przedstawicieli Kościoła użyciem siły wobec uczestniczących w Mszach za ojczyznę – duchowni byliby współodpowiedzialni za metody represji stosowane przez państwo, również za szykanowanie wiernych, bicie wychodzących z kościoła, zatrzymania. Władze kościelne nie uległy jednak żądaniom „zdyscyplinowania” ks. Popiełuszki.
Jesienią 1982 roku sytuacja wokół ks. Jerzego Popiełuszki stawała się coraz bardziej napięta. Władze zmieniły taktykę wobec księdza – zaczęto formułować groźby pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej za organizowanie Mszy za ojczyznę i „nielegalną działalność”. Powoływano się na dekret o wprowadzeniu stanu wojennego. 11  listopada 1982 roku ks. Zdzisław Król, kanclerz kurii warszawskiej, ostrzegł ks. Jerzego, że władze mają zamiar go internować. Wiadomość ta miała pochodzić od bp. Jerzego Dąbrowskiego, zastępcy sekretarza episkopatu Polski, zaangażowanego w rozmowy z władzami komunistycznymi. Bezpieka uaktywniła tymczasem agenturę wokół ks. Popiełuszki, nie tylko po to, aby go lepiej kontrolować, lecz także po to, by zdyskredytować go wśród duchowieństwa. W ten sposób działał tajny współpracownik „Jankowski”, duchowny, który Służbie Bezpieczeństwa donosił o przebiegu Mszy za ojczyznę, a prymasowi Glempowi – zgodnie z poleceniem SB – przedstawiał ks. Popiełuszkę w złym świetle. Mnożyły się szykany wobec księdza i osób z jego otoczenia: milicja w Suchowoli wezwała na przesłuchania braci ks. Jerzego, w grudniu zaś „nieznani sprawcy” pomalowali na biało jego samochód, a do mieszkania wrzucili cegłę z materiałem wybuchowym. Informację o groźbie aresztowania przekazał Popiełuszce również bp Władysław Miziołek. Wśród dokumentów zgromadzonych w teczce SOR „Popiel” brak oczywiście wzmianki o podobnych incydentach.
Oskarżony Popiełuszko
Skoro ani naciski na zwierzchników kościelnych, ani próby zdyscyplinowania niepokornego księdza z żoliborskiej parafii przez działania „nieznanych sprawców” nie odniosły zamierzonego przez władze skutku, jesienią 1983 roku zdecydowano się wszcząć przeciwko ks. Popiełuszce postępowanie karne. Z formalnym rozpoczęciem śledztwa zwlekano zapewne ze względu na pielgrzymkę papieża do Polski (czerwiec 1983) – aby nie prowokować opinii publicznej. Ksiądz Popiełuszko, który przez cały rok 1983 odprawiał Msze za ojczyznę, według SB nadal „nadużywał praktyk religijnych do wystąpień antypaństwowych”, a „jego wypowiedzi wyczerpywały znamiona przestępstwa z art. 194 kk”. Według tego artykułu, „kto przy wykonywaniu obrzędów lub innych funkcji religijnych nadużywa wolności sumienia i wyznania na szkodę interesów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do 10 lat”. Przepis ten był właściwie zaprzeczeniem wolności religijnej w PRL i stosowano go jedynie w postępowaniu karnym przeciwko ludziom Kościoła. Kazania ks. Jerzego poddano analizie w Głównym Urzędzie Kontroli Publikacji i Widowisk. W opinii cenzorskiej uznano, że wypowiedzi ks. Popiełuszki są „zagrożeniem dla ładu i bezpieczeństwa publicznego”. 22 września 1983 roku prokurator Anna Jackowska z Prokuratury Wojewódzkiej w Warszawie, znana z oskarżania w procesach politycznych, formalnie wszczęła śledztwo przeciwko ks. Jerzemu. Prowadzenie śledztwa zlecono Wydziałowi Śledczemu Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych – specjalnej jednostce, której zadaniem było przygotowywanie postępowań karnych w sprawach politycznych przeciwko działaczom opozycji. SB nagrała na taśmach magnetofonowych m.in. siedemnaście kazań wygłoszonych przez ks. Popiełuszkę – od 29 sierpnia 1982 roku do 11 października 1983 roku.
