O homoseksualizmie bez „politycznej poprawności”

Na świecie jest pewna liczba osób cierpiących na dysfunkcję narządu wzroku, uniemożliwiającą rozróżnienie kolorów zielonego i czerwonego, popularnie zwaną daltonizmem. Ocenia się, że wadę tę ma (w różnym nasileniu) nawet do 9% mężczyzn i ok. 0,8% kobiet. Wada ta uniemożliwia odróżnienie koloru świateł ulicznych i osoba nią dotknięta nie otrzyma prawa jazdy, ponieważ mogłaby bez własnej winy rozjechać przechodniów na pasach albo wjechać na skrzyżowanie i spowodować inny wypadek. Jeśli taka osoba będzie jeździć samochodem czy motocyklem po własnym polu lub podwórku (czyli nie po drodze publicznej), nikt nie będzie miał jej tego za złe (nawet policja). Jednak nie na drogach publicznych.

Pozbawienie daltonistów możliwości prowadzenia pojazdów mechanicznych na drogach publicznych jest niewątpliwie ograniczeniem ich praw. Czy jest ono przejawem dyskryminacji? Nie. Można wyliczyć szereg zawodów, których wykonywanie możliwe jest tylko po spełnieniu określonych warunków, a niemożliwe, jeśli warunków tych się nie spełnia. Nikomu nie przyjdzie do głowy nazywanie tego dyskryminacją.

Homoseksualiści mają niewątpliwie inny niż typowy (czyli zgodny z normą, czyli normalny) sposób widzenia i rozumienia kwestii płci. Nie ma żadnego znaczenia, z jakich powodów różnią się oni tą cechą od większości. Może być ona wrodzona, może być nabyta, może być uwarunkowana społecznie albo wynikać z indywidualnych doświadczeń. Tak czy inaczej mają oni podobną do daltonizmu dysfunkcję organizmu (psychiki) uniemożliwiającą im odróżnianie płci w sposób typowy dla większości społeczeństwa, które płeć męską i żeńską odróżnia tak, jak kolory czerwony i zielony. Jeśli skutki tej cechy ograniczają się do ich własnego życia, ew. do środowiska ludzi o podobnym sposobie widzenia płci i jeśli udział w tym środowisku jest wynikiem wolnego wyboru ukształtowanej osobowości, nikt nie ma prawa się do tego wtrącać nawet, jeśli się komuś zachowania homoseksualne nie podobają. Jeśli pojawiają się przypadki dyskryminacji takich osób, mają one prawo bronić swojej odrębności i domagać się zaprzestania jakichkolwiek represji. Chociaż nie mają prawa domagać się aprobaty lub akceptacji.

Jeśli natomiast osoby lub środowiska homoseksualne podejmują w przestrzeni publicznej jakiekolwiek działania mające na celu promocję, akceptację lub aprobatę (a więc postawy wykraczające poza definicje tolerancji) dla zachowań homoseksualnych wśród osób, które takich preferencji nie przejawiają, a już szczególnie wśród młodzieży, a tym bardziej wśród dzieci, których wychowanie jest konstytucyjnie zastrzeżonym prawem rodziców, to oznacza, że podejmują działania łamiące prawa większości.

Ponieważ większość społeczeństwa cechują zachowania heteroseksualne i większość ma skłonność do jednoznacznego odróżniania płci, promocja homoseksualizmu w przestrzeni publicznej jest niczym innym, jak promocją daltonizmu wśród osób odróżniających kolory i domaganiem się wydania daltonistom prawa do prowadzenia pojazdów mechanicznych po drogach publicznych.

Czy sprzeciw tradycyjnej kultury wobec promocji homoseksualizmu jest ograniczeniem praw homoseksualistów? Jest – dokładnie takim samym, jak odmowa wydania prawa jazdy daltonistom. Czy jest on dyskryminacją? Tylko wtedy, jeśli odmowę wydania prawa jazdy daltonistom uznamy za dyskryminację.
Czy jednak daltoniści organizują parady daltonistów domagające się wydania im praw jazdy? Nie słyszałem o takiej inicjatywie (chociaż mogliby na taki pomysł wpaść dadaiści). A to dlatego, że daltoniści to w większości ludzie kulturalni w tym znaczeniu, z rozumieją oni skutki takiej decyzji. Oni sami zyskaliby wprawdzie możliwość jeżdżenia po ulicach, ale narażaliby samych siebie na niebezpieczeństwo rozjechania na pasach przez innego daltonistę.

Przyczepiłem się do daltonistów (bardzo przepraszam), ale w życiu społecznym można wskazać wiele przykładów, gdy z różnych względów jednostce nie są dostępne pewne, nawet konstytucyjnie gwarantowane uprawnienia. Wystarczy przeczytać spis lekarskich przeciwwskazań do wykonywania wielu zawodów, żeby dojść do wniosku, że w każdym kraju żyje ogromna armia ludzi dotkliwie represjonowanych. Te represje wynikają nie tylko z przyczyn medycznych. Równie dobrze za represję można uznać wymóg niekaralności przy obejmowaniu wielu ważnych funkcji.
Mimo to niewiele jest partii walczących o to, aby złodziejom-recydywistom umożliwić obejmowanie stanowisk głównych kasjerów, natomiast jest wiele partii, stowarzyszeń i instytucji społecznych domagających się przyznania pedofilom prawa do wychowywania dzieci w szkołach.

 

Krzysztof Karoń/Czy homoseksualizm jest represjonowany/Historia antykultury

 

 

O autorze: Redakcja