Zmartwychwstanie człowieka… Wtorek w oktawie Wielkanocy_Wtorek, 29 marca 2016r.

Maria Magdalena i Chrystus

Myśl dnia

Nie możemy pozwolić, aby zegar i kalendarz przesłoniły nam fakt, że każda chwila życia jest cudem i tajemnicą.

 

Herbert George Wells

***

Za zmartwychwstaniem Chrystusowym poszło zatem zmartwychwstanie człowieka; a to zmartwychwstanie odbywa się ciągle i w każdym chrześcijaninie, bo do każdego mówi Apostoł: Wstań, który śpisz, i powstań z martwych, a oświeci cię Chrystus (Ef 5, 14)

Chrystus już nie wrócił do grobu swego; my nie wracajmy do grzechów. Chrystus zostawił w grobie prześcieradła całunowe; my porzućmy na zawsze całuny grzechów, to jest złe przywiązania i namiętności, które nas pierwej krępowały.

Józef Sebastian Pelczar, Zwycięstwo Chrystusa Pana nad grzechem, w: Mowy i kazania 1877-1899, Kraków 1998, s. 219-221.

_____________________________________________________________________________________________________________

Słowo Boże

Wtorek w oktawie Wielkanocy

Posłuchaj

Dzisiejsza Ewangelia przedstawia Marię Magdalenę, którą Jezus posyła z misją do swoich braci. Na tej modlitwie poproś Ducha Świętego o dar wrażliwości serca na Słowo Boże.

Dzisiejsze Słowo pochodzi z Ewangelii wg Świętego Jana J 20, 11 – 18

Maria Magdalena stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli siedzących, jednego przy głowie, a drugiego przy nogach, w miejscu, gdzie leżało ciało Jezusa. I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę». Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego». Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana i to mi powiedział».

Maria przychodzi do grobu opłakiwać śmierć swego Mistrza.  Nie znajduje ona jednak ciała Jezusa, co sprawia jej jeszcze większy ból i zagubienie. Teraz w ciszy pobądź razem z Marią. Popatrz na nią, pozwól jej wypowiedzieć własny ból. Spróbuj współodczuwać razem z nią.

Maria Magdalena przy grobie
W przeżywaniu rozpaczy Maria nie dostrzega tego, co dzieje się wokół. Nie rozpoznaje głosu Jezusa od razu. Ma jednak serce wrażliwe na Jego głos, gdy woła ją po imieniu. Słowo Jezusa dotyka jej głębi i wybudza z rozpaczy. Czy wystarcza ci cierpliwości i wrażliwości, żeby czekać na głos Pana? Czy pozwalasz Słowu Bożemu dotykać twojej głębi?

Jezus nie pozwala Marii zatrzymywać Go, lecz wysyła ją do swoich braci z radosną misją. Ma ona ogłosić, że Jezus żyje, zmartwychwstał i wstępuje do Ojca jako odkupiciel człowieka i zwycięzca śmierci. Przez tę misję Maria staje się apostołką apostołów. Przypomnij sobie momenty, w których czułeś bliskość Jezusa, momenty w których Słowo przemówiło do ciebie tak, że chciałeś iść i głosić radość zwycięstwa Chrystusa.

Módl się słowami psalmu: „Jak łania pragnie wody ze strumienia, tak moja dusza pragnie Ciebie, Boże. Dusza moja pragnie Boga, Boga żywego, kiedyż więc przyjdę i ujrzę oblicze Boże?”.

Liturgia słowa na dziś

PIERWSZE CZYTANIE (Dz 2,36-41)

Chrzest pierwszych wyznawców Chrystusa

Czytanie z Dziejów Apostolskich.

W dniu Pięćdziesiątnicy Piotr mówił do Żydów:
„Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem”.
Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca i zapytali Piotra i pozostałych apostołów: „Cóż mamy czynić, bracia?” Powiedział do nich Piotr: „Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz”.
W wielu też innych słowach dawał świadectwo i napominał: „Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia”.
Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz.

Oto słowo Boże.

PSALM RESPONSORYJNY  (Ps 33,4-5.18-19.20 i 22)

Refren: Pełna jest ziemia łaskawości Pana.