2 grudnia 1983 roku na plebanii kościoła św. Stanisława Kostki pojawiło się aż dwunastu funkcjonariuszy bezpieki, aby wręczyć ks. Popiełuszce wezwanie do prokuratury. Ksiądz Jerzy nie przyjął go – w ten sposób nie zgodził się z postawionymi mu zarzutami. Był to znany w środowisku opozycji sposób obrony przed niesprawiedliwymi działaniami prokuratury. Oficerowie SB próbowali wedrzeć się siłą do mieszkania księdza, jednak dzięki pomocy zgromadzonych ludzi, którzy bronili wstępu na plebanię, nie udało im się doręczyć wezwania. Ksiądz Jerzy stawił się w prokuraturze dopiero 12 grudnia (ostatecznie wezwanie przekazał mu abp Bronisław Dąbrowski). Popiełuszce przedstawiono wówczas zarzut nagminnego nadużywania wolności sumienia. Według prokuratury, duchowny miał także „nadużywać miejsca kultu religijnego i funkcji kapłana do kształtowania u osób wierzących postaw wrogich organom władzy państwowej, podrywania jej wiarygodności i autorytetu”, ponadto „pomawiał” władze państwowe, że pozbawiają społeczeństwo swobody myśli i działania. Po wielogodzinnym przesłuchaniu ks. Jerzy został przewieziony na przeszukanie jego prywatnego mieszkania przy ul. Chłodnej 15 w Warszawie. Przeszukanie to było prowokacją SB, zainscenizowaną po to, by skompromitować ks. Popiełuszkę przed przełożonymi i uzyskać pretekst do zatrzymania go w więzieniu. „Na rewizję jechałem spokojny, bo nie miałem tam nawet ulotki sprzed stanu wojennego” – zanotował ksiądz w prywatnych zapiskach. „Jakim było zaskoczeniem, gdy jeden z czterech oficerów śledczych w obecności prokuratora, Waldka [Waldemara Chrostowskiego – przyjaciela i kierowcy ks. Jerzego] i mojej przez 3 minuty nawycinał stos obciążających materiałów”. Według relacji księdza, funkcjonariusz SB znalazł ponad 15 tys. egzemplarzy nielegalnych pism, a także naboje i materiały wybuchowe. „Przyjąłem to spokojnie. […] Do protokołu […] dałem adnotację: »Zwracam uwagę na fakt, że jeden oficer po wejściu do mieszkania kierował kroki bezpośrednio w miejsca, z których wyciągał obciążające mnie materiały, jakby wiedział, że one tam są«” – zapisał ks. Popiełuszko. Wszystkie materiały dowodowe zostały wcześniej podrzucone do mieszkania księdza przez bezpiekę. Po przeszukaniu postawiono mu zarzuty dużo cięższe niż dotychczas: o przechowywanie amunicji i materiałów wybuchowych oraz nielegalnych wydawnictw. Ksiądz Jerzy został zatrzymany w areszcie w pałacu Mostowskich na dobę; zwolniono go w wyniku presji ze strony władz kościelnych. Na pytanie filozofa Klemensa Szaniawskiego, jak przeżył pobyt w więzieniu, odpowiedział z radością: „Wyspowiadałem czterech morderców”.
Fizycznie dokuczyć
