O. Roger-Thomas Calmel OP: Matka Boska w czasach Antychrysta. Niepokalane Serce Maryi a pokój na świecie.

.

.

.

Matka Boska w czasach Antychrysta

 „Chciałabym żyć w czasach Antychrysta”

pisała mała Teresa[1] na łożu śmierci. Nie możemy wątpić, że ta karmelitanka, która ofiarowała się jako „ofiara całopalenia miłości miłosiernej”, będzie się wstawiać za nami w szczególny sposób, kiedy pojawi się Antychryst; bez wątpienia już w szczególny sposób czyni to w naszej epoce, w której zwiastuni Antychrysta przeniknęli do samego wnętrza Kościoła; nie można też wątpić, że jej modlitwa zatapia się w nieskończenie mocniejszym błaganiu: w modlitwie Najświętszej Dziewicy, Bożej Matki.  Ta, która przez Swoje Niepokalane Poczęcie i Dziewicze Macierzyństwo depce smoka, Ta, która jest wielbiona w chwale nawet w Swoim ciele, a która króluje w niebie u boku Swego Syna, panuje jako Władczyni ponad wszystkimi czasami naszej historii, a szczególnie nad najgroźniejszymi czasami dla dusz: nad czasem przyjścia Antychrysta i nad czasem przygotowania tego przyjścia przez jego diabelskich zwiastunów.

Maryja jawi się nie tylko jako Panna można i jako Pocieszycielka w godzinach strapienia dla ziemskiego społeczeństwa i dla życia cielesnego; w okresie dewastacji Kościoła świętego i duchowej agonii Swoich dzieci jawi się szczególnie jako Dziewica Wspomożycielka, silna jak obóz w szyku, jest Ona Królową całej historii rodzaju ludzkiego, nie tylko w czasach udręki, ale i w czasach apokaliptycznych. – Czas udręki był czasem wielkiej wojny: rzezie w źle przygotowanych natarciach, nieubłagane zmiażdżenie w huraganie żelaza i ognia; las Rossignol i las Caures; ścieżka śmierci i Droga Dam[2]… Iluż ludzi, przypasawszy szpadę, wyruszało ze straszliwą pewnością, że zginą w tej nawałnicy, nigdy nie widząc zwycięstwa! Czasem nawet, i to było najstraszniejsze, wątpliwości co do wartości ich dowódców i podstawy rozkazów napełniały ich umysły. A jednak co do jednego nie było wątpliwości, w sprawie przewyższającej wszystkie inne: w sprawie duchowego autorytetu. Kapelan, który towarzyszył tym ludziom oddanym służbie ojczyzny aż do śmierci, miał niezachwianą pewność wszystkich prawd wiary i nigdy nie przyszło mu do głowy, aby wymyślić nie wiadomo jakie „pastoralne” przekształcenie Mszy Świętej; sprawował Najświętszą Ofiarę według starożytnego rytu i słów; sprawował ją z tym głębszą pobożnością, że on, bezbronny kapłan i jego uzbrojeni parafianie, mogli być w każdej chwili powołani do zjednoczenia swojej ofiary z Ofiarą Syna Bożego, „który gładzi grzechy świata”. Wierność kapelana opierała się na wierności hierarchicznemu autorytetowi, który zachowywał i bronił doktryny chrześcijańskiej i tradycyjnego kultu; który nie wahał się wyłączyć ze wspólnoty katolickiej heretyków i zdrajców. – Wkrótce na froncie walki, być może za kilka chwil, ciała zostaną starte, rozszarpane w okropnościach nie do opisania; być może bezlitośnie, powoli zaduszone chmurami gazu; ale, pomimo cierpienia ciała, dusza pozostanie nietknięta, jej spokój nie zostanie naruszony, jej ostatni punkt oporu nie będzie zagrożony, a najczarniejszy z demonów, demon ostatecznego kłamstwa, nie zaśmieje się swoim szyderczym śmiechem. Dusza nie zostanie tchórzliwie opuszczona, oddana na pastwę przewrotnych ataków pseudo-proroków pseudo-kościoła; pomimo męki ciała, dusza wzięci ze spokojem, z nienaruszoną wiarą, ku jasnemu mieszkaniu widzenia uszczęśliwiającego w raju.

Wielka wojna była czasem udręki. Teraz wkroczyliśmy w czas apokaliptyczny. Bez wątpienia to jeszcze nie huragan ognia, ogarniający ciała, ale jesteśmy już świadkami konania dusz, ponieważ duchowy autorytet wydaje się już nie zajmować ich obroną, okazuje się równie obojętny wobec prawdziwości doktryny, jak i wobec nienaruszalności kultu przez fakt, że ostentacyjnie wyrzeka się potępiania winnych. To agonia dusz w świętym Kościele podminowanym od wewnątrz przez zdrajców i heretyków, którzy wciąż jeszcze nie są wygnani. (…) Czas apokalipsy jest jednak naznaczony zwycięstwami łaski, ponieważ – nawet kiedy apokaliptyczne bestie wdzierają się do samego świętego miasta i narażają je na największe niebezpieczeństwa – Kościół nie przestaje być Kościołem: umiłowanym miastem Bożym, niezdobytym przez demona i jego sługi, świętym i nieskalanym miastem, którego Królową jest Matka Boska.

To Ona, Niepokalana Królowa, przez Chrystusa, Swego Syna, skróci te straszliwe lata Antychrysta. Także w tym czasie, a nawet szczególnie w nim, wyjedna nam łaskę wytrwania i uświęcenia. Ochroni dla nas część legalnego autorytetu, jakiej koniecznie potrzebujemy do zbawienia. Jej obecność na Kalwarii, gdzie stała u stóp Krzyża, nam to nieomylnie zapowiada. Ona stała u stóp Krzyża Swojego Syna, a jednocześnie Syna Bożego, jednocząc się doskonale z Jego Ofiarą Odkupienia, wypraszając przez Nią wszelkie łaski dla Swoich przybranych dzieci. Wszelkie łaski: łaskę stawienia czoła pokusom i prześladowaniom, które naznaczą najbardziej zjednoczone z Bogiem dusze, ale także łaskę wytrwania, powstania z upadku, uświęcenia się w najgorszych doświadczeniach; doświadczeniach wyczerpania ciała, i o wiele czarniejszych udrękach konania duszy; w czasach, kiedy ziemskie społeczeństwo padnie ofiarą najeźdźców, a szczególnie wtedy, gdy Kościół Jezusa Chrystusa będzie musiał stawiać opór samozniszczeniu. Stojąc pod Krzyżem Swojego Syna, Dziewica Maryja, której dusza została przebita mieczem boleści, Boska Dziewica, starta i bolejąca, jak żadne stworzenie, pozwala nam pojąć, nie pozostawiając miejsca na żadne wątpliwości, że będzie zdolna wesprzeć odkupionych podczas najbardziej niewyobrażalnych doświadczeń Jej najczystszym i najmocniejszym, matczynym pośrednictwem. Przekonuje nas ta najsłodsza Dziewica, ta Królowa męczenników, że zwycięstwo kryje się właśnie w Krzyżu, i że Krzyż będzie jego znakiem; że promienny poranek Zmartwychwstania, niekończącego się dnia Kościoła triumfującego, wkrótce nadejdzie.

