Greta Thunberg – kurzy móżdżek w służbie Molocha

Greta Thunberg to szesnastolatka, która w oszałamiającym tempie przebyła drogę od nikomu nieznanej szwedzkiej uczennicy szkolnej – która w sierpniu 2018 r. w okresie fali upałów i pożarów lasów dewastujących Szwecję, rozpoczęła protest pod budynkiem Riksdagu  (szwedzkiego parlamentu) z transparentem Skolstrejk för klimatet (Strajk szkolny w obronie klimatu) – aż po odgrywaną dziś wobec światowych gremiów rolę „eksperta” od spraw klimatycznych i eksploatowaną do obrzydzenia „celebrytkę”, z którą chętnie spotykają się przywódcy światowi, w tym Papież. Jednak ta kariera „od pucybuta do milionera” nie jest tak „spontaniczna”  jak zdają się wskazywać zdjęcia Grety Thunberg upozowanej na nastoletnie niewiniątko, goszczące od miesięcy na okładkach najbardziej prestiżowych pism świata.

Jak to bywa u gadzich elit zarządzających naszym światem, wszystko zostało na wiele lat wcześniej zaplanowane i przygotowane. Nie przez przypadek Greta Thunberg jest córką znanych szwedzkich gwiazd sceny i TV: aktora Svante Thunberga i Maleny Ernman, gwiazdy operowej, która w 2009 r. zabłysła na konkursie Eurowizji i otrzymała tytuł Hovsångerska czyli „nadworniej śpiewaczki” króla Karola Gustawa XVI. Jednak Malena Ernman znana jest też ze swych sympatii okultystyczno-globalistycznych. Już na rodzinnym zdjęciu z dzieciństwa, mała Greta, siedząc na kolanach matki, zasłania sobie rączką jedno oko. Że nie jest to przypadek, dowodzi identyczny gest wykonywany w tej chwili przez jej siostrzyczkę. Znak ten to słynne „oko Horusa”, symbol odwołujący się do egipskiej mitologii, którym na równi z innymi – w tym nie mniej rozpowszechnionymi „rogami szatana” lub „szóstkami” robionymi palcami rąk – posługują się światowe elity okultystyczne w publicznych wystąpieniach, jako swym „podpisem”.

Uwadze wielu Polaków, nieświadomych tej złowrogiej symboliki, umyka fakt posługiwania się tym znakiem również przez większość polskich elit artystycznych. W tym środowisku – z racji swego publicznego oddziaływania, szczególnie narażonym na masońską infiltrację – “oko Horusa” jest łatwe do przeszmuglowania na plakatach, fotkach z imprez czy np. okładkach płyt, sugerując niewinną „zabawę z okiem” czy z własnymi włosami, czasem bowiem dłoń zasłaniającą oko zastępuje padający cień, krawędź trzymanego przedmiotu (często w reklamach)  czy pasmo włosów. Politycy natomiast – np. Berlusconi, Clinton i jego żona, Barack Obama, Georgie Bush senior i junior, Macron, Donald Tusk, Trump, Żełeński – nie mogąc publicznie uprawiać takich kamuflaży, częściej ograniczają się do przesyłania sobie „rogów” albo „szóstek” palcami.  Malena Ernman, podczas swego występu na Eurovision 2009, posłużyła się całym chórkiem statystów stojących za nią i zakapturzonych tak, by odsłonięte było jedno oko.

Satanistyczne “oko Horusa” w wykonaniu Justyny Steczkowskiej

Co więcej, już zupełnie otwarcie stwierdziła  ona we wrześniu 2011 r.  w wywiadzie dla szwedzkiego pisma Vi: „My wszyscy (mając na myśli celebrytów?) sprzedajemy duszę diabłu”. Nie przeszkadza jej to jednak – jako działaczce międzynarodowej organizacji ekologicznej Stockholm Environmental Institute i laureatki w 2017 r. prestiżowego tytułu Environmental Hero przyznawanego przez World Wildlife Fund – odgrywać roli matki zatroskanej jedynie o to, w jakim stanie zostawimy Ziemię naszym dzieciom.

Nie jest więc przypadkiem, że już rok po tych nagłośnionych w mediach „zwycięstwach ekologicznych” pani Ernman, jej nastoletnia córka odgrywa w świetle kamer swój ekologiczny show przed szwedzkim parlamentem. Nie jest również przypadkiem, że w dniu rozpoczęcia strajku, Greta ma już na Facebooku profesjonalnie przygotowaną stronę We Don’t Have Time (Nie Mamy Czasu), której menadżerem jest szwedzki profesjonalista od marketingu, Ingmar Rentzhog.