Jednym z funkcjonariuszy SB biorących udział w prowokacji w mieszkaniu przy ul. Chłodnej był Leszek Pękala, który 19 października 1984 roku razem z Grzegorzem Piotrowskim i Waldemarem Chmielewskim uczestniczył w porwaniu i zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki. W złożonych w śledztwie wyjaśnieniach trzej sprawcy utrzymywali, że celem ich działań przeciwko księdzu nie była chęć zabójstwa, lecz „mocnego, fizycznego dokuczenia mu”. Grzegorz Piotrowski tłumaczył się, że chciał jedynie zastraszyć niepokornego duchownego. W rzeczywistości w użytym wyrażeniu „fizyczne dokuczenie” kryły się prawdziwe działania trzech sprawców: okrutne bicie, znęcanie się i ostatecznie zabójstwo. W czasie prowadzonego śledztwa wyszło na jaw, że sprawcy działali z premedytacją i że ich zamiarem było nie tylko torturowanie księdza i jego zastraszenie, lecz także pozbawienie go życia. Dowodziły tego fragmenty wyjaśnień, w których oskarżeni przyznali, że do porwania szykowali się bardzo starannie: przygotowali pałki wykorzystane później do bicia i worki z kamieniami, które przywiązali do nóg księdza, oraz poszukiwali miejsca, w którym można by porzucić ks. Popiełuszkę, tak by nie został odnaleziony. Dodatkowym dowodem była przeprowadzona przez oskarżonych 13 października 1984 roku próba zamachu na ks. Jerzego wracającego samochodem z Gdańska do Warszawy – Grzegorz Piotrowski rzucił kamieniem w jadący samochód i w ten sposób chciał spowodować wypadek. Zamach nie udał się tylko dlatego, że Piotrowski chybił.
W śledztwie ustalono, że działania przeciwko ks. Jerzemu Popiełuszce były prowadzone za wiedzą zwierzchnika oskarżonych, Adama Pietruszki. Zabójcy nie działali sami; próba zamachu nie była jedynym wystąpieniem przeciwko ks. Jerzemu podjętym przez funkcjonariuszy Departamentu IV MSW – jednostki odpowiedzialnej za walkę z Kościołem. Na zebraniach w MSW podnoszono problem „całkowitej bezkarności” księdza Popiełuszki. Piotrowski mówił w czasie śledztwa, że pomysł porwania powstał z powodu bezsilności organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, które nie mogły sobie poradzić z niewygodnym duchownym. Wyjaśnił również, że koncepcja „fizycznego dokuczenia” księdzu Popiełuszce pojawiła się już w czasie narad kierownictwa Departamentu IV MSW. W czasie jednej z nich jeden z oficerów zobowiązał się przedstawić konkretny plan działań wobec księdza Popiełuszki – wówczas Adam Pietruszka stwierdził: „nie planować, ale działać”; miał również mówić, że ksiądz „może wypaść z pociągu”. Te słowa odczytano jako zachętę do prześladowania ks. Jerzego.
W teczce SOR „Popiel” brakuje dokumentów, które powinny znajdować się w teczkach spraw tego typu – planów śledzenia księdza, nękania go, materiałów pochodzących z podsłuchu założonego w jego mieszkaniu itp. W teczce SOR „Popiel”, oprócz wspomnianych pism kierowanych do dostojników kościelnych, zachowały się jedynie nieliczne materiały archiwalne MSW. Jest to zaledwie kilka notatek SB dotyczących wystąpień ks. Popiełuszki, spisanych przez funkcjonariuszy Wydziału IV Stołecznego Urzędu Spraw Wewnętrznych. Teczka, w której powinny zachować się dowody osaczania księdza Jerzego, wygląda, jakby została wyczyszczona ze wszystkich śladów działalności bezpieki skierowanej przeciwko niemu. W teczce znajdują się jednak protokoły brakowania (czyli niszczenia) materiałów archiwalnych. Wynika z nich, że w sierpniu 1989 roku, tuż przed utratą władzy przez komunistów, wiele dokumentów zostało komisyjnie zniszczonych przez funkcjonariuszy SB. Zlikwidowano wówczas ponad pięćset dokumentów dotyczących najprawdopodobniej działań wymierzonych w ks. Jerzego Popiełuszkę. W ten sposób przepadły dowody zbrodniczych poczynań bezpieki. We wniosku o zakończenie sprawy o kryptonimie „Popiel” zapisano: „19 października 1984 roku figurant sprawy zginął w tragicznych okolicznościach”.