Słowo Pana jest prawe, *
a każde Jego dzieło godne zaufania.
On miłuje prawo i sprawiedliwość, *
ziemia jest pełna Jego łaski.

Oczy Pana zwrócone na bogobojnych, *
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci *
i żywił ich w czasie głodu.

Dusza nasza oczekuje Pana, *
On jest naszą pomocą i tarczą.
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska *
według nadziei, którą pokładamy w Tobie.

ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ (Ps 118,24)

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

Oto dzień, który Pan uczynił,
radujmy się w nim i weselmy.

Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja.

EWANGELIA (J 20,11-18)

Ukazanie się Zmartwychwstałego Marii Magdalenie

Słowa Ewangelii według świętego Jana.

Maria Magdalena stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli siedzących, jednego przy głowie, a drugiego przy nogach, w miejscu, gdzie leżało ciało Jezusa.
I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?”
Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono”.
Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.
Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”
Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę”.
Jezus rzekł do niej: „Mario!” A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: Nauczycielu.
Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego»”.
Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: „Widziałam Pana i to mi powiedział”.

Oto słowo Pańskie.

KOMENTARZ

Pierwsza

Dobra Nowina o życiu jest objawiona najpierw kobietom. Tak było podczas zwiastowania, gdy Maryja jako pierwsza dowiedziała się o tajemnicy wcielenia. Poszła Ona z pośpiechem, aby radosną wieść zanieść innym. Podobnie po zmartwychwstaniu – to kobieta jako pierwsza widzi pusty grób i żywego Pana. O nowym życiu dowiaduje się pierwsza kobieta, a więc ta, która nosi w sobie życie i wydaje je na świat. Maria Magdalena stała się pierwszą głosicielką zmartwychwstania, ponieważ tak bardzo umiłowała. Pomimo śmierci trwała przy Tym, w którym odnalazła prawdziwą miłość. A ona nigdy nie zawodzi. Maria Magdalena rozpoczęła drogę, na której z niewzruszoną pewnością głosi się prawdę, że Jezus jest Panem i Mesjaszem.

Panie, nie pozwól, abym przestał Cię poszukiwać w chwilach zwątpienia. Otwórz moje oczy i serce, abym z miłością zwrócił się ku Tobie, który jesteś moją jedyną drogą, prawdą i życiem.

Rozważania zaczerpnięte z „Ewangelia 2016”

Ks. Mariusz Szmajdziński /Edycja Świętego Pawła/.

______________________________________________________________________________________________________________

Pozwólmy Syryjczykom zostać w domu

Abp Stanisław Gądecki

Abp Gądecki w Syrii

O dramatycznej sytuacji mieszkańców ogarniętej wojną domową Syrii opowiada w rozmowie z KAI przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki. Zauważa, że lepiej byłoby, gdyby syryjscy chrześcijanie uciekający przed radykalnym islamem mogli pozostać w swoim kraju, zamiast wyjeżdżać zagranicę. Możemy im pomagać, np. składając się na remont jednego pokoju. – Chodzi o to, żeby w zburzonym domu rodzina mogła urządzić sobie chociaż jeden pokój, w którym może się schronić, a potem z roku na rok sama będzie remontowała następne – tłumaczy abp Gądecki.

Właśnie wrócił Ksiądz Arcybiskup z kilkudniowej podróży do Syrii. Niedawno media obiegł poruszający film ze zniszczonego przez wojnę miasta Homs. Przypomina ono Warszawę po powstaniu w 1944 roku… Czy miejsca, które Ksiądz Arcybiskup odwiedził w Syrii też tak wyglądają?

Nie wszystkie. Są miejsca zajęte przez Daesh [Państwo Islamskie – KAI], które podczas odbijania ich przez wojska rządowe zostały praktycznie zrujnowane. Często krytykowano wojska prezydenta Baszara al-Asada, że niszczyły szkoły czy szpitale, ale tak dzieje się podczas każdej wojny domowej. Właściwie nie ma sposobu, żeby prowadzić wojnę domową, nie zabijając cywili.