Malena Ernman na okładce szwedzkiego pisma Vi: “My wszyscy sprzedajemy duszę diabłu”.

Gdy po paru dniach akcja Grety nazbiera rozpędu, zdarza się kolejny „przypadek”: księgarnie zasypane zostają rodzinną sagą pióra Maleny Ernman, pt. Scener ur hjärtat (na polski można by to przełożyć jako “Obrazy pisane sercem”).  W książce tej Greta, cierpiąca na zespół Aspergera, przedstawiona zostaje jako „obdarzona szczególną mocą” i posiadająca „umiejętność widzenia” nadmiaru CO2 wydzielanego przez budynki i różne urządzenia, np. samochody. Wszystko to wskazuje na profesjonalną, powoli rozkręcaną akcję propagandową, mającą o wiele ambitniejsze cele, niż tylko wylansowanie rodzinnej gwiazdy w środowisku matki-artystki, czy młodocianej obrończyni szwedzkiej społeczności, nagle dotkniętej w 2018 r. serią klęsk naturalnych. Na pytanie: czy seria tych katastrof również była częścią  zakrojonego na potężną skalę globalistyczno-ekologicznego scenariusza, pewnie nie uzyskamy odpowiedzi.

Al Gore pokazuje znak “czarcich rogów”

Ale że tak może być, wskazują kolejne fakty. Facebookowy menadżer Grety – Ingmar Rentzhog to nie byle jaka figura. Jest on prezesem potężnego szwedzkiego think-tanku globalistycznego Global Utmaning (Global Challenge), jak również członkiem Climate Reality Organization Leaders zarządzanym przez Ala Gore’a i jego osobistym wychowankiem po szkoleniach w Denver w 2017 r. i w Berlinie w 2018 r. Trudno się dziwić, że mając poparcie takich potęg, Greta Thunberg – nikomu nieznana uczennica szkolna – w ciągu paru tygodni zyskuje światową popularność, bierze rok urlopu ze szkoły i udaje się na światowe tournée, zaczynając od europejskich stolic. W kwietniu 2019 r. m.in. spotyka się z Papieżem Franciszkiem: ona wręcza mu plakietkę z hasłem Join The Climate Strike (Przyłącz się do protestu klimatycznego)  on zaś – tu też zero zdziwień – zachęca ją,  by „kontynuowała swoją walkę”.  Podczas podróży, Greta ma stale u boku „oficera prowadzącego”: Luizę-Marię Neubauer, jak się nietrudno domyśleć,  aktywistkę kolejnej „zatroskanej o losy Ziemi” organizacji. Tym razem jest to „walcząca z biedą i przemocą w Trzecim Świecie” ONO Campaign, wspierana przez George’a Sorosa, małżeństwo Gatesów i Bono.

Kampania się rozkręca i Greta z Europy wędruje za Atlantyk. Tam, wspierana przez wielkie amerykańskie media, odbywa tournée na miarę Martina Luthera Kinga: gdzie się pojawi, tam „spontanicznie” wybuchają „szkolne strajki” i odbywają się parady ekologiczne,

Rozwścieczone dzieci – czy taka przyszłość nas czeka?

w których niesione są wizerunki Grety upozowanej na współczesną świętą według renesansowych czy barokowych wzorów (Amerykanie ich nie rozróżniają), z aureolą wokół głowy. – O co chodzi w tym wszystkim? – pyta z trwogą niejeden dorosły, przecierając oczy i patrząc na rozwścieczone buźki kilkulatków, zabieranych na te masówki sprzed swych domów dla lalek i ściąganych z kucyków, aby na ulicach wykrzykiwali hasła, które nam, dorosłym nie przyszłyby do głowy. W styczniu 2019 r., wobec uczestników Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, Greta postawiła sprawę jasno:

„Dorośli wciąż powtarzają, że powinni nam dawać nadzieję, aby młodzi ludzie jej nie tracili – z trudem dukała swą deklarację, zgoła daleką od niewinnego pokrzykiwania o ekologii. – Ale my mamy gdzieś waszą nadzieję! Ja też nie chcę od was nadziei. Chcę, żebyście bili na alarm, żebyście wzniecali przerażenie! Chcę, żebyście czuli ten sam lęk, jaki co dzień jest we mnie”.

My, Polacy, jeszcze pamiętamy  takie młodzieńcze wrzaski, obecne podczas manifestacji przeciw stonce ziemniaczanej, zrzucanej na polskie pola przez imperialistów amerykańskich; znamy też stalinowskie filmy z Rosji, gdy dzieci nagminnie używano do „krytyki burżuazyjnego państwa” często drogą donosu na własnych rodziców,  aby w ten sposób wprowadzać w życie agendy „nowego wspaniałego świata”. Ten marksistowski sen o niemożliwym trwa do dziś, a Greta Thunborg jest jego kolejną lewacko-satanistyczną forpocztą, mającą zwieść całe pokolenie kilku- i kilkunastolatków, jak flecista z Hamelin wyprowadzający z miasta dzieci uwiedzione dźwiękami jego fletu. Rola tego nieszczęśliwego dziecięcia – rzuconego w paszczę Molocha przez jego głupich, zlewaczałych rodziców – jest zatem jasna od początku. Nie chodzi o te bajdy o dwutlenku węgla i walkę z „ociepleniem klimatu”. To są jedynie socjotechniczne zasłony dymne, za którymi rozgrywa się o wiele poważniejszy dramat. Chodzi o to, by takie Grety – bo na jednej pewnie się nie skończy – przemieliły na papkę rojącą się od lewackich kłamstw, mózgi swoich rówieśników – ale także ich rodziców i nauczycieli, którym będzie się mówić: „no, chyba nie jesteś przeciwny ratowaniu ginących gatunków zwierząt?”.

…zaledwie nastolatka i już na okładce pisma dla młodzieży “Id” prawie nie kamufluje satanistycznego przekazu… 

Dzieci świata, wezwane przez swą nową idolkę – „dzielną” i „nieprzekupną” rówieśniczkę – porzucą swoje zabawki i wyprowadzone na pole bitwy dorosłych, będą krzyczeć „precz!”, „dosyć!”,  będą nienawidzić i wymachiwać pięściami zamiast lalkami, zupełnie jak ci mali okrutnicy z różnych sekt i dzikich plemion, szkoleni od wczesnych lat do podrzynania gardeł wrogów – prawdziwych lub wskazanych – bo ich wyprane umysły są gotowe do zaszczepienia każdej ideologii. Zwłaszcza tej, na której dziś najbardziej zależy gadzim elitom i która doprowadzić ma społeczeństwa do takiego stanu paniki, żeby same błagały o jeden światowy rząd i o silnego przywódcę, który obroni ich przed nieszczęściami. Pożądanym efektem ubocznym takiego procesu odmóżdżania jest też wzrastająca u dzieci pozbawionych dzieciństwa, trudność w przyswajaniu wiedzy i obracaniu jej zasobami, jak również skłonność do depresji i samobójstw.

Oto eksperci światowej klimatologii: smarkata z podstawówki, były nauczyciel dramatu, barmanka.

U celu tej „ekologicznej” maskirowki leży więc nie ochrona klimatu, a przebudowa świata na kolejny w historii marksistowski obóz pracy pod jednym zarządem, wybranym spomiędzy “swoich”. Aż 80 % emisji gazów cieplarnianych pochodzi wszak z USA i z innych uprzemysłowionych krajów, gdzie większość firm energetycznych, transportowych i budowlanych jest we władaniu ponadnarodowych korporacji. To właśnie one co sekundę emitują tysiące ton CO2  do atmosfery i drugie tyle toksyn wpuszczają do wód świata, zarazem nie ustając w kampanii piętnującej tych,  którzy tak czynią. Oto sytuacja złodzieja, który pierwszy krzyczy: łapaj złodzieja! Nie chodzi im o to, by rzeczywiście  ukręcić łeb trucicielom, ale by w gronie “zatroskanych” polityków i „ekspertów” czyli łajdaków do wynajęcia, obdarowanych wpływami, tytułami i Noblami, organizować w coraz to nowych kurortach coraz to nowe sympozja, „szczyty Ziemi” i wystawiać do kamer takie Grety, razem z tłumami ciągnących za nimi dzieci i innych nieszczęśników, którzy dali się ogłupić i zgodnie będą krzyczeć: dajcie nam nowy świat, my tego nie chcemy!

09.11.2019

                      Pokutujący Łotr

(inspiracją do tego artykułu stał się tekst zamieszczony na amerykańskim portalu prawicowym https://vigilantcitizen.com/ “The Elite Machine Behind Greta Thunberg”, z niego też pochodzą niektóre fotografie).

O autorze: Pokutujący Łotr