 


Jakub Gołębiewski – redaktor miesięcznika Pamięć.pl, redaktor zbioru dokumentów Aparat represji wobec ks. Jerzego Popiełuszki. Tom II

__________________________________________________________________________________________________

Męczennik, który nie walczył z ludźmi

Blogi

Grzegorz Kramer SJ

(fot. aj)

Jerzy Popiełuszko jest świętym, bo umarł za Pana Jezusa, nie dlatego, że ‘walczył’ z komunistami. Jurek, kiedy się go słucha i czyta, mówi o Prawdzie i Dobru. I zawsze je identyfikuje z Jezusem.

 

Kiedy mówi o konieczności walki o wartości, to mówi to jako człowiek, który sam był bardzo uczciwy i dobry dla innych. Ze świadectw o nim wiem, że kochał rozdawać wszystko, co miał. Tylko taki człowiek może mówić o etyce i moralności życia innych ludzi.

 

Jerzego, podobnie jak Pana Jezusa, łatwo wykorzystać przeciwko wrogom. „Chrześcijaninowi nie może wystarczyć samo potępienie zła, kłamstwa, tchórzostwa, zniewalania, nienawiści, przemocy, ale sam musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości” – mówił Jerzy.

 

Kiedy napięcie między władzami a Jerzym sięga zenitu, wtedy jego przyjaciele radzą mu, by zmienił taktykę, by zaatakował wrogów, wymieniając ich nazwiska. On wtedy stwierdził, że nic nie rozumieją z tego, o co walczy. Powiedział, że nie walczy z ludźmi, ale ze złem.

 

Wtedy widać było jego wielką samotność. Samotność w walce, niezrozumienie i rozejście się dwu wizji: jego i przyjaciół. Jego opierała się na Jezusie, i o Niego walczył. Wizja przyjaciół Jerzego opierała się na polityce. Łatwo wykorzystać Ewangelię do walki z tzw. wrogami wiary i naszego świętego spokoju, których identyfikujemy w konkretnych osobach.

 

Jednak kompletnie nie o to chodzi. „Nie walczymy bowiem przeciw krwi i ciału, ale przeciwko zwierzchnościom i władzom, przeciwko złym duchom na wyżynach niebieskich” – czytamy w Liście do Efezjan 6,12. To jest nasza perspektywa i poligon walki.

 

Zły jest inteligentny i w łatwy sposób może próbować wykorzystać nasze dobre intencje do walki z człowiekiem. A Bóg nie może być motywacją do walki z człowiekiem, nawet jeśli my uważamy, że „bronimy” Boga i wartości.

 

Ewangelia jest dana człowiekowi wierzącemu po to, by miał nadzieję w trudnościach, by wiedział, że Bóg jest z nim w każdej sytuacji, a nie po to, by stała się ona orężem przeciw człowiekowi. Ostatecznie, człowiek wierzący dochodzi do punktu, w którym zostaje sam.

 

Choć ma za sobą wspólnotę Kościoła, to on musi zdecydować, w którą stronę idzie i za czym się opowiada. Świetnie to pokazywał Jerzy Popiełuszko. Nie można mu zarzucić, że był człowiekiem, który tylko się modlił. Działał na wielu frontach, ale nigdy przeciwko człowiekowi, nawet wrogowi.

 

Doszedł jednak w swoim życiu do takiego punktu, w którym był sam. Przyjaciele (wspólnota) nie zrozumieli, o co mu chodziło, z czym walczy i dlaczego nie chce przekroczyć granicy, którą wyznaczyła mu Ewangelia.

 

Został świętym, bo zaryzykował. Nie przekroczył granicy walki. Ewangelia ma dać mi siłę, by nie panikować, a nie siłę do walki z braćmi i siostrami po drugiej stronie barykady. Granicę walki z człowiekiem może przekroczyć tylko wróg, nie ty. Ceną jest męczeństwo, które jest ceną za wierność Bogu i sobie. Męczeństwem może być także poczucie osamotnienia.

 

Każdy z nas jest kimś, kogo Bóg postawił nad innymi. Rodzina, przyjaciele, koledzy, inni ludzie, którzy jakoś od nas zależą, nawet jeśli to są dość krótkie zależności, takie jak choćby spotkanie w sklepie.

 

Mieć świadomość tego, że każde nasze spotkanie z drugim ma na niego wpływ. Oni na nas patrzą, obserwują nasz sposób myślenia, wybory i decyzje, a później działanie. I popatrzmy na to nie jak na przekleństwo – że musimy na siebie uważać, bo „inni patrzą” – ale popatrzmy na to jak na wyzwanie, zadanie.