Są więc takie miejsca jak Maalula, która została zniszczona, a wszyscy z niej uciekli. Teraz wróciło 43 procent dawnych mieszkańców, ale reszta już się nie pojawiła. Wiele budynków jest rozbitych, dużo mieszkań spalonych. Te zniszczenia naprawdę robią dramatyczne wrażenie. W dużo gorszej sytuacji jest w tej chwili Homs, którego mieszkańcy są jeszcze dodatkowo wydani na pastwę głodu.

Trudno to sobie wyobrazić, ale w stolicy, w Damaszku, gdzie mieszka prezydent, są dzielnice opanowane przez jego przeciwników. Teren jest otoczony, a ludzie zostali wzięci jako zakładnicy. Tysiące ludzi głoduje, bo nie ma możliwości ucieczki.

Zniszczenia są nie tylko materialne, ale także duchowe. Kto nie mógł dłużej wytrzymać takiego życia, ten wyjechał. Młodzi uciekają także z tego powodu, że istnieje obowiązek służby wojskowej do 42. roku życia. Nikt nie chce życia zmarnować, więc kto tylko miał jakieś możliwości, ten opuścił kraj, tym bardziej że do przekroczenia granicy z Libanem czy z Turcją nie była potrzebna wiza. Łatwo było uciec z Syrii.

 

Wynika z tego, że morale mieszkańców Syrii jest obecnie raczej niskie…

Widać po tych ludziach, że są tym wszystkim, co się od pięciu lat dzieje w ich kraju tak przybici, że praktycznie już zobojętnieli na ten stan rzeczy. W Damaszku dzieci chodzą do szkół, dorośli idą do pracy, sklepiki funkcjonują, a w międzyczasie ma miejsce zamach, podczas którego wybuch zabije kilkadziesiąt osób. Zabitych pochowają, poranionych zabiorą do szpitala i życie wraca do normy. W szpitalach też jest trudno, bo powiadają, że 50 tysięcy lekarzy uciekło zagranicę, tak że służba zdrowia jest już mocno ograniczona.

 

Czy w tych warunkach Kościół może prowadzić normalną pracę duszpasterską?

Kościół cieszy się obecnie wolnością religijną. Chrześcijanie nie skarżą się na Asada. Normalnie funkcjonują parafie. Niektóre z nich mogłyby być nawet modelem dla Polski. Na przykład w jednej parafii działa 70 katechistów! Młodzi ludzie, którzy jeszcze nie zawarli związków małżeńskich i sami przeszli cały cykl katechetyczny, przejmują troskę o dzieci i młodzież swej parafii i ich katechizują. Te parafie są żywe.

Byłem zaskoczony pięknym stanem kościołów. Są świątynie, owszem, bardzo stare, ale zadbane, są też nowo wybudowane, z bardzo pięknymi ikonami. Są też te kościoły spalone, na terenach zajętych przez Daesh.

Ludzie są tu bardzo pobożni. Takiej pobożności już pewnie w Polsce nie ma… Z wielkim szacunkiem odnoszą się do kapłanów. I to nie tylko chrześcijanie, ale również muzułmanie. Jeśli ksiądz wejdzie w sutannie do meczetu Umajjadów w Damaszku, to go tam przyjmują z rewerencją. Na ulicy jest podobnie: gdy widzą kapłana w stroju duchownym, odnoszą się do niego z dużym respektem, tak samo jak do imama. Ich pobożność jest wschodnia – czczą ikony, tłumnie podchodzą, by otrzymać błogosławieństwo, bardzo żywo śpiewają. Każda parafia ma silny zespół muzyczny oraz zespół muzyczny skautów.

Tym, co łatwo zauważyć jest brak mężczyzn w kościele. Pozostały niemal same kobiety. Są jeszcze starsi panowie, ale młodszych brakuje, z wyjątkiem katechistów, młodocianych chórzystów i skautów, którzy z wielkim hałasem wprowadzają patriarchę na każdą liturgię.

