Górski Karabach – Erdogan szuka guza

Pandemia spowodowała przytłumienie wielu konfliktów. Ostatnio jednak uaktywnił się nowy. Od niedzieli 27.09.2020 toczy się regularna wojna między Azerbejdżanem a Armenią o Górny Karabach. Konflikt ten datuje się od co najmniej 1987 roku i jest efektem przedzielenia przez władze sowieckie ormiańskiego Górnego Karabachu Azerbejdżanowi. Po upadku Sowietów region ten nieformalnie połączył się z Armenią. Azerbejdżan pragnąłby go odzyskać. Walczył o to w 1994 i 2016 roku – bezskutecznie. Obecnie spróbował po raz trzeci. Jak pisze bloger r.szklarz wsalonie24 {TUTAJ(link is external)}:

„W tym spornym regionie Azerbejdżan znów walczy z Armenią, a swoje interesy ma w tym wszystkim Ankara.
Prezydent Erdogan zdecydowanie poparł w tym konflikcie Azerbejdżan i zadeklarował, że jeśli ten poprosi o pomoc militarną, to Turcja jej z chęcią udzieli. Takie stanowisko nie powinno dziwić. Nad Bosforem popularność ostatnio zdobywa panturkizmu, postulującą zjednoczenie wszystkich ludów turkijskich, aż po Ałtaj. Zgodnie z nią, Azerowie i Turcy to jeden, sztucznie podzielony naród, w czym zresztą jest trochę prawdy, bo ich języki są bardzo podobne. Stosunku Turków do Ormian chyba nie muszę przedstawiać, bo od około 100 lat jest on raczej mało przyjazny.
Zresztą wygląda na to, że Turcja nie tylko w tym konflikcie zajmuje jasne stanowisko, ale też właśnie ona w znacznym stopniu obecną eskalację zainicjowała. Wiele wskazuje, że pierwsze strzały padły ze strony azerskiej, najprawdopodobniej przez Ankarę zachęconych. Bo to właśnie Erdogan najwięcej na tym konflikcie teraz zyskuje.”.

Moim zdaniem nic na razie nie zyskał a ta wojna jest kolejną awanturą podsycaną przez Turcję. O jej przebiegu można się dowiedzieć z twittów dr Wojciecha Szewki {TUTAJ(link is external)}. Dobry opis konfliktu jest w portalu Rosja o Rosji {TUTAJ(link is external)}. Warto też wysłuchać rozmowy z dr Szewką {TUTAJ(link is external)}. W ciągu ostatnich kilku lat Turcja stała się chyba najważniejszym czynnikiem destabilizującym sytuację na Bliskim Wschodzie. Winne są temu mocarstwowe ambicje samego Erdogana. Pragnąłby on wskrzesić Imperium Otomańskie i zostać jego sułtanem. Oto kilka przykładów jego działań:

Interweniował wojskowo w Syrii i próbował przepędzić Kurdów z pobliża granicy syryjsko-tureckiej. Przeciwstawiła się mu Rosja. Wmieszał się potem w wojnę domową w Libii popierając rząd w Trypolisie. Wysłał tam syryjskich najemników. Znów powstrzymała go Rosja oraz Egipt, który zapowiedział, że w przypadku zajęcia Syrty, wyśle tam armię egipską. Na początku bieżącego roku zaatakował Grecję, chcąc wysłać tam „uchodźców”. Przeszkodził w tym opór Greków oraz pandemia koronawirusa. Teraz Erdogan wspiera Azerbejdżan i wysyła tam syryjskich najemników. Wygląda na to, że facet się nie uspokoi dopóki nie dostanie porządnie w skórę. Nie wiadomo jednak, kto mógłby go pohamować. Rosja prowadzi z Turcją podwójną grę, z jednej strony udając przyjaźń a z drugiej kontrując jej zamierzenia, USA nie chce angażować się na Bliskim Wschodzie, a dwa miliony Turków w Niemczech paraliżują ten kraj, a zatem i całą UE. Dlatego Erdogan może rozrabiać dalej

O autorze: elig