 

Jesteśmy dla innych odniesieniem. Inni patrząc na nas, uczą się wybierania i działania. Bóg stawia nas w bardzo konkretnych sytuacjach życiowych, nie dlatego że chce nas próbować, ale dlatego, że nam ufa. Ta świadomość jest ważna dla nas, chrześcijan, bo w tym uderza nas zły. On wie, że każdy z nas jest w stanie pociągnąć innych.

 

Dlatego jesteśmy ciągle kuszeni do poluzowań, do kompromisów z własnymi i Bożymi zasadami. Zły wie, że to nie będzie tylko nasz osobisty upadek, ale pociągnie on innych.

 

Pokusa zawsze jest związana z obietnicą, że będzie nam dobrze, i zawsze uderza w to, co nas osobiście najbardziej pociąga, a co jest naszą raną. Dla jednych to będzie poczucie władzy, męskości czy poczucie „bycia kimś”. On w to nie wchodzi, reaguje bardzo stanowczo. I to jest kolejny klucz dla nas.

 

Żadnych dialogów wewnętrznych ze złem, mówienia sobie, że mogę przesunąć granice, bo jestem silny. Nie. I koniec. To jest ten moment, w którym trzeba sobie przypomnieć słowa Jezusa, że „co ponad to jest – od złego pochodzi”.

 

Czasem jest tak, że inni ludzie inspirują nas swoim grzechem. Kiedy widzimy grzechy innych, kiedy inni opowiadają o swoich grzechach, my się dołączamy, mówimy sobie, że skoro innym wolno, to nam też. A tymczasem grzech innych ludzi ma obudzić naszą gorliwość do jeszcze mocniejszego pójścia za Panem.

 

My potrzebujemy ludzi podobnych do nas. Ludzi, którzy wierzą Bogu. Musimy szukać innych, którzy będą dla nas inspiracją w byciu przyjacielem Boga i w wyborach, które są trudne, ale dobre.

 

Dlatego od dziś Jurek będzie z Wami w znaku relikwii. Przyjmujecie dziś Świętego, który jest trudnym świętym. Bo jeśli Go przyjmujecie, to musicie próbować żyć w logice: „zero nienawiści”, „zero odwetu”, „zero żądzy”.

 

W chrześcijaństwie nie chodzi o negację innych. Chodzi o afirmację człowieka. Bóg stał się człowiekiem. I w ludzkim ciele zbawił człowieka. A to znaczy, że nie mamy walczyć z ludźmi (również z wrogami, inaczej myślącymi, naszymi prześladowcami), ale zbawiać ich przez nasze życie (również ciało). Naprawdę w chrześcijaństwie chodzi o to, by życie stracić, a nie zachować.

 

Kiedy umarł, miałem 8 lat. Byłem w II klasie podstawówki. Nic nie wiedziałem o „złym świecie komunistów”. To był świat, w którym się urodziłem i żyłem. Po prostu świat dziecka. Kiedy w tamtą piątkową noc Jurek był mordowany, ja smacznie spałem. I mamy smacznie spać dalej, ale mamy się też przebudzić do gotowości oddania życia za Pana Jezusa. W naszych bliskich, ale i wrogach.

<iframe width=”560″ height=”315″ src=”https://www.youtube.com/embed/2saqEoe_6Uw” frameborder=”0″ allowfullscreen></iframe>

http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,2057,meczennik-ktory-nie-walczyl-z-ludzmi.html

____________________________________________________________________________________________

________________________________________________________________________________________________

Abp Stankiewicz: Komunia dla rozwodników niesprawiedliwością

KAI / mc

(fot. wikipedia.org)

Dopuszczenie do Komunii osób żyjących w nowych związkach będzie aktem niesprawiedliwości wobec tych par, które walczą o uratowanie swego małżeństwa i które ogromnym wysiłkiem pozostały sobie wierne. Takie przekonanie wyraził 15 października w Watykanie metropolita Rygi abp Zbigniew Stankiewicz.