W Kościele Chrystusowym, który pada ofiarą modernizmu nawet wśród swoich przywódców na wszystkich szczeblach hierarchii, cierpienia dusz, płomienie zgorszenia osiągają przerażające natężenie. Ten dramat nie ma swoich odpowiedników w przeszłości; ale łaska Odkupiciela, Syna Bożego, jest większa niż to nieszczęście. A wstawiennictwo Niepokalanego Serca Maryi, wyjednującego wszelkie łaski, nigdy nie ustaje. W najbardziej przygnębionych, w najbliższych upadku duszach, Dziewica Maryja nieustannie pośredniczy, aby w tajemniczy sposób rozwiązać ten dramat, skruszyć w niezwykły sposób kajdany, które demonom wydają się nierozerwalne. Solve vincla reis[3].

My wszyscy, których Pan nasz wzywa, na znak szczególnego wybrania, wierności w tych nowych niebezpieczeństwach, do walki w takiej formie, w jakiej nie ma dotąd żadnych doświadczeń, do walki przeciw zwiastunom Antychrysta, którzy przeniknęli do Kościoła – spójrzmy w nasze serca, powróćmy do naszej wiary; przypomnijmy sobie, że wierzymy w Bóstwo Jezusa Chrystusa, w boskie i duchowe Macierzyństwo Niepokalanej Dziewicy Maryi. Spójrzmy choć na pełnię łaski i mądrości, ukrytą w Sercu Syna Bożego, który stał się człowiekiem, płynącą skutecznie ku wszystkim tym, którzy wierzą; spójrzmy także na pełnię czułej miłości i na wstawiennictwo będące niepowtarzalnym przywilejem Niepokalanego Serca Dziewicy Maryi. Uciekajmy się do Matki Bożej jak dzieci, a wówczas przekonamy się, iż czasy Antychrysta są czasami zwycięstwa: zwycięstwa za sprawą całkowitego odkupienia przez Jezusa Chrystusa i wszechwładnego wstawiennictwa Maryi.

Przypisy:

  1. Dosłownie: „Chciałabym, aby niepokoje [które staną się udziałem chrześcijan w czasach Antychrysta] były moim udziałem”. List do siostry Marii od Najświętszego Serca w Dziejach duszy.
  2. Miejsca bitew podczas I wojny światowej (przyp. tłum.).
  3. „Winnych wyzwól z więzów” – fragment hymnu Ave maris Stella.

.

Roger-Thomas Calmel OP (1914-1975)

Wielki patriota, obrońca Mszy Świętej Wszechczasów i nieskażonego depozytu wiary, jako dominikanin bronił go również przez swoje liczne pisma i artykuły. Jego wielki wkład w tworzenie katolickich szkół we Francji wspominają z wdzięcznością dominikanki nauczające w Saint-Pre, którym pomógł przetrwać w posoborowym kryzysie.

Zmarł 3  maja 1975 r., w pierwszą sobotę; pochowany w domu generalnym Dominikanek Nauczających od Najświętszego Imienia Jezus. Przez wszystkich, którzy go znali, uważany jest nie tylko za wybitną, ale i świętą postać.

Zawsze Wierni, nr 34, 05-06.2000, s. 47.

_______

.

.

Niepokalane Serce Maryi a pokój na świecie.

Rozważać tu będziemy słowa Najświętszej Maryi Panny w Fatimie. Kiedy chodzi o komentowanie słów Chrystusa Pana, każdy chrześcijanin, który uważa na to, co mówi albo pisze, nie może powstrzymać się od pewnej pełnej szacunku bojaźni: czy to, co powie albo napisze, nie minie się z boską prawdą? Czy może dotrze, choćby odrobinę, do głębi Słowa, które jest przede wszystkim Tajemnicą? To wrażenie odczuwa się także wtedy, kiedy trzeba komentować słowa Matki Bożej. A przecież pisanie komentarza do Słowa Bożego jest równie normalne, jak zastanawianie się i rozmyślanie nad nim. Chociaż milcząca miłość jest największym hołdem (w oczekiwaniu na wieczny poranek niebieskiej wizji), nie można nie rozwijać naszej refleksji, nie kierować naszych rozumowych władz ku boskiej prawdzie. Do takiej postawy zawsze zachęcał Kościół, który jest w równej mierze teologiczny. Jak i mistyczny. Niech zaufanie przewyższy więc obawę i niech nasza refleksja zagłębi się w przesłaniu, jakie Królowa Różańca Świętego dała słyszeć swym pokornym wybrańcom:[1] Hiacyncie, Franciszkowi, a szczególnie Łucji.

Dlaczego pokój świata jest zależny od Niepokalanego Serca Maryi?

Jedna z pierwszych myśli, nasuwających się po lekturze tego orędzia, jest taka, że pokój na świecie, pokój polityczny, jest darem Boga i Niepokalanego Serca Maryi. „Odmawiajcie Różaniec, aby uzyskać koniec wojny”. Pokój jest więc uzależniony od wstawiennictwa Matki Bożej i od Wszechmocy Tego, którego pozdrawiamy w jutrzni Bożego Narodzenia jako Princeps pacis – „Księcia Pokoju”[2]. Nikt nie wątpi, że jest to prawda w odniesieniu do pokoju nadprzyrodzonego, tego, który panuje w głębi serca, a który wypływa z miłości Boga wewnątrz Kościoła, będącego Beata pacis visio – Błogosławioną wizją pokoju[3]. Jakże tego rodzaju pokój, całkowicie niebiański, pokój takiej wartości, całkowicie boski i nadprzyrodzony, nie miałby być darem Bożym i owocem wstawiennictwa Dziewicy Współodkupicielki?