 

Mówimy cały czas o Kościele melchickim, największym w Syrii spośród wyznań chrześcijańskich…

Tak, ale tam jest pięć innych Kościołów katolickich, które są w gorszej sytuacji niż melchicki, bo są mniejsze: maronicki, ormiański, syrokatolicki, chaldejski, łaciński. Są też Kościoły prawosławne…

Tym, co mnie uderza jest fakt, że na całym Bliskim Wschodzie ludzie są do siebie bardzo podobni. Myślałem, że w Syrii, po tylu latach wpływów rosyjskich, pojawi się jakiś inny typ człowieka. Tymczasem nie – to jest ten sam świat arabski, co w Jerozolimie, w Jordanii, w Iraku. Ludzie są serdeczni, bardzo życzliwi i otwarci. Nie widać w nich śladów sekularyzmu. To bardzo ciekawe zjawisko.

 

Czy główną troską tamtejszych biskupów wciąż pozostaje emigracja, wyludnianie się parafii?

Emigracja już nastąpiła. Jeśli sześć milionów ludzi uciekło z Syrii, to zrozumiałe jest pragnienie patriarchów, żeby zatrzymać resztę. Tak jak w Iraku, gdzie z ponad miliona chrześcijan zostało 200 tysięcy. Wspieramy te pragnienia patriarchów. Podobnie jako oni jesteśmy przekonani, że ci ludzie wszędzie poza swoim krajem będą się czuli wykorzenieni. Będzie ich łatwo wykorzystać.

Rozmawiałem z ludźmi, którzy doświadczyli działania islamu w jego radykalnej formie. Ciągle powtarzali, żeby tej formie islamu nie ufać, bo nie znosi ona inności drugiego człowieka. Niektórzy muzułmanie żyli obok chrześcijan przez wiele lat, ale zaczęli wspomagać Daesh i mordować swoich chrześcijańskich sąsiadów, niezależnie od tego, czy byli ich dobrymi sąsiadami, czy żyli z nimi w przyjaźni przez lata. Mówienie czegoś takiego nie jest politycznie poprawne, ale syryjscy chrześcijanie, mający bezpośrednie doświadczenie zetknięcia z radykalnym islamem, mówią: „Niech Europa będzie ostrożna, bo nie da się opisać tego, co sobie ona przygotowuje”.

 

Dochodzimy tu do problemu uchodźców: czy lepiej przyjmować ich w Europie, czy też raczej działać na rzecz tego, aby mogli zostać w swoim kraju?

Na pewno byłoby lepiej, gdyby mogli oni pozostać w swoim kraju i żyć w pokoju. Wiemy jaki jest los emigranta. Dopiero jego dzieci mogą wejść w nową kulturę i czuć się tam jak u siebie w domu. Podobne było też doświadczenie Polaków z czasów „Solidarności” i stanu wojennego.

 

Tylko co możemy zrobić, żeby Syryjczycy mogli u siebie pozostać?

Trzeba im pomagać. Patriarcha Grzegorz III Laham proponuje, żeby składać się dla nich na remont jednego pokoju. Chodzi o to, żeby w zburzonym domu rodzina mogła urządzić sobie chociaż jeden pokój, w którym może się schronić, a potem z roku na rok sama będzie remontowała następne. W ten sposób Syryjczycy wrócą do swoich domów. Problem w tym, że w krótkim czasie ceny czterokrotnie poszły w górę.

 

Ale oni nie wrócą do domów, dopóki nie zakończą się działania wojenne!

Syryjczycy tłumaczą, że wszystkie nieszczęścia, jakie ich spotkały w XIX, XX i teraz w XXI wieku są skutkiem zewnętrznych interwencji. Najpierw Francja walczyła z Anglią o tereny roponośne, a oni zostawali ofiarami. Pewnie nie zawsze da się to tak prosto wytłumaczyć, ale tłumaczono mi, że kilka kolejnych konfliktów było prowadzonych siłami zewnętrznymi. Ktoś rozpętał wojnę albo przeciwko Syryjczykom, albo wciągając ich do niej.