– Nikt z nas nie jest przeciwny miłosierdziu dla rozwiedzionych, którzy zawarli nowe związki czy wobec homoseksualistów. Nie można jednak napełniać pojęcia miłosierdzia treścią oderwaną od prawdy, sprawiedliwości, żywej Tradycji Kościoła. Tutaj trzeba pogłębienia – powiedział w auli synodalnej przedstawiciel Kościoła katolickiego na Łotwie. Przypomniał, że mały katechizm, z którego w jego kraju uczy się dzieci, mówi, że aby otrzymać przebaczenie, konieczna jest skrucha i postanowienie, by już więcej nie grzeszyć.
– Jestem przekonany, że argumenty za dopuszczeniem tych osób [rozwiedzionych] do Komunii św. mają charakter bardziej socjologiczny i psychologiczno-emocjonalny niż teologiczny. Kościelny młyn miele powoli, jednak z zasady na koniec daje dobrą mąkę. Naszym zadaniem jest przyniesienie pokoju ludowi Bożemu, a szczególnie rodzinom. Bardzo dobrze by było, gdybyśmy rozwiązali tę kwestię jednomyślnie. Nie możemy niczego wymuszać – oświadczył abp Stankiewicz. Wyznał, że wierni świeccy w jego kraju są zaniepokojeni.
– Przemawiam w imieniu Konferencji Episkopatu Łotwy. Jest ona przeciwna dopuszczeniu do Komunii rozwodników, którzy zawarli nowe związki, oraz żyjących ze sobą osób tej samej płci. Ojciec Święty uczynił już i tak wielki krok wobec osób w ponownych związkach, przyśpieszając proces w sprawie nieważności małżeństwa, a przez to otwierając drogę miłosierdzia w murze sprawiedliwości. Proponuję, byśmy tu się zatrzymali i podjęli refleksję – podkreślił metropolita Rygi. Dodał, że – naszym pierwszym zadaniem jest ukazanie w atrakcyjny sposób piękna powołania do małżeństwa oraz zachęcenie i umocnienie tych rodzin, które z trudem walczą o dochowanie wierności swemu małżeństwu.
W rozmowie z Radiem Watykańskim gość z Łotwy zauważył, że obrady synodalne w coraz większym stopniu skupiają się na tym, co najistotniejsze, to znaczy „aby dać rodzinom pozytywny przekaz o pięknie powołania rodzinnego i że jest ono wpisane w plan Boży, że jest to droga do doskonałości, do osiągnięcia Królestwa Bożego dla małżonków”. – I w moim przekonaniu większość ojców synodalnych coraz bardziej zaczyna to sobie uświadamiać. A te drugorzędne kwestie odchodzą na dalszy plan – dodał arcybiskup.
Podkreślił, że sprawa Komunii dla rozwodników, często dotychczas poruszana, nie była mimo wszystko najważniejsza. Dobrze jednak, że temat ten „w końcu wzięto na muszkę”, bo dzięki temu jest coraz bardziej rozpracowywany. – Mam nadzieję, że z tego wyjdzie coś dobrego, bo żarna kościelne mielą powoli, ale dobrze. I Synod też tak miele i ufam, że w końcu nieprawda i plewy zostaną odrzucone i pozostanie tylko czysta mąka, bo tak w ciągu wieków pracowała tradycja Kościoła – stwierdził rozmówca rozgłośni papieskiej.
Zaznaczył ponadto, że tzw. „droga pokutna” zaproponowana przez kard. Kaspera, budzi też sprzeciwy, gdyż „może otworzyć drzwi do dosyć masowego przystępowania rozwodników do Komunii św.”, dlatego „powiedziałem, że Ojciec Święty w tym murze sprawiedliwości otworzył wyłom miłosierdzia, przyspieszając procedury orzekania nieważności małżeństwa”. Teraz należy się zatrzymać i zastanowić, co dalej i nie podejmować pochopnych kroków, „które mogą niestety bardzo zaszkodzić Kościołowi i rodzinom” – tłumaczył abp Stankiewicz. Zauważył, że umożliwienie łatwego dostępu do Komunii św. rozwodnikom oznacza krzywdę tych rodzin, które walczą o przetrwanie i dochowują wierności.
Pytany o porównanie obrad tegorocznych z ubiegłorocznym zgromadzeniem nadzwyczajnym, w którym również uczestniczył, odpowiedział, że ojcowie synodalni są obecnie bardziej świadomi problemu i tych zagrożeń, które kryły w sobie dwie propozycje sprzed roku, tzn. o rozwodnikach i homoseksualistach. W tym kontekście na zakończenie zauważył, że po jego wczorajszym wystąpieniu o wartościach rodziny podeszło do niego ok. 20 osób, aby mu podziękować za to za to, że jasno i wyraźnie powiedział co jest czym.
__________________________________________________________________________