Pewien naturalizm polityczny mógłby natomiast skłonić do myślenia, że pokój mocarstw, narodów, ludów i języków, skoro jest rzeczywistością porządku naturalnego i przemijającego, jest osiągalny przez naturę pozostawioną sobie samej. Nie ma wątpliwości, iż niektórzy chrześcijanie myślą w ten sposób. Jest to błąd, mianowicie z dwóch powodów: najpierw z powodu tej ogólnej zasady, iż żadna pozytywna rzeczywistość nie zaczyna się, nie trwa i nie kończy bez przychylności Wszechmogącego: jeśli Bóg nie udzieli jej swojego błogosławieństwa; następnie z powodu dotykającego samej istoty pokoju politycznego. Jest on owocem sprawiedliwości, opus iustitiae pax – „dziełem sprawiedliwości jest pokój a przecież nie ma trwałej i zupełnej sprawiedliwości bez nawrócenia serc, a więc bez łaski nadprzyrodzonej, to znaczy bez daru Bożego! Pokój jest spokojem sprawiedliwego porządku; a ten sprawiedliwy porządek nie mógłby istnieć bez woli ludzi; jeśli rządzący i rządzeni pozwalają zazwyczaj prowadzić się niesprawiedliwości, jak uzyskać spokój porządku?

Może ktoś powie: ale czy sprawiedliwe instytucje nie wystarczą, aby uchronić przed niesprawiedliwością jakiego kształtu zresztą by ona nie przybrała, jak: brak uznania czy zwalczanie autorytetu Kościoła; rozwijanie niepohamowanego ekonomicznego imperializmu; uciskanie najsłabszych narodów? Oczywiście, odpowiednie instytucje mogą i powinny zapobiec takim zbrodniom. Ale dobre instytucje, chociaż utrzymują osoby w dobrem, są najpierw tworzone i wspierane przez sprawiedliwość niektórych osób. A ta sprawiedliwość jest bardzo słaba i bardzo ograniczona bez łaski Boga – i dlatego, bez tej łaski, najlepsze instytucje nie wystarczą do zapewnienia pokoju. Bez wątpienia byłoby niepoważne interpretować orędzie fatimskie wyłącznie w wymiarze nadprzyrodzonym i nie uznać, że pokój świata jest przynajmniej w części uzależniony od przyczyn politycznych. Natomiast uzasadnione jest odczytywanie przesłania fatimskiego jako przypomnienia tej podstawowej zasady, że po­lityka sama w sobie nie wystarczy: że skutki polityczne są zależne od ludzi upadłych i odkupionych; jeśli ci ludzie nie dadzą się uleczyć Bożej łasce, skutki polityczne nie pójdą za nimi. Dlatego, że Kościół zdaje sobie z tego sprawę, polega najpierw na Panu, pragnąc uzyskać pokój. Przypomnijmy sobie komentarz Ale nas zbaw ode złego, który liturgia rozwija na końcu Ojcze nasz zaraz przed Komunią; pomyślmy też o modlitwach Wielkiego Piątku i o śpiewie Exsultet[4]. Pokój jest nam zawsze przedstawiony jako dar miłosierdzia Bożego. Ta lekcja świętej liturgii jest także pierwszą lekcją Fatimy.

Pokój i nawrócenie

Druga lekcja uzupełnia pierwszą: pokój świata jest niemożliwy bez nawrócenia chrześcijan. Ten dar Boga nie jest „automatyczny”, nie tylko dlatego, że wymaga sprawiedliwej polityki i ją wzbudza, ale także dlatego, że Bóg nie może udzielić tego daru, jeśli ludzie, posiadający przecież wolną wolę, się nie nawrócą: „Czyńcie pokutę, mówiła Najświętsza Dziewica. Jeśli moje prośby zostaną wysłuchane, Rosja się nawróci i zapanuje pokój”. Nie bądźmy naiwni, nie zakładajmy, że pokój pomiędzy różnymi narodami i wewnątrz każdego narodu zapanuje tylko wtedy, jeśli wszyscy chrześcijanie będą w stanie łaski. Ale jednocześnie musimy zrozumieć, iż pokój nie będzie mógł zapanować, jeśli chrześcijańskie narody będą trwać w oziębłości; to znaczy, praktycznie, dopóki wciąż będą uznawać dobrobyt, jaki niesie ze sobą postęp techniczny, za najważniejszy w ich życiu.

Nawrócenie, o jakie prosi Najświętsza Maryja Panna, tak jak pokój, o którym mówi, nie są usytuowane poza czasem. Mieszczą się w określonej epoce, w określonym momencie historii ludzkości, w czasie rewolucji komunistycznej w Rosji i propagandy komunistycznej, rozwijającej się na całej planecie.

Pokoju na świecie nie można osiągnąć w warunkach, w jakich znajdował się świat czasów Antoninusa (Antoninus Pius, cesarz rzymski w latach 138-161 – przyp. tłum.), kiedy narody jako takie nie były ochrzczone i kiedy państwo nie miało żadnego pojęcia o prawodawstwie, które przyjmuje chcąc nie chcąc światło Kościoła i które bierze pod uwagę przyjście na ziemię prawdziwego Syna Bożego i Jego Odkupienie. Pokój, o który chodzi, dotyczy świata, w którym pewna liczba narodów została ochrzczona jako takie. Jest więc w najwyższym stopniu ważne, aby ich członkowie żyli jak ochrzczeni. Sytuacja nie przedstawia się również tak jak w XVIII wieku, kiedy to, pomimo [dążeń] heretyków czy libertynów, bez wątpienia nikomu nie przyszła do głowy idea państwa materialistycznego, a tym bardziej materializmu naukowego, który należałoby „głosić”. W działalności rewolucyjnej istniał tylko materializm dialektyczny, z którym wszyscy musieli się utożsamić, i to pod naciskiem terroru realizowanego z tak perfidną zręcznością!

Układ polityczny, w którym Matka Boża prosi o nawrócenie, jest z pewnością wyjątkowy. Właśnie w chwili, kiedy w ogromnym kraju na skraju Europy zaczyna panować komunizm, Ona przybywa osobiście na drugi kraniec kontynentu, aby przynaglić nas do nawrócenia. Wojna, jaka grozi światu, nie jest wojną jak inne, po pierwsze dlatego, że techniki niszczenia zostały w niesłychany sposób rozwinięte, a zwłaszcza dlatego, że materializm dialektyczny wpuścił swoją truciznę w społeczną tkankę państwa rosyjskiego i pragnie zdeprawować inne narody. Jeśli moje prośby nie zostaną wysłuchane, powiedziała nam Najświętsza Dziewica, Rosja rozpowszechni swoje błędy na całym świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła

Pokój i cywilizacja chrześcijańska

Byłoby łatwo poddać się z góry i powiedzieć na przykład: „W końcu, czy jest takie ważne, czy część ludzkości zostanie zniszczona przez broń nuklearną? Ofiary nie znajdą się przecież w całkowitej niemożności zbawienia. Czy musimy się do tego stopnia obawiać światowej dominacji komunizmu i obalenia narodów chrześcijańskich? W końcu łaska Boża nie potrzebuje niczego i nikogo i ci którzy zechcą, będą jeszcze mogli zbawić swe dusze”.

