Po co nam tacy dziennikarze? Ogórek, Feusette, Semka

„Nie potrzebowaliśmy Niemca, by zabić Żyda” /2014/

Magdalena Ogórek

 

Pani Ogórek poparła również środowisko LGBT w kwestii tzw. związków partnerskich. W swojej krótkiej wypowiedzi z czasów kampanii prezydenckiej popełniła typowy dla lewicy błąd logiczny: powiedziała, że seksualna dezorientacja nie jest sprawą państwa, lecz  sprawą prywatną każdego człowieka. W chwilę potem (w tej samej wypowiedzi) obwieściła, że to właśnie państwo – głowa państwa powinna poprzeć związki pomiędzy pederastami w formie podpisu pod państwową ustawą.

Poglądy pani Ogórek mnie nie dziwiły, zważywszy jej komunistycznych mentorów z PZPR do których się publicznie przyznawała oraz osoby z „bliskiej zagranicy” u których szukała poparcia, a które, jak wiadomo, mają nastawienie antypolskie.

 

Facebook

 

Ogórek kłamczuszka: link

 

Nowe szaty Magdaleny Ogórek. „Też chodzę na Marsze Niepodległości”, czyli ciemny lud wszystko kupi

Dlaczego piszę właśnie o byłej asystentce Grzegorza Napieralskiego (SLD), aktualnej gwieździe TVP Magdalenie Ogórek i pozostałych dwóch ancymonach? Dlatego, że przekaz, który mają do zaoferowania nie wychodzi poza ramy aktualnej mądrości etapu określającej dozwolone tematy dla tubylców znad Wisły. Jak wiemy, obrońcy demokracji są tresowani za pomocą amerykańskiej stacji TVN,  skutecznie chronionej przed karami za fake newsy przez Departament Stanu USA, a pisowski elektorat jest „obrabiany” przez telewizję publiczną, w której ze świecą w ręku szukać tematów ważnych, a kluczowe kwestie z dziedziny gospodarki lub polityki zagranicznej są natychmiast zamiatane pod dywan przez specjalistów w rodzaju pana Feusette „W tyle wizji”.

Jakiś czas temu, zanim to było modne, do programu prowadzonego przez pana Krzysztofa Feusette i Dorotę Łosiewicz zadzwonił słuchacz zaniepokojony procedowaniem ustawy 447. Oto jak zachowali się ww. „dziennikarze”

„Siemka, redaktorze Semka”

Moje kontakty na Twitterze z „dziennikarzami prawicowymi” są bardzo ubogie w treść z winy indagowanych przeze mnie propagandzistów „dobrej zmiany”.  Pytania, które im zadaje, niezależnie od poważnej lub żartobliwej formy są zwyczajowo zbywane milczeniem, a ja traktowany „banem”  (zablokowaniem).

Niedawno i całkiem spontanicznie zadałem redaktorowi Piotrowi Semce jedno pytanie, które dotyczyło użytego przez niego sformułowania. Do poruszenia tej kwestii skłonił mnie m.in. fakt opublikowania przez tzw. Komisję Europejską „Białej Księgi” w której zapowiedziano, że jedynym dokumentem programowym na podstawie którego ma się integrować „UE” jest manifest komunistyczny Spinellego (temat tabu w TVN i TVP). Zadałem je także z powodu nagminnego używania przez systemowych dziennikarzy języka współczesnej nowomowy. Ich systemowość polega także na tym, że używają w stosunku do agentury wpływu i jawnych reprezentantów zagranicy słowa „opozycja”, wdrukowując w ten sposób, w świadomość opinii publicznej przekonanie, że otrzymany przy okrągłym stole mandat „komunistów i złodziei” jest nienaruszalny.

Jak się moglem spodziewać, moje pytanie naruszyło kanon politycznej uległości „prawicowego” dziennikarza. Ów kanon nakazuje, aby instytucję, która niszczy fundamenty cywilizacji w Europie, wciąż nazywać „europejską”. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby któryś z owych dziennikarzy zaczął nazywać „UE” unią antyeuropejską. Koniec świata. Natychmiast po otrzymaniu pytania Piotr Semka mnie zablokował.

Po co nam tacy „dziennikarze”?

 

Podaj dalej
207Shares

O autorze: CzarnaLimuzyna

Blog osobisty. Moje poglądy na temat polityki nie mają charakteru "prawd objawionych". "Tylko prawda jest ciekawa". We wpisach antynarracyjnych stosuję hiperbolę.