Plinio Correa de Oliveira  Czy katolicyzm jest jeszcze antykomunistyczny?

Czy katolicyzm jest jeszcze antykomunistyczny?

fot.Andrzej Sidor/FORUM

Watykańska polityka rozluźnienia wobec komunistycznych rządów stwarza dla antykomunistycznych katolików sytuację, która porusza ich do głębi, w stopniu o wiele mniejszym jako antykomunistów niż jako katolików. W każdej bowiem chwili można postawić im zarzut niezwykle kłopotliwy: czy czynione przez nich antykomunistyczne działania nie przynoszą skutków dokładnie przeciwnych do tych, jakie zamierzył Wikariusz Jezusa Chrystusa?

Gdzie jest spójność postawy katolika, którego działania zmierzają w kierunku przeciwnym do wyznaczonego przez Pasterza Pasterzy? Pytanie to przynosi w konsekwencji alternatywę, z którą winni się zmierzyć wszyscy antykomunistyczni katolicy: zaprzestać walki albo wyjaśnić swe stanowisko.

Zaprzestać walki nie możemy. A nie możemy tego zrobić za sprawą nakazu naszego katolickiego sumienia.  Jeśli bowiem obowiązkiem każdego katolika jest zabiegać o dobro i zwalczać zło, to nasze sumienie nakazuje nam bronić tradycyjnej doktryny Kościoła i zwalczać doktrynę komunistów.

Współczesny świat rozbrzmiewa wszędzie hasłem “wolność sumienia”. Głosi się je na całym Zachodzie, a nawet w kazamatach Rosji, czy… Kuby.  Niejednokrotnie owo wyrażenie tak często jest powoływane, iż dochodzi do jego nadużywania. W jego jednak najbardziej prawowite i uświęcone rozumienie wpisuje się prawo katolika do podejmowania działań, w życiu tak religijnym, jak obywatelskim, zgodnie z dyktatem jego sumienia.

Czulibyśmy się bardziej ujarzmieni wewnątrz Kościoła niż Sołżenicyn w sowieckiej Rosji, gdyby nie dane nam było postępować w zgodności z dokumentami wielkich papieży, którzy swą doktryną rozjaśnili chrześcijański świat.

Kościół nie jest, Kościół nigdy nie był, Kościół nigdy nie stanie się takim więzieniem dla ludzkich sumień. Na więzi posłuszeństwa względem Następcy Piotra, której nigdy nie przerwiemy, którą wielbimy najgłębszym zakątkiem duszy naszej, której składamy hołd najlepszą cząstką naszej miłości, na więzi tej składamy pocałunek w chwili tej samej, gdy trawieni bólem dajemy świadectwo naszego stanowiska. I na kolanach, z czcią spoglądając na postać Jego Świątobliwości, dajemy wyraz całej naszej Jemu wierności.

W owym synowskim akcie zwracamy się do Pasterza Pasterzy tymi słowy: dusza nasza należy do Was, Wasze jest życie nasze. Rozkażcie, czego zapragniecie. Nie każcie nam jedynie bezczynnie się przyglądać atakom czerwonego wilka. Na to nie godzi się nasze sumienie.

 Plinio Correa de Oliveira

 Powyższy tekst stanowi fragment eseju Plinia Correi de Oliveira zatytułowanego „Watykańska polityka rozluźnienia wobec komunistycznych rządów”, opublikowanego w czasopiśmie „Folha de S. Paulo”, 10 kwietnia 1974

Źródło:

logo Polonia Christiana___________________________
Grafika w okonie wpisu: fot. Shutterstock

 

O autorze: Słowo Boże na dziś