Niestety! Te zdania nie są fikcyjnym zarzutem, jaki sobie stawiam. Ten język kapitulacji, który z góry napełnia oburzeniem każde szlachetne serce, jest na nieszczęście językiem niektórych chrześcijan. Okropne zdanie, odrzucane natychmiast przez instynkt naturalnej wielkoduszności, tak jak i przez instynkt wiary. To spontaniczne „nie” chrześcijańskiego serca, wyprzedzające wszelkie rozumowanie, można by tak wyjaśnić: to prawda, że łaska jest dość mocna i dość potężna, by wyprowadzić dobro ze zła, aby zrodzić świętość męczenników z nieprawości tyranów i okrucieństwa katów. Pozostaje jednak prawdą, iż nie mamy czynić złych rzeczy, aby z nich wyszły dobre[5] i że byłoby to strasznym grzechem. Pozostajemy przy zdaniu, że nie wolno nam współdziałać ze złem przez naszą bierną obserwację. Wiemy, że nawet w czasie powszechnego odstępstwa i nieprawości czasów ostatecznych potęga Boga jest dość wielka, by jeszcze ciągle zbawiać ludzi. Ale musimy robić to, co jest w naszej mocy, by uniknąć niesprawiedliwości. Zresztą, jest prawdą, iż narody chrześcijańskie nie są niezbędne dla życia Kościoła; ale skoro one istnieją, bylibyśmy zbrodniarzami, pracując nad ich zniknięciem albo współpracując w tym „dziele” w taki czy inny sposób. Nie wolno nam po­pełnić tej niesprawiedliwości. Jest bardzo łatwo powiedzieć, że Kościół nie potrzebuje cywilizacji chrześcijańskiej. To zdanie nie zostanie właściwie zrozumiane, jeśli się je zobaczy w świetle dwóch następujących twierdzeń: z faktu, iż pielgrzymuje on przez ziemię, wypływa, że Kościół nie może uniknąć posiadania wpływu na rzeczy ziemskie, które są związane z wiarą; nie może on uniknąć oddziaływania na obyczaje w życiu prywatnym i publicznym, i wskutek tego dąży do tworzenia cywilizacji chrześcijańskiej. Drugą prawdą jest, iż cywilizacja chrześcijańska stanowi dla Kościoła pomoc i normalne wsparcie. Znamy ograniczenia narodów chrześcijańskich i wiemy, jak potrzebują one ciągłego prostowania, poprawiania, kierowania na właściwą drogę, i że są one z innego niż Kościół porządku. Ale wnioskować na tej podstawie, że ponieważ te dwa porządki są różne, to nie dadzą się połączyć, oznacza – pod pozorem dbałości o niezależność Kościoła – nie brać pod uwagę faktu, iż Kościół na tej ziemi się rozwija.

Kościół nie może być obojętny wobec tego, co w społeczeństwie zapewnia szacunek dla prawa, to znaczy wobec doczesnego porządku chrześcijańskiego. I to jest taki porządek, jakiego Bóg pragnie jako podpory swojego Kościoła. Kiedy chrześcijanie popełniają wielką niesprawiedliwość, pozwalając obalić ten porządek, nie wiedzą, co czynią[6] ani jakimi zgorszeniami obciążają swoje sumienia – na przykład, jeśli bez oporu pozwalają na zamknięcie wolnych szkół albo pozwalają na całkowite upaństwowienie ekonomii. Chociaż Bóg zbawia dusze wśród największych zgorszeń, a nawet wtedy, kiedy zgorszenie zostaje usankcjonowane przez prawo i utrwalone przez instytucje, chrześcijanie są obarczeni bardzo ciężką winą, jeśli pozwalają na zgorszenie albo przynajmniej nie powstrzymują go, choć byłoby to dla nich możliwe. Równocześnie jeżeli chrześcijanie wyobrażają sobie, że chrześcijańska cywilizacja może przetrwać bez ich nawrócenia, nie rozumieją już, czym jest chrześcijańska cywilizacja i jak wielką wyrządzają jej szkodę.

Matka Boża a porządek doczesny

Porządek doczesny ma swoje znaczenie w dojściu do pełni Mistycznego Ciała Jezusa Chrystusa i wypełnieniu się liczby wybranych. Trzeba najpierw, by dzieci przychodziły na świat i by rodzaj ludzki nie został zniszczony; ludzie muszą zaś rosnąć w społeczeństwie, które przynajmniej częściowo przyjmuje Kościół, które zgadza się na niego w sposób wystarczający na tyle, by nie stać się wieczną i zinstytucjo­nalizowaną zachętą do apostazji, materializmu i odrzucenia Boga. Również królestwo duchowe wymaga minimum doczesnego porządku chrześcijańskiego; pomaga takiemu porządkowi powstać, trwać, odnawiać się, ale jednocześnie wymaga od niego jako normalnego wsparcia. Właśnie!

Jeśli spojrzymy na Wcielenie ze strony, z której dotyczy ono porządku doczesnego, widzimy od razu, że Najświętsza Maryja Panna odgrywa jedyną i niepowtarzalną rolę. Czy weźmiemy pod uwagę przyjście Słowa Bożego w podlegającym cierpieniu i śmierci ciele, czy narodziny w Betlejem, opiekę podczas ucieczki do Egiptu, wychowanie w Nazarecie, czy pierwszy cud podczas wesela w Kanie, Najświętsza Dziewica była włączona w doczesny aspekt Wcielenia, jak tylko mogła być włączona Matka Słowa Wcielonego. Jest więc zrozumiałe, iż Ona nadal czuwa nad doczesnością ludzkości w stopniu, w jakim jest ona związana z Ciałem Mistycznym Jej Syna Jezusa Chrystusa. Jest zrozumiałe, iż Ona wkracza w sprawy doczesnego chrześcijańskiego porządku; istnieje ścisły związek pomiędzy Jej obecną rolą w życiu Kościoła a rolą, jaką odegrała w wypełnieniu się i rozwoju tajemnicy Wcielenia.

