Ewolucja poglądów Salonu na temat Wałęsy. „Coś tam podpisał”.

Szanowni Państwo.

Pamiętacie atmosferę polityczną towarzyszącą wydaniu książki „SB a Lech Wałęsa” w 2008 roku? Całe zastępy autorytetów oralnych opluwały autorów książki, nazywając ich działanie „polowaniem na czarownice” i atakiem na niewinnego człowieka. Oficjalna wersja tłumaczeń brzmiała mniej więcej taka, że Lech Wałęsa nigdy nie był komunistycznym donosicielem, a dokumenty na których opierali się Cenckiewicz z Gontarczykiem wprawdzie istniały, ale na pewno były SB-cką fałszywką.

Mądrość etapu po ośmiu latach i pojawieniu się tematu szaf Kiszczaka przybrała nową postać. Dziś, chyba nawet najbardziej zapiekli zwolennicy III RP oraz mitu Wałęsy nie idą tak mocno w zaparte. Dzisiejsza mądrość etapu przyznaje: „Wałęsa coś tam podpisał”. Ci sami, co osiem lat temu wmawiali nam, że w Gdańsku było 40 innych Bolków, moralizują na dwa sposoby. Albo, że przecież to w sumie każdy wtedy „coś tam” podpisywał i nie było to nic strasznego. Albo, że może i Wałęsa przez fakt współpracy z SB trochę nagrzeszył, ale odkupił swoje przewiny „obaleniem komuny”, przez co jego bilans zasług i tak wychodzi na wielki plus. Co ciekawsze głosy mówiły nawet o tym, że fakt donosicielstwa przez Wałęsę na SB, dodaje jego osobie „kolorytu” i wskazuje, że mimo wszystko na końcu wybrał jasną stronę mocy. A szafy Kiszczaka nie wniosły do sprawy Wałęsy nic, co nie było wiadome wcześniej…

Westchnijmy nieco… Czy te teczki, którymi się wciąż szantażuje ludzi ze świecznika, czy te zniszczone hale przemysłowe, czy te wyparowane pieniądze z książeczek oszczędnościowych, czy ta milionowa emigracja zarobkowa, czy ten kryzys dzietności, czy ta nienawiść do religii, czy resortowe dzieci w polityce, biznesie, mediach, sądach, na uczelniach, szkołach, w szpitalach, samorządach, czy ci sami ludzie, którzy rządzą Polską od 1944 roku (i wiele wiele innych czynników) to na poważnie można nazywać „obaleniem komuny”? To było to dobre przysłużenie się ojczyźnie?

Jak bardzo ograniczeni umysłowo muszą być ludzie Salonu, skoro zawsze mówią to samo? Dlaczego każdy kto nie lubi PiS, Kościoła, narodowców czy „ksenofobów”, nigdy nie ma własnego zdania? Raz Wałęsa jest ciemnogrodem (wczesne lata 90.), raz bohaterem narodowym. Nie było ani jednego przedstawiciela Salonu, który przyznał „zawiodłem się na Lechu, zdradził nas”.

Idąc tym tropem, warto wybiec w przyszłość i wyobrazić sobie co powie Obóz Targowicy, gdy dowody na Wałęsę staną się jeszcze bardziej przytłaczające. Obstawiam, że znowu powiedzą, iż „wiemy to, co wiedzieliśmy”, dodając, że Wałęsa słusznie współpracował z SB broniąc Polski przed „fanatykami” i „antysemitami”.

Cóż, mistrzem ślepego gęgania wśród salonowców jest wiecznie nadąsany i komicznie moralizatorski Andrzej Celiński. Sprawa Wałęsy, w której były członek SLD przekonuje, że prawda czasem niszczy i lepiej do nie nie dążyć, to tylko jeden z wielu jego wygibasów umysłowych. Jeszcze nie tak dawno porównywał polityków PiS do nazistów z powodu ich obojętności wobec pomocy uchodźcom. Teraz, w ramach mądrości etapu publicznie pyta, czy oby Europa nie okazała zbyt dużej dobroduszności wobec potrzebujących przybyszów…

Wnioski? Jeżeli Salon piętnuje jakiegoś „fanatyka”, oblewając go kubłem pomyj, oskarżając o kłamstwo, fałsz, histerię, istnieje duże prawdopodobieństwo, że za kilka lat przyzna mu rację. Oczywiście bez użycia słów „przepraszam”, bo w końcu nieomylni i najmądrzejsi „wiedzieli to od zawsze”.

____________________________________________________________________________________________________________

Rys. Rys. Andrzej Krauze

O autorze: Migorr

Jestem równolatkiem tworu zwanego "Trzecią Rzeczpospolitą". Moje marzenie: Aby jej kres, którego konsekwencją będzie budowa Wolnej Polski nastąpił jeszcze za mojego życia.