Kto jest Żydem? Tajemnice rodu Śpiewaków

Swoimi wypowiedziami, od czasu do czasu serwowanymi mediom, prof. Paweł Śpiewak – socjolog i dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie – wyrasta na jedną z głównych „gwiazd” nasilającej się od paru lat w świecie narracji antypolskiej, mającej Polsce przypisać winę za Holocaust, a niebawem pewnie również rozpętanie 2 wojny światowej. Oto jego najnowsza wypowiedź dla czeskiego „Tygodnika Echo” gdzie stwierdził, że Polacy zabili „zapewne większość z 200 tys. Żydów”, którzy uciekli z gett, oraz że „podczas II wojny światowej Polacy zabili również 80 tys. Niemców”. Dwa kłamstwa w jednej wypowiedzi.  Wprawdzie pan profesor dodaje zastrzeżenie, iż stwierdzenia te oparte są „na dużej dozie prawdopodobieństwa” jednak zastrzeżenie to – niegodne intelektualisty z tytułem akademickim – pogłębia jedynie wrażenie bełkotu, jakim posługuje się polski  „naukowiec” w rozmowie z szanowanym czeskim magazynem.

Zastanawiam się – już od dłuższego czasu (patrz mój artykuł z 2013 r.  o nadużyciach finansowych bratanka Pawła Śpiewaka, Jakuba Śpiewaka – niegdyś szefa fundacji dla upośledzonych dzieci KidProtect, z której wyprowadził ponad 400 tys. zł. na swe wycieczki, stroje i inne uciechy https://www.ekspedyt.org/2013/02/24/przypadek-jakuba-spiewaka/) nad dziwnym fenomenem tej rodziny, w której oprócz piękna – symbolizowanego przez pełną katolickiej kontemplacji i religijnego uduchowienia poezję seniorki rodu: wielkiej polskiej poetki Anny Kamieńskiej, matki Pawła – pleni się też obficie łopian, perz i pokrzywa, w postaci takich właśnie kwiatków jak nikczemna działalność Jakuba Śpiewaka (którą „sama” Jolanta Kwaśniewska określiła ze wzburzeniem jako coś, za co jest chyba tylko kara kamieniołomów http://www.se.pl/rozrywka/plotki/jolanta-kwasniewska-o-jakubie-spiewaku-smieszne-tlumaczenie_307612.html czy plugawe – nie zawaham się tak ich nazwać – bo skierowane przeciw Polakom, w połowie rodakom Pawła i chwalebnym kartom ich historii, wypowiedzi jego stryja.

Przypomnijmy skład tej wybuchowej mieszanki polsko-żydowskiej: jednej z tych, które wybitny polski myśliciel Feliks Koneczny uznał za „niewskazane i powodujące chaos mentalnościowy u pojedynczych ludzi i w zbiorowiskach”.

Ojciec Pawła – Jan Śpiewak, poeta i komunista, urodzony w żydowskiej rodzinie w Rosji (Chersoń) jeszcze przed wojną znalazł się we Lwowie, gdzie współpracował z komunistycznymi „Sygnałami” i „Lewym Torem”. Publikowali tam m. in. Adam Próchnik, Wanda Wasilkewska, Leon Kruczkowski.  „Współpracownicy tych pism podjęli w większości kolaborację z Sowietami po ich agresji na Polskę i poparli IV rozbiór RP” – pisze w portalu „Bibuła” Robert Lorkowski ( http://www.bibula.com/?p=49738 ). „Środowisko lewicowych pisarzy skoncentrowało się pod parasolem NKWD we Lwowie; tam też 30 kwietnia 1941 r. w numerze „Almanachu Literackiego” ukazał się wiersz J. Śpiewaka „Rozmowa z przyjacielem”, który stanowił apoteozę Stalina i komunizmu. W latach 1947-1949 Jan Śpiewak publikował w łódzkim „Głosie Robotniczym”, a od 1950 współredagował (…) „Twórczość”. Stało się to rok po tzw. kongresie szczecińskim, na którym wprowadzono odgórnie, jako obowiązujący polskich twórców, sowiecki realizm socjalistyczny. „Twórczość” pilnowała prawidłowości tej linii z wyjątkową gorliwością”.