Bez wątpienia jest przepowiedziane, iż porządek doczesny ma się zakończyć ohydą ogólnego odstępstwa[7], ale aż do tego dnia, a nawet w tym dniu, Najświętsza Dziewica z matczyną troską czuwać będzie nad zapewnieniem Kościołowi części ludzkości i cywilizacji chrześcijańskiej,  poza którymi  nie mógłby już istnieć na ziemi. To wyjaśnia, dlaczego Ojciec Niebieski chciał objawienia się Najświętszej Maryi Panny w Fatimie w 1917 roku. Podczas gdy narody miały po raz pierwszy wywołać wojnę powszechnej zagłady, podczas gdy rozwijała się całkiem nowa rewolucja, która o wiele mniej dążyła do zmiany ustroju, co do rozpowszechnienia na kuli ziemskiej instytucji i obyczajów ateizmu, krótko mówiąc, podczas gdy cywilizacja chrześcijańska, tak niedoskonała, jaką była, doznawała od wewnątrz i od zewnątrz największego ze wstrząsów, wypadało, aby Ojciec Niebieski wysłał na świat, aby pomóc w odzyskaniu doczesnego porządku chrześcijańskiego, Niepokalaną Dziewicę, która umożliwiła Wcielenie Syna Bożego i Jego doczesne życie. To pozwala nam dostrzec, dlaczego wielkie objawienia Najświętszej Maryi Panny, objawienia o znaczeniu światowym, zaczynają się dopiero po uderzeniu bez precedensu, jakim była dla cywilizacji chrześcijańskiej wielka rewolucja (bolszewicka – przyp. red. Zawsze Wierni), po pierwszej zorganizowanej próbie całkowitej laicyzacji. Od tej chwili rola Najświętszej Maryi Panny w ratowaniu i odnowie doczesnego porządku chrześcijańskiego stawała się coraz bardziej potrzebna i miała stać się bardziej widoczna.

Boży pokój i „pokój” diabelski

Przez to, iż Matka Boża interweniuje w Fatimie, aby uchronić nas od komunizmu, o ile zechcemy się nawrócić, ukazuje jasno, że pokój, jakiego pragnie dla nas, nie mógłby mieć nic wspólnego z pokojem komunistycznym. Ten jest spokojem nieładu, zaprowadzonym z pomocą technicznie zorganizowanego terroru i propagandy, która nie cofa się przed żadnym kłamstwem, ani żadnym pogwałceniem sumienia.

Prawdziwy pokój jest pokojem porządku, dzięki sprawiedliwości wewnętrznej i zewnętrznej, sprawiedliwości, która zresztą nie jest osiągalna bez miłości. Komunizm wiele mówi o pokoju, tak jak i mówi o wolności, wyzwoleniu i sprawiedliwości społecznej. Ale, ponieważ kategorycznie i z zasady odrzuca Boga i Jego Kościół, skoro sprowadza człowieka do pewnego rodzaju materii, jego pokój nie mógłby być niczym innym niż karykaturą pokoju. Pokój, który zasadniczo przeczy naturze człowieka i społeczeństwa, może co prawda przedstawiać pozory spokoju; jest to spokój skazańców na galerach; nie ruszają się ze swoich miejsc galerników, a nawet pracują razem, ponieważ żyją pod potęgą strachu i groźby bicza. Na komunistycznej galerze, skazańcy mają jeszcze przywilej, i jest to zauważalna wyższość w stosunku do klasycznych galer, słuchania radia państwowego, które wychwala słodycze ich losu i powaby ich strażników, podczas gdy grad uderzeń spada bez litości na ich wychudzone ciało.

Nie chcemy żadnego „komunistycznego pokoju”, ani tym bardziej pokoju, który opierałby się na wygodnej światowej religii[8] dzięki postępowi technicznemu. Ani łagodnego materializmu, ani materializmu dialektycznego i rewolucyjnego, chociaż ten pierwszy zniewala nas w inny sposób, niż ten drugi. Pokusa zdobycia całego świata bez troski o zbawienie swojej duszy[9] zagraża biednym ludziom więcej niż kiedykolwiek. Postęp techniczny ukazuje im coraz większe możliwości wypełnienia swojego istnienia odwracaniem się od tego, co wieczne, spędzenia swojego życia bez modlitwy, bez ofiary, bez miłości Boga, oddania się bez oporu niezliczonym znieczuleniom, jakie postęp techniczny każdego dnia nam przedstawia. Nad próżnymi zajęciami ludzi epoki ubolewał Racine w XVII wieku; jego lament stał się jeszcze bardziej usprawiedliwiony w naszym świecie niż w epoce dyliżansu, żaglowców czy wędrownych aktorów. To dlatego Najświętsza Maryja Panna przynagla chrześcijan do nawrócenia, to znaczy do zbudzenia się ze złudnego pokoju i spokojnego materializmu, pod groźbą stania się ofiarami materializmu dialektycznego i jego do głębi zepsutego porządku.

Niepokalane Serce Maryi i pokój świata

W Fatimie Najświętsza Maryja Panna nie powiedziała po prostu, że na końcu Ona zatriumfuje. Powiedziała dokładnie: „Na końcu moje Niepokalane Serce zatryumfuje”. Chciała w ten sposób przypomnieć nam, że Jej wkroczenie w nasze pełne nędzy dzieje jest jeszcze jednym dowodem Jej miłości. Tak, jak należy szukać źródła Jej Niech mi się stanie tylko w Jej miłości Matki Bożej, która umożliwiła Wcielenie, w Jej cichej ofierze z cierpienia, które nas współodkupiło, wreszcie w Jej żarliwej modlitwie w Wieczerniku, która wyjednała ostatecznie zesłanie Ducha Świętego – tak też Jej nieustanne, niewidzialne błaganie w raju i Jej widoczna interwencja w niektórych beznadziejnych chwilach historii Kościoła i cywilizacji chrześcijańskiej wypływają jedynie z Jej miłości.

Znamy chrześcijan pozwalających sobie na szyderczy uśmiech, gdy słyszeli wezwania Najświętszego Serca i Niepokalanego Serca Maryi; usprawiedliwiali oni teologicznymi racjami swoje ukryte drwiny. Wystarczyłoby, wyjaśniali, mówić o Jezusie i Matce Bożej, nie wspominając wyraźnie o Ich Sercach; zresztą, popularna wyobraźnia, zamiast żywić wiarę, zachęca do podejrzanego sentymentalizmu. – Jakkolwiek by było z często podejrzaną wyobraźnią, nieomylny Kościół proponuje nam oficjalnie nabożeństwo do Najświętszego Serca i do Niepokalanego Serca Maryi, i w czasie objawień fatimskich jest mowa nie tylko o Matce Bożej, czy o Królowej Różańca Świętego, ale również o Niepokalanym Sercu.