A teraz mamy wojnę bratobójczą. Toczy się walka o władzę – o to, żeby zakończyć panowanie Asada, które ostatecznie jest panowaniem legalnym, dlatego że on został wybrany w wyborach. Ktoś powie, że wybory w tamtych krajach są farsą, że można w nich zyskać i 400 procent głosów… Ale trzeba zrozumieć, że tam panuje inny system, że mówienie o demokracji w tamtych realiach jest bezsensowne. Ci ludzie mają swoją kulturę. Tłumaczą, że dopóki ojciec Asada [Hafiz al-Asad, który rządził Syrią w latach 1971-2000 – KAI] był twardy i nie popuszczał nikomu, to wszystko szło swoim rytmem, nie było inflacji, kraj nie miał długów. Gdy przyszedł jego syn i zaczął mówić o demokracji i o wolnościach wszystko się rozleciało, bo Syryjczycy nie mają szczególnego poszanowania dla takiego stanu, w którym każdy może robić, co chce.

Obecnie sytuacja jest bardzo trudna zarówno dla samego Asada, jak i dla jego przeciwników, bo ci nie chcą dopuszczenia go do następnej elekcji, on natomiast chce kandydować. Widać, że wraz z włączeniem się Rosji do konfliktu syryjskiego, Asad się bardziej umacnia.

Wydaje mi się, że do zawieszenia broni, do pokoju tak upragnionego po pięciu latach wojny mogłoby dojść tylko drogą reformy państwa. Metodami typu: „jednego zabić, drugiego postawić na jego miejsce” nie rozwiąże się tego konfliktu.

 

A czy ludzie w ogóle mają tam jeszcze nadzieję, że pokój kiedyś zapanuje?

W każdym człowieku nadzieja żyje. Naszym zadaniem nie było wtrącanie się i osądzanie polityki Asada lub kogokolwiek, tylko niesienie nadziei. W czasie, gdy nie ma już tam żadnych zagranicznych turystów, ktoś się odważył pojawić w Syrii, będącej w stanie wojny i powiedział, że Polacy o nich myślą. Wielu Syryjczyków studiowało kiedyś w Polsce, tu i ówdzie spotka się nawet człowieka, który powie kilka słów po polsku. Mówić ludziom zrozpaczonym o nadziei, to rzecz wielkiej wagi.

 

Nie bał się Ksiądz Arcybiskup o życie?

Gdy człowiek wjeżdża na autostradę, też nie wie, czy dojedzie do celu. Może tam, w Syrii jest większe ryzyko, ale jeżeli chce się prowadzić dzieła miłosierdzia, to bez ryzyka się tego nie zrobi w kraju ogarniętym wojną.

 

Kościół w Polsce jest zaangażowany w pomoc mieszkańcom Syrii…

Od listopada ubiegłego roku przekazaliśmy 1,2 mln euro. Ktoś może powiedzieć, że to kropla w morzu wobec miliardów potrzebnych obecnie na odbudowę Syrii. Ale dla nich ważne jest to, że wiedzą, iż ktoś o nich myśli, że może ten kamyczek poruszy jakąś lawinę, może wywoła większy efekt także u innych episkopatów.

 

Czy z tej podróży rodzi się jakiś apel do Polaków, do Kościoła w Polsce?

Trzeba, żebyśmy mocno bronili poczucia jedności Kościoła powszechnego, który obejmuje nie tylko katolików rytu rzymskiego, ale także wschodnich rytów. Oni są integralną częścią Kościoła, przedstawianą przez św. Pawła – w Pierwszym Liście do Koryntian – jako jedno i to samo Ciało Mistyczne. Jeśli cierpi jakiś członek, współcierpią inne.

Św. Paweł, który nawrócił się w Damaszku, jest początkiem tej wielkiej tradycji, z której my wyrastamy. My właściwie nie wyrastamy z tradycji Piotrowej, to znaczy z „chrześcijaństwa z Żydów”. My wyrastamy z tradycji „chrześcijaństwa z nieżydowskich narodów”, dlatego mamy pewne zobowiązanie wobec tego kraju, z którego wyszedł wielki Apostoł Narodów.

Jego działanie było nie tylko głoszeniem Ewangelii. On także zbierał składki na Kościół w Jerozolimie, czyli myślał i dbał o to, żeby jedne Kościoły wspierały drugie; żeby nikt nie cierpiał biedy.