Matka, Anna Kamieńska, pochodziła z rdzennie polskiej rodziny – ojca Tadeusza Kamieńskiego i matki z domu Cękalskiej. Brzmienie tego ostatniego nazwiska sugerowałoby związki rodzinne z Eugeniuszem Cękalskim – wybitnym, „postępowym” przedwojennym reżyserem, autorem filmu „Strachy” z 1938 r.,  po wojnie, niestety, „nawróconym na socrealizm” autorem stalinowskiego kiczu „Jasne Łany” z 1947 r. Te lewicowe związki tłumaczyłyby też obecną od wczesnych lat u Anny Kamieńskiej, a obcą prawdziwie polskiemu wychowaniu,  fascynację ideami lewicowymi: już jako panienka publikowała swe wczesne wiersze w znanym z lewicowo-marksistowskiego kursu przedwojennym piśmie dla dzieci „Płomyczek”.  Po wojnie, w latach stalinizmu krzewiła pryncypialny realizm socjalistyczny na łamach komunistycznych pism „Odrodzenie” i „Nowa Kultura”.  Nawrócony na katolicyzm żydowski poeta Roman Brandstaetter uważa, że rodzice Pawła Śpiewaka są współodpowiedzialni za „stalinizację literatury polskiej” w latach 1950-tych. Osobiście nie darzył Anny Kamieńskiej zbytnią sympatią, uważając ją za „zetempówkę”, a jej późniejsze nawrócenie (które nastąpiło ok. 1967 r. po śmierci męża) kwitował złośliwie, iż „teraz wierzy w Matkę Boską tak,  jak przedtem wierzyła w Stalina” (  http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=10049&Itemid=100  ). Jej wieloletnia przyjaźń z poetą i głęboko kontemplacyjnym kapłanem ks. Janem Twardowskim zaowocowała jej szczerym, jak sądzono, powrotem do Kościoła Katolickiego, choć zarazem pilna nauka języka hebrajskiego podjęta „w wieku 50  lat” – jak twierdzi jej syn Paweł – i „pod wpływem teścia”   (por. „Zbudowałem sobie klasztor” Rozmowa Pawła Śpiewaka z red. Janem Dziedziną, „Gość Niedzielny” 26 kwietnia 2009 r.) przemawia za tym, że jej wyobrażenie katolicyzmu skażone mogło być modernistycznym odchyleniem po Vaticanum II z jego fałszywym ekumenizmem oraz coraz wyraźniej widoczną, zwłaszcza dziś, protestantyzacją i judaizacją katolicyzmu. Taką wizję KK dzieliła zresztą w tamtym czasie z większością ówcześnie „ponawracanych” jak to się dziś trafnie nazywa „różowych katolików”,  grupujących się w latach 1960-80tych wokół warszawskiej redakcji „Więzi” i  krakowskiego „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego” oraz Klubów Inteligencji Katolickiej; stamtąd to do tradycyjnych i wiernych katolików, często nazywanych „ciemnogrodem” lub w późniejszych latach „oszołomami”  płynęły gromkie upomnienia, wygłaszane ustami  „oświeconych” i samomianowanych  „apostołów” w rodzaju orędownika żydowskich interesów w Polsce Jerzego Turowicza,  Tadeusza Mazowieckiego – autora haniebnego artykułu oczerniającego biskupa kieleckiego, Czesława Kaczmarka i Kościół katolicki w Polsce,  czy obłąkańczo poszukującego kompromisów między katolicyzmem a socjalizmem Stanisława Stommy lub wykolejonego pederasty i mimowolnego w swej głupocie konfidenta służb specjalnych PRL, Jerzego Zawieyskiego.