Jeśli chrześcijanie znajdujący coś do zarzucenia tym wyrażeniom naprawdę kochali swoich rodziców czy przyjaciół, swoich małżonków czy swoje dzieci, jeśli nie zbrukali języka miłości, wiedzą dobrze, iż nie można mówić o miłości, nie mówiąc o sercu. Odkąd istnieją istoty ludzkie, żywiące uczucia, niezmiennie używają pojęć i zdań, które nie stają się mniej warte tylko dlatego, że często bywają sprofanowane: „Ja daję ci moje serce. Jesteś w moim sercu”. Właśnie! Skoro Maryja nas kocha i ponieważ nie ma innego powodu, by się o nas troszczyć, jak tylko Jej niewymowna miłość Matki Boga, Współodkupicielki, nie jest więc niczym zaskakującym, iż mówi nam Ona o swoim Sercu. Nie jest też zaskakujące, że mówi: „moje Niepokalane Serce”. Pozwala nam przez to zrozumieć, w jak czysty sposób nas kocha, jak Jej miłość jest zgodna ze świętością Boga i że Ona, która jest Niepokalaną Matką Swego jedynego Syna, nie może pragnąć dla nas niczego poza wypełnieniem się Woli Bożej.

Bez wątpienia nasi bracia w niebie, aniołowie i święci, także nie mogą nas kochać inaczej niż w całej czystości i pragnąc dla nas tylko tego, czego chce Bóg, ale nie są oni związani z Bogiem tym niepowta­rzalnym związkiem, jednocześnie fizycznym i duchowym, który jest przywilejem Matki Bożej; z tego powodu też nie posiadają oni wobec Boga i wobec nas tej doskonałości i tej wartości miłości, które należą do Matki Bożej. Miłość aniołów i świętych jest z pewnością czysta; ale miłość Niepokalanej Matki Boga przewyższa ją w niezwykły sposób czystością. Wiedząc o tym, rozumiemy lepiej, że mówi nam Ona o nawróceniu i że uzależnia Ona pokój od nawrócenia, to znaczy od wierności Jej Synowi i zgodności z Jego Ewangelią. Nie mogłaby Ona w istocie pragnąć pokoju dla swoich dzieci, to znaczy pierwszego z do­czesnych dóbr, gdyby miały one zapomnieć o nawróceniu, gdyby miały uniknąć pierwszego z dóbr duchowych, to znaczy upodobnienia się do Jezusa Chrystusa przez nawrócenie, oczekując na upodobnienie się do Jezusa Chrystusa przez błogosławione zmartwychwstanie. Skoro Najświętsza Maryja Panna nosi nas w swoim Sercu, które jest Niepokalane, skoro kocha nas miłością Niepokalanego Serca, nie może uzyskać dla nas pokoju ziemskiego, nie żądając od nas nawrócenia duszy.

„Światu będzie dany pewien czas pokoju”

Podobnie nie może nam Ona wyjednać pokoju ziemskiego, który byłby rajem na ziemi, to znaczy który uchroniłby nas od cierpienia, zła, które jest w nas i wokół nas, od walki przeciwko szatanowi i przeciwko wszystkim tym, którzy, przez pewien czas czy przez całe życie pracują dla jego dzieła i wkraczają w jego grę.  Pokój, jaki Niepokalane Serce chce nam wyprosić, nie spełnia nieczystych pragnień ziemskiego mesjanizmu: tego mesjanizmu odrażającego w oczach jedynego Mesjasza; mesjanizmu, który nie bierze pod uwagę ani krzyża, ani diabła, ani uczestnictwa w ofierze Jezusa, ani rozjątrzonej nienawiści szatana. Skoro stan ludzkości jest stanem upadku i odkupienia, pokój doczesny nie mógłby nieść ze sobą całkowitego zniesienia wszelkich niesprawiedliwości, ponieważ istnieje wciąż grzech, a więc pokój ten ciągle będzie niestały i zagrożony. Jedno ze zdań Najświętszej Maryi Panny przypomina nam o tym delikatnie, ale bez miejsca na złudzenia: „Światu udzielony zostanie, mówi Ona, pewien czas pokoju”. To ograniczenie ściska nasze serce: pokój nie będzie wieczny. A my dodajemy: nie będzie on całkowitym zwycięstwem doskonałej sprawiedliwości. Można być przez to rozczarowanym, ubolewać nad tym czy się denerwować. Mimo to jest zgodnym z najlepszymi dążeniami naszej natury i z boskimi poruszeniami łaski, abyśmy zrozumieli, że to dobro, nawet niedoskonałe, ma jednak wiel­ką cenę; abyśmy pracowali nad światowym pokojem, każdy na swoim miejscu i według swoich możliwości, czuwając nade wszyst­ko nad nawróceniem naszego serca, krótko mówiąc: byśmy pracowali nad pokojem z chrześcijańskim usposobieniem, o jakim Najświętsza Maryja Panna przybyła nam przypomnieć.

Nienawiść, wściekłość, czujna złość szatana wobec Kościoła, smoka przeciwko Oblubienicy, będą trwać aż do chwalebnego powrotu Baranka. Objawienie Apokalipsy nie pozwala w to wątpić. Apokalipsa uczy nas nawet, iż napaści piekła jedynie podwoją swoją siłę w miarę, jak koniec będzie się zbliżał. Antykościół udoskonali swoje metody, ten Antykościół, który demaskuje Apokalipsa, a który nie jest niczym innym niż polityczną władzą, doczesnym społeczeństwem, o ile podaje się ono za wartość absolutną, staje się bożkiem, żąda od człowieka wszystkiego i przez to oddaje się z namiętnością niszczeniu Kościoła. Dla tego, kto uważnie czyta Apokalipsę, wydaje się, że historia nie kręci się w kółko, lecz że istnieje rozwój dwóch państw. A zatem jak przedstawić sobie rozwój państwa nieprawości? Wydaje się, że polega on na tym: stopniowo diabeł kładzie rękę na podstawowych warunkach, jakich potrzebuje wola, by normalnie działać. Bez wątpienia diabeł nie ma żadnego bezpośredniego wpływu na naszą wolę. Ale, w miarę jak rozwija się historia ludzkości, jest coraz bardziej zawzięty w deprawowaniu tych podstawowych wartości, które są niezbędne, abyśmy dobrze używali naszej woli, jak rodzina, zawód, środowisko życia, prawodawstwo i obyczaje publiczne i osobiste. Diabeł używa całej swojej wściekłości i swej przewrotności, aby to, co powinno nam pomagać w dobrem, stało się źródłem zgorszenia i to nie przejściowo czy przy sposobności, ale przez instytucje. Jest pierwszym prawem natury ludzkiej, by w drodze do Boga wspierała ją uczciwa rodzina, nauczanie prawdy, praca zorganizowana sprawiedliwie, wreszcie społeczeństwo posłuszne prawu naturalnemu. Diabeł, w miarę jak rozwija się historia, okazuje się coraz silniejszy i coraz zdolniejszy w pogwałceniu prawdziwych praw człowieka i przygotowaniu mu życia, którego apostazja będzie jakby naturalnym owocem. Społeczeństwo stworzone na podstawie materializmu dialektycznego stanowi niezaprzeczalny postęp w jego metodach. Takie społeczeństwo jest pod rządami diabła, ponieważ całość instytucji jest przeciwna prawu naturalnemu: jest to zinstytucjonalizowany grzech.

„Odmawiajcie codziennie Różaniec”

W Fatimie, bardziej jeszcze niż w Lourdes, Najświętsza Maryja Panna poleciła odmawiać Różaniec, nawet nazwała się Matką Boską Różańcową. Czy istnieje głęboki związek pomiędzy głęboką przemianą serca, nawróceniem, o jakie Ona nas prosi, i tą formą modlitwy, która tak często pozostaje rutynowa i powierzchowna? Odpowiedź jest pozytywna i pokażemy, dlaczego. Trzeba tylko, by ta modlitwa nią właśnie była, to znaczy, by była odmawiana w duchu i w prawdzie, zamiast być mechanicznie „klepana”. Oburzenie Pascala w jego dziewiątej z Prowincjonałek (Provinciales, zbiór listów do przyjaciela z prowincji na temat liberalnej etyki, promowanej przez niektórych ówczesnych jezuitów – przyp. red. Zawsze Wierni) oraz świętego Grignon de Montfort w trzecim rozdziale Traktatu o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny względem fałszywych czcicieli Matki Bożej, wciąż zasługują na naszą uwagę po objawieniach fatimskich, a przynajmniej tak samo jak w XVII wieku. Gdyż w końcu, jeżeli Dziewica nazywa się Królową Różańca Świętego, i jeśli przynagla nas do posługiwania się różańcem, to nie po to, aby pozwalać na nieuważność albo faryzeizm w tej modlitwie. Przyjąwszy to założenie, wydaje się, że wielką zaletą Różańca jest, jeśli jest odmawiany w duchu i prawdzie, iż zmusza nas bardziej niż inne nabożeństwa (nie mówimy tu o liturgii, która jest z innego porządku) do rozważania całej tajemnicy Odkupienia: życia, męki i chwały Chrystusa Zbawiciela. To przedłużone rozważanie musi oczywiście nas prowadzić do upodobnienia naszych uczuć i naszych obyczajów do tego, o czym rozważamy. Różaniec jest modlitwą kontemplacyjną, każe kontemplować samą Ewangelię; nasza kontemplacja trwa w obecności i z pomocą Tej, która zagłębiła się najbardziej w serce Ewangelii; jakże nie miałoby to być cudowne źródło ewangelicznego życia? Jak wobec tego Różaniec mógł nie popychać nas wyraźnie do zmiany życia i do nawrócenia?

I to tym bardziej że, jeśli się go odmawia tak, jak trzeba, Różaniec prowadzi nas do lepszego przyjmowania Eucharystii, uczestniczenia w tajemnicy wiary i w wielkiej modlitwie eucharystycznej, które są wybranymi środkami naszej przemiany w Chrystusie. Różaniec dobrze odmówiony wprowadza nas w mistyczny sposób w tajemnicę Chrystusa i sprawia, że pragniemy uczestniczyć w tej tajemnicy w sposób sakramentalny, aby nasze mistyczne uczestnictwo było trwalsze i głębsze. Skuteczność Różańca dla naszego nawrócenia rozumie się lepiej, jeśli pomyślimy o żywym związku pomiędzy odmawianiem tajemnic i sakramentalnym uczestniczeniem w tajemnicy eucharystycznej.

Nie mniej niż kontemplacja, Różaniec jest prośbą i prośbą z całą pewnością bardzo odpowiednią w oczach Boga i bardzo godną przedstawienia Jego nieskończonej świętości ponieważ błagając Go, biedny grzesznik, który Go wzywa, chroni się i gubi w modlitwie Tej, która modli się doskonale, gdyż zwraca się Ona do Ojca w sposób doskonały w Imię Swego Syna Jezusa, i w Duchu Świętym; to ze znamieniem nie wypowiedzianej czystości wymawia Ona per Dominum nostrum Jesum Christum („przez Pana naszego Jezusa Chrystusa” – przyp. red. Zawsze Wierni), będąc Jego Niepokalaną Matką.

Tych kilka rozważań wystarczy zapewne, by wytłumaczyć, dlaczego Najświętsza Maryja Panna, nie mówiąc już o zwyczajnym nauczaniu Kościoła, przywiązuje do Różańca tak wielką wagę. To dlatego, że Różaniec, prawdę mówiąc, daleki od zamknięcia na sobie samym i zwolnienia od wszystkiego innego, jest bardzo pewną drogą do większych dóbr; nie przeszkadzając w nawróceniu, przeciwnie, przygotowuje do niego; nie pozwalając zapomnieć o liturgii i sakramentach, prowadzi do nich i wiąże z nimi. Zły użytek, jaki można z niego zrobić, nie świadczy bardziej przeciwko jego wartości niż religijna ikonografia, tak często okropna, nie dowodzi niczego przeciwko świętości Chrystusa czy Najświętszej Maryi Panny.

Szczególnie wtedy, kiedy słabnie gorliwość chrześcijańskiego ludu, kiedy mnożą się zgorszenia i grzechy, albo kiedy cywilizacja chrześcijańska jest niszczona, szczególnie w tych godzinach ostatecznego niebezpieczeństwa, albo dla Kościoła, albo dla chrześcijańskich narodów, papieże błagają nas o uciekanie się do Różańca. Przypomnijmy sobie na przykład świętego Piusa V podczas najazdu tureckiego, Piusa XI podczas rewolucji hiszpańskiej i w przeddzień drugiej wojny światowej, wreszcie Piusa XII podczas gdy jedna trzecia Kościoła stawała się Kościołem milczenia (pod władzą komunistów – przyp. red. Zawsze Wierni). Ta ufność, jaką papieże i Kościół Święty pokładają w Różańcu, aby zwyciężyć nad siłami piekła w godzinach ich najwścieklejszej walki, wyjaśnia się w naturalny sposób, ponieważ Różaniec jest świętą medytacją i stawia nas na drodze nawrócenia; będąc błaganiem za pośrednictwem Niepokalanej, jest czystym błaganiem; wreszcie, jeśli błaga o zbawienie i odnowę doczesnego porządku chrześcijańskiego, błaga o to tak, jak chce tego Bóg, ponieważ zwraca się do Dziewicy ze Zwiastowania i Kalwarii, która w doskonały sposób zna wartość i znaczenie doczesności.

Fatima między nadprzyrodzonością a naturalizmem

Wieczny pokój, a szczególnie doskonale sprawiedliwy nie jest dla tej ziemi; prześladowania odżyją aż do końca świata, a nawet w przeddzień paruzji siły szatana będą bardziej niż kiedykolwiek potężne. Ograniczmy się do modlitwy i pozostawmy ich rozczarowującemu przeznaczeniu sprawy cywilizacji i Cesarza”. Tak mówią chrześcijanie, którzy chronią się w nadprzyrodzoności. Mylą się całkowicie. Nawet jeśli są oddani kontemplacji i zajmują się jedynie modlitwą, ich modlitwa nie powinna być obojętna wobec sprawiedliwości czy niesprawiedliwości w sprawach Cezara; powinna raczej naśladować wielką modlitwę liturgiczną, która wyraża w podziwu godny sposób kontemplację Oblubienicy Jezusa Chrystusa, a nie przestaje przecież prosić o sprawiedliwość i pokój królestw tego świata. Ale, jeśli chrześcijanie „cierpiący na nadprzyrodzoność” nie żyją w klasztorze, jeśli biorą w sprawach Cezara udział mniej lub bardziej istotny, ich postawa rzekomego oderwania staje się rodzajem hipokryzji; ponieważ korzystają z doczesności, choć wyznają, że się nią nie interesują.

Spróbujmy zorganizować ziemię w całkowicie nowy sposób. Spróbujmy zmienić nie tylko podstawowe instytucje prawa naturalnego, ale aż samą naturę ludzką, aby zobaczyć, czy nie będziemy mogli stworzyć tu na ziemi doskonałego szczęścia, sprawiedliwości bez skazy”. Tak mówią opętani prorocy, którzy odrzucają Boga i pozwalają się posiąść demonom ziemskiego mesjanizmu. W imię tej deklaracji starają się wszystko przewrócić; a ponieważ ulegli zwodzeniu materializmu dialektycznego, pociągają za nim korupcję sumień, zepsucie umysłów i przewrócenie do góry nogami instytucji.

Prawdziwi chrześcijanie natomiast uznają niedoskonałość i znikomość doczesności, nawet, gdy została ochrzczona; ale nie wątpią, że sprawiedliwość w doczesności i pokój godny tego miana są wolą Boga. Przede wszystkim wiedzą, że człowiek jest stworzony dla Boga, że znajduje tylko w Bogu, na łonie Kościoła Chrystusa, pokój i świętość. Starają się trwać w Bogu. Z powodu tego właśnie zamieszkiwania w tym, który chce sprawiedliwości, znajdują odwagę, by nie poddawać się niesprawiedliwości. Albo przez ich modlitwę, jeśli żyją w klasztorze, albo przez modlitwę połączoną z działaniem, jeśli są zaangażowani w życiu czynnym, pracują na rzecz sprawiedliwości, utrzymania i odnowy chrześcijańskiego doczesnego porządku, bez złudzeń ale i bez utraty odwagi, po­nieważ tego chce Bóg. Ta postawa, jedyna zrównoważona, zakłada, iż dusza jest wpatrzona w Boga, albo przynajmniej dąży szczerze do tego zjednoczenia miłości, które stanowi prawdziwe nawrócenie.

Ta postawa jest tą, do której powinno nas prowadzić ukazanie się Najświętszej Maryi Panny w Fatimie i poświęcenie się Jej Niepokalanemu Sercu. To Niepokalane Serce w istocie pragnie nam wyjednać jed­nocześnie chrześcijański pokój i nawrócenie naszego życia; ale, jak Ono nas uprzedza, pokój chrześcijański zostanie udzielony jedynie, jeżeli mamy mocne postanowienie nawrócenia się.

Przypisy:

  1. Z łatwością znajdziemy słowa Najświętszej Maryi Panny w książce Siostra Łucja mówi o Fatimie, wydawnictwo Vice–Posulacao, Fatima (przyp. red. Zawsze Wierni).
  2. Iz 9, 6.
  3. Imię nadane Kościołowi w liturgii uroczystości konsekracji kościoła.
  4. Pieśń pochwalna Paschału podczas Wigilii Wielkanocnej (przyp. red. Zawsze Wierni),
  5. Rzym 3, 8.
  6. Łk 23, 34.
  7. Ojciec Boismard OP, Apocalypse (Apokalipsa), wydanie w zeszycie Bibie de Jérusalem. Zobacz też Apocalypse de saint Jean (Apokalipsa świętego Jana) ojca Allo OP, „Etudes bibliques” u Gabalda, rozdział 9 wstępu.
  8. Na temat „ducha techniki” można przeczytać przemówienie radiowe Piusa XII na Boże Narodzenie 1953 roku, opublikowane przez „Documentation Catholique” z 10 stycznia 1954.
  9. Mt 16, 26.

.

Zawsze Wierni, nr 34, 05-06.2000, s. 37.

 

_______

.

R o s á r i u m
Różaniec

Rosárium in língua latína
Różaniec w języku łacińskim

.

.

 

 

.

___________________________________________________________________

 

O autorze: intix

Dzięki Panu Bogu... Polka. Na Ziemi Polskiej urodzona, narodowość polska. Sygnatariusz Aktu Konfederacji Gietrzwałdzkiej. Przeciwniczka fałszywego, ślepego posłuszeństwa i tzw. "świętego spokoju" - w każdej dziedzinie życia. Jednym z moich drogowskazów jest myśl św. Augustyna: "Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu". Któż jak Bóg! https://i.pinimg.com/originals/25/81/e6/2581e6ab451156d7aca4b7199dac5cd1.jpg