 

Czyli można się spodziewać dalszej pomocy Kościoła w Polsce dla mieszkańców Syrii?

Tak. Ale sytuacja naszej Caritas czy Pomocy Kościołowi w Potrzebie jest trudna, dlatego że w potrzebie jest większa część świata. My sobie z tego zdajemy sprawę, że garstka osób ma w ręku 90 procent bogactwa świata. Reszta najczęściej żyje w biedzie. To, co my mamy w Polsce jest rajem w stosunku do tego, co mają ludzie w innych krajach. Nie wszystkim jesteśmy w stanie pomóc. Ale musimy pomóc tym, którym możemy.

Rozmawiał Paweł Bieliński (KAI)


Historia pewnej miłości – rozważanie

Posłaniec

Każdy kocha inaczej, to prawda, ale tylko ten, kto kocha całym sercem, nie zna słowa “koniec”.

 
Kiedy po wszystkich kaprysach natury: trzęsieniu ziemi i zaćmieniu słońca, jakie w relacji ewangelistów towarzyszyły krzyżowaniu Jezusa, nastał cichy i słoneczny niedzielny poranek, okazało się, że nieszczęściom wcale nie było końca. Słońce wprawdzie wstało promienne, ale na uczniów spadła wieść równie zła, jak wcześniejsze przeżycia: zginęło ciało ich Mistrza. Pusty grób, zanim stał się znakiem nadziei i zwycięstwa, zaczął budzić przerażenie i trwogę. I to gdy wydawało się, że już nic gorszego wydarzyć się nie może. Pastwienie się nad zmarłym ciałem zawsze uważane było za przejaw szczególnego okrucieństwa, tym bardziej więc teraz grozę wzbudziła wiadomość, jaką apostołom przyniosły przestraszone kobiety.
Zmartwychwstanie Chrystusa, rzecz nie do pojęcia dla wszystkich, w Ewangeliach opisane jest z perspektywy różnych osób, które przezwyciężając własny ból – tak wielki, że niejednokrotnie wstrząsnął ich wiarą – same musiały otrząsnąć się z duchowej śmierci: uwierzyć na nowo i od nowa. Ewangeliczne historie o żywym Jezusie to nie przekonywanie o cudzie, ale opisy spotkań z uczennicami i uczniami: jedni oniemieli z radości, inni w rozpaczy nie byli w stanie nic zrozumieć, jeden z nich postanowił nawet po kolei sprawdzać, czy wszystkie rany Jezusa są prawdziwe. Nie było dwóch takich samych reakcji. Dlaczego?

Każdy kocha nieco inaczej

Początkiem miłości do Boga było zawsze to pierwsze spotkanie, które zwykliśmy nazywać powołaniem. Jezus mówił, dokonywał cudów, czasami po prostu był – w rzeczywistości jednak dyskretnie pukał do serc. Człowiek w pierwszym odruchu zaskoczony, patrzył na Chrystusa i… doznawał olśnienia, jak zakochany od pierwszego wejrzenia, który wie, że oto właśnie przyszedł ten moment, w którym można wypowiedzieć szalone, ale prawdziwe słowa: “Nareszcie cię znalazłem”. A potem było już tylko umacnianie i dojrzewanie tej miłości. Na jej drodze raz po raz pojawiały się nieprzewidziane przeszkody. Niosąc jednak na barkach własną historię, a w wyciągniętych dłoniach swoje serce, ludzie zakochani szli za Jezusem, dosłownie i w przenośni świata poza Nim nie widząc. A On, Bóg, każdego kochał tak, jakby poza tym uczniem i tą uczennicą na świecie nie istniał żaden inny człowiek. To rzecz niesłychana, ale możliwa. Co się wtedy dzieje z człowiekiem?