Czas tu nadmienić, że wspomniany przez Pawła Śpiewaka „teść”, który miał taki wpływ na Annę Kamieńską, to Szymon Datner – historyk, ojciec obecnie eks-żony Pawła, Heleny Datner – przewodniczącej w latach 1999-2000  Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie i  członkini Rady Naukowej Żydowskiego Instytutu Historycznego. Sam Szymon Datner (ur. 1902 w Krakowie – zm. 1989 w Warszawie) pracował do wybuchu II wojny światowej w Gimnazjum Hebrajskim w Białymstoku. Wojnę przeżył jako żydowski partyzant w lasach północno-wschodniej Polski, początkowo w oddziale Forojs (w jidysz: Naprzód) – o którym autor opracowania „Żydowscy komuniści – bandy zbrodniarzy na ziemiach polskich w latach 1941-44” http://web.archive.org/web/20080617203204/www.polonica.net/zydokomunisci_1941-44.htm pisze jako o „podporządkowanym sowietom” oddziale „bandytów z białostockiego getta” .  Zgodnie bowiem z dyrektywą z  20 stycznia 1943, wydaną jeszcze przed kapitulacją 6 armii niemieckiej w bitwie stalingradzkiej przez Pantelejmona Ponomarienkę, szefa Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego ZSRR, bandy te, utrzymujące się z rabunku i terroru na ludności cywilnej, unikające walki z Niemcami, miały za zadanie rozpalenie na terytorium Polski wojny partyzanckiej, dla osłabienia zwartości społeczeństwa polskiego przy planowanym końcu wojny i zniszczenia narodowo-patriotycznej infrastruktury w Polsce. W 1944 r. oddział Forojs, do którego należał Szymon Datner, przyłączył się do czysto sowieckiej brygady partyzanckiej im. Czapajewa – jednej z tych, które przeprowadzały bezwzględną pacyfikację polskiego ruchu oporu na Wileńszczyźnie i Białorusi, w tym zwłaszcza eksterminację Armii Krajowej, uważaną za główną przeszkodę w zagarnięciu przez Sowietów tych ziem. Jak to wyglądało w praktyce, mówią setki wstrząsających relacji, przytoczmy jedną z nich. W czasie jednej z narad sztabowych, radziecki dowódca partyzancki Żyszko meldował o wydaniu rozkazu nakazującego oddawanie przez ludność broni pod groźbą kar. Ponomarienko odpowiedział: „po co wydawać rozkazy, wystarczy, że rozstrzela się sołtysa, albo powiesi; niech powisi trzy dni i odechce im się sprzeciwiać naszym zaleceniom. – My tego nie robimy – stwierdził Żyszko – uważamy, że to nie po radziecku; my nie wieszamy. Co innego spalić w ognisku, zamęczyć, żywcem zakopać – tak, to się zdarza” (por. Joanna Wieliczko-Szarkowa: Likwidacja Polskiego Państwa Podziemnego, w: W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach 1917-1956)

Banda żydowskich „partyzantów” Tewje Bielskiego, odpowiedzialnych m.in. za masakrę 128 polskich mieszkańców wsi Naliboki 8 maja 1943 r.

Oto więc – krok za krokiem, idąc jedynie tropem faktów w ich biografiach  – wkraczamy w straszny podziemny świat jednej z żydowsko-bolszewickich dynastii w Polsce, których korzenie sięgają od potwornych odwiecznych talmudyczno-chazarskich antychrześcijańskich pokładów, po czasy najnowsze: współpracę przeciw Polsce z sowieckim z NKWD, z Gestapo, a po wojnie – budowę stalinowsko-talmudycznego gułagu na grobach zamordowanego katolickiego świata, w tym przede wszystkim – katolickiej Polski. Czy swemu współuczestnictwu w tych masakrach mógłby zaprzeczyć walczący wiele lat w bandyckich oddziałach teść Pawła Śpiewaka a zarazem troskliwy nauczyciel hebrajskiego jego matki – wybitnej polskiej poetki, która jednak nigdy ani słowem nie zająknęła się o krwawych epizodach z historii swej rodziny..? Po wojnie, Szymon Datner spuścił z tonu, zagrzebał się w archiwach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, gdzie zajmował się głównie badaniami nad Holocaustem. Interesujące, że już w 1946 r. zajął się on  sprawą mordu w Jedwabnem. Opierając się na zeznaniach jedynie 2 żydowskich świadków, doszedł do wniosku, że winnymi tej zbrodni byli polscy chrześcijanie, którym biernie towarzyszyli Niemcy. Jednak 20 lat później, w 1966 roku – widocznie zbadawszy rzecz dogłębnie, uznał, że to hitlerowcy podżegali, a następnie zmuszali do współpracy Polaków i gdy to zawiodło, sami dokonali spalenia Żydów w stodole. Te badania Szymona Datnera jakoś „umknęły uwadze” różnych „wybitnych historyków” badających tę sprawę po nim, m.in. autora osławionego paszkwilu „Sąsiedzi” i pseudo historyka żydowskiego, socjologa Jana Tomasza Grossa.

Niestety, równie mroczną kartę w najnowszej historii Polski zapisuje teściowa Pawła Śpiewaka –  Estera Miner, używająca polskiego nazwiska Edwarda Orłowska (ur. 1902 w Białymstoku – zm. 1977 w Warszawie).  Od najwcześniejszych lat po rewolucji 1917 r. zaangażowana była w krzewienie idei komunizmu na terenie Polski. Witała Sowietów wkraczających do Polski w 1920 r., działała w  Komunistycznym Związku Młodzieży Zachodniej Białorusi, mającym na celu, jak wiadomo, oderwanie tych terenów od Rzeczpospolitej Polskiej i przyłączenie ich do ZSRR. Była dygnitarzem tej antypolskiej jaczejki pełniąc w latach 1929/1930 funkcję I sekretarza komitetów okręgowych tego Związku Pińsku, Brześciu i Grodnie. W 1934 r. aresztowana i skazana na 5 lat więzienia, w trakcie wojny znalazła się w Kazachstanie, skąd w 1944 r. została przerzucona  samolotem do wyzwolonej części kraju. Natychmiast podjęła pracę nad budową zrębów władzy komunistycznej w Polsce w Resorcie Administracji Publicznej PKWN. „Była odpowiedzialna za organizację aparatu PPR na terenie województwa białostockiego  i stanęła na czele Komitetu Obwodowego (a później: Wojewódzkiego) PPR. Uczestniczyła w II Zjeździe PPR jako reprezentantka powiatu Sokółka. W latach 1946–1948 kierowała Wydziałem Kobiecym PPR, a po zjednoczeniu  z PPS i powstaniu PZPR analogiczną komórką przy KC PZPR (do 1953). Od 1947 do 1953 była członkiem Rady Światowej Demokratycznej Federacji Kobiet. Działała także w TPPR, będąc sekretarzem jego zarządu głównego. Zasiadała w Centralnej Komisji Rewizyjnej” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Edwarda_Or%C5%82owska ). Itd., itd… Dziś Estera Miner spoczywa na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach wraz ze swymi krzyżami: Kawalerskim i Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i już nikt tych prochów, skalanych zdradą Polski, nie niepokoi.

*

Oczywiście, nikt bezpośrednio nie odpowiada za grzechy swych rodziców, ani zwłaszcza swoich teściów. Jeśli jednak służyli oni ewidentnie złej, antypolskiej sprawie – to czy przynajmniej nie wypadałoby milczeć na tematy, w których siali oni kłamstwa i nie dołączać swego głosu do chóru ich błędów i niegodziwości? Poza tym – warto nam wszystkim wiedzieć, na jakim podglebiu wyrosła i ukształtowała się mentalność dzisiejszego dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego i skąd płynąć mogą inspiracje do jego coraz zajadlej antypolskich wypowiedzi. Przypomnijmy, że mówienie prawdy nie jest trudem, który pan profesor chętnie bierze na swe barki. We wspomnianym wyżej wywiadzie do „Gościa Niedzielnego” z 26 kwietnia 2009 r.  wygłasza on horrendalne nieprawdy na temat własnego katolicyzmu. „Nigdy nie chodziłem do żadnego kościoła. To było mi całkowicie obce, w znaczeniu związku z instytucją (…) – mówi syn katolickiej poetki i wybitnej tłumaczki „Psalmów” – „Kościół nie był w domu obecny – ani jako instytucja sakramentalna, ani jako instytucja publiczna (…) …katolicyzm nie jest moim domem, Kościół nie jest moim domem, nie miałem też momentu nawrócenia. Wchodzę do świątyń i na tym koniec (…) nie uważam się za chrześcijanina”.

Ewangelie są dla mnie mądrością, wiedzą, ale nie mam poczucia, że to jest obiecane przyjście Zbawiciela” – posuwa się w innym miejscu do wyznania swej pełnej apostazji.

Czytając te przygnębiające słowa upadku ochrzczonego katolika w ostateczną niewiarę (pytanie: czy kiedykolwiek wierzył?)  przecierają oczy ci wszyscy, którzy pamiętają Pawła w stanie wojennym i po, biegającego na msze św. na Żytnią w Warszawie  i do innych kościołów katolickich, w których odbywały się tzw. Msze za ojczyznę i gdzie toczyła się działalność niepodległościowa. Piszący te słowa sam uczestniczył w latach 1980. we mszy katolickiej, w której obok niego stał ten przyszły dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, żarliwie odmawiający modły kolejnych części katolickiego nabożeństwa i nawet wzorem kapłana przy ołtarzu, podnoszący obie ręce do góry na Ojcze Nasz. W tym czasie jego starszy brat Jan Leon Śpiewak – równie, jak jego rodzice, utalentowany poeta, niestety, przedwcześnie zmarły w 1988 r. –  też poszedł drogą swej matki, wiążąc się jako redaktor ze słynnym pismem „Powściągliwość i praca”, które pozostając od końca XIX wieku pod auspicjami zakonu michalitów, odrodziło się po zawieszeniu stanu wojennego, dając schronienie wielu opozycjonistom represjonowanym przez władze. „Pierwszy numer wskrzeszonej „Powściągliwości i Pracy”, pod redakcją ks. dr. Waleriana Moroza, ukazał się w 30 tysięcznym nakładzie we wrześniu 1983 roku. Od samego początku we wznowionym miesięczniku wyjątkową rolę i pracę wykonywał, dziś już nieżyjący, zastępca redaktora naczelnego p. Jan Śpiewak” – napisano na stronie internetowej Michalineum w „Historii miesięcznika Powściągliwość i Praca”. https://www.michalineum.pl/pl/powsciagliwosc-i-praca/

*

 Co powiedziałaby dziś Anna Kamieńska, autorka m.in. wydawanych przez katolickie oficyny podręczników dla dzieci, jak czytać Pismo Św. i jak odmawiać Ojcze Nasz, na słowa apostazji swojego syna z Kościoła Katolickiego? Słowa, z których surowo rozliczy go Bóg, gdy stanie on przed Jego Sądem. Nie mnie sądzić meandry wiary – szczerej czy udawanej – Pawła Śpiewaka. Osądzi go Bóg, który jednoznacznie przestrzega obłudników w tej odrzuconej przez Pawła Ewangelii: A tak, żeś letni, a nie gorący ani zimny, wypluję cię z ust moich (Ap 3.15-16).

     Dlaczego Pawła Śpiewaka nazywam obłudnikiem? A nie kimś, kto prostu  utracił wiarę? Kto deklaruje się jako „apostata”, a więc nie jest „letni” – jeśli nadal kierować się przenośnią z Pisma Św. – ale jest „zimny”, a więc przeciwstawiony „gorącemu” i żadnego z nich Pan ze Swych Ust nie „wypluje”?…  „Zimny” bowiem to ktoś, kto w starciu z „gorącym” bez osłonek ukazuje swe bezbożne zachowanie i w ten sposób o wiele łatwiej jest nam zachować swoją wiarę, oddzielić prawdę od fałszu. Nie popadamy w pułapkę obłudy. Chrześcijanin gorący, gdy widzi osobę zimną, nie zrezygnuje z wysokich standardów Bożych, będzie stara się nadal przestrzegać przykazań i zachowywać zgodnie z Wolą Bożą. Jednak pod wpływem obłudnika, zaczyna zaniżać standardy, wprowadzać udogodnienia, wypaczenia i ustępstwa, które są niezgodne z tym, co naucza Pan.  Paweł Śpiewak – kłamiąc, że „nigdy nie wchodził do żadnego Kościoła” – nie jest ateistą, bo „zimny” ateista z niczego się nie tłumaczy, o niczym nie musi zapewniać, ateista stoi po prostu po stronie mroku, i kropka. Zaś w gorączkowych zapewnieniach, w których Śpiewak posuwa się wręcz do publicznej, haniebnej – jak na ochrzczonego katolika – apostazji, przypomina on kogoś, kto ze wszystkich sił chce się przypodobać jakiejś ukrytej „drugiej stronie”.

Jaka to „druga strona”?

Według odwiecznych żydowskich kryteriów, Paweł Śpiewak nie jest członkiem ich narodu. W Izraelu, wśród fanatycznych rabinów kreujących prawo państwowe, byłby w czasach założycielskich, po 1947 r. obywatelem 2-iej a nawet 3-ciej kategorii. Te surowe kryteria osłabły od czasu masowej imigracji do Izraela pseudożydostwa Chazarskiego ze Związku Sowieckiego w latach 1970/80tych, kiedy populacja Izraela ulegała znacznemu obniżeniu – problem, z którym państwo Izrael boryka się od zarania.  „Kto jest Żydem? To pytanie w świecie żydowskim zadawane jest wielokrotnie. Niestety nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi  – pisze Tyson Herberger w magazynie „Chidusz” https://chidusz.com/kto-jest-zydem/  „W dzisiejszym świecie to, jak nas widzą inni, uzależnione jest od tego, za kogo się podajemy. Sami tworzymy swój własny obraz. To od nas samych zależy, czy pozostali będą wiedzieli, że jesteśmy Żydami czy nie. To my sami decydujemy, czy będziemy wieść życie według halachy czy nie – kontynuuje. „Z drugiej jednak strony, według żydowskiej tradycji, to, jak dana osoba sama siebie definiuje, nie ma znaczenia. (…) Tradycyjnie w judaizmie za Żyda traktowana jest osoba, której matka była Żydówką. Matka tej matki też musiała być Żydówką i tak dalej, przez wiele pokoleń wstecz”. Jednak w niejednej gminie żydowskiej nastawionej liberalnie – dodaje Herberger – inne jest podejście do tej definicji i „w nie ortodoksyjnych społecznościach np. w Ameryce Północnej osoba, której ojciec jest Żydem a matka nie, traktowana jest jako Żyd, pod warunkiem, że wyrosła w domu, w którym kultywowano żydowską tradycję i nie była obecna inna religia”.

Wygląda na to, że gorączkowe acz nieprawdziwe deklaracje Pawła Śpiewaka o tym, że wyrósł w domu, w którym „Kościół nie był obecny” mają na celu takie właśnie stworzenie „samodefinicji”, „maskirowki” przyjętej w żydostwie – o czym też pisze Herberger jako o tzw. self-definition, według której nie jesteśmy tym, czym jesteśmy ale tym, czym deklarujemy się być. „Jednym z wielkich problemów judaizmu w obecnym świecie – wyraża troskę autor –  jest to, jak zmniejszyć różnicę pomiędzy tymi, którzy są halachicznie Żydami oraz tymi, którzy określają się jako Żydzi.  Czyli: jak zrobić podmiankę z „towaru oryginalnego” na „wyrób czekoladopodobny”.

W Polsce, gmina żydowska we Wrocławiu akceptuje „szeroki wachlarz osób, które chciałyby przystąpić do żydowskiej społeczności” – pisze Herberger. W tym celu należy „udowodnić swoje pochodzenie poprzez wskazanie najdalej jednego z czworga dziadków, który był Żydem, bądź przedstawienie potwierdzonych dokumentów ortodoksyjnej konwersji”. Obawiam się, że zwrot Pawła Śpiewaka od gorącego  katolicyzmu ku  apostazji od Kościoła, którego był wyznawcą i którego Tajemnice przed nim otwarto – aż wręcz do zanegowania Boskości Pism Objawionych (!) – ma te właśnie, zgoła przyziemne cele: wymazanie własnej katolickiej przyszłości i udokumentowanie swej „ortodoksyjnej konwersji”.  A mówiąc po naszemu: jak z nieprawdy uczynić prawdę. I na odwrót.

 

  1. 03. 2019                                         Pokutujący Łotr

 

Ks. Jan Twardowski i Anna Kamieńska, lata 1970-te.

 

 

Anna Kamieńska

DROGA

Panie nasz

Jak szedłeś sam
przez ciasto życia

przez Matkę i Józefa
Annę Symeona
Jana Szymona
Martę Marię Łazarza
przez ślepych opętanych
trędowatych
przez Nikodema
Judasza
Piłata
łotrów obu
Szawła

Jak idziesz wciąż
przez nasze ciała

Tak ja niech pójdę

Przez spotkanego na wąskiej kładce
przez tego co biegł za mną brzegiem morza
tego co pryskał śliną gadulstwa
i nieśmiałego który mówił nic nie mówiąc
przez czyste oczy małego chłopca
przez babkę obok której klękam
nawet przez tego pana na ulicy
który nieznacznie sięga ręką w śmietnik
szukając niedopałków
przez tego co pożycza pieniądze na wódkę
tego któremu się ręki nie podaje
także któremu wszystkie ręce klaszczą
przez niemądrą dziewczynę o fioletowych paznokciach
przez kłótliwą zacietrzewioną urodę
i przez cienistą brzydotę
przez matkę
matkę matki
i przez syna
Do Ciebie

 

 –

 

 

O autorze: Pokutujący Łotr