(HOT HOT HOT!) Zetaigreka aka Heres czyli 24 grudnia: Chrystus na Onecie!

Dzieje się! Cały sejm jednomyślnie opowiedział się przedwczoraj za nazwaniem roku 2016 rokiem Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski, a  na pierwszej stronie Onetu, takie perły…

Ten utwór można śmiało puścić każdemu zwolennikowi zabijania dzieci:

A tu artykuł z raperami w rolach głównych.

http://muzyka.onet.pl/wywiady/wyrwani-z-niewoli-lyse-banie-glosza-jezusa-smierc-i-zmartwychwstanie-wywiad/7ec2s7

 Fragmenty (warto przeczytać całe!):

//Życie Piotrka zaczęło pikować w dół, mimo że on sam czuł się coraz lepiej. – Pojawiły się narkotyki, włamania, kradzieże – wymienia. – Oferta tego świata wydawała się bardzo przyjemna. Tak to się zaczęło, odnalazłem przyjemną stronę życia. Niestety obok tego zaczęły się pojawiać bolesne skutki tego, czyli złe wyniki w szkole, problemy wychowawcze. Chwilę później trafiłem do grupy ideologicznej – tutaj przerywa i zaznacza, że nie chce wchodzić w szczegóły, z szacunku do kolegów. – Nie chcę, żeby źle odebrali moje intencje. Dlatego zostańmy przy nazewnictwie „grupa ideologiczna”. Dlaczego do niej należałeś? – Czułem się skrzywdzony w dzieciństwie, słaby, a oni mnie docenili. W końcu za wykroczenia trafiłem do aresztu, miałem sprawę w sądzie. Piotrek miał wtedy 17 lat, więc w grę wchodziło już więzienie. Jak na twój areszt zareagowali koledzy z grupy? – To była dosyć gruba akcja, w mediach o tym pisali: „nożownicy na ulicach Białegostoku”. Wjechaliśmy na pewną grupę z nożami i wszystkich nas złapano, bo tam jeden chłopak został dosyć mocno pobity; ja w tym uczestniczyłem. Po tej akcji zaczęli mnie doceniać jeszcze bardziej – dodaje. Sprawa zakończyła się po tym jak matka Zalewskiego wpłaciła za niego kaucję. Dzięki temu nieletni uniknął odpowiedzialności karnej.

Wyrwani z Niewoli po rekolekcjach w Zakładzie Karnym we Wronkach Wyrwani z Niewoli po rekolekcjach w Zakładzie Karnym we Wronkach Foto: Materiały prasowe

– Mimo że koledzy mnie poważali, to w domu byłem tym samym zalęknionym gościem. Przestałem się uczyć, przez co wyleciałem ze szkoły, dopiero później poszedłem do wieczorówki, zdałem maturę i poszedłem na studia zaoczne. Wtedy życie wypadło mi spod kontroli – wspomina ze spuszczoną głową. Jakby tego było mało, uzależnił się od narkotyków. – Zdałem sobie sprawę, że ja muszę brać to codziennie. Jak miałem iść do Urzędu Pracy, to bałem się wyjść z domu nieodurzony. Chociaż bucha trawy, cokolwiek. Czułem się słaby, nie potrafiłem żyć ze sobą, w takim stanie.

Matka cię widziała w takim stanie? – Do momentu pierwszej sprawy widziała mnie parę razy jak po pijaku wracałem do domu. Słyszała też, że leżałem raz nawalony na ulicy. Dopiero potem zaczęło to wszystko naprawdę wychodzić. Kiedy znalazła pierwsze narkotyki, zaczęła się naprawdę niepokoić, prosić, żebym już tego nie brał – wspomina z trudem. Punkt zwrotny jest jednak gdzie indziej. – Poszła pewna nieprawdziwa plotka na mój temat. Moja grupa posądzała mnie o zdradę. Odwrócili się ode mnie. Jestem sam. Odszedłem od rodziny, od kolegów. Mam tylko nałóg i więcej nic.

Wyjeżdża do Gdańska. W drodze powrotnej, w przedziale pociągu spotyka zakonnika. – Zobaczyłem w nim taką jasność, spokój, jaki od niego bił. Ten Salwatorianin nie nawracał mnie, nic z tych rzeczy. Zapragnąłem mieć chociaż cząstkę z tego co w nim zobaczyłem, a czego nie miał żaden z moich kolegów. Wtedy nie wiedziałem, co to spotkanie może znaczyć. Dziś wiem, że to był sygnał, że Bóg o mnie walczy; że stawia drogowskaz na mojej drodze. Ten zakonnik nie mówił „Bóg Cię kocha” i tak dalej, ale sam wstydziłem się wtedy pytać o cokolwiek. Rozstaliśmy się, on wysiadł w Giżycku, ja w Białymstoku i dalej nie wiedziałem po co to wszystko, co właściwie w tym pociągu się zdarzyło. Trzy dni później, 17 listopada 2008 roku poszedłem do mojej parafii w Łapach i przystąpiłem do spowiedzi, pierwszej poważnej w moim życiu.

– Stanąłem w prawdzie o sobie przed tym księdzem. Zdjąłem wszystkie maski, byłem tym małym, słabym Piotrkiem i wyznałem jaki jestem zakłamany, uzależniony, co zrobiłem ze swoim życiem. Ksiądz tylko zapytał mnie o moje imię i po chwili powiedział: „niebo cieszy się twoim szczęściem”. Na koniec dodał, że odpuszcza mi wszystkie moje grzechy i żebym odszedł w pokoju – chwilę później Piotrek płakał na głos jak dziecko, a pewna pani zapytała czy wszystko w porządku. – Zazwyczaj w kościele jesteśmy anonimowi, więc jak mnie wtedy zaczepiła, to poczułem się nieswojo. Na tej mszy przyjąłem komunię świętą i zaczęła się moja walka. To był moment mojego wskrzeszenia.//

BÓG SIĘ RODZI! ALLELUJA!

O autorze: space