Serce bije rytmem Boga

Jedną z takich “zakochanych” była Maria Magdalena. Ona też stała się pierwszym świadkiem cudu nad cudami. Stara pieśń-ballada (z przełomu XVIII i XIX wieku?) tak opisuje jej historię:
            Maryja Magdalena w świecie się kochała,
            Grzesznicą, wszetecznicą, przez długi czas trwała.
Właściwie ta jedna zwrotka opisuje życie Magdaleny sprzed owego niezwykłego spotkania, które przemieniło jej życie. W paru słowach anonimowy autor zawarł całą prawdę o tym, że grzech człowiekowi szczęścia nie daje, a jedynie strapienie. Dlatego więc Magdalena:
            Z trafunku szła w bożnicę, słuchać słowa Jego,
            A Pan uczył pokory – przystała do Niego.
Taki był początek miłości, której nie była w stanie wymazać nawet męka i śmierć Jezusa. Miłość ta była tym większa, że Magdalena pokochała nie tylko samego Mistrza, ale także Jego drogę: proponowany styl życia – odmienny od życia, jakie prowadziła, ale też o wiele bardziej fascynujący. Od tej pory zawsze była blisko Jezusa. Była przy Nim nawet wtedy, gdy prawie wszyscy Go opuścili: na Golgocie, pod krzyżem. Każdy kocha inaczej, to prawda, ale tylko ten, kto kocha całym sercem, nie zna słowa “koniec”. Golgota była więc dla niej jedynie jeszcze jedną więcej okazją do kochania. Kochała Go także później:
            Nazajutrz bardzo rano, drogie maści wziąwszy,
            Biegła skokiem do grobu – stanęła, westchnąwszy.
Gdzie jest ciało Pana? Jeśli autorom opowieści o Panu Jezusie udało się kiedykolwiek w doskonały sposób odzwierciedlić targające człowiekiem emocje, to właśnie w tym momencie: łatwo sobie wyobrazić rozpacz, potęgowaną jeszcze przez bezsilność. Cóż teraz robić? Tylko płakać… Ewangelia opowiada, że gdy tak płakała, zobaczyła przy sobie jakiegoś mężczyznę. Myśląc, że to ogrodnik, poprosiła go o pomoc:
            Mówiąc: “Słysz, ogrodniku, tyś wziął Pana mego?
            Powiedz, gdzieś mi Go podział?”. On nie rzekł niczego.
            Znowu woła i prosi, wtem się ozwał do niej.
            Poznała Go po głosie. Prędko zniknął od niej.
Wtedy serce zaczęło bić, jakby nowo narodzone. Zmartwychwstałej miłości nie da się ukryć, zatem:
            Poszła do Zwolenników, wszystkim ogłaszając,
            że z Panem rozmawiała, rzewliwie wołając.
Uczniowie przyjęli jej świadectwo z niedowierzaniem i trochę z przestrachem, ale pobiegli do grobu. Tam młodszy z nich uwierzył, i od tej pory jeden po drugim zaczęli wierzyć, że Jezus żyje.
Na tym praktycznie skończyła się rola, jaką Ewangelista przypisuje Magdalenie: zobaczyła Pana i złożyła świadectwo wobec innych. Na tym polega rola wszystkich, o których piszą ewangeliści w zakończeniach swych opowiadań o Jezusie. Otóż każdy przeżywając nieco inaczej spotkanie ze Zmartwychwstałym, miał złożyć świadectwo, aby umocnić nim swych braci.
Nieznany autor cytowanej pieśni pokaźną część swego utworu poświęca na udzielenie wskazówek tym, którym przykład Marii Magdaleny miał posłużyć za umocnienie, aby nie ustawali w drodze, a przede wszystkim nie bali się krzyża, bo przez niego przyszło zbawienie. Zachęca:
            Pójdźże drogą krzyżową i o nią się pytaj.
            Chodź, obłap krzyż, pocałuj, pokornie go witaj.
            Witaj, krzyżu mój słodki, moje odkupienie,
            Tyś pociecha, tyś radość, tyś moje zbawienie.
Zrozumieć to może jednak jedynie ten, kto naprawdę kocha. Inaczej krzyż będzie bolał i budził trwogę, a pusty grób będzie straszył. Tymczasem to, że jest on pusty, ma głęboki sens.

