Socjalizm w USA

USA ogarnia obłęd. Amerykanie wariują. Ta polityczna poprawność ich zniszczy. Ale ten zbiorowy amok nie zaczął się w USA w latach 60-tych XX wieku wraz z rewolucją obyczajową – on zaczął się dużo wcześniej – tak mniej więcej od 1912 roku, gdy dodano 16-tą popsujkę do konstytucji i zatwierdzono tym legalność podatku dochodowego. Obłęd ten nazywa się “socjalizm”. To polega na tym, że państwo szczegółowo reguluje najdrobniejsze aspekty ludzkiego życia. USA wdraża to powoli od ponad 100 lat. Problem leży w tym, że wszelkie rozwiązania wdraża się coraz bardziej odgórnie, a coraz mniej oddolnie.

Ale to nie jest do końca tak, że Amerykanie zwariowali – oni tylko dali się podejść, oszukać, otumanić przez lewicowych aktywistów. To wszystko, co się w USA dzieje w związku z rozwojem kulturowego marksizmu jest konsekwencją systemowego błędu popełnionego na początku XX wieku. Błędu wiary w państwo, wiary, że państwo rozwiąże wszelkie problemy.

Takie bzdurne regulacje i wytyczne, o jakich mowa tu: Walka z “rasistowską matematyką” w USA – jest zbiorowy amok, nadchodzi terror, można narzucać wielu dlatego, że już od dawna rozwija się w USA socjalizm – państwo coraz intensywniej przejmuje edukację, tworzy szkoły publiczne i różne centralne czy federalne instytucje rządowe zajmujące się edukacją. Socjalistyczny centralizm powoduje, że jednym ruchem można zniszczyć wiele.

Gdyby system pozostał prywatny, rozproszony, państwo na dowolnym szczeblu by się w edukację nie wtryniało, nie dotowało, nie certyfikowało, nie kontrolowało, to wszelkie głupoty musiałyby być wdrażane oddolnie – najpierw w jednej czy kilku szkołach. Musieliby się na to zgodzić konkretni nauczyciele i rodzice w konkretnej szkole – a gdyby się zgodzili, to musieliby ponieść tego konsekwencję – w postaci konkurowania ich dzieci z dziećmi z innych szkół. Wolny rynek i różnorodność w edukacji byłby wystarczającym zabezpieczeniem przed głupotami. A w socjalizmie odgórnie można wprowadzić dowolne bzdury. To samo co w USA jest w Polsce. W ogóle nie powinno być żadnego Ministerstwa Edukacji Oregonu, USA czy Polski!

Ideologie mogą być złe albo dobre. Gdy są wdrażane odgórnie przemocą, to czasem wdroży się dobrą ideologię, ale cały czas jest ryzyko, że zarządca zmieni ideologię na złą i ją łatwo zaaplikuje każdemu. Dlatego centralizm jest zły, nawet jeśli chwilowo robi coś dobrego.

Działanie wolnorynkowe, różnorodne, konkurencyjne, oddolne, jest dobre dlatego, że nawet jeśli ktoś zacznie wdrażać ideologię złą, to ona cały czas będzie konkurować z innymi ideologiami i jeśli rzeczywiście jest zła, to przegra. A nawet jeśli nie przegra, to na pewno większości nie zdobędzie. A jeśli zdobędzie, to nawet demokratyczny centralizm na to nie zaradzi, bo po prostu ci realizujący złą ideologię wygrają wybory – ale wtedy narzucą ją wszystkim. A na wolnym rynku zawsze zostanie mniejszość realizująca coś innego.

W USA czy w Polsce wdrażane są złe ideologie odgórnie, centralnie – i to jest złe. Ideologia wolnego rynku pozwala lokalnie realizować wszystkim jakie chcą ideologie, więc każdy znajdzie coś dla siebie, a ideologia socjalizmu narzuca wszystkim samą siebie – a wszystkie inne ideologie są tępione, więc nikt nie może realizować swoich ideologii. Dlatego wolny rynek jest dobry, a socjalizm zły obiektywnie.

To, co się dzieje w USA, cały ten feminizm, ekologizm, odwrotny rasizm, genderyzm etc… nie jest dużym zagrożeniem – poważnym problemem staje się wtedy, gdy zajmie się tym państwo. Więc problem leży nie w różnych politycznie poprawnych ideologiach, ale w tym, że tym wszystkim zajmuje się odgórnie państwo. Problemem nie są ludzie LGBT, problemem jest socjalistyczne państwo, które wdraża ideologię LGBT.

Grzegorz GPS Świderski

 

O autorze: GPS

Jestem skrajnie konserwatywnym arcyliberałem, katolikiem, paleolibertarianinem, żeglarzem i trajkkarzem. Z wykształcenia jestem matematykiem i informatykiem. Myślę, rozważam, dyskutuję, analizuję, dociekam, politykuję, polemizuję, prowokuję, filozofuję. Mieszkam w Warszawie od dzieciństwa.