Grób jest pusty – Jezus żyje w mojej duszy

Po zmartwychwstaniu relacje uczniów z Jezusem zmieniają się, stają się takie same, jak nasze. Już nie mogą z Nim przebywać tak, jak do tej pory, bo nawet gdy się pojawia, są onieśmieleni. Często trudno jest Go rozpoznać. Pusty grób zaczynają traktować jak relikwię. Jeśli chcą się z Nim spotkać, to zgodnie z zapowiedzią Pana, nie szukają Go ani w Jerozolimie, ani na jakiejś górze w Samarii, ale w duszy, a już najpewniej tam, gdzie zbiera się wspólnota dusz: w rodzącym się Kościele. Wprawdzie miłość wówczas niejednokrotnie zamienia się w tęsknotę, ta jednak wciąż mobilizuje do szukania Go. Szczere zaś i wytrwałe szukanie pokazuje, że spotkać Go można w najbardziej niespodziewanych miejscach: w bezdomnych biedakach, nagich żebrakach, głodnych wyrzutkach, w chorych i więźniach. To dlatego ten, kto raz spotkał żyjącego Jezusa, nie może już usiedzieć na miejscu, ale biegnie – jak Maria Magdalena – z sercem i dobrym słowem, głosząc wszystkim: Widziałam Pana. Wielkanoc ma pomóc nam Go zobaczyć.

Ks. Jakub Kołacz – jezuita, socjusz Prowincjała Prowincji Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego.
____________________________________________________________________________________________________________

Kompromis znaczony krwią

 

_____________________________________________________________________________________________________________

O autorze: Słowo Boże na dziś

Brak komentarzy

Skomentuj notkę, rozpoczynając dyskusję...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

style="float: left margin-right: 100px" class="subsec psalm">

Psalm responsoryjny

1 Sm 2, 1. 4-5, 6-7, 8abcd (R.: por. 1a)
Całym swym sercem raduję się w PanuRaduje się me serce w Panu, * moc moja dzięki Panu się wznosi, rozwarły się me usta na wrogów moich, * gdyż cieszyć się mogę Twoją pomocą.Całym swym sercem raduję się w PanuŁuk mocarzy się łamie, * a słabi przepasują się mocą. Za chleb najmują się syci, a głodni odpoczywają, * niepłodna rodzi siedmioro, a więdnie bogata w dzieci.Całym swym sercem raduję się w PanuTo Pan daje śmierć i życie, * w grób wtrąca i zeń wywodzi. Pan uboży i wzbogaca, * poniża i wywyższa.Całym swym sercem raduję się w PanuZ pyłu podnosi biedaka, * z barłogu dźwiga nędzarza, by go wśród możnych posadzić, * by dać mu stolicę chwały.Całym swym sercem raduję się w Panu

Psalm responsoryjny

1 Sm 2, 1. 4-5, 6-7, 8abcd (R.: por. 1a)
Całym swym sercem raduję się w PanuRaduje się me serce w Panu, * moc moja dzięki Panu się wznosi, rozwarły się me usta na wrogów moich, * gdyż cieszyć się mogę Twoją pomocą.Całym swym sercem raduję się w PanuŁuk mocarzy się łamie, * a słabi przepasują się mocą. Za chleb najmują się syci, a głodni odpoczywają, * niepłodna rodzi siedmioro, a więdnie bogata w dzieci.Całym swym sercem raduję się w PanuTo Pan daje śmierć i życie, * w grób wtrąca i zeń wywodzi. Pan uboży i wzbogaca, * poniża i wywyższa.Całym swym sercem raduję się w PanuZ pyłu podnosi biedaka, * z barłogu dźwiga nędzarza, by go wśród możnych posadzić, * by dać mu stolicę chwały.Całym swym sercem raduję się w Panu

Śpiew przed Ewangelią

Łk 2, 19
Alleluja, alleluja, allelujaBłogosławiona jesteś, Panno Maryjo, zachowałaś słowa Boże i rozważałaś je w sercu swoim.Alleluja, alleluja, alleluja

Ewangelia

Łk 2, 41-51
Słowa Ewangelii według świętego ŁukaszaRodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go.Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie».Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca»? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany.A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu.